Wraz ze swoimi doświadczonymi gwardzistami, Nihil Vegha po kilku minutach dotarł do portu Dohl de Lokke. Dowódca Nieumarłych był w porcie już wcześniej przeprowadzając inspekcje okrętów oraz zbierając informacje o liczbie zablokowanych przez wojnę transportowców, ale teraz jednak nie zamierzał się tym zajmować pomimo iż jego irytacja z tego powodu sięgała już zenitu... Do portu miał dobić statek Bellatrix i to był na razie jego główny cel..
Jego generał przebywała przez cały ten czas na oddzielnej wyspie należącej do Nieumarłych w mieście Herkalion gdzie osobiście zaprojektowała całe miasto za pozwoleniem Nihila na styl architektury antycznej, wręcz zabytkowej... Miasto zdecydowanie więc wyróżniało się na tyle pozostałych... Nihil był tam kilkakrotnie... Pamiętał wyraźnie widok jak Bellatrix urządzała bitwy turniejowe na arenach a sama wylegiwała sie w loży i napawała widokiem... Wtedy nie spodziewała sie jego przybycia... Wziął ja kompletnie z zaskoczenia...
Teraz jednak sytuacja była odmienna... To Bellatrix płynęła aby odwiedzić Dohl De Lokke i Abregado... Nihil przypuszczał, że z pewnością kobieta skorzysta z okazji aby odwiedzić swoja rodzinę która mieszkała od wielu lat w Morgud. On sam oczywiście nie miał nic przeciwko temu...
Dowódca Nieumarłych stanął na pomoście w milczeniu i skrzyżował ręce... Morze było wzburzone... Jego szkarłatna peleryna powiewała na wietrze wiejącym z kierunku morza... Wyraźnie widział zbliżający się okręt... Miał zaraz wpłynąć do portu... Kiwnął lekko głową..
- Nareszcie... - rzekł zadowolonym tonem Nihil sam do siebie - Pannica wróciła na stare śmieci...
Tymczasem w rezydencji Corneliusa...
Starszy mężczyzna po tym jak wyszedł wraz z rudowłosa pokojówką z sypialni, zaprowadził ją prosto do kuchni która znajdowała się na parterze. Lupus szybko zajrzała do lodówki sprawdzając co ciekawego ma na stanie Cornelius.
- Zdaje sobie sprawę z tego, że moje zapasy są dosyć skromne, ale mam nadzieje że znajdziesz coś co Ci sie spodoba... Wszystko jest świeże... Możesz brać co chcesz i ile chcesz... - rzekł spokojnym tonem mężczyzna
- Jasne.... dzięki... - odparła słabym tonem Lupus spoglądajac na pólki w lodówce.
- Po pólkach mam pochowane też konserwy... w chlebaku powinien być bochenek i kilka bułek... - dodał Cornelius spoglądając na rudowłosą.
- Nie potrzebuje dużo... Zrobię sobie kilka kanapek... - powiedziała Lupus zamykając lodówkę... W swojej ręce trzymała opakowanie z serem żołtym, butelkę mleka i szynkę. Położyła je na blacie. - Ech... Pomimo iz wypiłam tę kawę to nie mam i tak w sobie ani trochę energii... Cholera.. Jedynie bardziej mi głowa pulsuje...
W tym momencie chwyciła się za głowe i pomasowała delikatnie swoje czoło...
- Mówiłem abyś jej nie piła... Twoja siostra też Ci odradzała ale nie posłuchałaś... - rzekł powaznym tonem Cornelius
- Wiem... wiem... - odparła Lupus - Teraz i tak to już nie ma żadnego znaczenia...
- Prędzej czy później musisz zasnąć aby zregenerować swój umysł... Nie mozesz tak tego kontynuować... Picie kawy w niczym Ci nie pomoże w tym stanie... Wykończysz się szybciej niz myślisz...
Lupus syknęła pod nosem i uderzyła pięścią w stół.
- Myślisz, że o tym nie wiem?! Mówiłam już, że nie jestem w stanie... Nie mam pojecia co te demony zrobiły mi z głową, ale nie jestem w stanie zmrużyć oka nawet na chwile... Gdy tylko zamykam oczy czuje niekontrolowany strach... Widzę przed oczami ich twarze.. widzę jak mnie torturują do krwi...czuje jak moje ciało przestaje funkcjonować... czuje jakby nadciągała nieuchronna śmierć.... na samą myśl dostaje dreszczy... To jakaś cholerna klątwa...
Cornelius zmarszczył brwi i pogładził sie wolno po brodzie...
- Jeżeli nie uda nam sie znaleźć sposobu jak Ci pomóc, obawiam się że bedzie wtedy konieczna interwencja lorda Ignathira... - rzekł Cornelius
Lupus opuściła głowę... Westchnęła głęboko... Nie chciała angażować swojego Pana w cos takiego... Z pewnością byłby wściekły gdyby dowiedział się o całej sytuacji... Wiedziała bowiem ze wtedy wszyscy mogą na tym ucierpieć...
Na oczach Corneliusa wyciągnęła z chlebaka dwie bułki i zaczęła w milczeniu przygotowywać sobie jedzenie.
- Nie chciałabym tego... - odparła po chwili stłumionym głosem Lupus będąc odwróconą plecami do mężczyzny.
- Domyślam się... To ostateczność... - odparł wolno Cornelius i kiwnął lekko głową... Miał świadomość, że sytuacja jest bardzo poważna...
Vanghar dalej spoglądał w milczeniu na to co czyniła Isabella... Nie był jednak z tego zbytnio zadowolony... Nie interesowały go bowiem tego typu cielesne przyjemności... Właściwie to od bardzo wielu lat nie doświadczył żadnego intymnego zbliżenia z jakąkolwiek kobietą. Jego praca w marynarce wojennej i ambicje odrzuciły wszelkie przyziemne przyjemności... Z tego też powodu nie miał rodziny, żony ani dzieci... Był samotnikiem i co ciekawe w niczym mu to nie przeszkadzało... Jego brutalność i szaleństwo z którego był znany nie wzięła się też znikąd... Przez wiele lat miał za zadanie ścigać piratów i zbrodniarzy po morzach a potem poddawać ich torturom aby odkryć ukrywane przez nich informacje... Jego skuteczność była bardzo duża... Żaden jeniec nie przetrwał jego tortur... Zawsze zdobywał to co chciał, a gdy zdołał wydobyć informacje pozbywał się zbędnego balastu... Tak było też w przypadku Vanessy...
Teraz jednak sytuacja się nieco zmieniła...Teraz gdy był na czele całego narodu i podejmował decyzje które miały wpłynąć na jego przyszłość musiał ograniczyć swoje brutalne tendencje aby nie stracić zaufania obywateli... Negocjacje z Isabellą okazały sie byc udane... Cesarzowa nie mogła odrzucić jego żądań nawet jesli by chciała... Była w końcu agresorem który rozpoczął wojne i sama osobiście tez skapitulowała... Nie było nawet mowy o jakichkolwiek sprzeciwach... Pytanie brzmiało jednak co dalej? Co wydarzy sie potem?
Vanghar zmrużył swoje oczy... Niecierpliwił się nieco... Wiedział, że ma jeszcze wiele rzeczy do roboty... Nie chciał niepotrzebnie marnować czasu... Widział kątem oka co się dzieje...
Argal odetchnął lekko.. Słysząc to co powiedziała Cesarzowa parsknął pod nosem..
- Cóż...Wygląda na to, że musisz się więc trochę bardziej postarać... - rzekł Argal po czym dotknął jej dłoni... - Musisz to robic z wyczuciem...
Eriohor natomiast czując dłoń Isabelli na swoim kroczu otworzył szerzej oczy. Widział jak Isabella luzuje jego spodnie.
- Co ty... Dlaczego mnie dotykasz?.... Nie było mowy o czymś takim... - rzekł zdziwiony i zaskoczony Eriohor. Nie spodziewał sie bowiem czegoś takiego...