Żniwiarz po spotkaniu ze swoim współpracownikiem powrócił na powierzchnię aby poszukać informacji na temat Gojo. Wiedział, że to nie będzie łatwe zadanie i z pewnością zajmie mu trochę czasu w szczegolnosci, że nie wiedział nawet jak owy Gojo wygląda. Jeżeli jednak jego umiejetności są na tyle wysokie co mówił jego zleceniodawca to może to stanowić duży problem.
Ruszył przez miasto chodnikiem rozmyślając nad planem działania...
Isabella posiedziała dłuższy czas w swojej sali tronowej, po swojej wycieczce w kilka lokalizacji teraz przed treningiem z pokojówkami oddała się lekkiej medytacji, układała wszelkie myśli głowie... była skupiona i praktycznie gotowa do treningu... sama zresztą miała na niego dużą ochotę...
Lorenzo natomiast wyszedł przed zamek... podszedł pod dwie czarne wieże... pokiwał wolno głową...
Lupus i Entoma przechadzały się natomiast w tym czasie po zamku.
- Jesteś w pełni przygotowana? - zapytała Entoma - Trening z Isabellą ma sie zaraz zacząć...
- Ta.. myślę, że tak.. - odparła Lupus i rozciągnęła się lekko.
- To moze być ciężkie wyzwanie... - odparła Entoma odwracając wzrok
- Prawda... - powiedziała Lupus - Nie walczyłyśmy tak na serio przez jakieś 20 lat... Czuje, że kości mi się trochę zastały... Szybkość juz nie ta co kiedyś...
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że zapomniałaś jak się walczy...
- Nie... spokojnie... o to się nie martw.... Bardziej mnie interesuje fakt, czy mamy się ograniczać czy tez nie...
- Cóż... To zależy od Isabelli i jej zaangażowania.. - odparła Entoma przerywanym tonem. - Jezeli będzie trzeba to pokażemy na co nas stać...
Lupus uśmiechnęła się szyderczo na słowa Entomy.
Megumi spał głęboko w swoim pokoju.
Lorenzo będąc przy czarnych wieżach poczuł buzującą od nich potęgę... wieże wykreowane były z minerałów i składników które odnaleziono tylko i wyłącznie w jednym miejscu na całej mapie MW, najtrwalszy materiał... wykopano całe złoże i z jego potęgi wykreowano na polecenie Isabelli te dwa majstersztyki technologii, obronności, ataku, szpiegostwa z połączeniem potężnych mitycznych zaklęć... były niczym osobny byt, wykreowane i wzniesione w konkretnych celach, niezawodne... każdy stojąc blisko nich czuł się malutki, niczym pyłek... Isabella wykreowała coś arcymistrzowskiego...
Isabella wolno wstała z tronu i pstryknęła palcami, przeniosła się do swojej komnaty... stanęła przed lustrem i przejrzała się.. zastanawiała się czy zmienić outfit na trening... mentalnie i fizycznie bowiem była już gotowa, chciała jeszcze jednak zadbać także i o ten element...
Tymczasem na arenę cesarską przybył Drakkan i zasiadł wygodnie na trybunach... zaraz potem przybyła tutaj Pani Kapitan Vanessa... zasiadła obok Wezyra.
Nad areną cesarską, wysoko w powietrzu zaś pojawił się sam Zaiross... na razie jakby zastygł w powietrzu... nikt nie mógł go na ten moment dostrzec...
Przy wejście na arenę natomiast przybył także Wielki Wezyr Ibrahim... zerknął jedynie na ogromną i wspaniale prezentującą się arenę... robiła wielkie wrażenie... dosłownie po chwili podszedł pod wejście także Książę Lorenzo.
- Książę, witaj. - ukłonił się Ibrahim witając księcia.
- Witaj, przyjacielu. - odparł chłopak i uścisnęli sobie dłonie - Czyżbyś również przybył obejrzeć ten ciekawie zapowiadający się trening? - spytał Lorenzo.
Ibrahim pokiwał wolno głową
- Nieco zdziwił mnie fakt, że Isabella odbędzie trening ze swoimi pokojówkami... wiem, że są to niesamowite istoty... również tajemnicze... - odpowiedział wolno. Tak naprawdę nie wiedzieli wszyscy o umiejętnościach pokojówek.
Mężczyźni również weszli na arenę i dotarli do siedzących na trybunie...
Po jakichś 6 minutach przed wejściem pojawił się ni stąd ni zowąd Szalony Kapelusznik... zaczął się rozglądać na boki, nie wchodził jednak jeszcze na arenę...
Entoma spojrzała na zegarek na ścianie.
- Wygląda na to, że mamy jeszcze 5 minut - powiedziała Entoma
Lupus pokiwała głową i rozciągnęła się. Była gotowa do pojedynku.
- Idziemy już czy czekamy na równą godzinę? - zapytała Lupus po chwili
- Jako pokojówka sama powinnaś dobrze wiedzieć jak istotna jest punktualność... - odparła Entoma spoglądając na swoją siostrę.
- Racja... - odpowiedziała Lupus i westchnęła lekko.
Gojo zauważył że jakiś kieszonkowiec kradnie kobiecie torebkę. Nie ruszając nawet ręką, wytrącił mu ją z ręki bezkresem. Chłop nawet nie wiedział co się stało. Kobieta do której należała torebka, dała mu liścia gdy zdała sobie sprawę co się dzieje.
Tymczasem w Harkalionie, Bellatrix i Nihil spędzili większość dnia na wspólnych rozmowach a Nihil zwiedził całe miasto sprawdzając w jaki sposób się rozwinęło od jego ostatniej wizyty. A zmieniło się dość dużo.. Nowe budynki, restauracji, sauny, nowe pomniki, drogi, a nawet kryta pływalnia...
Aktualnie jednak Nihil i Bellatrix odpoczywali wspólnie w rezydencji znajdującej sie niedaleko portu. Owa rezydencja była własnością Nihila, jednak pod jego nieobecność była użytkowna głownie przez Bellatrix
- Dziś doprawdy jest gorąco... - powiedziała Bellatrix zasłaniając rolety na oknie.
- Nic dziwnego... nieopodal jest pustynia.. taki mam kilmat... - oparł Nihil który wygodnie rozłożył się na fotelu.
Bellatrix pokiwała głową.
- Odpływasz jutro? - zapytała po chwili Bellatrix
- Tak.. Dobrze wiesz, że nie mogę zostawić teraz wyspy bez opieki... Przybyłem tu głownie po to aby Cię poinformować o tym co się działo, no i przy okazji odwiedzić moje ulubione miasto... To wszystko..
- Szkoda... mogłbyś posiedzieć trochę dłużej...
Nihil w tej chwili wstał z fotela.
- Chciałbym, aczkolwiek to póki co niemożliwe... - odparł Nihil - Harh Krill przekazał mi stanowisko Dowódcy... Sytuacje takie jak teraz są dla mnie testem aby sprawdzić czy rzeczywiście jestem tego stanowiska godzien..
- Przesadzasz.. moze to była tylko jednorazowa sytuacja?...
- Nie sądzę... Sprawca nie został znaleziony i nadal nic nie wiadomo jak do tego doszło... Nie mozemy zatracić czujności...
Bellatrix westchnęła lekko.
- Rozumiem...
- Przez lata był spokój i panowała harmonia... Aczkolwiek pokój nie jest nigdy wieczny... Być moze nadchodzą te czasy kiedy po raz kolejny bedzie trzeba stawić czoła nowemu zagrożeniu... - powiedział Nihil poważnym tonem.
- Obyś się mylił... - odparła Bellatrix
- Ja tez mam taką nadzieję... - rzekł Nihil.
Żniwiarz idąc przez miasto w pewnym momencie zatrzymał się przed drzwiami do jednego z miejskich barów. Spojrzał przez szybę do środka. Dostrzegł że w środku jest kilku mężczyzn ale Ci siedzą przy jednym stoliku. Po chwili namysłu zdecydował sie wejść do środka.
Otwierając drzwi dostrzegł na sobie wzrok barmana który stał za ladą. Wyczuł w nim niepokój... ten bowiem od razu odwrócił wzrok nie chcąc nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego.
Żniwiarz usiadł przy stoliku w kącie pod ścianą i udając że czyta barowe menu słuchał to co mówili inni.
- Panienka Lupus dziś nie przyjdzie? - zapytał jeden z chłopów
- Dobrze wiesz, że ona przychodzi niezapowiedzianie... - odparł drugi.
- Cholera... bez niej nie ma zabawy... Wiele bym dał aby zobaczyć znów jej wspaniałe kształty...
- Ha.. ten tylko o jednym... - zaśmiał się trzeci chłop biorąc łyka piwa.
- No nie mów, że Ci się ona nie podoba... Jest ładniejsza od mojej żony...
- Dobrze więc że twoja żona tego nie słyszy...
Wszyscy chłopi zaśmiali się głośno, oprócz jednego który opowiadał o urodzie Lupus.
Żniwiarz syknął pod nosem a z jego maski wyleciała chmura pary. Mężczyźni jednak tego nie usłyszeli.
- Wiele bym dał żeby popatrzyła na mnie pożądliwym wzrokiem...
- Jesteś na to za gruby.. i za stary.. Nie ma opcji abyś ją czymkolwiek zainteresował..
- Poczuciem humoru?
- Klepki Ci sie poprzestawiały i tyle... Ty śmieszny nie jesteś tylko głupi i tyle w temacie..
Mezczyzna ryknął pod nosem gniewnie.
- My moze podjazdu nie mamy.. - rzekł inny chłop - Ale ten białowłosy... on ma szanse...
Żniwiarz podniósł w tym momencie wzrok.
- Kto? Ten Gojo Satoru czy jak mu tam było?
- Tak dokładnie tak... Panienka Lupus chyba go polubiła...
- Ja nawet nie wiem co się działo potem...
- Bo schlałeś się w cztery dupy... Temu nic nie pamiętasz...
- A ty pamiętasz?
- Cóż...
- No właśnie...
Szczęście się do Żniwiarza uśmiechnęło. Wyglądało no to, że przypadkowo trafił do baru do którego czesto przechodziła niejaka Lupus która nawiązała swego czasu kontakt z Gojo. Póki co jednak była to jego jedyna poszlaka i aby dowiedzieć sie więcej bedzie musiał nawiązać kontakt z tą dziewczyną bo był pewien że od tych pijaków więcej informacji już nie wyciągnie. Barmana nie zamierzał o to wypytywać bo ten już był co do niego podejrzliwy, a nie chciał aby ktokolwiek wiedział o jego zamiarach lub przekazał ich komuś dalej.
Dlatego też po chwili słuchania rozmów pijanych mężczyzn o niejakiej Lupus, wstał od stołu i udał się w stronę wyjścia.
Wiedział, że teraz najważniejsza jest cierpliwość... To tylko kwestia czasu nim nawiąże kontakt z Gojo..
Gojo wstał, złożył razem dłonie i wyprostował do góry, rozciągając się. Poprawił swoją opaskę, ziewnął i powiedział sam do siebie:
- Okej, pora się przejść - Zeskoczył z dachu i zaczął iść ulicą mijając okoliczne restauracje i bary. Przypomniał sobie o Lupus.
- Ciekawe co u niej... - Uśmiechnął się pod nosem.
W swoim ubraniu zwracał uwagę niektórych ludzi. Padały komentarze typu ,,A on co? Niewidomy?", ,,Co to za dziwak?", ,,Ale czadowa opaska". Nieliczni nawet go rozpoznali.