MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Zaraza słysząc i widząc reakcje Lorenza zaśmiał się pod nosem... Lorenzo nawet jakby chciał i tak nie byłby w stanie wezwać pomocy... Bez bezradny... Zaraza położył swoją dłoń na głowie księcia... Lorenzo czuł od demona potężną mroczną energie... Nigdy nie czuł czegoś takiego podobnego...
- Nie obawiaj się chłopcze.... nie mam absolutnie żadnych złych intencji... - rzekł prześmiewczo Zaraza - Bardzo mi zalezy abyś pojednał się ze swoja matką jak najszybciej to możliwe... Ale... to nie jest takie proste niestety....
W tej chwili jego oczy błysnęły... Lorenzo poczuł jeszcze większy strach...
- Pomożesz mi w moim przedsięwzięciu.... - rzekł nagle demon - A gdy to zrobisz wypuszczę cię wolno... Myślę że to sprawiedliwy układ...


Po kilku minutach Lupus wyszła powoli z łazienki zamykając za sobą drzwi... W końcu czuła się czysta i odświeżona... Kąpiel była jej bardzo potrzebna... Niestety jednak o ile z zewnątrz prezentowała się już dobrze, to wewnętrznie nadal była kompletnie wyniszczona. Zmęczenie i ból nie opuszczały ją nawet na sekundę i dobijały ja stopniowo coraz bardziej...
Pokojówka westchnęła głęboko i podpierając się jedną ręką ściany wróciła z powrotem do sypialni.. Praktycznie od razu usiadła na łóżku i owinęła swoje dłonie wokół kolan... wpatrywała się w milczeniu przed siebie myśląc nad tym wszystkim co ją spotkało... Jej zmęczone oczy mrużyły się co kilka sekund... Naprawdę chciała je zamknąć i zasnąć... marzyła o tym aby się przespać.... pragnęła tego bardziej niż czegokolwiek innego... ale... jej umysł jej nie pozwalał... nie była w stanie sie wyciszyć nawet na minutę...


Entoma spoglądała przez chwile na Galthrana po czym opuściła nieco głowę w dół
- Dobrze.... Cieszę się, że mogłam choć tyle zrobić... - powiedziała spokojnym ale zarazem nieco tajemniczym tonem - Galthranie... poinformuj potem Harolda o moim przybyciu... będę musiała z nim porozmawiać... Mam kilka kwestii z nim do omówienia...
Po tych słowach jeszcze raz uniosła głowę i spojrzała w twarz Galthrana.. Wyglądało to tak jakby chciala mu cos powiedzieć ale ostatecznie zrezygnowała... Pokręciła lekko głową i chrząknęła pod nosem...
- Teraz Galthranie możesz odejść.. odpocznij... Nie mam dla ciebie na razie więcej rozkazów... - dodała Entoma i wskazała Galthranowi rękawem w stronę wrót...
Lorenzo czuł strach.. trząsł się lekko.. Zaraza go wprawiał w parszywy stan...
- CO?! POSŁUCHAJ... - jęknął oddychając potężnie i szybko.. miał gęsią skórkę.. zaczynał sobie coraz bardziej zdawać sprawę że jest w słabej sytuacji.. że może mieć przesrane.. intensywnie myślał co czynić.. nie wiedział jak się tu znalazł.. wiedział jednak że ten demon go porwał...
- Poczekaj.. Demonie... - jęknął - Jakie przedsięwzięcie? Nigdy ci przecież nie pomogę... - jęczał
- Posłuchaj... powiem ci jedno.. ja.. ja wiem jaka jest moja Mama... jest wspaniała.. a ty.. ty chcesz ją skrzywdzić.. słuchaj.. dogadaj się z nią.. ona pójdzie na ugodę.. wesprzyj ją... na pewno wiele zyskasz.. - mruczał w amoku... wiedział że musi spróbować wszystkiego...



Sisyphus przygotowywał wciąż jedzenie... nie zamierzał teraz robić mięsa dla Lupus.. wybrał lżejsze jedzenie, łososia i lekko przypieczone ziemniaczki... kilka aksamitnych przypraw i nieco sałatki... wiedział że gdy Lupus skosztuje chociiaż trochę to bardzo go to uszczęśliwi... oczekiwał i rozmyślał.. wiedział że za parę minut ruszy na górę aby zanieść jej na tacy jedzenie... chciał tego...


Galthran patrzył na Entomę.. kiwał głową.. słuchał tego co gadała... jednak miał już swoje własne zamiary i plany.. pragnął tego.. pragnął Entomy.. pragnął ją uszczęśliwić.. pragnął dać jej wytchnienie i odpoczynek... w tej chwili stojąc przed Entomą niespodziewanie podszedł blisko i wolno tuż do Entomy.. spoglądał jak ta siedzi na swoim tronie... w tym momencie jednak wyciąnął dłonie.. pochwycił Entomę na ręce, zrobił to jednak bardzo spokojnie, delikatnie i aksamitnie... w tej chwili pochwycił ją na swoje ręce... spojrzał na jej maskę...
- Entomo... nie chcę odchodzić.. nie zamierzam.. tęskniłem za tobą.. każda moja myśl dotyczyła ciebie.. każda minuta która mijała, była rozmyślaniem o tobie.. marzyłem o twoim powrocie.. pragnąłem go.. a teraz jesteś.. ale jesteś w złym stanie.. ja ci pomogę.. sprawię ci ogromną przyjemność.. Entomo.. nie zamierzam odpoczywać.. chcę dać odpczynek tobie.. chcę dać przyjemność i wytchnienie tobie.. jestem dla ciebie... - rzekł wolno.. zerknął na drzwi od sypialni... zamierzał zaraz do niej ruszyć z Entomą na rękach...




Isabella pokiwała głową... po chwili wypowiedziała zaklęcie... podstawa wieży Thanta się zapadła.. zaraz potem runęła cała jego wieża... upadła... z wielkim hukiem... powstał ogromny dym, wstrząs... cała jego twierdza rozpadła się na kawałki...
Isabelli pociekły łzy... Thant natomiast patrzył z żalem jak jego wieża upada... nie miał w tej chwili swego cynicznego i władczego uśmiechu na twarzy.. był zdruzgotany...
- Przepraszam... Thancie.. - jęknęła słabym tonem Isabella
Zaraza słysząc to co powiedział przed chwilą Lorenzo zarechotał świszczącym, nieprzyjemnym dla uszu tonem... Jego głowa latała na prawo i lewo jakby w totalnym szaleństwie...
- Twoja matka... Hah.. twoja matka, była wystarczająco głupia aby wpaść w naszą zasadzkę.. Zrobiła to czego pragnęliśmy... Wywołał wojnę... Nie masz nawet pojęcia jak bardzo nam to pomogło chłopcze... Ułatwiła nam zadanie... Teraz dzięki niej ostatecznie cel zostanie wypełniony...
W tej chwili demon pstryknął palcem ukazując przed sobą wizier... Lorenzo również mógł go dostrzec.. Widział w nim jak szczury atakują miasta i ich mieszkańców... zarażają kolejne tereny zabójczą plagą..
- Chaos został osiągnięty... Moje szczurki ida na przód... nic nie może ich zatrzymać... Twoja matka zorientowała sie zbyt późno... Teraz nawet moja śmierć nic nie zmieni.. Plaga zniszczy ten wymiar.. wybije każdą istotę co do joty... nie ma lekarstwa.. nie ma nadziei... - mówił Zaraza szaleńczo..


Entoma jęknęła w szoku.. Spojrzała na Galthrana unosząc głowę... Pokojówka nie spodziewała się, że Galthran ją tak po prostu pochwyci na ręce... Niestety rycerz nie był w stanie dostrzec tego zaskoczenia po jej twarzy... Jej maska która ją zakrywała, mimo iż uszkodzona, miała kamienny wyraz jak zawsze... jedynie jej piękne oczy błyszczały karminową czerwienią..
- Hej!... Co.. Co ty robisz.... S-Stop... Postaw mnie z powrotem... To nie czas... na takie... rzeczy... - mówiła przerywanym głosem mocno zaskoczona Entoma wiercąc się lekko i przebierając delikatnie nóżkami w powietrzu... Jej ruchy były jednak słabe.. Galthran wyczuwał dobrze jej zmęczenie nawet pomimo tego iż próbowała temu zaprzeczać i się z tym kamuflować...
Lorenzo widział doskonale co Zaraza mu pokazuje... zrobiło mu się kolosalnie przykro.. jego oczy aż lekko zaszkliły się z buzujących w nim emocji... syczał lekko.. dyszał... szarpnął się.. to na nic... jego głowa opadła na ziemie... patrzył w ziemie...
- Demonie... - jęknął unosząc lekko znowu jednak głowę - Demonie... proszę cię.. jako syn Isabelli.. proszę cię.. nie rób tego.. wycofaj to.. zaprzestań plagi.. Moja Mama włożyła tak bardzo dużo siły, energii, czasu, mocy i środków w tworzenie wszystkiego na nowo w tym wymiarze... proszę cię.. poświęciła 21 lat i nieustannie dzień w dzien robiła wszystko dla wszystkich... dlaczego chcesz jej to zrobić? Dlaczego chcesz jej wszystko zniszczyć? To głupie.. jak zniszczysz wszystko to nic nie będzie.. ale ona nic ci nie zrobiła... NIC CI NIE zrobiła.. ona w niczym cię nie skrzywdziła.. - mówił nie rozumiejąc jego motywacji...
- Czego chcesz?!?! Co ty robisz?!? Dlaczego tutaj, dlaczego jej?! Jaki niby masz cel?!?!? - syczał


Sisyphus natomiast ukończył przygotowywanie potrawy.. otworzył piekarnik i wyjął z niego łososia i pieczone lekko ziemniaczki... wszystko położył na talerzu.. posypał nieco przypraw, delikatnych acz aksanitnych.. dodał nieco sałaty obok... nie wiedział czy Lupus to jedzenie w ogóle przypadnie do gustu... położył talerz na tacce a po bokach nóż i widelec, także serwetki... dodał także szklankę soku pomarańczowego... pokiwał głową niezwykle zadowolony.. rzadko robił jedzenie.. uważał jednak że to dobrze mu wyszło.. ruszył wolno schodami na górę z tacą na rękach.. po chwili podszedł pod drzwi od sypialni... lekko zapukał...
- Lupus? Czy już skończyłaś się myć? Czy mogę wejść? - spytał wolno niepewnie





Galthran trzymał Entomę na swych silnych rękach... słyszał jej słowa... widział jak ta słodko przebiera nóżkami... to co robiła niesamowicie mu się podobało... to jak przebierała nózkami w powietrzu kolosalnie go podnieciło i wprawiło w potężny stan ekstazy.. pragnął Entomy... pragnął jej... w tym momencie niósł ją już do sypialni... w tej chwili podszedł do drzwi od sypialni.. wolno je otworzył... podszedł wolno do łóżka z Entomą na rękach...

[Obrazek: 820f1adacbf53d2fabc3af7df1c30aa3.jpg]
Zaraza chrząknął pod nosem ponownie szczerząc się szyderczo.
- Niebawem się przekonasz... Moje dzieło bedzie widoczne doskonale.. pytanie jednak czy ty i twoja matka dożyjecie tego momentu... Cieżko to stwierdzić... Spektakl będzie cudowny...
W tej chwili popatrzył na wizier... Szczury bezlitośnie masakrowały mieszkańców miasta Teshin i podążały dalej na północ...
- Tak.. moje szczurki.. zabijcie ich wszystkich.. zero litości.. - rzekł demon kiwając głową..


Lupus która siedziała na łóżku w milczeniu i kompletnej ciszy myśląc usłyszała w tej chwili pukanie do drzwi oraz głos Sisyphusa.. Wzdrygnęła się nieco i wolno odwróciła swój wzrok w stronę drzwi... Westchnęła głęboko...
- Tak.... Wejdź... jest otwarte... - powiedziała słabym ale słyszalnym tonem rudowłosa..


Entoma syknęła cicho... Galthran zabrał ją z sali tronowej prosto do sypialni... Nie spodziewała się, że rycerz zareaguje w taki sposób... Domyślała się jednak co teraz zamierza zrobić i nieco ją to niepokoiło.. Jej Pierścień Przemiany nie działał... Nie mogła przemienić swojego ciała w pełni tak jak on by tego oczekiwał... Galthran o tym doskonale wiedział...
- Galthran.... zaprzestań... serio... Wystarczy, że troche pomedytuje... nie musisz nic robić... - powiedziała pokojówka próbując przekonać rycerza ale jej głos był słaby...
Lorenzo przełknął ślinę.. jęknął lekko.. obserwował i słuchał Zarazy...
- Demonie.. po co to robisz.. zostaw.. weź.. serio... moja Mama przed nikim nie klęka, nigdy.. ona nigdy nie zejdzie na swoje kolana, to ci od razu gadam... jest niezwyciężona.. to jej świat.. ty jesteś tu gościem i to nieproszonym.. powtarzam.. ona nic ci nie zrobiła.. to ty ją atakujesz... i dostaniesz za to.. radzę ci się z nią dogadać.. - jęczał
- Co ty ode mnie chcesz.. ile czasu będę tutaj złapany.. - jęknął wzdrygając się lekko



Isabella zerkała na Thanta.. ten westchnął mocno.. było mu żal...
- Ech.. Cesarzowo... skoro tak było w traktacie.. a ty MUSISZ go spełniać, no to... musiałaś.. - odparł wolno
- Thancie.. dam ci rezydencje.. wszystko tam sobie urządzisz... - jękneła
Miała jednak w głowie cały czas.. że niebawem ruszy do Nihila... pierw jednak nadal.. traktat.. punkty.. chciała je pokornie wykonywać... jęknęła.. było jej bardzo smutno.. Thant patrzył na nią teraz wzrokiem jakim wcześniej nigdy nie patrzył.. nie chciała tego.. ale musiała to zrobić..


Sisyphus trzymał w dłoniach tacę.. lekko więc nogą otworzył drzwi od sypialni... wstąpił wolno przez drzwi.. dostrzegł Lupus siedzącą na łóżku.. widział że ta już jest po umyciu się.. że na jej ubraniach nie ma krwi.. że umyła się w łazience i w wannie.. ten widok go ucieszył...
- O Lupus.. już się umyłaś... to dobrze.. w świeżych ubraniach zawsze lepiej i przyjemniej.. - mruknął wolno - Cóż.. taak... nie wiem czy cię to interesuje, ale ja byłem na ogrodzie.. wymyśliłem kilka rzeczy które można tu fajnie zrobić... no a potem zreperowałem nieco kuchnię w chatce... no i wziąłem się za przygotowanie dla Ciebie potrawy.. cóż.. nie jestem dobrym kucharzem przyznam szczerze.. głównie też jadam mięso.. no ale tym razem zrobiłem ci łososia w aksamitnych przyprawach z dodatkiem pieczonych ziemniaczków no i nieco świeżej sałaty.. i szklankę soku pomarańczowego.. nie wiem czy lubisz takie rzeczy... ale starałem się jak tylko potrafię.. więc będę radosny jeśli.. hah.. nie zwymiotujesz po pierwszym kęsie.. chciałem przygotować dosyć lekkie danie.. żeby nie przeciążać ci żołądka.. wiem że nie masz apetytu.. ale naprawdę musisz jeść.. - mówił chcąc nieco może spróbować rozweselić rudowłosą piękność...





Galthran patrzył na Entomę.. słuchał jej... kiwał wolno głową.. mruknął lekko i w tej chwili położył delikatnie Entomę na łoże...
- Entomo... proszę cię.. dobrze wiem w jakim jesteś stanie.. dobrze wiem jak próbujesz się maskować.. ale zupełnie niepotrzebnie.. Entomo.. moja Pani.. jestem twoim pokornym sługą.. jestem ci oddany.. jestem dumny z tego że służę istocie takiej jak ty.. takiej wspaniałej.. dobrze wiesz o mojej lojalności... - przemówił wolno...
W tej chwili Galthran wolno i spokojnie zdjął swoją zbroję.. każdy element po kolei.. tunikę, nogawice, rękawice.. wszystkie elementy jego potężnego uzbrojenia spadły na ziemię.. Galthran w tej chwili tak jak niegdyś już, ukazał przed Entomą swoją potężna sylwetkę...ustał przed nią w samych bokserkach... w tej chwili podszedł nieco bliżej łóżka... Entoma mogła dostrzegać już jego silne ramiona, klatę.. silne nogi i ciało..
- Entomo.. moja Pani.. pozwól teraz mi abym sprawił ci najwspanialszą przyjemność.. abym dał ci wytchnienie... pozwól mi ciebie teraz czcić, moja bogini.. pozwól mi dać ci siłę... bardzo tego potrzebujesz... jestem dla ciebie, jestem tylko dla ciebie... - przemawiał aksamitnie
w tej chwili pochwycił w swoje dłonie nóżki Entomy... przejechał swoimi dłońmi wolno i delikatnie po obu jej nóżkach... spojrzał wolno w jej maskę... oczekiwał jej reakcji.. pragnął jej.. pragnął ją teraz wziąć.. pragnął z nią stosunku, chciał ją wielbić i czcić.. jest jego boginią.. chciał być przy niej blisko.. cały czas, najbliżej.. chciał mieć ją przy sobie...
Zaraza pokręcił lekko głową.
- Twoja głupota doprawdy jest rozbrajająca... Nie masz pojęcia o niczym... - rzekł demon a jego oczy błysnęły - Ja nie mam potrzeby by się spieszyć.. aczkolwiek... skoro jesteś taki pewien, że twoja matka nigdy nie uklęknie to z radość sprawdzę twoją teorię... Zobaczymy kto bedzie miał racje...
Po tych słowach mruknął pod nosem i spojrzał ponownie na swój wizier. Wiedział że nadchodzi czas aby wypełnić jego plan...


Lupus widziała jak Sisyphus wchodzi do sypialni... Słyszała jego słowa...Wysłuchała go i popatrzyła na tacę którą trzymał w rece... na danie które sam przygotował.. Była lekko zaskoczona... pozytywnie....
- Och... Nie wiedziałam, że potrafisz tak dobrze gotować... Dzięki... - powiedziała nie ruszając sie z miejsca i uśmiechnęła sie minimalnie w jego stronę.. Sisyphus widząc jej minimalny uśmiech poczuł aż jego serce mocniej zabiło... Widział doskonale jej ubiór... jej białą, kompletnie zwykłą ale czystą koszulkę i krótkie spodenki... jej białą kokardkę spiętą we włosach... jej nogi... wyglądała wspaniale...a pachniała równie cudownie...
- Nie zwymiotowałabym... bez przesady.... moze nie jem ryb zbyt czesto ale... nie gardzę nimi... - dodała Lupus cichym głosem patrząc prosto w twarz Sisyphusa..

Lupus teraz:
[Obrazek: lupusss1.jpg]


Entoma jeknęła cicho pod nosem czując na sobie dotyk Galthrana... Nie miała pojęcia co powiedzieć... Od początku chciała odpocząć w samotności i się zregenerować bez udziału osób trzecich... Nie chciała aby ktokolwiek sie nad nią litował i próbował opiekować gdy była w gorszym stanie...byłą indywidualistką... Nie cierpiała czuć się słaba... Wydawało jej sie ze wtedy traciła kontrolę której nigdy nie chciała tracić.. Galthran jednak nie pozwolił jej na tę dalszą farsę... Teraz miał ją w garści... Oczywiscie Entoma w kazdej chwili mogłaby się uwolnić.. odejść... zostawić go samego... ale... coś sprawiało że nie chciała... Czyżby zmęczenie? Coż.. niekoniecznie... Galthran był jedyna istotą która wprawiała ją w niezwykle interesujący nastrój... odczuwała w jego obecności pozytywne emocje dlatego też nie sprzeciwiała się temu co robił... Nie broniła mu siebie dotykać...
Pokojówka jęknęła cicho... Leżąc na lóżku leciutko rozchyliła swoje nogi...
- Poczekaj... - powiedziała słabym tonem Entoma - Użyje.... użyje na sobie kamuflażu... Wtedy... bedziesz mógł kontynuować...
W tym momencie w lewym rękawie pokojówki pojawiła się pojedyncza karta... Chciała ją zaraz uzyć na sobie aby polepszyć swój wygląd... Nie mogła bowiem skorzystać z Pierscienia Przemiany... Jego moc wyczerpała się poprzednim razem...
Galthran widział wyraźnie, że Entoma przez to że jest zmęczona zachowuje się bardziej ulegle i pozwala mu na dużo więcej...
Lorenzo syczał.. jęczał.. chciał sie szarpać.. jednak to na nic.. był schwytany.. kompletnie unieruchomiony... doprawdy stał się teraz niewolnikiem demona Zarazy...
- Demonie! Zarazo! Mam pojęcia i to sporo! Mam pojęcie o sile i potędze mojej matki! Nie wiem co knujesz.. ale ona jest najwspanialsza.. nie dasz sobie z nią rady, to ci gadam od razu... ona włada wspaniale.. i gadam ci, dogadaj się z nią.. to teraz dla ciebie najlepsza opcja.. słuchaj.. moja Mama jest bardzo nowoczesna, wyrozumiała, otwarta... jeśli postanowisz się z nią dogadać to spojrzy na to przychylnym okiem.. na pewno będzie chciała... - mruczał
- ZOSTAW ją w spokoju - syczał.. wariował... czuł się fatalnie będąc schwytanym..



Sisyphusa serce waliło jak młot gdy tylko Lupus na chwilę się uśmiechnęła minimalnie.. to było dla niego wprost wspaniałe.. cudowne.. niesamowite.. wiedział.. wiedział już że ona jest istotą cudowną.. był wściekły na siebie że zmarnował tyle czasu.. który mógł mieć już wspólnie z nią.. nie zamierzał jednak teraz rozmyślać o błędach... wiedział że ona i on są w rozsypce.. wiedział że on chce jej pomóc... wiedział i czuł że przy niej czuje się naprawdę dobrze, tak jak nie czuł się od dawna.. bardzo chciał aby Lupus się polepszyło... zamierzał się o to bardzo starać.. w tej chwili podszedł do stolika i postawił tacę na stoliku.. pogładził się lekko po głowie i po podbródku...
- Haah.. tttaaaa... no ale ja tylko ostrzegam że nie jestem kucharzem wybitnym.. nie mam zbyt wielkich umiejętności... - mruknął szczerym tonem.. chciał być z Lupus teraz cały czas tylko szczery i szczery...
Patrzył na rudowłosą.. na jej nóżki... na jej buzię.. włosy... niesamowicie czuł się w tej chwili.. była tak piękną dziewczyną.. zerkał na jej krótkie spodenki... takie jej ubiór tak bardzo mu się podobał..
- Lupus.. wolisz zjeść przy stoliczku tutaj czy może podać ci do łóżka tacę i weźmiesz na kolana?.. będę bardzo zadowolony jak skosztujesz.. - mruknął
- A no i.. hah cóż.. twoja kokardka we włosach.. wygląda naprawdę niesamowicie uroczo i słodko.. dodaje ci dużo niesamowitego wdzięku.. jesteś naprawdę przepiękna.. taka istota jak ty... taka niezwykła... musi jak najprędzej wrócić do dawnych sił.. ach.. nie godzi się żebyś źle się czuła... nie zasłużyłaś na to co cię spotkało ani na to co przeżywasz teraz... dlatego jestem tu przy tobie.. i naprawdę postaram ci się pomóc... - mruknął wolno.. pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł silniejsze emocje... tylko i wyłącznie za sprawą Lupus.. pięknej Lupus...



Galthran natomiast kontynuował... wpadał w coraz to większą ekstazę Entomą... nie mógł już się teraz od niej oderwać... słuchał jej słów...
- Mmmhmm.. oczywiście Entomo... - odparł wolno na jej słowa..
Czarny Rycerz zaś posunął swoimi dłońmi po jej nóżkach... pochwycił w swoje dłonie jej stopy.. w tej chwili pocałował lekko górę jej stopek.. po chwili zaczał całować jej prawą nóżkę... szedł ustami od jej stopy w górę... Galthran rozpoczynał... całował delikatnie jej prawą nogę... pocałował jej udo... zerknął na Entomę..
- Entomo.. twoje nogi są najwspanialsze.. - mruknął wolno.. zerkał w jej maskę.. nie zamierzał przestawać..
Zaraza w tej chwili pstryknął palcami.. Natychmiast Lorenzo poczuł ogromny ból gardła... Przełyk piekł go utrudniając mu przełykanie... Nie mógł mówić..
- Ci.... Cichutko.... - szepnął Zaraza w stronę księcia - Nie przerywaj.... Twoja matka raczej ceni twoje życie... Nie chciałaby chyba widzieć twoje truchło... A uwierz mi... Mogę sprawić o wiele więcej niż tylko to, że będzie cię bolało gardło... Byc moze powinienem przetestować na tobie różnorodne choroby i mutacje? Byłbyś świetnym królikiem doświadczalnym...


Lupus w tej chwili opuściła swoje ręce które do tej pory były owinięte wokół kolan w dół i przysunęła się blizej krawędzi lóżka..
- Zjem przy stoliku... Nie chce ubrudzić lóżka jedzeniem... - powiedziała ponownie słabym i zmęczonym tonem.. Po chwili popatrzyła na tacę oraz na jedzenie... Pochwyciła widelec w swoją dłoń ale ten od razu wypadł jej z ręki na podłogę... Rudowłosa mruknęła cicho... Była na tyle słaba że nawet sztućce wylatywały jej z ręki..
- Hah... Gapa ze mnie... nawet nie potrafię utrzymać widelca w rece.. Chyba gorszej pokojówki w swoim życiu juz nie zobaczysz... - powiedziała Lupus z nieszczerym uśmiechem na twarzy... Jej samej nie było jednak do śmiechu. Czuła się stopniowo coraz gorzej a jej siły coraz bardziej spadały... Westchnęła głęboko pod nosem i pochyliła się aby sięgnąć dłonią po widelec..


Nogi Entomy lekko zadrgały... pokojówka rozchyliła je jeszcze troszkę bardziej a sama opuściła swoją głowę w doł na lózko patrząc w sufit.. Jęknęła przerywanym głosem... Kartę która wyciągnęła i która wystawała do tej pory z jej lewego rekawa po chwili podrzuciła nad sobą a ta opadł z powrotem wolno na jej szaty... Po chwili magiczna energia otoczyła pokojówkę i przemieniała jej ciało moca kamuflażu tak aby wyglądało na bardziej ludzkie... Oczywiście ta moc miała swoje limity i nie była tak skuteczna jak Pierścień Przemiany... Jej twarz pozostawała bez zmian... nadal była stała... ale jej oczy mogły mrugać.. nadal nie posiadała też normalnych rąk, ale jej nogi oraz pozostałe części ciała wygladały lepiej.. Galthran praktycznie od razu zauważył zmiany...
- No dobrze... teraz... jeśli tak bardzo chcesz... mozesz kontynuować.. - powiedziała Entoma słabym tonem w stronę Galthrana... Rycerz otrzymał właśnie zielone światło...
Lorenzo nie mógł gadać... jego oczy się zaszkliły.. poczuł strach.. nigdy nie był złapany, nikt nigdy nie trzymał go w niewoli... a teraz w niej był... jęknął słabo... słyszał co gada Zaraza... spojrzał na niego... pokręcił lekko głową na boki błagalnie aby ten tego nie robił...




Sisyphusa oczy lekko się rozszerzyły... otworzył aż lekko usta... w tej chwili widział Lupus.. pochyloną.. w krótkich spodenkach.. jego wzrok skierował się na jej tyłeczek... był wspaniały.. wyglądała idealnie.. jej nogi niesamowicie mu się podobały.. zerkał tak aby rudowłosa tego nie zobaczyła... zmierzył jednak wzrokiem jej tyłeczek... niesamowicie mu się podobał... gdyby Lupus czuła się dobrze i zdrowo to z pewnością dał by jej teraz mocnego klapsa w tyłeczek.. nie powstrzymałby się.. aczkolwiek teraz wiedział.. że nawet nie ma takiej opcji.. Lupus mogłaby stracić równowagę... chrząknął lekko i zerknął na jedzenie...
- Lupus... masz aktualnie mało sił... - rzekł wolno - Pozwól mi... że cię nakarmię... chcę ci pomóc... - mruknął...
W tej chwili podszedł i pochylił się, podniósł z ziemi widelec który spadł rudowłosej... obejrzał go.. nie wybrudził się.. Sisyphus jednak wyjął czystą chusteczkę i przetarł delikatnie widelec... położył go przy talerzu.. po chwili odsunął krzesło dla Lupus przy stoliczku... po chwili zaś niespodziewanie chwycił Lupus pod nogi sprawnym ruchem i przeniósł ją dosłownie 4 sekundy i zaraz posadził na krześle przy stoliczku... sam zaś kucnął obok niej...
- Lupus... z ogromną przyjemnością ci pomogę.. nie ma potrzeby abyś przemęczała swoje piękne dłonie.. mruknął i pochwycił widelec i nóż.. po chwili przekroił nożem kawałek łososia, nałożył na widelec... uśmiechnął się delikatnie do Lupus czekając na jej reakcję...




Galthran w tej chwili uśmiechnął się... jego Bogini dała mu zielone światło.. mógł rozpoczynać... Jego bogini specjalnie dla niego jeszcze bardziej się upiększyła.. to go kolosalnie podniecało... Galthran osunął w tej chwili nieco w dół pończochy Enntomy na jej nóżkach.. nie zdjął ich jednak.. chciał jednak poczuć bardziej jej nóżki... zaczął namiętnie całować obie jej nogi naprzemiennie.. lizał je delikatnie i wolno swoim językiem...
- Entomo.. moja Bogini.. wielbię cię... wielbię twoje ciało... dziękuję ci że mi się oddajesz.. że jesteś tak blisko mnie... sprawię ci przyjemność... - przemówił spokojnie i aksamitnie.. Galthran zatrzymał się na dłużej przy udach Entomy... wielbił je.. całował, lizał je i ściskał dłońmi swymi... W tej chwili Galthran pokiwał wolno głową.. ponownie podwinął Entomie jej pończochy. Aby znowu miała je na nózkach.. bardzo mu się w nich podobała.. jej buty na obcasie także jej pozostawił na stopkach.. sam Galthran zaś stojąc przed łóżkiem zdjął w tej chwili swoje bokserki będąc już całkowicie nago przed Entomą.. mogła już dostrzec jego ogromny sprzęt.. Galthran był bardzo rozpalony.. mogła widzieć jak potężnie wygląda jego sprzęt, Entoma była przy nim doprawdy malutka... spoglądał na nią z kolosalnym pragnieniem...
Galthran jednak przykucnąłna kolanie przy skraju łóżka.. pochwycił rozchylone nóżki Entomy. przysunął ją lekko bliżej swej twarzy.. w tej chwili podwinął lekko i delikatnie jej suknię.. zerknął na maskę Entomy.. uśmiechnął się.. po chwili jednak znowu zerknął między jej nogi... widział jej majteczki które miała na sobie.. przejechał po nich dłonią.. po chwili pochwycił dłońmi jej majteczki i zsunął z Entomy jej majtki... rzucił je na bok.. pochwycił silnie swymi rękami nogi Entomy i uniósł je lekko... swoją głowę wsadził między jej nogi.. Galthran rozpoczął... w tej chwili zaczął wolno lizać Entomę.. zaczął jej wpychać język... rozpoczął wolno, namiętnie... delikatnie... trzymał mocno nóżki Entomy... sam zaś operował na początek swym językiem.. zamierzał sprawić Entomie najwspanialszą przyjemność...
Przekierowanie