Harold wyszedł z komnaty zamykając za sobą drzwi... Przy wyjściu czekał na niego już czarodziej z którym tutaj przybył... Po chwili ów czarodziej teleportował ich oboje z Twierdzy Zakonu...
Gdy tylko Lupus i Cornelius wyszli z sypialni Entoma odetchnęła głeboko... Jej oczy nieco przygasły a jej sylwetka zaczęła minimalnie lewitować nad łóżkiem... Rozpoczęła swoją medytację... Jej myśli jednak cały czas kierowały się w stronę Lupus... Stan w jakim była nie dawało Entomie spokoju... Chciała jej pomóc ale na razie nie miała pojęcia w jaki sposób to uczynić... Wiedziała że to nadchodzą dla nich bardzo trudne dni...
Tymczasem Vanghar był już w pełni przygotowany do negocjacji które miały sie odbyć za równą godzinę... Zgodnie ze swoim planem zamierzał zabrac ze sobą dwóch wojskowych weteranów którzy wspomagali jego działania jeszcze pod rządami Nelotha, oraz czarodzieja który miał przenieść ich na miejsce... Miał świadomość, że musi sie godnie reprezentować jako nowy lider wiec ubrał swoją marynarkę admiralską na której widniały jego odznaczenia i ordery...
Ibrahim i wezyrowie byli zamyśleni... ich nastroje były słabe... Thant chodził nerwowo...
- Jasna cholera.. jasny gwint.. - przemawiał...
- Uspokój się Thancie.. - rzekł Cassahs
- Nie... to wszystko zbyt grubo się odwaliło.. nie na taki scenariusz żeśmy przecież liczyli... - przemawiał Thant
- Thancie... nastąpiło zbyt wiele czynników na które nie mieliśmy wpływu... - odparł Ibrahim
Thant zaciskał pięści... zawsze chciał wygrywać... teraz jednak sytuacja wyglądała zgoła inaczej...
- Cholera no... oby Cesarzowa zapanowała nad tym chaosem... w naszych miastach... chaosem z elfami... i oby nie spartoliła relacji z Nieumarłymi... szlag... - mówił Thant gładząc swoje ręce nerwowo...
Gdy tylko zegary zaczęły wskazywać godzinę 11:30, Vanghar oraz jego przyboczni byli już w pełni gotowi... Elfi admirał stanął przed magiem i popatrzył mu w oczy.
- Nadszedł czas... wiesz co robić... - rzekł
Czarodziej bez słowa kiwnął głową.. Po chwili całą czwórka teleportowała się prosto do miasta Halkret które stało się na jakiś czas neutralną strefą.. Stacjonowały to zarówno wojska cesarskie jak i elfickie... Oczywiście w bezpiecznych od siebie odległościach aby nie wywoływać niepotrzebnych presji i zamieszek..
Miejscem jakie miało być użyte do rozmów była duża sala w Urzędzie Miasta... Oczywiście wszystko zostało przygotowane już kilka godzin wcześniej po apelu Vanghara.. W budynku nie było nikogo prócz pojedynczego mediatora który widząc Vanghara natychmiast do niego podszedł i sie ukłonił..
- Witam uprzejmie... Przybyli panowie pierwsi...Cesarzowej jeszcze nie ma... - rzekł mediator
Vanghar słysząc to schował ręce za plecy i parsknął pod nosem
- Tak jak przypuszczałem... ale to się dobrze składa... - rzekł Vanghar - Przybyliśmy wcześniej... Cesarzowa ma jeszcze kilkanaście minut... Nie ma pośpiechu...
Mediator kiwnął lekko głową po czym zaprowadził ich do przygotowanej wcześniej sali w której miały odbyć się negocjacje...
Vanghar wszedł do środka jako pierwszy... Pokiwał lekko głową widząc przed sobą duży stół oraz kilka foteli... Taka ilość z pewnością nie była konieczna... Nie mówiąc nic Vanghar podszedł do jednego z foteli i zasiadł na nim wygodnie... Dwóch weteranów zasiadło po jego prawej i lewej stronie, natomiast czarodziej stanął z tyłu w rogu pokoju... Nie zamieszał się mieszać ani brać udział w rozmowach...
Admirał siedząc rzucił spojrzenie na zegar który wisiał na ścianie... Zaśmiał sie pod nosem... Był ciekaw czy Isabella pojawi się sama czy może weźmie ze sobą kogoś jeszcze... jakiegoś wezyra? A moze wcale sie nie pojawi? Scenariuszy było wiele, ale Vanghar na każdy z nich był przygotowany...
Cesarzowa Isabella stała przed lustrem... wpatrywała się w swoje odbicie... w jej głowie narastał coraz większy niepokój i obawy... wprost słyszała tykanie zegara... przełknęła wolno ślinę stresując się... jej biżuteria prezentowała się idealnie.. nałożyła jej sporo... zapach jej perfum był najwspanialszy.. jej włosy niesamowicie wręcz lśniły... nałożyła nieco słodkiego różu na policzki... jej usta zaś były aksamitnie i pięknie mocno czerwone i wilgotne... wyglądała wprost zjawiskowo... jej czarne szpilki wyglądały nieziemsko... jej gołe nogi zaś bardzo seksownie... obróciła się lekko i wolno przed lustrem... jej suknia prezentowała się iście wspaniale, zarówno szykownie, bogato i elegancko jak i bardzo seksownie z uwagi iż była krótka.. idealnie przylegała do jej ciała, jej tyłeczek prezentował się w niej iście bosko i wybitnie.. wspaniale.. zerknęła na swój tyłek przez chwilę.. kiwnęła głową.. zdawała sobie sprawę że będą mogli dostrzec jej majtki spod sukni gdy tylko niewłaściwie ułoży nogi... uśmiechnęła się lekko.. rozcięcie na jej biuście też było spore, jej biust więc prezentował się niesamowicie seksownie... zerknęła na swoje zielone kolczyki na uszach.. po chwili na swoją złotą wysadzaną szmaragdami opaskę na szyję.. niesamowicie seksowną, kuszącą i bogatą.. a także na wspaniały złoty naszyjnik ze szmaragdem... jej szyja więc prezentowała się iście TOPOWO... na swoje nadgarstki nałożyła seksowne złote bransoletki, na obie dłonie... na jednym z palców zaś swój wspaniały pierścień ze szmaragdem.. dodatkowo na swoje odsłonięte lewe ramię także dodała biżuterię w postaci seksownej złotej bransoletki z wiszącymi szmaragdami także na swoim ramieniu co prezentowało się niesamowicie seksownie i bosko...
W tej chwili westchnęła... chwyciła swoją koronę... włożyła ją sobie wolno na głowę... wyglądała TOPOWO... WSPANIALE... po chwili chwyciła czarną torebkę również ze zdobieniem szmaragdowym aby zachować spójność swego outfitu... wszystko prezentowało się wprost bosko z jej wspaniałymi zielonymi oczami... westchnęła ponownie.. zerknęła na zegar... przełknęła ślinę... po chwili uniosła dłoń... pstryknęła palcami.. teleportowała się i pojawiła się w Halkret... pojawiła się w budynku Urzędu Miasta... dostrzegła nieopodal mediatora....
Kilkanaście minut po przybyciu Vanghara i jego ludzi mediator dostrzegł również przybyłą Isabelle.. Podszedł do niej i podobnie jak w przypadku Vanghara ukłonił się.
- Cesarzowa Isabella Carraboth Bal... - zaczął mediator - Witam Panią uprzejmie... Informuje że reprezentacja królestwa Elfów przybyła jako pierwsza... Czekają na panią już w sali... Pozwoli Pani ze pokażę które drzwi...
Isabella widząc mediatora i słysząc jego słowa rozszerzyła lekko oczy.. otworzyła lekko usta...
- Witaj... - odparła wolno - Czekają... to ilu.. ich przybyło.. - jęknęła lekko... czuła coraz to większe emocje a jej oddech lekko przyspieszył.. jednak jej nastrój był dobry... zwłaszcza przez to jak bosko teraz wyglądała... wprost nieziemsko.. widziała jak mediator na nią zerknął... rozejrzała się wolno dookoła... zastanawiała się czy nie powinna kogoś ze sobą wziąć... ale nie... chciała być sama... sama chciała wszystko przyjmować na siebie... sama chciała ich.... wynagrodzić... uśmiechnęła się... zerknęła na mediatora...
- Wskaż mi zatem drzwi... - rzekła spokojnie..
Mediator nie zamierzał przekazywać Isabelli żadnych szczegółów.. Pokiwał jedynie głową po czym ruszył przodem.. Po kilku chwilach dotarli do drzwi... Mediator wskazał je ręką..
- Wszyscy czekają na panią już w środku.... Zapraszam... - rzekł mediator spokojnym tonem
Gdy Isabella otworzyła drzwi i przekroczyła próg dostrzegła że owa salka jest ciemnym pokojem w którym pierwsze skrzypce grał duży dębowy stół oraz kilka zdobionych foteli.. Od razu dostrzegła również reprezentacje elfów która wpatrywała się w milczeniu i powagą w jej stronę... Dostrzegła dwóch wojskowych weteranów któzy wyglądali na mężczyzn koło czterdziestki... pośrodku zaś siedział nowy wódz Elfiego Krolestwa... Admiral Vanghar... ubrany w ciemną elegancką marynarkę na której wisiały ordery za jego ogromne wojskowe zasługi... Jego wzrok był niezwykle przeszywający i onieśmielający... Czuć było wyraźnie, że nie przybył tu dla jakikolwiek żartów, a na niezwykle istotne spotkanie... Spoglądał srogo na stojąco w progu Isabelle...
Admirał Vanghar:
![[Obrazek: vanghar2.jpg]](https://i.ibb.co/pBRvb5Ch/vanghar2.jpg)
Isabella... dostrzegła Vanghara... i jego dwóch weteranów... dostrzegła jakiegoś czarodzieja z tyłu w rogu pokoju... otworzyła lekko usta i zamarła w progu... jej spojrzenie utkwiło najdłużej na samym Vangharze... przełknęła ślinę na jego widok... poczuła lekki gorąc... uważała go naprawdę za przystojnego mężczyznę... jej oczy błysnęły piękną zielenią... nabrała powietrza w płuca i w tej chwili zrobiła pierwsze kroki i wolno przeszła przez salę... mężczyźni mieli widok na jej boski outfit... przeszła kawałek, słyszeli stukot jej szpilek... i podeszła do stołu... Isabela na samym początku tego spotkania chciała zachować swój dobry humor jaki tu przyniosła... Nie wiedziała jednak czy zdoła zachować wesoły nastrój cały czas... ich miny były poważne... bardzo... dostrzegła to.. zamierzała jednak spróbować na samym początku owy dobry humor zachować... nie wiedziała jednak co ją czeka... w tej chwili zgrabnym ruchem wskoczyła delikatnie i przysiadła swoim tyłeczkiem na duży stół będąc tuż przed nimi.. zerknęła na Vanghara i mężczyzn.. nastrój panował u nich na pewno inny... twardy... nie sądziła... myślała raczej że będą zadowoleni... w tej chwili przez jej umysł przeszły myśli że zapewne ONA BĘDZIE musiała.. sprawić.. aby byli... zadowoleni... oni zaś mieli w tej chwili idealny widok... NAJWSPANIALSZY...
Mężczyźni ujrzeli WSPANIAŁY, WYBITNY, IDEALNY, ARCYPIĘKNY WIDOK... CESARZOWĄ ISABELLĘ NA STOLE... UŚMIECHAJĄCĄ SIĘ NA ICH WIDOK... tuż przed nimi..
- No witajcie.. Admirale... Vangharze... i Twoi... kompani.. widzę że nie przyszedłeś sam... - przemówiła witając ich i posłała lekki uśmiech... swoje ręce oparła o stolik a nogę położyła na nodze... mieli idealny więc widok na jej piękną nóżkę.. outfit...
![[Obrazek: yaTIcBw.jpeg]](https://i.imgur.com/yaTIcBw.jpeg)
Czarodziej który stał w boku i obserwował w milczeniu z dala od reszty wytrzeszczył mocniej oczy... Nie spodziewał się czegoś takiego.. Przełknął ślinę myśląc o tym co powie Vanghar... Dwóch weteranów spoglądało na Isabella z wyraźnym poirytowaniem i obrzydzeniem... Jej zachowanie i uśmiech jedynie działał im na nerwy... Oboje katem oka popatrzyli na Admirała czekając na jego słowa.
Sam Vanghar siedział niewzruszony cały czas spoglądajac na Isabella oraz na jej ruchy... Widział jak ta usiadła na stole.. Na ten widok zmarszczył brwi..
- A więc to tak... - rzekł poważnym tonem - Widze, że humor Ci bardzo dopisuje pomimo oskarżeń jakie są w twoją stronę kierowane Cesarzowo.... Kobieta na której rękach spływa krew milionów istnień... Odpowiedzialna za cały ten konflikt, ma jeszcze odwagę aby uśmiechać się w tej sytuacji...
Po tych słowach kiwnął lekko głową i przymknął na chwile swoje oczy. W swojej głowie miał już pierwsze przemyślenia po tym co zdołał zaobserwować...
- Sądząc po twoim zachowaniu dochodzę do wniosku że przybyłaś tu nie traktując tych negocjacji poważnie.... - dodał mocnym tonem
Oczy Isabelli błysnęły zielonym blaskiem... doprawdy wyglądały wprost bosko w połączeniu z jej dzisiejszą biżuterią... WYŚMIENICIE... mężczyźni zobaczyli jej blask w oczach... po chwili jednak.. ona usłyszała słowa Vanghara... dostrzegali zaraz po jego słowach jak jej oczy nieco gasną...
- Hej no... ale tak bez żadnego przywitania... Vangharze... - mruknęła delikatnie Isabella nie zmieniając swej pozycji na stole.. nóżkę miała założoną na nóżkę... zerknęła w jego twarz... teraz dostrzegała go lepiej... przygryzła delikatnie wargę... doprawdy tak jak przypuszczała.. jest przystojnym mężczyzną... poczuła że jego wygląd jej się podoba... poczuła także lekki dreszcz... przełknęła ślinę.. nie wiedziała jak wydarzenia tutaj się potoczą.. ani czego się po nim spodziewać...
- Nie... Vangharze... wybacz... - mruknęła a uśmiech z jej twarzy zniknął.. spoważniała - Naprawdę traktuję poważnie... moje wejście mogło być nieco szalone.. lubię takie.. nietypowe... no ale.. tak ładnie się dla Was Panowie wystroiłam.. sądziłam że dostanę przywitanie i może jakiś.. komplemencik.. - mruknęła.. szybko jednak uniosła palec...
- Ale spokojnie... nie liczę na to.. hah... - mruknęła... zaczęła się lekko stresować.. była tu sama.. a ich kilku.. poczuła się lekko przytłoczona.. mogli to dostrzec... ze stresu nieco świrowała... jednak już się zaczynała opanowywać...
- Wiedz że negocjacje traktuję poważnie.. zwłaszcza.. z tobą Vangharze... gdyby jednak siedział tutaj Neloth.. który był totalnym debilem... nie traktowałabym ich tylko wówczas poważnie.. - mruknęła... w tej chwili zmieniła pozycję, rozchyliła leciutko nogi a oni mogli dostrzec w tej chwili pod jej suknią kawałek jej czarno-złotych majteczek... wysadzane były złotymi zdobionymi nićmi gdzieniegdzie.. idealne... szybko jednak stanęła na baczność wstając ze stołu na podłogę... w tej chwili nie było uśmiechu na jej twarzy... skoncentrowała wzrok na Vangharze.. zerknęła także na jego kompanów...