Lupus słyszała słowa Ibrahima... Zmarszczyła brwi mając cały czas przymknięte oczy... Próbowała się skupić na swoim zadaniu, ale Ibrahim ciągle ją zagadywał... dodatkowo wyraźnie wyczuła, że jego serce zaczyna mocniej bić a krew w jego żyłach płynie szybciej...
- Co?! Co ty robisz?!... Ibrahim!... Mówiłam ci.. Opanuj się! - powiedziała mocnym tonem - Jak mam cię uleczyć jak mi to utrudniasz?!
Lupus westchnęła głęboko... Jej dłonie lekko zadrgały...Cały czas trzymała je nad ciałem Ibrahimem używając swojej magii leczniczej... Wszystko wskazywało na to, że to nie było wystarczające... Jej moc efektowanie hamowała dalszy rozwój wirusa ale nie była w stanie go w pełni wytępić... Organy wewnętrzne wezyra były kompletnie poniszczone... Lupus skierowała krótkie spojrzenie na twarz Ibrahima... Zagryzła lekko swoją wargę... Nie wykluczała, że będzie musiała użyć swojej specjalnej techniki.... To była jednak ostateczność... Nie chciała tego robić... ale najwyraźniej nie miała innego wyboru jeśli Ibrahim miał przeżyć...
- Ugch.... Cholera.... - jęknęła Lupus pod nosem
Ibrahim jęknął lekko... mruczał rudowłosej...
- Lupus.. czyń wszystko.. proszę.. uratuj mnie... - mruczał jej aksamitnym tonem.. uniósł lekko swoją prawą dłoń i położył na jej boku... przejechał wolno po jej boczku.. po chwili chwycił jedną z jej dłoni..
- Zgadzam się na wszystko.. czyń wszystko co konieczne... czyń wszystko co potrzebne.. - majaczył jej ulegle... poczuł jaką mięciutką rudowłosa ma dłoń..
- Twoja dłoń.. ukojeniem... - jęczał oddychając mocno... jęknął po chwili z bólu... pragnął ukojenia od rudowłosej...
Lupus nabrała kwaśnej miny na twarzy... Ibrahim nie przestawał mamrotać pod nosem z powodu gorączki.. Gdy tylko dotknął swoją dłonią jej ręką poczuła od razu jak bardzo jest ona zimna... Gorączka Ibrahima coraz bardziej się nasilała... Lupus widziała że jego ciało pociło sie coraz mocniej a jego nogi zaczynają drżeć... Pokojówka czuła, że nie ma innego wyjścia.. Westchnęła głeboko po czym odsunęła swoja dłoń którą chwycił wezyr...
- No dobra.... Nie chciałam tego robić, ale nie mam wyboru...- zaczeła Lupus poważnym tonem - Posłuchaj mnie wyraźnie Ibrahim....Zabrzmi to może dziwnie, ale.... Bede musiała wprowadzić... swoją ślinę... do... twojego organizmu... Zawiera ona dużo substancji które.... Ech.... zresztą... Po co Ci to w ogóle do cholery tłumacze?! To i tak bez sensu!
W tym momencie nachyliła się nad nim przybliżając się do jego twarzy... Ibrahim miał teraz doskonały widok na jej dekolt... Złapała swoją lewą dłonią jego policzek i przysunęła jego twarz jeszcze blizej... Prawą ręką cały czas bowiem utrzymywała zaklęcie lecznicze... Ich usta dzieliło teraz kilka milimetrów...
- Żeby było jasne.... - powiedziała szeptem - Robię to tylko po to... aby ci pomóc... Nic więcej...
Po tych słowach pocałowała Ibrahima prosto w usta... Przymknęła swoje oczy... Zaczęła go całować coraz bardziej namiętnie... Wprowadziła po chwili swój język do jego ust a tym samym i swoją ślinę... Nawet jesli nie było w tym żadnych romantycznych uczuć Ibrahim zatracił się w jej cudownych ustach...
Ibrahim na samym początku mocno się zaszokował... szybko jednak szok ustąpił a zastąpiło go całkowita ekstaza... podniecenie, namiętność i upojenie... Lupus pocałowała go.. namiętnie, z języczkiem... niesamowicie... poczuł natychmiastową ekstazę i napływ endorfin... poczuł rozpalenie.. dotyk jej ust był nieziemski, niczym boskość... nigdy wcześniej nie odczuwał czegoś przyjemniejszego... gdy tylko Lupus go pocałowała on poczuł jak jego sprzęt reaguje.. jak natychmiastowo rośnie i mocno twardnieje w jego spodniach.. czuł zapach rudowłosej.. czuł jej usta.. były boskie.. zatracił się w tym pocałunku całkowicie... odleciał z ekstazy czując w ustach język Lupus.. momentalnie dłonie Ibrahima posunęły w kierunku Lupus i chwycił w ręce jej piersi.. rudowłosa miała na sobie białą zdobioną bluzkę z krótkimi rękawkami i dużym dekoltem, łatwo więc się do nich dostał... wsunął jej dłonie pod koszulkę... Ibrahim także odwzajemnił pocałunek rudowłosej.. zrobił to najlepiej jak umiał, niesamowicie przyjemnie i namiętnie.. całkowicie czuł jej język... był kolosalnie podniecony i rozpalony... Lupus natychmiastowo na niego zadziałała... bardzo mocno.. kompletnie go oczarowała.. czuł jak jego sprzęt wykreował ogromne wzniesienie w jego spodniach... naprawdę ogromne... cały czas także namiętnie ściskał jej piersi rozkoszując się ich niesamowitą jędrnością...
- Isabello... lepiej daj mi zdechnąć... nic na tym świecie nie ma już znaczenia.. - przemawiał słabym tonem Sisyphus leżąc na plecach pod schodkami prowadzącymi do drzwi rezydencji Cesarzowej...
Cesarzowa westchnęła kucając przy nim i zerkając w jego twarz... przewróciła oczami...
- Tego typu rany jakie... jakimś cudem odniosłeś... będą i tak jakiś czas sie leczyły... pomogę Ci jednak.. - powiedziała i machnęła dłonią rzucając na niego jedno z lepszych zaklęć leczniczych... Czarny Rycerz jęknął czując jak to zaczyna działać...
Isabella machnęła palcem a Zaiross wylądował obok nich... przybliżył swój pyszczek do dłoni Isabelli... po chwili uronił dla niej swą legendarną łzę... Cesarzowa uniosła dłoń nad brzuch Sisyphusa gdzie były największe rany, a łza spadła w środek rany... pojawiło się nieco dymu i syczenia...
Sisyphus również syknął mrużąc oczy... Isabella zaś pokiwała głową...
- Wydobrzejesz.. - rzekła mu spokojnie obserwując jak rany leciutko się goją...
Lupus podczas pocałunku poczuła że Ibrahim dotknął jej piersi... Natychmiast się wzdrygnęła... Nie była z tego zbytnio zadowolona.. Jednocześnie jednak spodziewała się, że coś takiego moze się stać... Już zbyt dobrze zdążyła poznać ludzkich mężczyzn żyjących w tym wymiarze... Napotkała ich na swojej drodze naprawdę wielu i szczerze niewiele się od siebie różnili... Wszyscy niezależnie od wieku i statusu pragnęli tego samego... Nawet teraz, będąc na łożu śmierci.....
Lupus zmrużyła swoje oczy spoglądając na twarz Wielkiego Wezyra... Wyglądało na to, że jemu cały ten proces leczniczy niezwykle się podobał...Jej niestety nie za bardzo.... Dopiero po chwili oderwała swoje usta od Ibrahima biorąc kilka głębokich oddechów... Odsunęła swoją głowę do tyłu... Oblizała swoje usta..
- Połknij.... - powiedziała poważnym tonem jeszcze lekko dysząc.. - Połknij moją ślinę...
Natychmiast gdy to powiedziała z powrotem wyprostowała swoje dłonie nad klatkę piersiową wezyra stabilizując energię magiczną i zwiększając moc zaklęcia leczniczego...
Ibrahim słyszał wspaniały głos Lupus... rozkoszował się nim... po chwili bez namysłu ulegle połknął ślinę rudowłosej Lupus którą ta pozostawiła mu w ustach po ich namiętnym pocałunku... połknął całą którą miał w ustach.. bez chwili namysłu.. ulegle... jęknął... rudowłosa mogła dostrzec jego spodnie i wzniesienie... Ibrahim był w kompletnym oczarowaniu.. był całkowicie pochłonięty... w pełni zatracony rudowłosą... jęknął ulegle...
- Lupus... - jęknął jej namiętnie i aksamitnie...
Rudowłosa pokojówka zauważyła, że Ibrahim wykonał jej polecenie... Kiwnęła lekko głową... Jej ślina zawierała w sobie niezwykle potężne lecznicze związki, które gdy tylko Ibrahim połknął, zaczęły działać natychmiastowo... ślina Lupus zaczęła regenerować jego organy od wewnątrz i razem z używanymi przez nią zaklęciami leczniczymi neutralizowały wirusa plagi w ekspresowym tempie...
Lupus była w stanie dostrzec poprawę w stanie Ibrahima już po kilku minutach... Gorączka zdołała mu opaść, a dreszcze zanikły... Od razu odetchnęła z ulgą... Jego stan powoli się poprawiał...
- Zadziałało... - powiedziała cichym tonem. Nie przerywała jednak jeszcze używania zaklęcia leczniczego...
- Lupus.. Lupus.. - mruczał Ibrahim - Ty.. jesteś.. wspaniała.. - jęczał jej...
- Uratowałaś moje życie.. - przemawiał - Uczynię dla Ciebie wszystko - jęczał jej ulegle i namiętnie.. jęknął
- Twoja ślina.. jest niesamowita.. - mruknął - Czy aby na pewno.. nie potrzeba jej więcej? - dopytał zaciekawiony...
Isabella widziała jak rany Sisyphusa się zaczynają goić.. wiedziała że potrwa to jeszcze jakiś czas..
- Pozostań przez ten czas tutaj w mojej rezydencji Sisyphusie.. niebawem dojdziesz do siebie.. - przemówiła wolno
Sisyphus jęknął... było mu to obojętne... wolał zginąć..
- Isabello.. lepiej rzuć na mnie zaklęcie śmierci.. zamorduj mnie.. - przemówił...
- Pozostań tutaj.. odpocznij... - odparła Isabella mrużąc oczy i wyprostowała sylwetkę.. pokiwała głową.. wiedziała że ma swojego horkruksa w swoich spodniach teraz.. zaczęła się zastanawiać co teraz z tym faktem... myślała także co z Sisyphusem się tak właściwie stało.. była jednak pewna że Zakon nie zaatakuje Kartis.. że sama musi teraz to uczynić.. westchnęła... postanowiła samotnie zaraz pojawić się w centrum Kartis... stłumić gromadzące się tam powstanie i Talona... wiedziała że gdy tylko się tam pojawi, brutale otoczą ją zewsząd.. zaśmiała się lekko pod nosem.. kiwnęła głową..
- Jeszcze nie skończyłam.... - odparła Lupus mocnym tonem , po czym rzuciła na niego swoje spojrzenie - Przez kilka dni i tak nie będziesz zdolny do dalszej walki... Twój organizm musi od nowa zacząć funkcjonować... Plaga prawie kompletnie cię zniszczyła.... Uratowałam cię praktycznie w ostatnim możliwym momencie... Oczywiście nie za darmo... Odwdzięczysz mi się innym razem...
- Więcej mojej śliny nie potrzebujesz... - dodała Lupus - Tyle ile otrzymałeś jest zdecydowanie wystarczająco... Teraz leż i pozwól jej działać...
Przez kolejne kilka minut utrzymywała jeszcze swoje ręce nad ciałem Ibrahima, używajac regenerującego zaklęcia po czym opuściła swoje dłonie i podniosła sie z ziemi na równe nogi.. Spoglądała z góry na leżącego Ibrahima... Dalsze używanie magii nie było już konieczne... Wirus został w pełni zwalczony...
- No... będziesz żył.... - powiedziała Lupus - Rozumiem, że teraz pewnie żałujesz, że odmówiłeś abym była twoją medyczką? Pfff... Twoja strata...
Ibrahim jęczał rozkoszując się widokiem Lupus stojącej nad nim.. zerknął i dostrzegł że jej spódniczka nieco się odchyla, dostrzegł jej bieliznę którą pod nią miała.. pokiwał głową zadowolony na ten nieziemski widok..
- Lupus.. ja... powinienem od początku wyruszyć tylko z tobą... CIEBIE wziąć.. - przemawiał jej namiętnie - Powinienem wyruszyć z tobą na pole bitwy.. tylko z tobą.. - jęczał jej ulegle leżąc
- Żałuję Lupus... Żałuję... zawsze uczynię co zapragniesz... to sprawa pewna... - przemawiał jej
- Lupus.. dziękuję ci za ratunek.. raz jeszcze.. jestem Ci taki wdzięczny.. a ty sama... jako osoba.. jesteś doprawdy niesamowita.. - mówił jej namiętnie