27-January-2026, 21:29:36
Thant pokiwał wolno głową słuchając maleńkiej... westchnął...
- Ach Entomo... jesteś niezwykłą istotą... cudowną.. bycie przy Tobie jest dla mnie zaszczytem... - przemawiał jej spokojnym tonem - Wiesz.. nie jestem głupi.. jestem charyzmatyczny, moja Droga.. - przemawiał jej cały czas się przed nią uniżając... w międzyczasie korzystał z tego i co chwila zerkał pod jej spódniczkę oglądając jej czarne majtki.. uśmiechał się..
- Gdybym nie miał w sobie tego "czegoś", nigdy nie zostałbym Wezyrem.. uchodziłbym wówczas jedynie za szalonego czarnoksiężnika, zawadiakę.. Isabella jednak widziała we mnie znacznie więcej, za co do dziś jestem jej wdzięczny.. moja ścieżka nie była łatwa, często przez swój charakter wisiałem nad przepaścią, wiele razy byłem u schyłku życia.. zawsze jednak karta finalnie była dla mnie szczęśliwa.. - mówił spokojnie Thant
- I tak samo u Ciebie widzę tą.. czystą niesamowitość, Entomo.. twoje potęgi i moce, twoja wyższość nad tutejszymi istotami, twój mały wzrost i twoja sylwetka.. to wszystko wprawia mnie w nieopisany zachwyt, Droga Entomo... nie zwykłem uniżać się przed nikim oprócz Isabelli, jednak przed Tobą także zapragnąłem... podziwiam Cię.. dlatego też bardzo proszę Cię o jakiś skrawek.. malutki skrawek jakiejś mocy.. umiejętności od Ciebie dla mnie.. naucz mnie czegoś Entomo, proszę Cię uniżenie... chcę poszerzać swoje umiejętności, od zawsze to czynię.. proszę Cię o choćby cząstkę jakiejś wiedzy która pomoże mi zyskać większą moc w tym naszym wymiarze.. o coś co będzie dla mnie pomocne.. - powiedział spokojnym i zawziętym tonem.
Cassahs, Drakkan i Siael pojawili się ponownie we trójkę w Cerberus, w punkcie gdzie wcześniej rozmawiali z Isabellą... trójka Wezyrów stanęła naprzeciw siebie.. Cassahs zerknął na Drakkana i Siaela... pokiwał głową.. dostrzegł że rany Drakkana dzięki Isabelli i Zairossowi były już wyleczone w pełni...
- Elfy... obrzydliwe elfy mają zostać zniszczone, co do jednego... mają konać w męczarniach.. - przemówił wzburzony mocno Cassahs
Siael i Drakkan wyraźnie dostrzegali jego furię... wprost buzował.. od dawna a właściwie nigdy nie widzieli w nim takiej wściekłości i nienawiści...
- NASZYM JEDYNYM ZADANIEM JEST WYBIĆ KAŻDEGO ELFA.. DO CNA... - przemówił Cassahs - Pojmujecie? Właśnie w tej chwili Halkret upadło... Olympus jest rujnowane... te gnidy atakują nasze miasta aby opóźniać nasze ofensywy... zrozumcie to.. nie zatrzymamy się, będziemy niszczyć ich miasta... - przemawiał Cassahs
- Ibrahim ruszył na Smoczymost... to jednak nie powiodło się w 100%... fakt, elfy tam zostały zrujnowane.. ale miasto... miasto stało się martwe... zapanowała tam tajemnicza zaraza... na ten moment nie możemy nic z tym zrobić... - kontynuował Wampir Wyższy
- A te... Wampiry? Cassahsie? Możesz na nie wpłynąć? - spytał Drakkan pamiętając ich ataki... Siael pokiwał głową..
- Nie wiem.. są.. inne.. dzikie.. same z siebie by się tak nie zachowywały... coś.. wpłynęło na ich umysły... - odparł Cassahs
Wezyrowie pokiwali głowami...
- A Zakira? Vanessa? Nie było od nich meldunków... - spytał Drakkan
Cassahs zacisnął pięści słysząc imię Zakiry.. syknął i kaszlnął okrutnie...
- Zakira nie bierze udziału w tej wojnie... jest zbyt mało doświadczona.. jest aktualnie bezpieczna... - syknął szybko Wampir Wyższy - A Vanessa... nie wyczuwam jej... nie wiem co z flotą.. była w kontakcie z Ibrahimem... - odparł zdziwiony Cassahs... nikt nie wiedział gdzie jest Pani Admirał...
- Pełna gotowość.. od teraz żadnych błędów, żadnych strat... bądźcie w pełnej gotowości do kolejnych uderzeń... zniszczymy ich.. nikt już nie zawiedzie Isabelli... gdzie do cholery jest Thant?! Musi natychmiast wkroczyć.. - przemawiał Cassahs
Wezyrowie kiwali głowami... wszyscy gotowali się do boju...
- Cassahsie... a Olympus? Czy zdołamy uratować?... - spytał Drakkan
Cassahs mrużył oczy.. wiedział że miasto jest atakowane masowo, od kilku stron... rozmyślał... nie chciał stracić tego miasta... zastanawiał się czy wkroczyć tam z kolosalną armią i artylerią.. w towarzystwie Drakkana i Siaela... huknęliby wówczas potężnie... syknął...
Isabella pokiwała głową zadowolona słysząc wiwaty, uśmiechała się.. widziała martwe cielsko Talona... ostatnia cząstka, ostatni elemencik po Darkseidzie... właśnie został wymazany... jakiekolwiek wspomnienie o Darkseidzie, pamięć.. zostało wymazane... Talon jako ostatni szczur uchował się jeszcze w rynsztoku... teraz jednak już nie istniał...
- KARTIS jest całkowicie oswobodzone z jakichkolwiek propagand i oszustw.. wszelka szajka która tutaj się zalęgła została przeze mnie wymazana... - przemawiała Isabella do poddanych - Oczyściłam nasze piękne Kartis ze szczurów Talona i jego bandy... wybaczcie Drodzy że zajęło to trochę więcej czasu, jednak kluczowe było poznanie wszystkich motywów i planów tej szajki... - przemawiała Cesarzowa
- NIECHAJ ŻYJE I WŁADA WSPANIAŁA ISABELLA, NIECHAJ NAM WŁADA! AVE! - krzyczeli mieszkańcy
- CZCIMY CIĘ I WIELBIMY, NAJPIĘKNIEJSZA PANI! AVE! - krzyczeli uradowani mieszkańcy Kartis
- Od dzisiaj Kartis dalej będzie się bardzo szybko rozwijało jak niegdyś gdy je objęłam... będzie stale rosło w sile, jego przyszłość jest wspaniała - przemawiała Isabella i po chwili pstryknęła palcami a w jej dłoniach pojawił się dokument - W tej chwili podpisuję ten dokument... przekazuję ogromne wsparcie finansowe na odbudowę szkód na Kartis, a także przyspieszenie tempa rozwoju naszego wspaniałego miasta, Drodzy! Już niebawem odczujecie oddech a następnie przypływ bogactwa i dobrobytu jaki Wam wszystkim się tutaj należy! - przemówiła Isabella, a po chwili swym piórem podpisała dokument... zaraz potem przybiła swą pieczęć...
- AVE WSPANIAŁA! AVE NAJWYŻSZA!
- NIECHAJ ŻYJE NAJWSPANIALSZA PANI!
- CESARZOWA ISABELLA! CESARZOWA ISABELLA! WŁADAJ WIECZNIE. KOCHAMY CIĘ! NAJWYBITNIEJSZA WŁADCZYNI, NAJWSPANIALSZA PANI! NASZA PIĘKNA BOGINI! - krzyczały uradowane kolosalne tłumy zebrane w Kartis... wystrzelono salwy fajerwerek... rozpoczęto huczne świętowanie...
Isabella pokiwała głową zadowolona i zachichotała... wiedziała że cała gospodarka na Kartis i infrastruktura szybko się rozwiną i wrócą na właściwe tory... była zadowolona... właśnie uratowała kolejne miasto, także kolejny region... wcześniej objęła swoje ukochane Cerberus nadając mu nowy kierunek... teraz zaś wzniosła Kartis z kolan... kolejny raz na własnych barkach, sama, osobiście wzniosła w górę rejon, miasto i swych poddanych...
- Ach Entomo... jesteś niezwykłą istotą... cudowną.. bycie przy Tobie jest dla mnie zaszczytem... - przemawiał jej spokojnym tonem - Wiesz.. nie jestem głupi.. jestem charyzmatyczny, moja Droga.. - przemawiał jej cały czas się przed nią uniżając... w międzyczasie korzystał z tego i co chwila zerkał pod jej spódniczkę oglądając jej czarne majtki.. uśmiechał się..
- Gdybym nie miał w sobie tego "czegoś", nigdy nie zostałbym Wezyrem.. uchodziłbym wówczas jedynie za szalonego czarnoksiężnika, zawadiakę.. Isabella jednak widziała we mnie znacznie więcej, za co do dziś jestem jej wdzięczny.. moja ścieżka nie była łatwa, często przez swój charakter wisiałem nad przepaścią, wiele razy byłem u schyłku życia.. zawsze jednak karta finalnie była dla mnie szczęśliwa.. - mówił spokojnie Thant
- I tak samo u Ciebie widzę tą.. czystą niesamowitość, Entomo.. twoje potęgi i moce, twoja wyższość nad tutejszymi istotami, twój mały wzrost i twoja sylwetka.. to wszystko wprawia mnie w nieopisany zachwyt, Droga Entomo... nie zwykłem uniżać się przed nikim oprócz Isabelli, jednak przed Tobą także zapragnąłem... podziwiam Cię.. dlatego też bardzo proszę Cię o jakiś skrawek.. malutki skrawek jakiejś mocy.. umiejętności od Ciebie dla mnie.. naucz mnie czegoś Entomo, proszę Cię uniżenie... chcę poszerzać swoje umiejętności, od zawsze to czynię.. proszę Cię o choćby cząstkę jakiejś wiedzy która pomoże mi zyskać większą moc w tym naszym wymiarze.. o coś co będzie dla mnie pomocne.. - powiedział spokojnym i zawziętym tonem.
Cassahs, Drakkan i Siael pojawili się ponownie we trójkę w Cerberus, w punkcie gdzie wcześniej rozmawiali z Isabellą... trójka Wezyrów stanęła naprzeciw siebie.. Cassahs zerknął na Drakkana i Siaela... pokiwał głową.. dostrzegł że rany Drakkana dzięki Isabelli i Zairossowi były już wyleczone w pełni...
- Elfy... obrzydliwe elfy mają zostać zniszczone, co do jednego... mają konać w męczarniach.. - przemówił wzburzony mocno Cassahs
Siael i Drakkan wyraźnie dostrzegali jego furię... wprost buzował.. od dawna a właściwie nigdy nie widzieli w nim takiej wściekłości i nienawiści...
- NASZYM JEDYNYM ZADANIEM JEST WYBIĆ KAŻDEGO ELFA.. DO CNA... - przemówił Cassahs - Pojmujecie? Właśnie w tej chwili Halkret upadło... Olympus jest rujnowane... te gnidy atakują nasze miasta aby opóźniać nasze ofensywy... zrozumcie to.. nie zatrzymamy się, będziemy niszczyć ich miasta... - przemawiał Cassahs
- Ibrahim ruszył na Smoczymost... to jednak nie powiodło się w 100%... fakt, elfy tam zostały zrujnowane.. ale miasto... miasto stało się martwe... zapanowała tam tajemnicza zaraza... na ten moment nie możemy nic z tym zrobić... - kontynuował Wampir Wyższy
- A te... Wampiry? Cassahsie? Możesz na nie wpłynąć? - spytał Drakkan pamiętając ich ataki... Siael pokiwał głową..
- Nie wiem.. są.. inne.. dzikie.. same z siebie by się tak nie zachowywały... coś.. wpłynęło na ich umysły... - odparł Cassahs
Wezyrowie pokiwali głowami...
- A Zakira? Vanessa? Nie było od nich meldunków... - spytał Drakkan
Cassahs zacisnął pięści słysząc imię Zakiry.. syknął i kaszlnął okrutnie...
- Zakira nie bierze udziału w tej wojnie... jest zbyt mało doświadczona.. jest aktualnie bezpieczna... - syknął szybko Wampir Wyższy - A Vanessa... nie wyczuwam jej... nie wiem co z flotą.. była w kontakcie z Ibrahimem... - odparł zdziwiony Cassahs... nikt nie wiedział gdzie jest Pani Admirał...
- Pełna gotowość.. od teraz żadnych błędów, żadnych strat... bądźcie w pełnej gotowości do kolejnych uderzeń... zniszczymy ich.. nikt już nie zawiedzie Isabelli... gdzie do cholery jest Thant?! Musi natychmiast wkroczyć.. - przemawiał Cassahs
Wezyrowie kiwali głowami... wszyscy gotowali się do boju...
- Cassahsie... a Olympus? Czy zdołamy uratować?... - spytał Drakkan
Cassahs mrużył oczy.. wiedział że miasto jest atakowane masowo, od kilku stron... rozmyślał... nie chciał stracić tego miasta... zastanawiał się czy wkroczyć tam z kolosalną armią i artylerią.. w towarzystwie Drakkana i Siaela... huknęliby wówczas potężnie... syknął...
Isabella pokiwała głową zadowolona słysząc wiwaty, uśmiechała się.. widziała martwe cielsko Talona... ostatnia cząstka, ostatni elemencik po Darkseidzie... właśnie został wymazany... jakiekolwiek wspomnienie o Darkseidzie, pamięć.. zostało wymazane... Talon jako ostatni szczur uchował się jeszcze w rynsztoku... teraz jednak już nie istniał...
- KARTIS jest całkowicie oswobodzone z jakichkolwiek propagand i oszustw.. wszelka szajka która tutaj się zalęgła została przeze mnie wymazana... - przemawiała Isabella do poddanych - Oczyściłam nasze piękne Kartis ze szczurów Talona i jego bandy... wybaczcie Drodzy że zajęło to trochę więcej czasu, jednak kluczowe było poznanie wszystkich motywów i planów tej szajki... - przemawiała Cesarzowa
- NIECHAJ ŻYJE I WŁADA WSPANIAŁA ISABELLA, NIECHAJ NAM WŁADA! AVE! - krzyczeli mieszkańcy
- CZCIMY CIĘ I WIELBIMY, NAJPIĘKNIEJSZA PANI! AVE! - krzyczeli uradowani mieszkańcy Kartis
- Od dzisiaj Kartis dalej będzie się bardzo szybko rozwijało jak niegdyś gdy je objęłam... będzie stale rosło w sile, jego przyszłość jest wspaniała - przemawiała Isabella i po chwili pstryknęła palcami a w jej dłoniach pojawił się dokument - W tej chwili podpisuję ten dokument... przekazuję ogromne wsparcie finansowe na odbudowę szkód na Kartis, a także przyspieszenie tempa rozwoju naszego wspaniałego miasta, Drodzy! Już niebawem odczujecie oddech a następnie przypływ bogactwa i dobrobytu jaki Wam wszystkim się tutaj należy! - przemówiła Isabella, a po chwili swym piórem podpisała dokument... zaraz potem przybiła swą pieczęć...
- AVE WSPANIAŁA! AVE NAJWYŻSZA!
- NIECHAJ ŻYJE NAJWSPANIALSZA PANI!
- CESARZOWA ISABELLA! CESARZOWA ISABELLA! WŁADAJ WIECZNIE. KOCHAMY CIĘ! NAJWYBITNIEJSZA WŁADCZYNI, NAJWSPANIALSZA PANI! NASZA PIĘKNA BOGINI! - krzyczały uradowane kolosalne tłumy zebrane w Kartis... wystrzelono salwy fajerwerek... rozpoczęto huczne świętowanie...
Isabella pokiwała głową zadowolona i zachichotała... wiedziała że cała gospodarka na Kartis i infrastruktura szybko się rozwiną i wrócą na właściwe tory... była zadowolona... właśnie uratowała kolejne miasto, także kolejny region... wcześniej objęła swoje ukochane Cerberus nadając mu nowy kierunek... teraz zaś wzniosła Kartis z kolan... kolejny raz na własnych barkach, sama, osobiście wzniosła w górę rejon, miasto i swych poddanych...
![[Obrazek: gtfgftgjyjftyjff.jpg]](https://i.ibb.co/60Qrmc1S/gtfgftgjyjftyjff.jpg)
![[Obrazek: naberaltablesit.jpg]](https://i.ibb.co/q3X8k3Sj/naberaltablesit.jpg)