MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Argal i Eriohor cały czas czekali na Vanghara na korytarzu.. Oboje byli nadal mocno zaskoczeni całą sytuacja która miała miejsce w sali negocjacyjnej... Mediator który przez chwilę im towarzyszył próbował ich uspokajać... Równocześnie chciał sie też czegoś dowiedzieć czy negocjacje przebiegają zgodnie z oczekiwaniami obu stron... Niestety jednak nie był w stanie zbytnio wyciągnąć od dwójki weteranów szczegółowych informacji.. Nie byli zbyt chętni dzielić się tym co się stało za drzwiami...
Eriohor pokręcił głową przyciągając tym samym uwagę Argala który stał obok niego.
- Mam nadzieje, że Vanghar wie co robi... sam na sam z tą wariatką... - rzekł Eriohor - Ona serio jest nieobliczalna...
- Podpisała traktat... - odparł Argal - Dajmy jej szanse... zobaczymy czy spełni to co zostało tam napisane... Zresztą i tak nie zdoła tego wszystkiego zrobić w ciągu jednej doby...
- To oczywista sprawa... - powiedział Eriohor - Przed nami również miesiące, jak nie lata ciężkiej pracy... Wojna zebrała swoje żniwo...
Argal kiwnął głową i skrzyżował ręce.. Niespodziewanie w tej samej chwili naprzeciwko nich pojawił się Vel Kalimos.. Eriohor i Argal natychmiast go dostrzegli.. Swoje buty i szaty pokryte miał śniegiem.. Podszedł do nich wolno...
- Gdzieś ty był? Szukałeś pingwinów? - zapytał Argal
- To... nie jest śmieszne... - odparł Kalimos kręcac głową.
Eriohor mruknął pod nosem.
- Udało Ci się przekonać Lodowe Elfy do rozmów? - zapytał po chwili
- Tak... chyba.... tak mi sie wydaje.... - odpowiedział Kalimos - Co prawda o mało mnie nie zaszlachtowali, ale gdy usłyszeli o śmierci Nelotha to się wstrzymali.... Baruka wydał zgodę... Powiedział że bedzie czekał na przybycie Vanghara...
- Mhm... Jeśli sie uda to byc moze jeszcze dziś będziemy z nim rozmawiać... - rzekł Eriohor
Kalimos popatrzył tymczasem w stronę drzwi do sali negocjacyjnej.
- Vanghar nadal jest w środku? - zapytał
- Ta... Kazał nam wyjść... Pewnie zaraz skończy... - odparł Argal

Vanghar zaśmiał sie lekko pod nosem... Nie widział wcześniej Isabelli w takim stanie emocjonalnym... W jego odczuciu juz kompletnie postradała zmysły... Nie było to bowiem w żadnym stopniu normalne... Aczkolwiek skoro tak bardzo chciała to zrobić to nie zamierzał jej przeszkadzać... Położył raz jeszcze swoją dłoń na jej głowie.
- Ach... Za bardzo się próbujesz starać przez co średnio ci to wychodzi... - rzekł Vanghar poważnym tonem - Nie masz wyćwiczonego tempa... nie masz odpowiedniej techniki.... Hah.... Naprawdę to twój pierwszy raz..... Ciekawi mnie więc skąd w ogóle ten pomysł.... Musisz się jeszcze wiele nauczyć...
W tej chwili pochwycił jej głowe o tyłu i przysunął blizej tak aby jego sprzęt wszedł głębiej...
- Potrzebujesz więcej praktyki jeśli chcesz kiedykolwiek zadowolić płeć przeciwną... - dodał mocniejszym tonem


Wszystko było gotowe... Magister juz wiedział że plan sie powiódł... Cały system był pod kontrolą ludzi Amona a wszyscy ochroniarze, technicy i programiści nie mieli o tym kompletnie pojęcia... Wszystko po awarii działało bowiem w firmie jak należy... Nie byli w stanie znaleźć nic podejrzanego... Nie byli w stanie nic wykryć... Tak jak było to zaplanowane od początku... Poprzedni serwer został zastąpiony nową, dokładną kopią poprzedniego... Co wiecej był on zawirusowany w taki sposób że wykrycie problemu było dla pracowników niemożliwe... System bezpieczeństwa działał teraz tak jak zagrali hakerzy... Cały system był pod ich dyktando...
- A więc mamy to... - rzekł Magister przez krótkofalówkę - Podłożyliście nasze fajerwerki?
- Tak sir... Kamery zostały zhakowane na czas... nie widzieli kompletnie nic... - odpowiedział jeden z agentów
- Świetnie.... W takim razie wycofajcie się na bezpieczna odległość.... - rzekł Magister - Pora na nasze Grande Finale...
Nikt wewnątrz budynku firmy jeszcze nie zdawał sobie sprawy co miało się wydarzyć... Nikt nie wiedział co zaraz nastąpi... Amon wydał rozkaz... A ten musiał zostać wykonany...
Thant westchnął... w tej chwili postanowił sprawdzić jednak sytuację.. teleportował się z twierdzy wezyrów i pojawił się w centrum Arkham, nieopodal wspaniałego wieżowca Carraboth Holding.. najwybitniejszego osiągnięcia architektury w dziejach krainy... symbolu rozwoju i innowacji...
- Hmm... względny spokój.. - mruknął gładząc się po brodzie. Nie można było dopuścić do niczego. Nic nie miało prawa się wydarzyć. NIC. NIC. NIC...
Thant stał w skupieniu.. obserwował okolicę..
Wielu ochroniarzy i czarodziejów się pojawiało... wielu było w gotowości... Wieżowiec miał nałożone najwspanialsze bariery i systemy ochronne już dawno temu przez samą Isabellę... niemożliwym było go naruszyć z zewnątrz ani wewnątrz, był odporny zarówno na wewnętrzne jak i zewnętrzne ataki.

Cesarzowa poczuła że Vanghar pochwycił jej włosy i wepchnął mocniej sprzęt do jej buzi... to jej się podobało.. bardzo. jęknęła ulegle i seksownie.. zerknęła na niego...zakrztusiła się lekko...
- Z twoją.. pomocą.. lepiej.. Vangharze.. - mruczała ulegle mając w buzi.. Isabella koniecznie chciała dać mu mocno do zrozumienia że podoba jej się to.. jak jest stanowczy, jak chwyta... jak dominuje... nie ustawała.. cały czas głęboko brała... jej włosy były idealne.. mocno kusiły... Isabella mocno zachęcała go aby ją chwytał... mruczała seksownie ciągnąc mu stopniowo coraz lepiej, rytmicznie i głębiej...
Isabella mruczała lekko... ciągnęła trzymając teraz głęboko w gardle znacznie dłużej, co chwila coraz dłużej próbowała.. jej włosy, gardło, piersi.. wszystko było na wyciągnięcie ręki admirała.. Cesarzowa zaś nie ustawała... ulegle klęcząc ssała mu coraz lepiej i mocniej... głębiej..
W stolicy Arkham sytuacja w żaden sposób się nie poprawiła.. wrecz przeciwnie... Protestów było coraz więcej a niezadowolenie mieszkańców sięgało już zenitu... O ile dnia poprzedniego samych protestów i manifestacji było kilka, tak teraz było ich zdecydowanie więcej przez powstałą awarie w zasięgu telefonicznym. Coraz więcej ludzi ukazywało publicznie swój gniew i rozgoryczenie decyzjami podjętymi przez Isabelle... Wojna doprowadziła do ogromnych strat i zniszczeń których odbudowanie nie potrwa kilka dni a raczej tygodnie lub miesiące... Wielu miało wątpliwości czy Isabella jest psychicznie zdolna aby kontynuować sprawowanie władzy... Wiadomości o jej incydencie w kawiarni obiegły media i praktycznie kazdy już o tym wiedział.... Zamieszki nieustannie wybuchały na ulicach a policja nie była w stanie kontrolować już sytuacji... Z minuty na minutę było coraz gorzej...
Thant który teleportował sie do stolicy dostrzegł że ulicy sa kompletnie zakorkowane... Słyszał wyraźnie krzyki i przechodzące manifestacje domagające sie natychmiastowych zadośćuczynień od Isabelli i zaprzestania działań wojennych. Chaos się szerzył a media jedynie dolewały oliwy do ognia... Isabella po raz kolejny zanotowała spadek poparcia wśród ludności przez jej dalszy brak reakcji na ich żądania...

Jednocześnie jednak prawdziwy cios dla Isabelli miał dopiero nastąpić... Agenci należacy do Szefowej i Amona przejęli w pełni system bezpieczeństwa Carraboth Holdingu... Cała baza danych została zhakowana bez jakiejkolwiek wiedzy wysoko postawionych ochroniarzy i techników. Budynek był w pełni pod ich kontrolą... Dlatego też ani kamery ani alarmy nie zaalarmowały ochrony gdy podkładane były niezwykle potężne ładunki wybuchowe... Ich ilość nie była duża ale zostały podłożone w najbardziej słabych punktach konstrukcji całego budynku....
Gdy tylko agenci zdołali sie wycofać na bezpieczną odległość, Magister otrzymał od nich wiadomość...
- Sir... wszystko gotowe...
Magister kiwnął wolno głową obserwując budynek Carraboth Holdingu z bezpiecznej odległości przez szybę...
- W takim razie czyńcie honory.... Firma Isabelli oficjalnie dzisiaj kończy swoją działalność... - rzekł zadowolonym tonem poprawiając swoje okulany na nosie.
Po chwili nastąpił ten moment... POTĘZNA EKSPLOZJA...
Wszyscy bedacy w pobliżu nie zdążyli się nawet obrócić gdy usłyszeli huk... Protestujący ucichli... Czarodzieje wytrzeszczyli oczy w szoku... Thant zasłonił swoją twarz czując eksplozję przed oczami... Natychmiast został odrzucony przez eksplozje... ładunki podłożone przez siły Amona eksplodowały tuż pod budynkiem kompletnie wysadzajac jego fundamenty... Ziemia zatrzęsła się.... Wieżowiec walił się w doł... Ludzie znajdujący się w środku nie mieli żadnych szans na przeżycie... Wszyscy zginęli na miejscu, łącznie z szefem ochrony który wysłał wiadomość do Thanta... We wszystkich pobliskich budynkach dźwięk eksplozji powybijał szyby... Carraboth Holding runął na ziemię zabijać tysiące osób i podsycając ogromną chmurę pyłu która przykryła poł miasta... Panika zalała całe Arkham... zaczęły wyć syreny alarmowe i krzyki przerażonych mieszkańców... Nikt nie miał pojęcia co się dzieje.... Wiadomo jednak było ze nastąpiła ogromna tragedia... Walący sie wieżowiec zniszczył wiele pobliskich budynków, pobliskich wieżowców... Bilans ofiar był niewyobrażalny... Sam Thant cudem uniknął śmierci... Przez eksplozje w jego uszach panował jedynie szum.. Nie słyszał nic... Nie widział nic... Jego skóra była poharatana od odłamków szkła... Wszędzie był pył i dym... Wszędzie była ciemność... Nie dowierzał.. Nie rozumiał co sie stało...

Magister widział wyraźnie jak ogromny wieżowiec Carraboth Holding eksploduje, zapada się i pochłania całą okolice w dymie i pyle... Usłyszał huk.. Poczuł lekkie trzęsienie ziemi... Kiwnął wolno głową po czym przysunął krótkofalówkę do swoich ust..
- Zadanie wykonane... Wszystkie oddziały do punktu zbiórki... Wracamy... Nic tu po nas... - rzekł po czym schował urządzenie do kieszeni i odszedł wolno w stronę wyjścia...

Media szybko obiegła informacja o tym co sie stało.... CARRABOTH HOLDING RUNĄŁ... Firma należąca do Isabelli przestała istnieć.... Tysiące ofiar... tysiące zabitych.... Co było tego powodem? Jak do tego doszło? Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na te pytania...


Tymczasem Vanghar cały czas trzymał Isabella od tyłu za głowę... Kontrolował jej ruch w ten sposób sprawiając aby ta nabrała odpowiedniego, rytmicznego tempa...
Admirał zaczął stopniowo czuć że Isabella robi lekki progres... że zaczęła to robić lepiej... Wciąż to nie były jakieś ogromne wyżyny jej możliwości ale nie zaprzeczał że zaczynał powoli czuć niewielką dozę przyjemności.. Przejechał swoją dłonią po jej włosach i odchylił lekko głowę w bok patrząc jeszcze raz na zegar... Widział, że zbliża się godzina 14:00... Szybko spojrzał ponownie na Isabelle między jego kolanami... Zaśmiał się lekko pod nosem...
- Zaczynam odczuać, że podoba Ci sie to bardziej niż mnie... - rzekł widząc jak intensywnie stara się Isabella.. - Oby tak dalej.... idzie Ci coraz lepiej...
Przekierowanie