MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Demon Zaraza pojawił się w odosobnionym miejscu, gdzie wyczuł wcześniej obecność Demona Wojny.. Rozejrzał się po okolicy.... Dostrzegł go siedzącego na kamieniu pod drzewem... Zaraza natychmiast podszedł do niego..
- Co ty do cholery robisz?! - ryknął w jego stronę ze wściekłości - Co to wszystko ma znaczyć?!
Wojna spojrzał na niego niezadowolony po czym opuścił z powrotem wzrok rzucając na siebie zaklęcie naprawiające jego zbroje.. Zaraza dostrzegł dopiero teraz że zbroja demona Wojny została uszkodzona. Wytrzeszczył oczy w zdumieniu.
- Jakim cudem... - powiedział kręcąc głową - CO SIĘ STAŁO?!
Wojna mruknął pod nosem... Zacisnął zęby..
- Śmierć poległ... Nie wykonał swojej misji.... - rzekł Wojna - Nasze plany będą musiały się zmienić...
- Co? Kto.... Kto to uczynił? - zapytał Zaraza
- Jakaś dziewczynka w stroju pokojówki... - odparł Wojna
- Kpisz sobie ze mnie?
- Nie... Mówię to co widziałem... - powiedział Wojna poważnym tonem - Nie była człowiekiem... to na pewno... Wyczułem od niej podobna aurę jak od tej którą wcześniej porwaliśmy... Dobiłbym ją sam, ale pojawił się ten sam facet co uratował lykantropa z naszej jaskini... Jednym ciosem zniszczył mój pancerz... Musiałem się wycofać...
- Kim on jest.... Co to za gość?! - pytał Zaraza bedac w szoku
- Nie wiem... - rzekł Wojna - Pewne jest jednak jedno... W tym wymiarze Isabella wcale nie jest największą przeszkodą... Istnieją istoty dużo potężniejsze od niej które są gotowe stanąć nam na drodze...
Zaraza syknął pod nosem.. Zaczął zastanawiać się nad dalszymi działaniami jakie powinni podjąć... Utrata Demona Śmierci była bolesnym dla nich ciosem, w szczególności ze jego moce były im potrzebne do realizacji pierwotnego planu... Teraz wszystko stanęło na głowie... Byli zmuszeni zmienić swoje plany...


Tymczasem prosto do sypialni w której znajdowała się Lupus oraz Cornelius teleportowała się Entoma.. Pokojówka gdy tylko się pojawiła od razu upadła bezwładnie na podłogę... Lupus widząc to natychmiast podbiegła do swojej siostry.. Cornelius poderwał się z fotela..
- ENTOMA?! O nie.... ENTOMA?! - jęknęła Lupus widząc w jakim stanie jest jej siostra... Była w kompletnym szoku.. Nigdy wcześniej nie widziała jej w tak opłakanym stanie... W jej oczach pojawiła sie panika... Zaczeła mocniej oddychać...Jej głowa zaczeła wirować... Zaczęła słyszeć głosy...
Cornelius widząc co się dzieje z Lupus podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu...
- Spokojnie.... Zachowaj spokój.... Wszystko bedzie dobrze...- rzekł poważnym tonem
Lupus odwróciła głowę w jego stronę dysząc.... Próbowała się uspokoić.... Cornelius wiedział że po tym co spotkało rudowłosą, jej psychika nadal jest bardzo słaba i wystarczy niewielki impuls aby aktywować jej strach...
Mezczyzna spojrzał na Entomę po czym bez słowa pochwycił ją na swoje ręce i położył ją delikatnie na łóżku... Przyjrzał jej się bliżej oceniając jej stan... Pokojówka nadal krwawiła... miała kilka mocnych ran i była kompletnie wyczerpana... Zużyła całą swoją moc na walkę z demonami...
- Lupus.... - rzekł Cornelius
Rudowłosa która stała obok wzdrygnęła się gdy usłyszała swoje imię... Wytrzeszczyła mocniej oczy... Cornelius spojrzał na nią kątem oka..
- Wykorzystałem już jedyny zwój leczniczy jaki miałem schowany... Ja sam nie jestem w stanie rzucać zaklęć.... Wiem że to może być wciąż dla ciebie za dużo, ale czy byłabyś w stanie użyczyć swojej mocy?
Lupus otworzyła lekko usta.. Przez moment nie miała pojęcia co powiedzieć... Przełknęła ślinę..
- Ja.... Mogłabym spróbować.... - odparła niepewnym tonem
Isabella rozmyślała o tym wszystkim... wiedziała że musi opanować ten żałosny chaos... jęknęła.. czuła jak bardzo jej oczy są mokre...



Sisyphus siedział w fotelu.. czytał gazetę.. kiwał głową..
- Do dupy to wszystko w tym świecie, cholera... - przemówił - Pora zakończyć byt... - dodał
- Pora zniszczyć horkruksy które udało mi się wykreować w przeszłości.. a następnie odebrać sobie życie.. nic bowiem nie ma sensu w tym świecie, nic się nie zgadza... - przemówił kiwajac głową a po chwili wolno wstał z fotela... zerknął na swoje zmasakrowane uzbrojenie które leżało na podłodze w rogu... pokiwał głową.. niczego jeszcze dotąd nie naprawił.. podszedł kulejąc i sycząc i chwycił swój potężny miecz... po chwili chwiejącym się krokiem ruszył na zewnątrz do ogrodu rezydencji Isabelli...
- Kur*a.. pora rozwalić horkruksy.. a następnie odebrać sobie życie.. tylko to mi pozostało.. to koniec mojej podróży w tym świecie.. kompletnie do niego nie pasuję.. - powiedział kiwając głową.. po chwili w jego dłoni pojawił się jeden jego horkruks... medalion z szafirem.. lśniącym niesamowitą czerwienią.. spojrzał na niego.. doprawdy był przepiękny.. niesamowicie błyszczał.. przypomniał sobie wspaniałe czasy i jak dzięki łasce Lorda Carrabotha mógł go wykreować.. to wówczas było dla niego ogromne wyzwanie i wielkie wydarzenie.. był to jego pierwszy.. teraz jednak zamierzał go zniszczyć..
Lupus podeszła bliżej lóżka na którym leżała Entoma... Wzięła głęboki oddech po czym wyciągnęła swoje dłonie przed siebie.. Zaczęła używać powoli magii leczniczej na swojej siostrze... Po chwili zielona aura lecznicza otoczyła ciało Entomy...
Cornelius spoglądał na nią przez chwile... Czuł wyraźnie że rudowłosa pokojówka nie jest jeszcze w pełni sił...
- Panienko Lupus... Jeśli niespodziewanie poczujesz się słabo, to natychmiast przestań... Wiem dobrze, że to tez kosztuje twoje siły witalne, a dopiero co przecież podniosłaś sie z lóżka... Nie możemy ryzykować... - powiedział
Lupus nie odpowiedziała na jego słowa, jedynie kiwnęła wolno głową na znak, że rozumie... Przymknęła swoje oczy skupiając się na ustabilizowaniu zaklęcia.... Ciało Entomy stopniowo się regenerowało...


W Daggerfall sytuacja zaczynała sie stabilizować... Większość elfów miało już świadomość o zaniechaniu działań wojennych i wycofaniu wojsk Cesarzowej... Wieść o śmierci króla Nelotha również rozniosła się szerokim echem... Wszyscy zastanawiali się nad tym co przyniosą najbliższe godziny i jakie Vanghar postawi warunki względem zdrajczyni własnego narodu i główną winowajczynią całej wojny jaką była Cesarzowa Isabelli... Wielu domagało się jej głowy, aby ją ściąć za zbrodnie jakich dokonała... Inni chcieli aby zrzekła się tronu i oddała go swojemu synowi, a jeszcze inni uważali że powinna zostać wzięta do niewoli... Vanghar miał jednak świadomość że żadna z tych opcji nie byłaby możliwa... Zaczął przygotowywać szczegółowy plan odnoszący sie do jego żądań i rekompensaty dla Królestwa Elfów od Isabelli za wywołanie globalnego konfliktu...


Plaga rozprzestrzeniała się coraz dalej... zarówno na Adumar jak i na Kartis... Szczury nie przestawały nawet pomimo tego ze demony tymczasowo wycofały się w cień...
Isabella otarła łzy z oczu.. patrzyła na piasek.. była niesamowicie smutna... wiedziała że Vanghar który teraz wysunął się na czele elfów był znacznie innym typem męzczyzny niż Neloth.. jęknęła... wiedziała że jest doświadczonym elfem, że ma mocny charakter... nie wiedziała co ją za kilka godzin czeka.. przypuszczała jednak że Vanghar będzie.. ostry.. jęknęła leciutko...



- OBYM ZDECHŁ! - wrzasnął Sisyphus i zamachnął się mieczem... ostrze miecza uderzyło w leżącego na ziemi horkruksa... potęga jego miecza przebiła horkruksa i rozpołowiła go na pół... Sisyphus ryknął z bólu i ugiął się na kolano..
- AAAAAAAAAAAAAACH!! - zawył okrutnie czując jak potworny ból go rozszarpuje... zerknął kątem oka na zniszczonego horkruksa...
- AAAA! - wył okrutnie.. - OBYM ZDECHŁ! JAK NAJPRĘDZEJ! - wył czując katusze... wiedział jednak że czeka go jeszcze demolka drugiego... musiał go zdewastować... wtedy jego śmierć będzie mogła prędko nadejść... wcześniej stracił już Callisto, która była jego trzecim... teraz więc pozostawał mu jeden... wył bezlitośnie trzymając się za głowę.. klęczał.. wypuścił miecz z dłoni..
Dwóch ochroniarzy rezydencji stojących przy bramie momentalnie wbiegło do ogródka...
- Panie Sisyphusie?! Co Panu?! - krzyknął tajniak
- HALO! - ryknał drugi
- AAA! NIC! - ryknął Sisyphus
- Mamy POWIADOMIĆ Panią Cesarzową Isabellę Carraboth Bal?! - ryknął Ochroniarz i wyciągnął telefon...
- KUR*A!!!!!!! - ryknął Sisyphus... trząsł się..
Lecznicze zaklęcia rzucane przez Lupus zaczęły działać natychmiast... Cornelius był w stanie dostrzec efekty praktycznie natychmiast. Krwawienie zostało zatamowane a wszelkie rany zagojone i to w kilka sekund...
- Jestem pod wrażeniem... - rzekł Cornelius kiwając głową - Udało ci się...
Lupus w tym momencie odetchnęła głęboko... Otworzyła lekko oczy... Opuściła swoje dłonie kończąc działanie zaklęcia... Zrobiła co mogła... W tym samym momencie poczuła jak zakręciło jej sie lekko w głowie... Jej ciało sie zachwiało... Cornelius dostrzegł co sie dzieje i błyskawicznie zareagował podtrzymując ja od tyłu... Lupus była jeszcze po prostu zbyt słaba i nie mogła się przemęczać... Używanie tak intensywnej magii leczniczej to była zbyt wiele...
Cornelius pomógł Lupus dojść do fotela obok i usadowił ją na nim aby ta mogła odpocząć... Nie chciał aby tu ona jeszcze mu zemdlała...
- W porządku? - zapytał spoglądając na nią
Lupus złapała się za głowę... pomasowała lekko swoje czoło...
- Tak.... - odparła zmęczonym tonem - Nic mi nie jest....
Cornelius schował ręce za plecy i popatrzył na leżącą bezwładnie na łóżku Entomę.
- Dobrze że udało sie zatrzymać krwawienie... Rany się zagoiły... Na pewno twoja siostra się obudzi za jakiś czas.... Jest kompletnie wyczerpana.... i nie dziwię się... Po tym co przeżyła musi zregenerować swoja energie magiczną... - rzekł poważnym tonem mężczyzna
Lupus wolno kiwnęła głową patrząc na lóżko... Przypomniała sobie w tym momencie jak leczyła Wielkiego Wezyra przed całym tym incydentem który ją spotkał... Jak wielkie było to dla niej wyzwanie by zwalczyć plagę.... musiała nawet użyć swojej śliny... Na samą myśl lekko sie skrzywiła pod nosem... W rzeczy samej fizyczne obrażenia są łatwiejsze i szybsze do wyleczenia niż choroby atakujące od środka...
Ochroniarz pokręcił głową.. po chwili zadzwonił do Cesarzowej..
Isabella poczuła w swojej torebce wibrowanie.. zastanowiła się chwilę.. zdała sobie sprawę że musi to być telefon, innych rzeczy nie brała... kiwnęła lekko głową i wyjęła... przyłożyła do ucha..
- Co.. - mruknęła...
- Cesarzowo... Z Panem Sisyphusem.. nie jest dobrze.. - jęknąl ochroniarz...
Isabella wytrzeszczyła lekko oczy.. otworzyła usta.. syknęła pod nosem... rozłaczyła się..
Przemyślała chwilę słowa ochroniarza... nabrała powietrza w płuca, podparła się wolno rękami i wstała.. po chwili pstryknęła palcami i teleportowała się.. prosto do ogrodu swej rezydencji w Arkham...
W tej chwili dostrzegła scenę.. wyjącego w niebogłosy Sisyphusa.. zniszczony medalion...
- PANI! - krzyknęli Ochroniarze i ukłonili sie..
- Co tu się dzieje?! - syknęła Isabella... wolno podeszła do Sisyphusa..
- Sisyphusie?! Co z tobą! - krzyknęła...
- Isabello.. - jęknął Sisyphus.. jego ciało drżało.. ręce się trzęsły - Zniszczyłem swego Horkruksa... - przemówił wolno
Isabella rozszerzyła oczy.. wyczuła jak bardzo cierpi Sisyphus.. machnęła dłonią i teleportowała w to miejsce Zerratu i Zairossa którzy byli wcześniej w jej komnacie.. tam bowiem Zaiross leczył Zerratu.. łzy feniksa w pełni URATOWAŁY Czarnego Wilka..
Isabella pogładziła po pysku Zerratu... pogładziła za moment główkę Zairossa...
- Zairossie.. świetnie się spisałeś.. - jęknęła... - Obawiam się że kolejna twoja łza będzie nam potrzebna.. - mruknęła...
Minęło kilkanaście minut... Lupus siedziała cały czas w milczeniu na fotelu i spoglądała przygnębionym spojrzeniem na swoją nadal nieprzytomną siostrę... Cornelius westchnął głęboko i spojrzał w kierunku okna... Światło księżyca wpadało właśnie do wnętrza pokoju rozpraszając panującą w nim kompletną ciemność...
- Nie powinna była tego robić... - powiedziała nagle Lupus cicho - Ryzykowała swoje życie.... tylko po to... by mnie pomścić...
Męzczyzna usłyszał jednak te słowa i odwrócił głowe w jej stronę...
- Nie myśl o tym teraz... - odparł poważnym tonem
Lupus złapała się za głowę. Zmrużyła swoje oczy... Pomimo zmęczenia nie była jednak w stanie zasnąć... Czuła nieustanny stres i strach... Po tym co się dziś stało wątpiła w to, że kiedykolwiek bedzie w stanie ponownie zaznać spokoju...

[Obrazek: lupusgvkbhja.jpg]


Tymczasem Yunna właśnie wyszła z łazienki już w pełni odświeżona... Korzystając z gorącej kąpieli w pełni umyła całe swoje ciało a następnie uczesała też od nowa swoje włosy... Teraz owinięta ręcznikiem podeszła do swojej szafy w sypialni i wyciągnęła z niej nową czerwono-czarną sukienkę którą planowała na siebie założyć. Podczas kąpieli przemyślała dokładnie co powinna teraz zrobić... Jej priorytetem była rozmowa z Pellarem... Miała świadomość że była winna temu co się wydarzyło, że jej egoistyczne decyzje doprowadziły do takiej a nie innej sytuacji... Rozumiała teraz doskonale że popełniła duży błąd którego wcześniej nie chciała dostrzec...
Ubierając swoją suknie myślała nad tym, że Pellar moze jej wcale tego nie wybaczyć... Prawdę mówiąc gdyby była na jego miejscu z pewnością by tego nie zrobiła... Mimo wszystko jednak chciała spróbować odbudować relacje, którą sama wcześniej zdecydowała się zniszczyć... Pellar był w końcu jej bratem, jedyną tak naprawdę bliską jej osobą...
Teraz gdy oboje żyli ponownie pod jednym dachem w kompletnie innym wymiarze, nie mogli się do końca życia unikać... Musieli znaleźć wspólny język - tak jak to mówił Ignathir... Aczkolwiek aby tak się stało, oboje musieli się pojednać i zaakceptować siebie nawzajem... Bez dwustronnego działania pokój nie mógł zostać osiągnięty...
Pellar próbował to uczynić na samym początku jak po raz pierwszy sie zobaczyli ale Yunna osobiście potępiła wtedy swojego brata... Teraz zrozumiała swój błąd...
- W rzeczy samej mądrość przychodzi dopiero po szkodzie... - powiedziała sama do siebie Yunna i westchnęła pod nosem.
Gdy była juz w pełni gotowa podeszła do drzwi wyjściowych i wyszła na korytarz... Standardowo w zamku panował kompletna cisza i półmrok. Upadła księżniczka zamykając za sobą drzwi ruszyła korytarzem w stronę komnaty Pellara... Zbliżając się do drzwi czułą stopniowo coraz większa niepewność i stres... Wiedziała że to bedzie niezwykle trudna rozmowa...


Natomiast Ignathir pojawił się w sali tronowej... Po chwili zasiadł wygodnie na swoim zaszczytnym miejscu wypuszczając przy tym kostur ze swojej kościstej ręki. Ten natychmiast zaczął lewitować wokół jego tronu. Arcymag oczekiwał na przybycie Ptolemego... Miał świadomość ze ten powinien się pojawić lada chwila... Był niezwykle zainteresowany wieściami jakimi ten chciał sie z nim podzielić... Liczył na to, że dzięki temu uda mu się bardziej zrozumieć działanie Wymiaru Altary...
- Sisyphusie.. coś ty.. czemuś to zrobił.. - powiedziała Isabella.. kucnęła przy nim..
Sisyphus nadal wył z bólu...
- Isabello.. nic po mnie.. musiałem.. - mruknął.. zaciskał pięści
Isabella czuła jak bardzo załamany jest Czarny Rycerz... w totalnej rozsypce... nie mogła patrzeć... teraz dewastował swe horkruksy... przełknęła ślinę...
- Sisyphusie.. weź się w garść.. nie możesz tak postępować.. - jęknęła...
- Nie mam nic... moja obecność w tym świecie nie jest nikomu potrzebna.. jestem zwykłym kundlem.. - syknął Sisyphus...
Isabelli oczy się zaszkliły lekko..
- Sisyphusie! Przestań... to co mówisz jest okrutne.. - jęknęła... po chwili skinęła głową.. Zaiross podszedł bliżej...
- Pozwól mi ukoić swój ból.. Sisyphusie.. - jęknęła
- NIE.. - wył Sisyphus... cierpiał katusze..
Isabella westchnęła... zastanowiła się chwilę.. zmrużyła oczy... w jej głowie zaświtał pomysł...
- Lupus... ona... - jęknęła Isabella wspominajac imie rudowłosej... w tej chwili Sisyphus aż uniósł głowę.. zerknął na Isabellę..
- C.. CO?!?! - krzyknął...
Tymczasem Pellar przybywał cały czas w swojej komnacie. Od czasu swojej ostatniej rozmowy z Yunną nie wychodził na zewnątrz ani nie rozmawiał z nikim innym... nawet z pokojówkami... Przesiadywał jedynie na łóżku i w milczeniu polerował swoje miecze których posiadał aktualnie niezwykle pokaźną kolekcję. Większość z nich otrzymał od Ignathira, który pozwolił mu je testować i używać według jego uznania i potrzeb... Pellar jako ktoś kto całe swoje życie spędził na polu bitwy i wśród żołnierzy był niezwykle za to wdzięczny... Mógł przecież w każdej chwili pójść na arenę treningową i poznawać po kolei każdy posiadany przez siebie oręż i polepszać swoje umiejętności...
Życie w Dalthei wcale nie było takie złe jak początkowo przypuszczał... Miał dużą swobodę i wszystko wskazywało na to że część z żyjących tu istot zdołała go polubić... Jedynym problem jednak była Yunna...
Na samą myśl o swojej siostrze jego humor się pogorszył... Najchętniej już dawno by o niej zapomniał jeśli by to było możliwe.. Po tym co uczyniła, po tym jak go potraktowała nie potrafił patrzeć na nia tak samo... Nigdy w życiu nie przypuszczał że jego własna siostra była taką egoistką.... Poświeciła życie wszystkich dla własnego dobrobytu.... Coś takiego nie mieściło mu się nawet w głowie... Yunna w jego oczach kompletnie postradała zmysły i dalsze próby rozmowy z nią nie miały większego sensu... Próbował dać jej nauczkę, próbował przemówić jej do rozsądku ale wątpił w to aby cokolwiek do niej dotarło...
Pellar syknął pod nosem odkładając ścierką którą polerował swój miecz... Miał dość rozmyślań o Yunnie.... Podniósł sie z łóżka po czym odłożył swój miecz na zaszczytnie miejsce zawieszając go na ścianie... Pokiwał wolno głową...
W tym samym momencie jednak usłyszał pukanie do swoich drzwi... Brzmiało dosyć niepewnie, ale było też wystarczająco głośne aby je usłyszał.. Odwrócił swoje spojrzenie w kierunku drzwi... Mruknął pod nosem... Nie był pewny kto to mógłby być... Z pewnością nie Ignathir bo ten wszedłby raczej od razu... Czy możliwe to było że była to któraś z pokojówek? Podszedł do drzwi wolnym krokiem i otworzył je...
Mocne był jego zaskoczenie gdy dostrzegł swoją siostrę.. Yunne... Miała opuszczony wzrok... niepewny... zupełnie inny niż do tej pory..
- H-hej... - powiedziała słabym tonem spoglądając kątem oka na Pellara - Możemy... porozmawiać?
Isabella dostrzegła reakcję Sisyphusa.. pokiwała głową...
- Lupus ona... została.. porwana.. - jęknęła Isabella
- CO?! JAK TO?! - ryknął Sisyphus
- Demony... - mruknęła Cesarzowa...
Sisyphus złapał się za głowę.. ryknął z bólu.. jego umysł ukazał mu wspomnienia.. majtki rudowłosej, pojedynek z nią, jej ciało, jej teksty... jej oczy... wszystko.. poczuł różnorodne emocje.. wytrzeszczył aż oczy...
- AAA! - zawył z bólu..
- Zairossie! - krzyknęła Isabella... w tej chwili Feniks nachylił pyszczek nad Sisyphusem.. spuścił na niego po chwili łzę... ta kapnęła na ciało Sisyphusa... jego ból zaczął powoli ustępować...
- ISABELLO! - ryknął - JAK TO?! Jak to możliwe... - ryknął
Isabella kiwała głową widząc jak reaguje na rudowłosą.. uśmiechnęła się lekko.. sama chciała ją jak najprędzej utulić... niczym owieczkę.. tęskniła za nią.. widziała jednak że jej imię działa na Sisyphusa...
Przekierowanie