Neloth wszedł za elfem do środka chaty przesuwając ręką skórzaną płachtę która znajdowała się w miejscu drzwi... Była ona dosyć gruba... zrobiona ze skóry niedźwiedzia...
Gdy przekroczył próg natychmiast zauważył nietypowy wystrój wnętrza... Na ścianach wywieszone były skóry różnych zwierząt... pośrodku paliło sie ognisko które ocieplało wnętrze... Bo bokach zaś na podłodze siedziały elfy i grały na harmonijkach... Neloth minął po drodze też kilka elfich kobiet które chodziły z tacami jedzenia i podawały elfom siedzącym na przy ognisku...
Neloth był kompletnie zaskoczony.. Szybko jednak przypomniał sobie że odkąd wszedł ma na sobie wzrok zebranych tu osadników... Nawet kobiety patrzyły na niego z obrzydzeniem...
- Przestań się rozglądać, bo to się źle dla ciebie skończy... - rzekł elf który go wpuścił do środka.. - Wódz siedzi na wprost.. pod ścianą....
Neloth kiwnął wolno głową i udał się we wskazane miejsce... Natychmiast dostrzegł Wodza elfów który siedział w towarzystwie dwóch kobiet które podawały mu jedzenie i nalewały wina do kubka.. Cała trójka wydawał sie dobrze bawić... Neloth przełknął ślinę i podszedł do ich stolika... Wódz spojrzał na niego kątem oka i wziął łyka wina z kubka. Kobiety również zamilkły..
- Można zająć chwilę? - zapytał niepewnym głosem Neloth
Wódz odłożył kubek na stolik i popatrzył na Nelotha.. Zaśmiał się szyderczo pod nosem... Gestem dłoni dał znak obu kobietom aby go opuściły... Te natychmiast odeszły zostawiając go samego..
- Czyli się pojawiłeś... - rzekł Wódz - Nawet szybciej niż oczekiwałem...
Neloth przysiadł przy jego stoliku.
- Ty jesteś Baruka... czyż nie? - zapytał
- W czym mogę służyć królowi Mroczny Elfów? - odparł
- Słuchaj.. potrzebuje twojej pomocy... Wiesz jaka jest sytuacja... Isabella.. ta oportunistka kompletnie zwariowała i rozpoczęła inwazję... Aby ją zniszczyć potrzebujemy wsparcia...
Baruka zaśmiał się słysząc to co mówi Neloth
- Co? Co sie tak śmieszy?!
- Naprawdę myślisz, że Ci pomogę tak po prostu? Że wskoczę w wir walki aby bronić twoje miasta i ludzi? Chyba Ci się coś pomyliło... Nie zrobię tego za darmo... Właściwie to nie mam zamiaru w ogóle tego robić nawet za opłatą...
- Nie rozumiesz... Jak Isabella zniszczy Całe Królestwo to przyjdzie tez po ciebie... Jej legiony beda pukać do bram twojej osady...
- Jeżeli zaatakuje to będziemy sie bronić... - odparł Baruka obojętnym tonem
- Nie macie żadnych szans...
- A twoi zołnierze niby mają? Widziałem na własne oczy jak prowadzicie swoją walkę... Równie dobrze możecie już złożyć broń... Opór nie ma sensu...
Neloth syknął pod nosem.. Był wściekły...
Admirał zmrużył oczy słuchajac słów Vanessy
- Czegoż ja oczekiwałem od tak prymitywnej ludzkiej kobiety?...Hah...Jeżeli takie jest twoje ostatnie życzenie... - odparł po czym skierował swoje spojrzenie na dwóch osiłków którzy mu towarzyszyli..
- Drodzy Dżentelmeni... Zostawię was z nią teraz samych... Możecie zaspokoić jej ostateczne, desperackie i zwierzęce pragnienia osobiście... Zasługuje na godne odejście...
Po tych słowach schował ręce za plecy i wolnym krokiem opuścił cele zamykając za sobą drzwi...
Gdy tylko dowódca zniknął dwoje osiłków uśmiechnęło się szyderczo patrząc na Vanesse...
Okręt Nieumarłych cały czas płynął po oceanie kierując sie w stronę Abregado...
Entoma podeszła do skulonej na ziemi Callisto.. Popatrzyła na nia z góry swoim przerażającym wzrokiem
- Cóż za nagła zmiana tonu... Płaczesz? Ze strachu? - powiedziała cichym i mrocznym tonem
Pokojówka zachichotała przerażającym, przechodzącym o ciarki tonem.
- Twój opór do tej pory był doprawdy uroczy.... Niestety teraz nadszedł juz tego koniec... Twoje zachowanie zaczęło mnie już nudzić i irytować... Tym razem twój ukochany rycerz Ci nie pomoże.... Nawet pomimo tego że pędzi w tym kierunku najszybciej jak potrafi.... NIE DOŻYJESZ JEGO POWROTU....
W tym momencie Entoma złapała Callisto swoim rękawem za włosy i przeciągła ją jak worek po ziemi w pobliże krawędzi sceny.
- OTO MOJA DECYZJA... - zaczęła niezwykle mrocznym tonem Entoma mówiąc w stronę zebranych... Jej oczy błyszczały karminowym blaskiem jak latarnie - DLACZEGO MIAŁABYM JĄ ZABIĆ OSOBISCIE? POZWOLĘ WAM WYZNACZYĆ DLA NIEJ ODPOWIEDNIĄ KARE... MOI DRODZY, ODDAJĘ CALLISTO W WASZE RĘCE! CZAROWNICA JEST WASZA!!!
W tym momencie Entoma rzuciła Callisto prosto w tłum... Ci natychmiast zawyli i sie na nia rzucili... Zaczeli bić.. kopać... prać.. targać jej ubrania.. obrzucać błotem.. wyrywać jej włosy z głowy... wyzywać... Callisto była kompletnie skończona... Bez swoich mocy nie mogła sie bronić... Jeden z chłopów wyrwał jej nóż z reki i wyrzucił go gdzieś do tyłu.. Czarownica została osaczona... Nie było ucieczki.. Chłopy doszczętnie potargali jej ubrania... obezwładnili ją... związali linami... Cały czas niemiłosiernie bili...
Entoma natomiast stała na podeście i obserwowała to wszystko ze sceny.. Złączyła oba rękawy ze sobą... Słyszała krzyki Callisto jednak kompletnie je ignorowała... Zaśmiała sie mrocznie pod nosem...
Ibrahim postanowił.. wkroczyć... odziewał w tej chwili swoje potężne unikalne magiczne uzbrojenie... właśnie zapinał ostatnią brutalną stalową rękawicę... pokiwał głową zadowolony... podszedł do ściany i dobył swego potężnego Ostrza... chwycił rękojeść... zakręcił w dłoni zadowolony...
- Winchester... pozostań w namiocie... - przemówił Ibrahim
Winchester JR kiwnął głową
- Siaelu.. gotuj artylerię... gotuj machiny... szykuj lasery i torpedy... uderzymy w nich z brutalnością jakiej jeszcze nie zaznali.. - przemówił Ibrahim... po chwili zaczął kroczyć potężnie przed siebie i wystąpił z namiotu... rozejrzał się dostrzegając gotujące się ogromne ilości oddziałów tym razem różnorodnych istot z legionów... widział jak szykowane są brutalne bronie którymi uderzą... kolosalne, potężne, ogromne machiny... połączenia technologii najwyższej i magii... Wielki Wezyr kiwał głową zadowolony... wiedział że zaraz będzie przemawiał... a potem hukną... z wielu stron... w wiele punktów...
Vanessa przelknęła ślinę.. wolała aby to admirał użył jej ciała... ten jednak pozostawił ją dwóm elfickim masywnym osiłkom... oddychała szybko.. ponownie wolno przełknęła ślinę...
Szybko pogodziła się jednak z faktem że to dwa elfickie osiłki będą jej teraz używać... jęknęła uległym i przyjemnym tonem..
- Jestem wasza.. - jęknęła rozpalając ich coraz mocniej.. - Spełnijcie na mnie wszystkie swoje żądze... - dopowiedziała namiętnym tonem
W tej chwili zdołała unieść lekko prawą nogę i leciutko przysunąć kawałek swojej nogi i kolana do krocza jednego z osiłków.. zaczęła wolno masować jego krocze nogą, robiła mu przyjemne okrągłe wolne ruchy.. nie mogła użyć innych części ciała.. była nieco wkurzona z tego powodu.. chciała użyć rąk.. i ust.. mruknęła w tej chwili namiętnie..
Czuła i widziała jak sprzęt osiłka teraz bardzo szybko rośnie..
- Mmm.. musi być bardzo duży.. ogierze.. - powiedziała namiętnym rozpalonym tonem i znowu ulegle jęknęła jeszcze bardziej ich rozpalając...
Sama Vanessa była niesamowicie rozpalona... widziała jak ich sylwetki są ogromne, szerokie i masywne... silne... znowu przełknęła ślinę..
Vanessa teraz chciała żeby ją dziko i mocno wzięli.. wiedziała że teraz jest już skończona.. czuła ogromny ból po torturach. chciała więc ulegle im się oddać...
- Jestem wasza.. pokażcie co potraficie... pokażcie dominację.. - mówiła cały czas chcąc zaznać jeszcze orgazmu przed śmiercią.. chciała żeby elfickie osiłki wzięli ją jednocześnie..
Oblizała usta w tej chwili... chciała żeby trzymali jej włosy.. brali najlepiej od tyłu... była rozpalona.. oddychała szybko.. nie wiedziała jak ją wezmą.. czuła się coraz bardziej mokra...
Znowu przełknęła ślinę.. zarzuciła lekko swoimi pięknymi długimi włosami.. naprawdę była rozpalona.. chciała im się w pełni oddać.. chciała aby wzięli ją dziko i mocno ją zdominowali.. chciała im się całkowicie oddać...
- No pokażcie na co was stać.. czy potraficie tylko mocno bić czy może coś jeszcze... nie hamujcie się panowie.. - jęknęła i mruknęła rozpalając ich już naprawdę całkowicie...
Callisto była w kompletnym szoku i strachu... nie wiedziała co się dzieje... została rzucona w ten brutalny tłum... a ci bez żadnych skrupułów zaczęli się do niej dobierać... dotykać... bić... poniżać... czuła strach, nienawiść, bezradność... zaczęła syczeć, krzyczeć i płakać.. jęczeć i próbować mocno się szarpać, bić ich i odpychać.. jednak ci ją związywali, obłapywali... ograniczali jej ruchy... czuła jak jest pochwycana i osaczana.. było ich zbyt wielu... nie mogła tego odeprzeć... trzymali ją...
Callisto uniosła głowę... krzyknęła głośno do Entomy...
- Oddaj mi moje moce..!!!! - syknęła z całych sił do Entomy - ODDAJ TERAZ! BŁAGAM! - wrzeszczała szaleńczym piskliwym krzykiem.. to mógłby być jedyny ratunek...
- ODDAWAJ!!!!!!! - krzyczała bardzo głośno, piskliwie i szaleńczo
Czuła jak coraz bardziej ją obłapują.. jak drą jej piękną granatową jedwabną suknię... jedną z ulubionych...
- NIE!!!!! nie.. nie dotykać mnie.. NIE!! PSY!!!! NIE!!!!!!! - syczała Callisto, jej wrzaski mogły wywołać dreszcze i strach, były niesamowicie piskliwe i syczące, tonacja jej głosu była mocna... krzyczała strasznie... próbowała kopać nogami, bronić się za wszelką cenę...
- NIIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!! PUSZCZAĆ!!!!!!!!!!! - jej głos bardzo się rozchodził na wszystkie strony...
Galthran widząc to wszystko aż zrobił dwa kroki do przodu... położył dłoń na rękojeści jednej ze swoich broni... słyszał krzyki Callisto... w tej chwili zahamował jednak... wiedział że gdyby wstąpił w ten tłum i zaczął ich zabijać... zdradziłby Entomę.. nie.. to nie było już możliwe... on należał już do Entomy... to ona jest jego Panią... teraz nie mógł już w żadnym stopniu pomóc Callisto... aż w tej chwili odwrócił wzrok w innym kierunku...
W momencie gdy Neloth wszedł w pojedynkę do chaty wodza, Wojna pozostał na zewnątrz.. Oddalił się trochę na bok gdyż nie zamierzał stać pod drzwiami bez żadnego celu... W tej chwili też otrzymał telepatyczną wiadomość od Demona Śmierci..
- Jak sytuacja jeśli można zapytać? Zdołaliście zrekrutować silniejszych sojuszników? - zapytał Śmierć
- Pracuję nad tym... Jednak w tym zakresie jestem niestety ograniczony... Niewiele mam możliwości do wyboru...
- Rozumiem... Lepiej się przygotuj bo Isabella zaczeła zbierać siły do ponownego ataku... szykują artylerię i machiny bojowe... na pole bitwy ma teraz wkroczyć też Wielki Wezyr...
- Zdaję sobie z tego sprawę... O to nie musicie sie martwić...
- A więc masz przygotowany plan... Dobrze to słyszeć...
- Obrona miast nigdy nie była priorytetem... Najważniejsze by zabić jak najwięcej... Pora pozbyć się kilku wezyrów...
- Mhm... Zaraza powiedział, że w razie konieczności wyśle Ci wsparcie...
- Miło z jego strony, że pomyślał aby coś zrobić... - odparł Wojna sarkastycznym tonem i obrócił głowę w stronę chaty do której wszedł Neloth
Śmierć zaśmiał się szyderczo.
- Bedziemy w kontakcie... - odparł Śmierć po czym zakończył rozmowę..
Magister natomiast korzystając z windy dotarł do położnego głębiej pod ziemią laboratorium... Z tego co powiedzieli mu strażnicy, Szefowa miała przebywać aktualnie właśnie w tym miejscu. Był ciekaw czy rzeczywiście wszystkie prace nad tajnym projektem zostały oficjalnie zakończone... Aby jednak potwierdzić te informacje musiał spytac ją o to osobiście...
Łowca nagród udał sie prosto do drzwi przed którymi stali strażnicy... Rozpoznali go natychmiast.
- Szefowa jest w środku jak mniemam? - zapytał łowca Nagród
Jeden ze strażników pokiwał głową
- Doskonale... - odparł Magister - Mogę wejść do środka czy potrzebuję jakąś specjalną wejściówkę dla VIP'ów?
Straznicy popatrzyli po sobie nawzajem. Już mieli coś powiedzieć, gdy drzwi same się otworzyły a w progu pojawiła się Szefowa we własnej osobie. Strażnicy natychmiast stanęli na baczność... Kobieta skierowała swój wzrok na Magistra.. Parsknęła pod nosem..
- No prosze.... W końcu raczył się pokazać... - powiedziała prześmiewczym tonem - Myślałam już, że jesteś zbyt zajęty zabawianiem się z tymi żałosnymi szmatami z baru aby wrócić...
- Huh? Co? - jęknął zaskoczony Magister - Ja przepraszam bardzo ale to nie są żadne szmaty.... To bardzo miłe dziewczyny, które....
Szefowa zmrużyła swoje oczy rzucając ostre i chłodne spojrzenie na Magistra.. Ten natychmiast zamilkł... Nastała niezręczna cisza... Magister podrapał sie lekko po głowie..
- Gdzie jest Żniwiarz? - zapytała po chwili Szefowa
- Um... No.. Gadałem z nim wczoraj.... On tak jakby postanowił się już nie mieszać... - rzekł Magister
Szefowa westchnęła pod nosem...Przewróciła oczami. Widać było, że nie jest zadowolona
- Wybrał sobie pore na dezercje gdy wszystko jest juz gotowe... - powiedziała Szefowa - Trudno.... Obejdziemy sie bez niego...
Elfy zdołały obronić swoje miasta... wszystkie dotychczasowe fronty które zostały wysłane do ataku na ich terytoria zostały rozbite z pomocą wampirów... Te jednak gdy tylko zakończyły rzeź najzwyczajniej zniknęły... Elfy zaczęły sie przygotowywać na dalsze etapy wojny.. Wiedziały, że to nie jest koniec i prawdopodobnie siły cesarskie zaatakują po raz kolejny... Zaczęły przegrupowywać swoja armię, odbudowywać mury... budować okopy oraz stawiać mnóstwo pułapek... Każde z miast elfów z racji iż było ich niewiele było jak forteca... Zdobycie ich było niezwykle trudne...
W pobliże Northgrove zostały rozmieszczone dodatkowe flanki i oddziały... Wszystko wskazywały na to, że było to najmocniej bronione miasto zaraz po samej stolicy...
Tymczasem Admirał wychodząc z celi Vanessy, wyszedł po schodach na górę w stronę swojej kajuty... Wojownicy których wysłał zdołali poinformować już czarodziejów a ci czekali na niego już na miejscu...
Gdy tylko wszedł do srodka wszyscy pochylili głowy.
- Wielki Admirale Vanghar... Przybyliśmy na wezwanie... - rzekł jeden z elfich czarodziejów..
Admirał pokiwał lekko głową i zasiadł przy swoim stoliku. Zmierzył wzrokiem wszystkich zebranych
- Dobrze, że jesteście i przybyliście o czasie bowiem sytuacja tego wymaga... - rzekł Admirał poważnym tonem - Jak pewnie wszyscy doskonale wiecie jesteśmy w posiadaniu wartościowego zakładnika... Admirał floty Cesarskiej... Udało nam sie ją złamać aby zaczęła mówić... Jednakże nie moge mieć stu procentowej pewności czy to co przekazuje jest prawdą.... Nie mam jak zweryfikować czy te informacje i dane sa prawidłowe... Widziałem nie raz jak zakładnicy próbując wciskać kit po to by się uratować... Nie zamierzam dac się oszukać... Potrzebuje sprawdzonych danych... A wy mi w tym pomożecie....
- Czego od nas oczekujesz Sir? - zapytał inny czarodziej
- A jak Ci sie wydaje? Magia działa przecież w wielu dziedzinach i na wiele sposobów... Jesteście magami chyba czyż nie? Jesteście w stanie zajrzeć do jej głowy i zweryfikować czy to co mówią jest prawidłowe... Mam rację?
Czarodzieje popatrzyli na siebie nawzajem..
- Coż... To nie jest takie proste Admirale... - rzekł czarodziej - Odczytywanie myśli jest możliwe przy niezwykle zaawansowanym poziomie wiedzy magicznej... nie wiele magów jest w stanie osiągnąć ten poziom... Osobiście nie znam żadnego który by to potrafił...
Admirał zmrużył oczy słysząc te słowa.. Nabrał srogiego wyrazu twarzy.
- Chcesz mi wiec powiedzieć, że nie umiecie tego zrobić i wasza moc jest o prostu bezużyteczna?
- Nie.. Sir... Wydaje mi sie ze odrobinę przesadzasz... Nasze umiejętnosci sa naprawdę..
- MILCZ... - ryknął Admirał przerywając jego wypowiedź podnosząc się z krzesła. Mag natychmiast zamilkł i opuścił głowę.. Admirał schował ręce za plecy i podszedł do niego.
- Żałosne ścierwa... Wszyscy jesteście gówno warci... - rzekł wkurzony Admirał - PRECZ MI Z OCZU ALBO WYWALE WSZYTSKICH ZA BURTE NA POŻARCIE REKINOM!
Przestraszeni czarodzieje natychmiast pochylili głowi i w szybkim tempie opuścili kajutę Admirała..
Gdy wyszli, Vanghar uderzył z hukiem pięścią w stół po czym zasiadł ponownie na swoim krześle... Zaczął sie zastanawiać nad dalszym działaniem... Wiedział że nie moze tak tego zostawić... Wszystko wskazywało na to ze będzie musiał skontaktować sie z ową "wiedźmą"..
Osiłki patrzyły na Vanesse w milczeniu... Nie była dla nich jakoś specjalnie atrakcyjna, w szczególności po tym jak bardzo została pobita i poraniona, ale pomimo to żaden z nich nie zamierzał narzekać... Taka okazja zdarzała sie niezwykle rzadko i zamierzali ją oboje wykorzystać.. Vanessa stała związana przodem do nich więc jeden z nich przestawił trzymające je łańcuchy aby ją obrócić tyłem.. Spoglądali przez chwile na jej tyłek mrucząc coś pod nosem... Vanessa nie był w stanie ich jednak zrozumieć... Dziewczyna na szczęście nie została pobita w żaden sposób od tyłu więc mogła to wykorzystać na własną korzyść...
Po krótkiej chwili ciszy jeden z wielkich osiłków podszedł do niej od tyłu i dotknął jej tyłka po czym zsunął swoje spodnie ujawniając gigantycznego potwora... Vanessa widząc to kątem oka aż się wzdrygnęła ze strachu i szoku...
Osiłek przyłożył swój sprzęt do niej od tyłu... niestety nie mógł w żaden sposób wkroczyć do środka.. Jego sprzęt był po prostu za duży... Osiłek zaczął czuć irytacje z tego powodu... Zaczął nasikać i napierać coraz mocniej... Chwycił Vanesse za gardło i zaczął mocno podduszać...
Tłum obalił na ziemie Callisto... Potargali kompletnie jej szaty... Związali jej ręce i nogi... założyli sznur na szyje... Cały czas niemiłosiernie bili i kopali.. deptali z błotem i pluli na czarownice. Nie okazywali jej żadnej litości..
Entoma zaśmiała sie ponownie słysząc krzyki Callisto skierowane w jej stronę. Nie zamierzała interweniować ani jej pomagać... To była jej zemsta... Callisto była skończona... Nie było dla niej już żadnego ratunku.. Tłum zamierzał ją rozszarpać żywcem....
- Zbierasz to co zasiejesz... - powiedziała po chwili Entoma i kiwnęła lekko głową patrząc na to co sie dzieje... Harold który stał obok usłyszał jej słowa.. Mruknął pod nosem i podrapał sie lekko po brodzie...
- Cesarzowo.. przejąłem podczas obrony swej wieży 10 statków elfickich.. wpłynąłem na umysły ich załóg... są teraz jak marionetki, niczego głupiego więc nie zrobią... możemy więc wkroczyć w elfy od samego środka.. rozpocząć ostateczna destrukcję... - przemówił spokojnie Cassahs
Isabella kiwnęła głową zadowolona
- Świetna robota Cassahsie.. - odparła wolno Isabella i po chwili zerknęła na Thanta... stała prosto a ręce miała złożone z tyłu za plecami, Cassahs zaś i Thant stali przed nią, nieopodal zaś siedzieli Drakkan i Zerratu którzy regenerowali swe obrażenia dzięki Isabelli... przysłuchiwali się rozmowie również...
- W tej chwili Ibrahim wkracza do wojny osobiście... poświęci się więc temu w pełni... będzie zarządzał kilkoma frontami na raz... liczę na jego pełne powodzenie i sukces z uwagi na siłę jaką dysponuje, plan i wiedzę.. - powiedziała wolno Isabella kiwając głową
- Jeśli zaś chodzi o Sisyphusa.. nie ma żadnych informacji.. nie sądzę by Bractwo wsparło mnie w tej walce.. - powiedziała Isabella spokojnie, była jednak nieco wkurzona
- Szkoda.. ale to nie jest problemem... chociaż zadziwia mnie to.. ponieważ Czarni Rycerze jako pierwsi gotowali się na główny front, brakowało im wojaczki... brakowało im krwi i zabójstw.. podobno chcieli się wyszaleć na elfickich terenach... Sisyphus przekazał mi na szybko informacje o zamiarach każdego z nich.. jeden z nich.. chyba było mu.. Stopczyk? Ten miał najbardziej brutalne i zabawne zamiary... podobno założył się z Sisyphusem że podczas swej napaści zmasakruje osobiście 10 tysięcy elfickich wojowników w ciągu 5 godzin, a w ciągu kolejnych 2 zaciągnie siłą do łoża co najmniej setkę elfickich kobiet... hmm... - mruknęła Isabella
- Chyba jednak zrezygnowali ze swoich zaplanowanych zabaw... cóż.. nic mi po nich.. - rzekła Isabella - Mieli się głównie zająć również Talonem który jest nieopodal nich... elementem naszej kampanii jest również całkowita stabilizacja Kartis... ale to nie problem... zaraz wkroczę tam osobiście... - przemówiła Isabella i mrugnęła okiem, zachichotała lekko
- Na razie niechaj Ibrahim działa... my wkroczymy później.. - dodała aksamitnym tonem
Cassahs i Thant kiwali głowami z uwagą... Cesarzowa była naprawdę wybitna...
- Jeśli zaś chodzi o towarzysza u boku Nelotha... - zaczęła Isabella i zerknęła na Thanta, wskazała go dłonią
- Tak.. ma u swego boku masywnego warchlaka... tak jak mówiliśmy Cesarzowo między sobą... możemy być pewni że ten odpowiada za większość rzeczy, nie jest elfem... przecież Neloth jest kompletnym debilem, wszyscy to wiemy... jest totalnym kretynem i ćwierć-mózgiem... niczego nie potrafi.. a już na pewno nie ma doświadczenia... w Wojnie... - przemówił stanowczo Thant
Isabella kiwnęła głową zadowolona...
- Mhm... ten masywny kundel.. to jedyna przeszkoda w mojej kampanii... zamierzam więc jak najszybciej się go pozbyć i spacyfikować... - przemówiła - Bez tego bydlaka za plecami Neloth będzie jak malutka pluskiew.. jak malutka myszka, którą będę mogła chwycić za ogon a ona będzie dalej przebierała łapkami będąc w kolosalnym strachu i chcąc uciec... Haha.. - zachichotała Isabella
- Pora dać im mocno popalić.. mam już dosyć tych brudnych elfów.. nie ma już dla nich miejsca w tym świecie.. nachodzi już ich ostateczny kres... - dopowiedziała
Wezyrowie pochylili głowy...
Vanessa zaczęła jęczeć i piszczeć, kwilić bardzo ulegle i namiętnie czując ucisk na swoim gardle.. miała łzy w oczach od silnego ścisku ręki osiłka, był bardzo masywny.. wiedziała że już zaraz poczuje w sobie jego ogromny sprzęt.. wiedziała że zostanie wzięta dziko i zwierzęco od tyłu.. w tej chwili ulegle jęknęła i wolno poruszyła swymi biodrami a także wypięła swój tyłek w seksownej i namiętnej bardzo uległej pozie, tym samym posłusznie dała mu teraz znacznie lepszy dostęp do siebie.. czuła jak jest podduszana.. czuła maksymalną bezbronność i uległość, posłuszeństwo.. przełknęła leciutko ślinę i jęknęła jeszcze raz namiętnie, oczekiwała aż masywny osiłek włoży w nią ten ogromny sprzęt od tyłu i zacznie jej używać.. czuła że zostanie mocno zdominowana.. była rozpalona i coraz bardziej mokra.. dodatkowo poczuła lekkie dreszcze na ciele... kolosalną ekscytację..
Callisto czuła jak bardzo jest pomiatana i poniżana... czuła ból.. łzy ciekły jej z oczu.. pierwszy raz w życiu poczuła tak ogromną bezbronność i taki... strach... nie mogła kompletnie uwierzyć w to co się dzieje.. wszystko wirowało jej przed oczami, jej głowa całkowicie już zwariowała... straciła zmysły od tego wszystkiego... bardzo to czuła.. czuła jak ją kopią i biją.. bydło.. bydlaki.. śmieci... czuła że unieruchomili jej brutalnie ręce i nogi, że ma sznur na szyi.. szarpała się... przeklinała, pluła i wyzywała... mocno się szarpała, to jednak nic nie dawało... czuła wściekłość.. znalazła jakimś cudem w oddali Harolda swym wzrokiem... syknęła...
- Haroldzie... Harold... błagam... proszę.. wpłyń na nich... niech przestaną! - krzyknęła i jęknęła piskliwym i przebijającym się przez tłum tonem... wrzeszczała bardzo mocno i ogłuszająco...
- Galthranie! Błagam... Błagam... pomóż mi... proszę wybij ich... błagam GALTHRAN! Wpłyń na nich, rozkaż im mnie zostawić! - krzyczała okrutnie piskliwym i głośnym tonem, wrzeszczała niemiłosiernie będąc w kolosalnym strachu i słabości... czuła okrutną bezbronność... bała się. drżała cała i trzęsła się... bolało ją...
- Błagam.. pomóżcie... będę posłuszna... - jęknęła cichszym tonem.. traciła bowiem nadzieję... łzy płynęły jej z oczu... pierwszy raz była w takim stanie... zaczęła mocno płakać... jęczeć...
Galthran nie mógł patrzeć na te sceny... westchnął... zacisnął lewą pięść... wiedział że przeszedł już wiele sytuacji podczas swego oddania Entomie... te sceny jednak z pewnością były jednymi z najtrudniejszych... trudniejsze może być tylko spotkanie z Sisyphusem... Galthran o tym wiedział...
Jednak jego wierność... wierność Entomie... był nią wypełniony już całkowicie... był jej wierny.. nie zamierzał w żadnym wypadku złamać swej wierności... Dla swojej Pani Entomy był gotów do wszystkiego... był jej kompletnie uległy... stała się już dla niego najwyższą wartością... Galthran w tej chwili odwrócił się plecami... zerknął w innym kierunku.. słyszał za plecami te okrutne krzyki...
Baruka obserwował reakcje Nelotha na jego słowa o nieuchronnej klęsce. Król Elfów nie był z krwi i kości wojownikiem i nie miał pojęcia jak wygląda tak naprawdę walka na froncie... Miał zerowe doświadczenie wojskowe...
- Cesarstwo dysponuje zbyt wielką liczbą legionistów... - powiedział po chwili Baruka poważnym tonem - Isabella przygotowywała się na pełną inwazje przez lata... Nie powstrzymacie jej... możecie co najwyżej przedłużać to co nieuniknione...
- Nie masz pojęcia o czym mówisz! - odpowiedział Neloth - Moi wojownicy zdołali przejąć i zniszczyć już trzy miasta w głębi Cesarstwa... podbiliśmy mnóstwo terenu.. wiele wysp... Zaatakowaliśmy kiedy sie tego najmniej spodziewali i skruszyliśmy ich defensywę....
Baruka słuchając słów Nelotha wziął kubek z winem do ręki i napił się kilka łyków. Pokręcił lekko głową.
- Naprawdę widzisz w tym jakiś wielki triumf? - zapytał Baruka spoglądając mu prosto w oczy
Neloth otworzył lekko usta zaskoczony. Nie miał pojęcia co Baruka ma na myśli.
- Twoje ataki... mimo iż skuteczne, to nie mają żadnego znaczenia... - odpowiedział Baruka - Isabelle nie interesują straty jakie ponosi... Jej ego nie pozwoli jej się wycofać z podjętej przez siebie decyzji... Wybrała sobie za cel zniszczenie Królestwa Elfów i to zrobi niezależnie od tego jak wiele by przy tym straciła...
- Tss... To w takim razie co mam niby zrobić?! Nie poddam się przecież przed tą oportunistką i wariatką! - ryknął Neloth
- Ta... Ja również nie widzę abyś to zrobił z własnej woli... - odparł Baruka prześmiewczym tonem
- A więc... Słyszałem, że naszym specjalistom udało się w końcu złożyć te całe szczątki w jedną całość... Czy to prawda? - zapytał Magister patrząc na Szefową
- Tak... - odparła Szefowa - Musimy zorganizować spotkanie w tej sprawie i to jak najszybciej...
- Poinformowałem ich wszystkich wczoraj zgodnie z twoim poleceniem... Powinni przybyć na wyznaczoną godzinę... - rzekł Magister
- Mam taką nadzieję... - odpowiedziała Szefowa - Czeka nas dziś bardzo pracowity dzień...
Osiłek cały czas trzymał Vanessą za gardło.. Nic nie wskazywało na to aby miał zamiar ją puścić.. Jego wzrok skierował się nieco w dół.. Dostrzegł ze kobieta się lepiej wypięła... Przez moment dźgał ją od tyłu swoim gigantycznym sprzętem po czym wreszcie wszedł w nią z ogromna mocą i siłą.. Vanessa aż zawyła na całe gradło a oczy jej się wytrzeszczyły...Sprzęt osiłka była tak wielki, że trafił w jej najgłębsze miejsca... Wielki elf ryknął pod nosem... z każda chwilę zaczął poruszać coraz szybciej i mocniej... Vanessa czuła, że zaraz odleci.. Nie była w stanie wytrzymać...
Drugi ze strażników natomiast stał i obserwował to ze spokojem.. Czekał na swoją kolej niezwykle cierpliwie...
Entoma natomiast na chwile odwróciła swój wzrok i popatrzyła na Galthrana który odwrócił sie tyłem nie chcąc obserwować tego co się dzieje... Zastanawiało ją to czy rycerz nadal miał pewne wątpliwości co do podejmowanych przez nią działań... Czy rzeczywiście jest jej w pełni oddany... Wiedziała jednak, że niebawem wszystko wyjdzie na jaw gdy przybędzie Sisyphus... Była przygotowana na ewentualną zdradę ze strony ludzi i komandorów... Była też przygotowana na zdradę Galthrana... Choć w głebi duszy miała skrytą nadzieję, że ta nigdy nie nastąpi...
Tymczasem tłum zaczął ciągnąć Callisto po ziemi.. zawlekli ją kawałek dalej. Jeden z chłopów na głos zaczął domagać sie aby przyniesiono dyby aby zakuć w nie Callisto... Tłum się z nim zgodził i po chwili kilku masywnych mężczyzn przyniosło twarde narzędzie kary i zakuli je w nie Callisto... Czarownica została unieruchomiona.. zakuta w dybach... obdarta z szat... Ludzie zaczęli rzucać w nią kamieniami i błotem oraz pluli jej w twarz... Nikt nie zamierzał okazac jej litości... Wszyscy byli głusi na jej wołania i krzyki...
Część z chłopów widząc w tym pewną okazje, zamierzała sie zabawić kosztem bezbronnej czarownicy... Ustawili sie w kolejce tuż za nią i po kolei zaczęli w nią wchodzic i jej brutalnie używać od tyłu...Callisto stopniowo traciła zmysły i świadomość... Wiedziała że ani Entoma, ani Harold.. ani Galthran jej nie pomogą...
Ibrahim stanął przed kolosalnymi oddziałami Legionów Cesarzowej.. zgrupowało się na jego wezwanie naprawdę ogrom istot i wojowników... wszelkiej maści.. w najwyższej gotowości bojowej... prawdziwa wataha.. przewyższali liczebnością dziesięciokrotnie poprzednie oddziały prowadzone przez Siaela i Drakkana...
Wielki Wezyr ręce miał złożone z tyłu, oczy zmrużone... przechadzał się przed szeregami...
- LEGIONY, ZWYCIĘZCY, BOHATEROWIE! - zaczął nagle Ibrahim wcześniej rzucając na siebie zaklęcie zwiększonej tonacji głosu, teraz było go słychać na dalekie odległości...
- NIE JESTEŚCIE TU PRZYPADKIEM! JESTEŚCIE TUTAJ PONIEWAŻ CESARZOWA WŁAŚNIE WAM ZAUFAŁA! TO WAS WYRÓŻNIŁA! TO WY OPUŚCILIŚCIE SWE KOSZARY, INNI ZAŚ CZEKAJĄ NA SWĄ KOLEJ... TO WY DOSTĄPILIŚCIE ZASZCZYTU WALCZENIA ZA CESARZOWĄ ISABELLĘ CARRABOTH BAL, ZA JEJ CEL, AMBICJĘ, SŁOWO...
- NIE TRZEBA WAM MÓWIĆ CO MACIE ROBIĆ, DOSKONALE WIECIE... JESTEŚCIE NAJLEPSZYMI WOJOWNIKAMI, DOSTĄPILIŚCIE ZASZCZYTU WALCZYĆ O IDEĘ CESARZOWEJ ISABELLI... WYSZARPCIE ZWYCIĘSTWO, SPEŁNIJCIE SWE ZADANIA... POKAŻCIE SWOJĄ ABSOLUTNĄ SIŁĘ I TO CO POTRAFICIE NAJLEPIEJ... DAJCIE CESARZOWEJ POWODY DO DUMY... POKAŻCIE ŻE JESTEŚCIE ABSOLUTNIE GODNI SWYCH STATUSÓW i WALKI POD FLAGĄ CESARSTWA... ZNISZCZCIE ELFIE MIASTA, POCHŁOŃCIE WROGÓW W BRUTALNEJ RZEZI... - przemówił Ibrahim - RUSZAJCIE POKAZAĆ SWOJĄ SIŁĘ i DOMINACJĘ, BRACIA!
- HUUUUUUU! - krzyknął Ibrahim.
- HUUUUUUUUUUUUUU! NIECHAJ ŻYJE CESARZOWA ISABELLA! - wrzasnęli wojownicy
- HUUU!!!!!!! NIECHAJ WŁADA NAMI WIECZNIE! - krzyczeli POTĘŻNIE.
- HUUU! NIECHAJ ŻYJE WIELKI WEZYR! - dodali po chwili
Ibrahim pokiwał głową... odwrócił się w kierunku frontu... spoglądał na elfickie miasta.. uśmiechnął się.. zerknął w tej chwili na komendantów od artylerii.. kiwnął głową...
- To ich zaskoczy.. - powiedział zadowolony i uniósł dłoń, a po chwili szybkim ruchem przeciął powietrze opuszczając dłoń na dół...
Po chwili zaś zza jego pleców wyfrunęły potężne torpedy i pociski balistyczne... wszystkie brutalne pociski były skierowane jednak tylko w jedno miasto... w Smoczymost... rażące brutalne pociski doleciały błyskawicznie do miasta... HUKNĘŁY w jego mury rozwalając ogromną ich część... wszystko w tym mieście zatrzęsło się niczym podczas najbrutalniejszego trzęsienia ziemi... mieszkańcy tego miasta poczuli na własnej skórze jak ziemia aż się wzdrygnęła...
Pociski zaś co chwila były miotane w kierunku tego miasta... rozpoczął się brutalny NIEUSTANNY ostrzał...
Ibrahim machnął dłonią do innych naczelników... ci pokiwali głowami.. dali sygnały... odpalono kolejne brutalne bronie... torpedy wystrzeliły w kierunku miasta Northgrove... torpedy zaświszczały a po czasie HUKNĘŁY z kolosalnymi mocami w mury tego miasta w którym zwiększono obronność i liczebność elfów.. rozpoczął się brutalny ostrzał tych dwóch miast...
- Northgrove i Smoczymost... chcę widzieć tam sztandary Cesarstwa w jak najbliższym czasie... - przemówił Ibrahim dając jasny sygnał... ostrzał miał trwać nieustannie... Wielki Wezyr zerknał na szykowane brutalne magiczne lasery... zaraz miały wtórować torpedom i pociskom...
Ibrahim zerknął na Legiony... ich gotowość była absolutna... niebawem mieli ruszyć i huknąć w elfickie oddziały właśnie w tych dwóch miastach...
Vanessa czuła się kompletnie bezbronna.. gdy tylko poczuła w sobie jego sprzęt nie mogła opanować swojego jęczenia.. czuła jak mocno bierze ją od tyłu i trzyma jej gardło, całkowicie nią zawładnął i zdominował.. była kompletnie jego, uległa mu w każdym calu... brał ją w dzikiej pozycji od tyłu, zaciskał jej gardło, miała spętane nogi i ręce.. była całkowicie do jego użytku.. czuła jak coraz bardziej mocno jest mokra i aż cała płonie z rozpalenia.. Vanessa ulegle jęczała czując jak osiłek ją bierze.. oddawała mu się w kompletnej uległości i posłuszeństwie... jęczała i krzyczała.. Vanessa była teraz w niesamowicie wyglądającej pozycji, wygięta.. jej plecy nieźle się prezentowały, tyłek był jędrny.. jej blond włosy sięgały jej prawie do pasa.. drugi z osiłków miał niezły widok.. Vanessa kątem oka zdołała na niego zerknąć.. jęknęła i krzyknęła ponownie kompletnie ulegle... czuła jak zaczyna cała aż drgać... osiłek niesamowicie mocno ją dopychał...
Callisto czuła kompletne poniżenie, czuła się strasznie, jak nigdy w życiu.. trzęsła się ze strachu, oszalała.. jej twarz była zalana całkowicie łzami.. nie czuła już swojego ciała.. nie czuła już swojego umysłu, zatraciła swój umysł, psychikę, straciła czucie w ciele.. została pobita i poniżona, zakuta w okrutne dyby... a teraz używali jej od tyłu... ci których nienawidziła.. rozebrali ją i używali.. nie mogła już niczego zrobić.. przestała krzyczeć już chwilę temu.. zatraciła mowę.. to co jej robili.. niszczyło ją psychicznie i fizycznie.. totalnie.. złamało ją.. nie spodziewała się czegoś takiego.. a została poniżona i zmieszana z błotem.. jedyne co odczuwała to okrutny ból w całym ciele, nie do opisania.. okropny ucisk dyb... a dodatkowo to co jej teraz robili.. od tyłu, brutalnie... z jej ust wydobywały się tylko niekontrolowane bezbronne poniżone jęki.. czuła się okrutnie... nienawidziła ich.. jej ciało było kompletnie bezwładne, opuściła także swoją głowę w dół... zawisła bardzo słabo.. nie chciała nikogo widzieć.. zamknęła oczy.. wiedziała że nic już nie zrobi.. że będą jej używać.. w jej umyśle teraz zaczęły pojawiać się wspomnienia z jej życia... sytuacje, momenty i chwile... chwile z Sisyphusem, dawne wydarzenia.. to wszystko na moment zagościło w jej umyśle..
Neloth zaczynał się niecierpliwić.. Słowa Baruki ostro go irytowały.. nie chciał ich w żaden sposób akceptować ani słuchać... Najchętniej wyszedłby z jego chaty już w tym momencie ale wiedział że bez jego pomocy nie bedzie w stanie nic osiągnąć... Poza tym jeżeli powie Wojnie że się z nim nie dogadał ten popadnie z furię... Wolał tego uniknąć... Wiedział ze musi go jakoś przekonać do współpracy...
Król Elfów westchnął głęboko i złapał sie za głowę.
- Posłuchaj... Baruka... Jeżeli wesprzesz mnie w boju to zrobię co będziesz chciał... Zakopmy topór wojenny pomiędzy naszymi rasami aby pokonać wroga który rozpoczął inwazje na nasze wspólne tereny... - powiedział Neloth
Baruka parsknął lekko pod nosem... Słowa Nelotha wyraźnie go rozbawiły..
- Zrobisz co będe chciał huh? - powtórzył Baruka - Nie wiem czy w ogóle jest coś takiego...
Neloth słysząc to nabrał powietrza do płuc... Zacisnął pięści...
- Błagam... Serio zrobie co zechcesz... Zrzeknę się tronu... pozwolę znowu mieszkać wam w miastach... oddam wam przywileje... Oddam Ci władze... Błagam...
Baruka słysząc słowa Nelotha zaśmiał sie głośno.
- Wiedziałem, że prędzej czy później bedziesz żałował swoich decyzji... wiedziałem, że przyjdziesz i będziesz mnie prosił o pomoc... ale czegoś tak żałosnego żem jeszcze nie widział i nie słyszał... Jesteś doprawdy zdesperowany...
Neloth opuścił głowę...
- Proszę... Naprawdę nie żartuje... masz moje słowo... zapłaci Ci... sprawię że twoja osada i twoi ludzie będą bogaci... Zrobię co tylko bedziesz chciał tylko błagam abyś mi pomógł... Sam nie dam rady jej pokonać...
Baruka zamilkł.. zmrużył swoje oczy... podrapał sie lekko po podbródku... Wyraźnie zaczął sie zastanawiać..
Szefowa wraz z Magistrem ruszyła korytarzem mijając po drodze żołnierzy którzy gdy tylko ja widzieli natychmiast stawali na baczność...
- Wszystkich którzy przybędą nakieruj do podziemnej sali obrad... tam gdzie ostatnio odbywało sie spotkanie... - powiedziała Szefowa - Nasi żołnierze niech rozpoczną przygotowania i bedą w stanie najwyższej gotowości... Nie mozemy teraz sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy...
Magister pokiwał głową.
- Możesz byc spokojna... Wszystko będzie tak jak zaplanowałaś... Cesarzowa bedzie musiała ustąpić..
Szefowa zaśmiała sie pod nosem.
- Być moze powinnam się z nią w końcu spotkać?
Magister słysząc to zdziwił się lekko.
- Dlaczego miałabyś to zrobić? Nie sądzisz ze to zbyt niebezpieczne? Poza tym.. ona teraz jest zajęta wojną...
- Być może masz racje... - odparła kobieta.
Osiłek zabawiał sie z Vanessą najmocniej jak się dało przez jakieś dobre poł godziny po czym zakończył dochodząc w jej wnętrzu... Po wszystkim nic nie powiedział.. jedynie mruknął pod nosem i odsunął się do tyłu... Kiwnął głowa do swojego drugiego kompana.. Ten natychmiast podszedł do Vanessy od tyłu wyciągając swój sprzęt.. Tym razem jednak zdecydował sie użyć jej innego miejsca które nie było jeszcze używane... Ryknął głosno po czym wszedł w nią swoim sprzętem podobnie jak swój poprzednik... Vanessa zacisnęła zęby... czuła ogromny ból.. czuła jak jej ciało aż drży...
Admirał Vanghar natomiast przebywał w swojej kajucie... Wiedział że jego czarodzieje nie sa w stanie mu pomóc w żaden sposób i sa kompletnie bezużyteczni...Złapał sie za głowe po czym wziął głęboki oddech i otworzył szufladę w swoim biurku.. W jej wnętrzu znajdowało się wiele dokumentów i listów... pojemnik z atramentem, ale też i niewielka drewniana szkatułka... Admirał pochwycił ją natychmiast w swoje dłonie i położył na blacie stołu.... Otworzył ją dosyć szybko wyciągając z jej wnętrza pojedynczą złotą monetę... Był to podarunek od owej wiedźmy który otrzymał od niej kilka lat temu.... Wiedział, że z jego pomocą bedzie mógł się z nią skontaktować...
Elfy spodziewały się nagłego ataku... W szczególności w Northgrove którego broniły najbardziej zaciekle.. Czarodzieje natychmiast odbudowywali uszkodzone mury... Rzuceli bariery które odbijały większość nadciągających pocisków.... Jednocześnie z okrętów znajdujących się przy brzegu miasta rozpoczął się masywny i nieprzerwany ostrzał w kierunku atakujących sił.. Elfy zaczęły natychmiast ostrzeliwać potężnymi działami i wyrzutniami... Legiony zaczęły zaliczać pierwsze straty.... Liczebność elfów przy Northgrove była ogromna, przebicie się dla legionów cesarskich na tę chwile wydawało sie wiązać z cudem...
Zebrany tłum nie zamierzał oszczędzać Callisto... Używali jej jak chcieli... cały czas rzucali w nią kamieniami raniąc jej głowę i ręce.. Pluli na nią i wyzywali coraz bardziej nakręcając swoją nienawiść do jej osoby... Czarownica przez te lata doprowadziła do ogromnej ilości zbrodni... Ludzie najzwyczajniej mieli jej dość... teraz czara goryczy się przelała...
- Spalmy ja na stosie! Tak jak powinno sie palić wiedźmy! - zaczął krzyczeć ktoś z tłumu
- Tak! Spalmy ją! - odparł ktoś inny.
Ludzie zaczeli krzyczeć i wymachiwać widłami.. Domagali sie zabicia Callisto.. domagali sie spalenia jej na stosie gdy tylko skończą ją używać...
Harold który stał na scenie spoglądał na tłum w milczeniu.. Nie było mu zbytnio żal czarownicy... Pamiętał bowiem doskonale że lata temu kiedy jeszcze miasto powstawało, Callisto zabiła jego rodzinę... Nigdy jednak sam nie zdecydował sie na akt zemsty względem niej... Wiedział że było to bezcelowe gdy cały czas chowała się za Sisyphusem i posiadała swoje magiczne zdolności... Przez lata była kompletnie bezkarna... Teraz jednak to sie zmieniło i sprawiedliwość w koncu ją dosięgła w najbardziej nieoczekiwanym momencie.. On nie czerpał jednak z tego już satysfakcji... Nie czuł właściwe nic jak patrzył na to co wściekły tłum chłopów z nią robi... Byc może po prostu był juz zbyt stary aby się z tego jakkolwiek cieszyć...
Entoma natomiast zeskoczyła zwinnym susem ze sceny... Podeszła wolno do Galthrana który stał na uboczu i cały czas był odwrócony tyłem i spoglądał w inną stronę... Wszystko wskazywało na to że nie podoba mu się zbytnio cała sytuacja... W tej też chwili poczuł delikatne muśniecie na swoim biodrze.. Odwrócił lekko głowę w bok... Entoma stała obok niego..
- Galthranie?... Czy wszystko w porządku? - zapytała spokojnym tonem Entoma - Widzę, że coś cię trapi... Masz wątpliwości... wyczuwam w tobie wewnętrzny konflikt taki sam jak po tym gdy zabiłeś Stopczyka....
Tymczasem Isabella otrzymała niespodziewaną telepatyczną wiadomość.. Szybko rozpoznała po głosie, że była to Lupus.
- Cesarzowo Isabello... Wybacz jesli Ci przeszkadzam, ale jestem zmuszona Cię o czymś poinformować... Doszło bowiem tej nocy do pewnego skandalu o którym powinnaś wiedzieć... Dotyczy on twojego syna... Lorenzo.... Jeżeli zdecydujesz się przybyć, to czekam na ciebie w sali tronowej...
- WALIĆ W TE PSY!!!!!! RĄBAĆ!!!!!! - WRZESZCZELI KOMENDANCI, RYCZELI MISTRZOWIE...
BRUTALNE BOMBY SPADAŁY NA ELFICKIE TERENY, ZMASOWANY ATAK TRWAŁ W NAJLEPSZE... WALONO CO 5 SEKUND, WYSTRZELIWANO I BOMBARDOWANO CAŁY CZAS... OSTRZAŁ BYŁ BRUTALNY, ŁAMAŁ ICH LINIE OBRONY...
Ibrahim jednak widział... widział że atak na Northgrove w tej chwili nie ma sensu.. wydał rozkazy aby odpuścić... to miasto nie było więc na ten moment ostrzeliwane...
W tej chwili zaś podjechały brutalne kolosalne lasery... wycelowano je w Smoczymost...
- WALIĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryknął KOMENDANT
W TEJ CHWILI W ELFICKIE PARSZYWE BRUDNE TERENY HUKNIĘTO... KOLOSALNIE.... UDERZONO Z BRUTALNOŚCIĄ... NASTĄPIŁ KOLOSALNY WYBUCH... ROZWALIŁ JAKIEŚ 25% MURÓW... ZAMORDOWAŁ CYWILÓW i WOJAKÓW... ROZPĘTAŁ POŻARY... HUK, BOMBARDOWANIA... WSZYSTKO W NICH WALIŁO...
- MIAŻDZYĆ TE KUR*Y!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryczeli komendanci, SERIE BOMB, TORPED, POCISKÓW, LASERÓW co chwila waliły w Smoczymost...
- BEZ CHWILI PRZERWY! WALIĆ!!!!!!! - ryknął kolejny
Ibrahim mrużył oczy... kiwał głową... gotował się do dalszych części...
Vanessa widziała jak osiłki się nią wymieniają... poprzedni brutalnie doszedł w niej.. a teraz to już ten drugi wszedł w nią od tyłu... ostro, zwierzęco i dziko... wszedł jednak w inne miejsce.. wytrzeszczyła oczy i krzyknęła... zaczęła głośno i ulegle jęczeć... nie spodziewała się.. była posłuszna i uległa, używali jej w pełni... czuła aż jak jej nogi się lekko uginają, jak jej ciało drży... osiłek niesamowicie mocno ją brał... zwierzęco... od tyłu... ona zaś była kompletnie bezwładna, czuła tylko jak jej używa od tyłu... mogła jedynie jęczeć, co czyniła.. ukazała pełną uległość.. krzyczała i jęczała...
- Nnoo.. nie oggraniicczaj sięęę.. oohh i chwyć ..mnie za włosy... kundlu - jęknęła ulegle i zarzuciła lekko swoimi włosami, ten jako iż brał ją brutalnie od tyłu mógł ją również szarpnąć... była już kompletnie oddana i uległa...
Isabella rozmawiała na poważne tematy z Thantem i Cassahsem... po chwili zaś usłyszała głosik Lupus w swojej głowie... aż zagryzła lekko wargę... jej głosik w jej umyśle sprawił jej niesamowitą przyjemność.. cieszyła się że na moment wyrwie się z wojennej rutyny i porozmawia sobie ze swoją pokojóweczką która wszak córką Ignathira... jej ukochanego.. uwielbia zawsze z nią gadać i spędzać czas... chce w miarę możliwości jak najwięcej.. wprost uwielbia rudowłosą.. ta bowiem jest z nią już wiele lat tutaj... zachichotała lekko.. po chwili jednak nieco spoważniała bo Lupus gadała coś o Lorenzo... zdziwiła się... zmrużyła oczy... nie wiedziała co znowu ta dwójka Lupus i Lorenzo narobiła.. zawsze robili coś dziwacznego...
Isabella zerknęła na Drakkana, Zerratu, Thanta i Cassahsa... kiwnęła głowa..
- Omówiliśmy najważniejsze sprawy... działajmy więc.. - rzekła spokojnie - Już niebawem urżnę łeb Nelothowi.. a jeśli elfy jeszcze bardziej mnie wkurzą to sprawnie ich spacyfikuję.. mam sposoby... nie z tego świata.. - rzekła Isabella ostrym językiem, zachichotała...
Wezyrowie uniżyli głowy.. czuli jak wielką potęgę daje im ich Pani...
Isabella po chwili pstryknęła palcami... teleportowała się.. pojawiła się w swojej sali tronowej tuż przy swoim tronie... dostrzegła rudowłosą pokojóweczkę... podeszła do niej...
- Lupus! Ależ miło cię zobaczyć.. - powiedziała i przytuliła pokojówkę.. ostatnio Isabella za dużo naoglądała się elfickich ryjów... wtuliła się więc w pokojóweczkę... można było dostrzec że Isabella jest nieco jakby.. pobudzona...
Callisto słyszała co wrzeszczą... podniosła lekko głowę.. widziała jak machają widłami niczym największe bydło..
- GNIDY! PSY! BRUDNE MAŁPY! - syknęła, dostała nagłego napadu szału i amoku... jakby została porażona piorunem...
- PARSZYWE ROBAKI!!!!!!!!!!!!! - wrzeszczała i próbowała się ostatkiem sił szarpać i wyrwać z dybów... nic nie mogła jednak zrobić..była zbyt brutalnie unieruchomiona...
Zaczęła pluć przed siebie na najbliższych wieśniaków... opluła kilku...
- PARSZYWE ROBALE! WRACAĆ DO GNOJU!!! - wrzeszczała w szaleńczym amoku szarpiąc się.. nie mogła się jednak ruszyć w dybach... naprawdę zatraciła psychikę.. przed chwilą była jakby wyłączona... zastygnięta.,.. teraz nagle dostała szału... miała niekontrolowane napady i amoki...
Callisto zerknęła na znajomą jej wieśniacką mordę kobiety..
- TY, BRUDNA MAŁPO! KUR*O! PAMIĘTASZ MNIE? PAMIĘTASZ JAK SIEKIERĄ URŻNĘŁAM ŁEB TWOJEGO MĘZULKA? A POTEM ZATRUŁAM TWOJE BACHORY BRUTALNĄ TRUCIZNĄ?! HAHHAHAHAH! - syczała
Zerknęła na osiłka
- TY, BRUDASIE! ŚMIECIU! PAMIĘTASZ JAK ZRUJNOWAŁAM CI TWOJĄ ZAWSZONĄ SPRUCHNIĘTĄ CHAŁUPĘ? WYŁEŚ Z ŻALU, ROBALU! A CIAŁO TWOJEJ ŻONY POĆWIARTOWAŁAM NA WIELE KAWAŁKÓW... TWOJE BACHORY ZAŚ SPUŚCIŁAM Z WYSOKOŚCI, PSIE! - wyła szaleńczo
Dostrzegła nieopodal kolejnego... opluła go...
- BRUDNE bydlę.. - syknęła... zaśmiała się szaleńczo.. po chwili zaczęła znowu płakać... nie mogła się opanować...
- Śmieci...
Galthran usłyszał głos Entomy.. jego bogini.. od razu spojrzał na swoją Panią... pochylił głowę ulegle...
- Wybacz, Entomo... ahh.. - przemówił wolno - Wstyd mi... wstyd mi za siebie... że pozwoliłem na narodziny owego konfliktu... - przemawiał - Wybacz mi, najwyższa Pani... nie chciałem cię urazić... zapewniam cię że zdołałem powstrzymać wspomnienia, historię i przeszłość... zdołałem porzucić wszelkie wspomnienia z Czarownicą.. darzyłem ją do niedawna jeszcze szacunkiem, jak należało... teraz jednak... nie obchodzi mnie już ona.. to tylko przeszłość... - przemówił.
- Jestem wierny Tobie... na zawsze.. - podkreślił ponownie uniżając głowę przed swą Panią
Entoma przez moment spoglądała na Galthrana wsłuchując się w jego słowa... Kiwnęła lekko głową...
W tym samym momencie jednak do ich oboje dotarły szaleńcze okrzyki Callisto... to jak wyzywała ludzi.. jak szydziła z ich rodzin i przyznawała się do zbrodni i morderstw... Entoma jeszcze nigdy nie miała okazji się spotkać z kimś tak parszywym i bezczelnym...
- Darzyłeś ją szacunkiem... Huh... - mruknęła Entoma - Nie wiem czy powinnam Cię za to podziwiać... czy Ci tego współczuć... W moim odczuciu ktoś taki jak ona nie zasługuje na żaden szacunek...
Tymczasem lud po tym co usłyszeli z ust Callisto popadł już w absolutną wściekłość... Kolejka, która sie za nią ustawiła natychmiast się rozsunęła... Faceci byli nią kompletnie degustowani i obrzydzeni... Nie zamierzali jej nawet tknąć... Uznali że taka szmata jak ona nie jest godna aby byc przez nich używana... Zamiast tego zaczeli obrzucać ją kamieniami...
Natychmiast gdy czarownica przestała wyć podeszło do niej dwóch osiłków i siłą pochwycili ją za twarz... Jeden otworzył brutalnie jej usta a drugi wyrwał używajac przy tym całej swojej siły język z jej ust... Krew bryzgnęła po całej twarzy czarownicy... Wiedźma ryknęła na całe gardło z niewyobrażalnego bólu... Tonęła we własnej krwi... Nie mogła już bluzgać.. Nie mogła wypowiedzieć słów.. Widziała jedynie jak chłopi rzucają jej wyrwany język na ziemie i depczą z błotem...
- PŁOŃ BEZCZELNA KU**O! - Krzyknął jeden z wieśniaków który niespodziewanie chwycił ją brutalnie za włosy i podpalił je przy użyciu pochodni... Błyskawicznie czarne włosy Callisto kompletnie spłonęły pozostawiając jedynie łysą, poparzoną głowę..
Po tym co powiedziała, Callisto wydała na siebie wyrok śmierci. Kolejni wieśniacy zaczęli ją bić i zadawać jej rany po całym ciele... Jeden z nich wbił jej nóż prosto w lewą pierś a potem dźgnął ją ponownie w udo... Kolejny chwile potem odciął jej obie dłonie... Krew tryskała na wszystkie strony.. a Callisto krzyczała w agonii...
- NA STOS! NA STOS! NA STOS! - krzyczeli na całe gardło pogrążeni we wściekłości ludzie
Owy stos był już przygotowany... wielki drewniany pal... a wokół niego nawrzucano mnóstwo suchej trawy, siana oraz chrustu...
Entoma natomiast w tym samym czasie obserwując poczynania tłumu wyczuła stopniowo zbliżającą się postać Sisyphusa... Doskonale wiedziała gdzie jest oraz z której strony przybędzie... Wszytsko wskazywało na to że moment na który czekała miał niebawem nastąpić..
Pokojówka nie czekając na odpowiedź Galthrana odeszła kawałek dalej.. Jej oczy błysnęły czerwonym blaskiem..
- "Wygląda na to, że nadszedł czas aby przywitać naszego specjalnego gościa..." - powiedziała w swoich myślach Entoma zadowolonym tonem - "Zatrzymaj go na chwile jeśli możesz... Mój Przyjacielu..."
Siysphus mknął przez pustynie zblizajac się do Volturus... Miasto było już na horyzoncie... Był pewny że już za chwile bedzie na miejscu, gdy nagle jego wierzchowiec się zatrzymał... Czarny Rycerz mocno sie zdziwił... Mimo prób nie był w stanie zachęcić swojego towarzysza do dalszego galopu... W tym momencie też nastąpiło potężne trzęsienie ziemi... Ziemia pod stopami Sisyphusa zaczęła się osuwać... Coś gigantycznego pojawiło się na jego drodze... Sisyphus usłyszał potężny ryk dobiegający z podziemi... Wiedział, że coś nadchodzi...
Lupus popatrzyła lekko zaskoczona na Isabelle która po raz kolejny niespodziewanie sie do niej przytuliła na powitanie... Przez chwile pokojówka stała w bezruchu nie wiedząc zbytnio jak zareagować, po czym lekko poklepała Isabelle po plecach..
- Spodziewałam się że przybędziesz szybko... ale nie spodziewałam się że az tak... - powiedziała Lupus i kiwnęła lekko głowa.. Dostrzegła, że Isabella jest aktualnie w dość dobrym humorze... Momentalnie pomyślała o tym że zaraz w związku z tym co powie jej radość może błyskawicznie zniknąć... Lupus nie miała jednak wyboru... Ta sprawa była niezwykle istotna... Westchnęła lekko...
Galthran dostrzegł co się dzieje... aż rozszerzył oczy pod hełmem..
- O kur*a... - przemówił widząc tą masakrę.. wieśniaki oszalały.. nigdy ich takich nie widział..
CALLISTO NIE MIAŁA JUŻ MOCY NA NIC... ZNIEWAŻYLI JĄ ZBYT MOCNO... MOGŁA JEDYNIE KRZYCZEĆ Z POTWORNEGO BÓLU... BYŁA PRZEPEŁNIONA ABSOLUTNĄ NIENAWIŚCIĄ DO TYCH WIEŚNIAKÓW... NIENAWIDZIŁA ICH BRUTALNIE.... Z JEJ UST PŁYNĘŁA KREW... Z CAŁEGO CIAŁA TAKŻE... CZUŁA JAK ZBLIŻA SIĘ JEJ KONIEc... NIENAWIDZIŁA TYCH PLUSKIEW... NIENAWIDZIŁA TYCH ROBALI... GARDZIŁA NIMI... NIENAWIDZIŁA ENTOMY... W MYŚLACH WŁAŚNIE ODRĄBYWAŁA JEJ ŁEB... W MYŚLACH SZLACHTOWAŁA HAROLDA.. W MYŚLACH WŁAŚNIE ĆWIARTOWAŁA WSZYSTKICH TYCH WIEŚNIAKÓW... JEJ UMYSŁ KREOWAŁ CHORE I BRUTALNE WIZJE... CZUŁA JAK TRACI DECH... WYŁA GŁOŚNO...
Sisyphus mknął... teraz zatrzymał się..
- CO KUR*A?!?!? - ryknął widząc co tu się dzieje... ziemia wariowała..
- CO TO ZA DZIWY?! - ryknął dobywając jednego z brutalnych mieczy.. potężnych.. aż emanował potęgą...
- KUR*A!!! - ryknął chwytając oburącz... zamierzał kroczyć dalej przed siebie nie zważając na nic... był już u celu... wiedział że zaraz wpadnie w furię...
Isabella chwyciła w dłonie policzki Lupus... zerknęła jej w oczka... po chwili zerknęła na jej biust.. uśmiechnęła się, kiwnęła głową...
- Akurat nastał dobry moment, moja kochana Lupus... - przemówiła Isabella puszczając jej policzki.. musnęła jeszcze leciutko jej buźkę... rozejrzała się po chwili po swojej sali tronowej...
- Jestem niesamowicie ciekawa... co ty mi dzisiaj tu powiesz... - dodała po chwili Isabella... odwróciła się na moment plecami do Lupus, ta mogła dostrzec teraz jej jędrny tyłeczek... Cesarzowa zerknęła na swój tron, przy nim zaś stał pusty kieliszek z którego niedawno piła wino, obok zaś dalej leżała jej biografia.. pokiwała głową.. nie czytała od dłuższego czasu... a miała dokończyć...