MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Sytuacja na Abregado stopniowo zaczęła się stabilizować.. tak szybko jak powstał kryzys, tak szybko zaczął on przemijać... Burza która pojawiła się na wyspą stopniowo przechodziła. Pojedyncze pioruny nadal błyskały w oddali, jednak nad Dohl de Lokke niebo z powrotem zaczęło się rozjaśniać odsłaniając tym samym pełną skalę zniszczeń...
Nieumarli żołnierze stacjonujący w stolicy zgromadzili cywili w bezpiecznym miejscu z dala od zagrożenia... tak samo jak i czarodzieje którzy używając portali przenieśli wiele osób poza mury miasta...
Bellatrix wraz z gwardzistami widząc że atak dobiegł końca i wszystkie wampiry zostały unieszkodliwione, natychmiast ruszyła w stronę centrum aby dowiedzieć co sie stało z Nihilem... Czuła duży niepokój... Co prawda nie dopuszczała do siebie myśli, że Nihil mógłby przegrać stracie z demonem ale niepewność nadal pozostawała gdzieś z tyłu jej głowy... Na szczęście jej wątpliwości szybko zostały rozwiane gdy dotarła na miejsce i zauważyła Nihila który siedział sobie na ruinach jednego z budynków spoglądając w milczeniu na zniszczenia...
- NIHIL! - krzyknęła Bellatrix i podbiegła do niego jako pierwsza... Dostrzegła w tej chwili też i Varrana który siedział obok Dowódcy Nieumarłych - Co... co się stało?! Nic Ci nie jest?
Nihil podniósł lekko wzrok i popatrzył na Bellatrix.. Kiwnął wolno głową
- Ta.... Żyje.. - odparł Nihil - Pokonaliśmy go... Ja i Varran... Demon zginął...
Bellatrix słysząc to odetchnęła z ulga..
- Całe szczęście... - odparła
- Abregado przetrwało kolejną próbę, jednakże jakim kosztem... - odparł nieco przygnębionym tonem Nihil - Straciliśmy dziś nie tylko połowę naszego miasta ale tez wspaniałych żołnierzy i wielu niewinnych cywilów.. Demon nie oszczędzał nikogo...
- Dobrze, że zareagowaliśmy w porę... gdyby nie nasza szybka interwencja to z pewnością zniszczenia byłyby dużo większe... - powiedziała Bellatrix poważnym tonem - Nie obawiaj się... Dohl de Lokke zostanie odbudowane... a ofiary tego incydentu zostaną pogrzebane z szacunkiem...
Nihil kiwnął wolno głową... Nie był jednak do końca zadowolony z całej sytuacji... Do takiej sytuacji w ogole nie powinno zajść... Nie powinien do niej pozwolić... Dał sie zaskoczyć... Czuł ogromną irytacje i gniew... Zacisnął pieści....


Tymczasem Vanghar i jego kompani wrócili z powrotem do Daggerfall. Ich rozmowy pokojowe z Lodowymi Elfami okazały się być niezwykle owocne... Vanghar był bardzo zadowolony z tego jak przebiega całą sytuacja... Natychmiast nakazał Eriohorowi wysłać obiecany transport z niezbędnym zaopatrzeniem do osady Baruki aby pokazac tym samym ze zawsze dotrzymuje danego słowa... Wieczorem Vanghar miał udać się na obrady Najwyższej Rady aby ustalić dalsze plany, a tymczasem zamierzał na chwilę odpocząć w swoim gabinecie... Cały dzień był w końcu na nogach i nie miał czasu aby choćby na chwile sie zrelaksować... Usiadł na swoim fotelu przy biurku i przeglądając dokumenty odpalił na chwilę telewizor który wisiał na ścianie... Przez moment kątem oka przełączał kanały aż natrafił na powtórkę transmisji najnowszych wiadomości... Wygladało na to że Isabella wystąpiła publicznie przed jednym z głównych hoteli w Arkham.....Słuchał przez moment to co mowiła.. Zmarszczył lekko brwi... Słyszał pytania redaktorów które dotyczyły negocjacji pokojowych i jego osoby jako lidera elfów... Vanghar słysząc to zaśmiał sie pod nosem... Nie ukrywał swojego rozbawienia.... Odpowiedź Isabelli jednak mocniej go zaskoczyła...

- [...] ich nowy lider.. cóż mogę rzec.. zrobię wszystko.. żeby mieć z nim dobre stosunki.. ich nowy lider... o nim nie mogę powiedzieć nic złego.. to.. niesamowicie charyzmatyczny mężczyzna.. ja wierzę.. że razem z nim zbuduję relację.. odpowiednią.. najlepszą.. dla naszych Państw..
- [...] Noo.. cóż.. to Admirał Vanghar.. jest doprawdy doświadczonym mężczyzną.. jego wiedza i siła są ogromne... jest całkowicie inny niż... Neloth... Nelotha nie mogłam zdzierżyć.. a kogoś takiego jak... Admirał.. Vanghar... ja.. nigdy nie śmiałabym zaatakować..

- Ciekawe... - mruknął Vanghar słuchając wywiadu.. Nie do końca wiedział jak powinien interpretować słowa Isabelli.. Czy była to gra aktorska pod kamere czy być może to była jej szczera opinia... Stuknął placami o blat stołu... - Pożyjemy zobaczymy Isabello... Zobaczymy ,czy spełniasz nasze żądania... czas bowiem cały czas ucieka... Nie zostało ci go zbyt dużo aby je wszystkie zrealizować... - powiedział sam do siebie Vanghar, zastanawiać się przy okazji czy jego wysłannicy zdołają do jutra wyrobić sie z wyliczeniem reparacji...


- Tak... to prawda... - odparł Harold i popatrzyła na pomnik zadowolony - Ja myślę że to będzie doskonała pamiątka... Nawet jeśli pani Entoma nie bedzie zadowolona z tego pomysłu, to ludność jest jej wdzięczna... Wszyscy obywatele chcieli okazać swoje zadowolenie z jej rewolucyjnych rządów które dały nam nadzieje na lepsze jutro...


Lupus westchnęła głęboko pod nosem.. Podniosła sie wolno z krzesła..
- To nie bedzie takie proste jak Ci się wydaje... - odparła Lupus - Próbowałam zasnąć.... naprawdę próbowałam.. wiele razy.. za każdym razem kończyło sie to tak samo... ech....moze powinnam sie po prostu poddać...
W tej chwili opusciła ponownie głowę... Lekko zachwiała sie na nogach z powodu zmęczenia ale zdołała sie utrzymać... Jej nogi były słabe... każdy krok był dla niej wyzwaniem... Samo dotarcie do tej chaty pochłonęło ją ogrom sił... Nie była pewna czy zdoła wejść po schodach na góre...


Tymczasem Demon Zaraza rozpoczął swoje działania... Wyczuł wyraźnie, że Wojna poległ... Nie ukrywał swojego zażenowania i irytacji.. Gdyby tylko Wojna go posłuchał to z pewnością nadal by żył i razem mogliby kontynuować ich wielki plan... Niestety... brak wzajemnego zaufania pomiędzy nimi doprowadziło do rozłamu i ostatecznie Zaraza został sam... Demon wiedział doskonale, że jego pierwotny plan teraz jest niemożliwy do zrealizowania i musiał improwizować... Nie miał już zbytnio nic do stracenia... Jego zmutowane szczury dalej zarażały kolejne tereny i wzmacniały jego moc z każda poległą istotą....Demon zdecydował więc na osobisty atak w najsłabszy punkt Isabelli...
W tym celu pojawił się znikąd przed jej zamkiem... Dostrzegł idącego przy bramie Lorenza... jej syna.... zaśmiał się szyderczo...
Książe usłyszał jakiś szmer... jakiś śmiech.. jednak gdy tylko się odwrócił to nie dostrzegł nikogo.. Był pewny ze tylko mu sie wydawało wiec ruszył dalej... To był jednak błąd... W tej chwili Demon zaatakował... Pochwycił Lorenza od tyłu i zacisnął swoje dłonie na jego ustach... Książe bedąc w totalnym szoku próbował się wyrwać.. próbował sie szarpać, ale na próżno...
- Słodkich snów... - rzekł mrocznym tonem Zaraza i chuchnął magicznym zielonym dymem ze swoich ust prosto na Lorenza.. Ten wytrzeszczył oczy po czym po kilku sekundach padł nieprzytomny...
Zaraza zaśmiał się pod nosem... Był już pewny, że udało mu się zdobyć odpowiedniego zakładnika..
- A teraz Isabello... ZABAWIMY SIĘ W MOJĄ GRĘ... - rzekł śmiejąc się szyderco sam do siebie Zaraza po czym teleportował sie wraz z nieprzytomnym księciem...
Isabella dopilnowała jeszcze chwilę sytuacji z przygranicznymi bazami... tak jak jednak wydała rozkaz, tak wszystkie jej przygraniczne przy elfach bazy opustoszały... żołnierze i Legiony sprawnie wykonali rozkaz... rozpoczęło się ich przeniesienie... w tej chwili Isabella kazała wszystkim ruszyć do Cerberus i Ghostland. Oddziały które stacjonowały w przygranicznych bazach udały się do wyznaczonych miast.

Sama Isabella natomiast ruszyła do portów... wyruszyła do swoich głównych portów... w tych zaś zaczęła informować zarządców i komendantów... wydała odpowiednie rozkazy... od tej pory elfickie statki miały mieć zapewnioną swobodną żeglugę i brak jakichkolwiek problemów czy ataków...
DODATKOWO ISABELLA OD SIEBIE wydała rozkaz ABY NIE POBIERAĆ żadnych opłat od elfich statków które będą pływały po jej wodach i przy jej portach... wielu zarządców na jej słowa było zaszokowanych.. musieli jednak przyjąc jej decyzję... Nowy rozkaz został uwzględniony W KAŻDYM Z PORTÓW...
Isabella miała nadzieję... OGROMNA NADZIEJĘ... że ZADOWOLI tym BONUSEM Vanghara... pragnęła tego.. chciała robić mu dobrze.. chciała żeby był zadowolony.. wymyśliła że doda taki bonus do tego punktu.. tak też uczyniła w swej decyzji...



Galthran pokiwał głową słuchając Harolda
- Pracujcie spokojnie... sam nie wiem kiedy Pani Entoma tutaj powróci... pomnik do tego czasu powinien zostać ukończony aż ją tutaj przyprowadzę.. Haroldzie.. czy chcesz być przy tym aby osobiście ujrzeć pierwsza reakcję Pani Entomy?... Mogę cię bowiem powiadomić wtedy kiedy będę tutaj Panią Entomę prowadzić.. - rzekł spokojnie


Sisyphus patrzył na Lupus.. wytrzeszczył oczy widząc jak ta idzie i co robi... słyszał jej słowa.. po chwili momentalnie podszedł do rudowłosej piękności...
- Lupus... Lupus... - mruknął wolno i podszedł tuż do rudowłosej... w tej chwili niespodziewnie pochwycił Lupus na swoje silne ręce...
- Proszę.. nie przeciążaj nóg.. widzę jak ciężko ci się idzie... zapewne już samo to że tutaj dotarłaś sporo cię kosztowało.. nie chcę abyś traciła energię na głupie wchodzenie po schodach... przydam się przynajmniej na coś i cię wniosę... w końcu mam siłę w rękach... od zawsze... czemu mam tego nie wykorzystać gdy mogę ci pomóc... - powiedział trzymając już rudowłosą na rękach...
- Wniosę ciebie na górę abyś ją obejrzała.. a po chwili także i twoje walizki.. - mruknął..
Tymczasem Pellar zdołał już opuścić salę tronowa po tym jak jego rozmowa z Ignathirem dobiegła końca.. Nadal był nieco zaskoczony tym jaki tak naprawdę ona przybrała sens... Wszystko wskazywało bowiem na to że Nieumarły Król nie zaprzestał nadal swojego podboju wymiaru Altary i planował w nieodległej przyszłości podbić kolejne tereny... Sam upadek Księstwa Enthiati o którym wspominał nie zaskoczył go zbytnio... Felicia była bardzo złą władczynią która opiewając się w bogactwie zarządzała swoimi obywatelami jedynie poprzez zastraszanie i siłę swoich wojowników.. Podbicie takiego państwa nie było żadnym wyzwaniem... Sytuacja jednak miała sie inaczej z przypadku Cesarstwa Bahrum... Pellar odczuwał do niego osobistą nienawiść... Odkąd tylko pamiętał jego królestwo musiało odpierać ich ciągłe zmasowane ataki które za każdym razem zbierały ogromne żniwo... Teraz gdy Ignathir zaproponował mu pomoc aby zinfiltrować szeregi ich armii i dostać się aż do samego Cesarza, to ciężko było by mu odmówić... Taka okazja jak ta nigdy więcej się by nie wydarzyła.. O ile sam nie popierał dotychczasowych działań arcymaga, to w tym wypadku zamierzał mu pomóc...
- Dostaną to na co zasłużą... w końcu.. - rzekł sam do siebie Pellar zadowolonym tonem idąc korytarzem..


Oddziały Nieumarłych zaczęły stopniowo wracać do miasta po całym zamieszaniu.. Widok jaki zastali był jednak przerażający... Skala zniszczeń była ogromna... wiele budynków nadal płonęło... Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli... Bellatrix wydała odpowiednie rozkazy... Zgodnie z jej poleceniem nieumarli zaczęli oceniać straty i sprzątać cały gruz ze zniszczonych budynków.. Wiele ulic było nieprzejezdnych i niektóre osoby wciąż pozostawały uwięzione w centrum...
Varran również zdecydował się pomóc nieumarłym i dzięki swojej ogromnej sile przesuwał swoim cielskiem większe kawałki gruzu...


- Jasne... To byłoby ciekawe... Jeśli nie masz nic przeciwko to chętnie skorzystam z twojej oferty... - odparł Harold i kiwnął lekko głową. - Na razie jednak pomnik musi zostać w pełni ukończony... Zobaczymy się potem Galthranie...
Po tych słowach machnął do niego ręką i wrócił do nadzorowania budowy pomnika..


Lupus była w lekkim szoku widząc że Sisyphus wziął ją na ręce... Otworzyła lekko usta... Zarumieniła się też nieco... Odwróciła głowę w bok nie chcąc by Sisyphus to zobaczył...
- Nie musisz tego robić... serio.... ja... jakoś bym sobie poradziła... - odparła słabym tonem
Teraz gdy Lupus była tak blisko na jego rękach, Sisyphus poczuł jej specyficzny słodki zapach... Był cudowny i ciężko było się od niego oderwać... Miał ja teraz tak blisko... mógł się jej przyjrzeć... jego prawa dłoń dotykała jej nóg... czuł wyraźnie jak przyjemna i delikatna jest jej skóra...
Lupus mruknęła lekko pod nosem i opuściła wzrok w dół...
- Jestem za ciężka.... prawda? Wiem, że ty tez nie jesteś w najlepszej formie... nie przemęczaj się.... serio... nie warto... - dodała po chwili Lupus mrużąc oczami.
Isabella wykreowała na papierze dowód swej deyczji w portach... swego bonusu dla Vanghara.. chciała mieć potwierdzenie.. chciała mu wszystko powiedzieć i pokazać.. pokiwała głową... zwinęła swoją decyzję i włożyła do torebeczki...
Zarówno punkty dotyczące baz przygranicznych i portów Isabella wykonała.. wszystkie jej decyzje zostały wdrożone w życie...
Teraz wiedziała że czeka ją trudna sprawa...
- Thancie... - przemówiła w myślach Wezyra telepatycznie...
- Słucham.. Pani..
- Ech.. niestety ale musimy zając się teraz twoją wieżą... - odparła smutnym tonem Isabella - Spotkajmy się.. przy twojej wieży.. - dodała bardzo smutno...




Galthran pokiwał głową widząc jak Harold odchodzi.. westchnął a po chwili sam postanowił wrócić już do twierdzy... zweryfikował bowiem jak idą prace nad pomnikiem, tak jak zamierzał.. wszystko szło w dobrym kierunku... Galthran podszedł do stołu i położył na nim swój bestiariusz... cały czas w jego umyśle była malutka Entoma... był tak bardzo dumny że moze jej służyć.. to była dla niego ogromna duma... westchnął rozmyślając o malutkiej pokojówce...



Sisyphus wkroczył na schody z Lupus na rękach.. słuchał tego co mówiła... czuł jej zapach... czuł jak mięciutkie i idealne ma ciało i nogi... to było wprost niesamowite... przy Lupus poczuł iskry... jakich od dawna nie czuł.. czyżby mógł jeszcze przeżyć coś nadzwyczajnego? Szykował się na śmierć. przy Lupus jednak... te myśli o śmierci zanikały...
- Lupus.. ale ja chcę ci pomóc.. - mruknął - Nie jesteś za ciężka... hah.. jesteś delikatna.. chociaż kryjesz w sobie przecież tak potężne siły.. dobrze pamiętam jak skopałaś mi dupę.. - mruknął niosąc po schodach rudowłosą
- Może i nie mam najlepszej formy.. ale Ciebie.. mógłbym tu nosić dobre kilka godzin... naprawdę, Lupus.. nie przemęczajmy twoich nóg... nie ma konieczności ich przemęczania - dodał pokonując kolejne stopnie schodów... cały czas czuł jej cudowny zapach.. jej ciało.. czuł jaka jest wspaniała... niedowierzał... tak bardzo chciał jej pomóc...
- Och... no okej... skoro tak mówisz... - jęknęła Lupus zmęczonym głosem i opuściła swój wzrok.. patrzyła w dół jak Sisyphus stawia kolejne kroki po schodach... Owinęła w tej chwili też swoje dłonie wokół jego szyi tak aby trzymać się rycerze trochę lepiej... Skoro szczerze chce jej pomóc to ona za zamierzała odmawiać...
Lupus podniosła po chwili swój wzrok i popatrzyła na Sisyphusa... Jej oczy były zmęczone i pozbawione złotego blasku który tak dobrze pamiętał Sisyphus.. Mimo to jednak nadal był niezwykle piękną i unikalną istotą..
- Dziękuję... Ja.. postaram Ci sie odwdzięczyć... jeśli będę w stanie... - dodała i ziewnęła lekko


Tymczasem Entoma teleportowała się po ponad dobie z powrotem przed Twierdzę Czarnych Rycerzy która od jakiegoś czasu była jej własnością... Widząc przed sobą gmach i mury potężnej budowli odetchnęła głęboko... Była bardzo zmęczona po tym wszystkim co się wydarzyło.. Całe poszukiwania Lupus... potem spotkanie z Corneliusem, Walka z demonami, leczenie ran po walce i poszukiwanie sposobu na wyleczenie z traumy jej siostry zajęły ogromną ilość czasu i kosztowały ją ogromne ilości energii i mocy.. Nie miała zbytnio czasu na odpoczynek i temu też nadal odczuwała skutki swojego ostatniego starcia z demonami... Jej noga i kilka innych części jej ciała nie zdołała się w pełni zregenerować... Nadal odczuwała bóle które do tej pory dobrze maskowała.... Nie chciała okazywać przed innymi słabości... W szczególności teraz przez Galthranem... Chodzenie sprawiało jej duża trudność, ale musiała wytrzymać jeszcze trochę... Podeszła wolno do wrót wejściowych i dotknęła ich swoim rękawem... Te od razu otworzyły się...
Isabella teleportowała się prosto przed wieżę Thanta... stała w milczeniu.. mrużyła oczy patrząc na horyzont i wzdychając... po chwili za nią pojawił się Thant... Wezyr zmierzył ją od tyłu... jej włosy.. nogi.. tyłeczek.. idealne.. pokiwał wolno głową i przystanął obok niej..
- Pani... jestem.. - mruknął mocno niezadowolonym tonem...
- Witaj Thancie... ech... - odparła wolno - Muszę wykonać punkty traktatu.. muszę.. podpisałam go.. zobowiązałam się.. żałuję.. po prostu muszę.. - przemówiła Isabella
Thant mrużył oczy.. doprawdy był niezadowolony..
- No ale... moja wieża... mogłaś ugrać.. żeby jej nie niszczono.. szlag no.. cholera... to przecież nasz główny punkt strategiczny.. No Cesarzowo.. - mruknął...
- Wiem.. - odparła smutno Isabella patrzac na wieżę - Takie mieli żądania.. - mruknęła
- CESARZOWO! Naprawdę chcesz im tak mocno ulegać? No ale dlaczego! Nie poznaję cię ostatnio.. dlaczego tak.. no ale nie możemy inaczej?! - przekonywał Thant
Isabella przełknęła ślinę..
- Ja... ja.. popełniłam zbyt wiele błędów... - jęknęła łamiącym się głosem.. było jej tak bardzo ciężko...



Sisyphus kiwał głową... szedł sprawnie po schodach... zdziwił się, bowiem takie niesienie Lupus sprawiło mu bardzo duża przyjemność... było to niesamowite doświadczenie.. naprawdę chciałby to jeszcze powtórzyć.. chciałby móc częściej nosić Lupus na swych rękach... słyszał jej słowa...
- Nie musisz.. Lupus.. nie zajmuj sobie tym głowy.. daj jej odpocząc... pozwól sobie na wytchnienie.. potrzebujesz silnego odpoczynku... i tylko na tym mi zależy abys miała spokój i odpoczynek... ja.. ja pragnę żeby twoje piękne oczy... odzyskały dawny blask... - powiedział wolno... wszedł na górę... otworzył drzwi od sypialni... trzymając Lupus na rękach zatrzymał się..
- Tutaj.. na górnym piętrze.. jest sypialnia.. nowe łóżko... jest jeszcze jeden średniej wielkości pokój a także łazienka.. - przemawiał wolno... ruszył nadal z Lupus na rękach i pokazał jej kolejno pomieszczenia...
- Cóż.. góra tego domku jest naprawdę dosyć... "przytulna".. tak mogę rzec... można by ją trochę jeszcze przydekorować albo coś... a dołem zajmę się niebawem.. nie martw się.. chcę żebyś zarówno ty odżyła jak i ta chatka.. żeby nie obrzydzała cię ta chatka, a radowała twe oczy... tak samo ogród.. - przemówił wolno...
Po krótkiej chwili gdy pokazał jej pokoje, ruszył znowu wolno w kierunku sypialni



Galthran siedział spokojnie przy wielkim stole w twierdzy Bractwa.. a teraz należącej do cudownej Entomy.. oddał się chwilowej medytacji...
Lupus obserwowała po kolei mrużąc oczy to co pokazuje jej Sisyphus... każde pomieszczenie... Cały czas była na jego rękach jak ten ją oprowadzał... Jęknęła cicho pod nosem po chwili spojrzała prosto na niego.. Po chwili opuściła swoje dłonie które były do tej pory splatane na jego szyi.. Jej głowa mimowolnie opadła na jego klatę... oparła się o nią... Lupus była bardzo zmęczona...
- Jestem pewna że uda Ci się dokończyć to co zacząłeś.... - powiedziała Lupus słabym głosem - Ta chata w przeciwieństwie do mnie ma jakąś przyszłość... Zostanie odnowiona...
Po tych słowach parsknęła lekko pod nosem a na jej twarzy pojawił się bardzo krótki nieszczery uśmiech... Pomimo iż Lupus przyjęła pomoc Sisyphusa nie wierzyła w to że uda jej sie pokonać tę traumę...


Entoma weszła do środka twierdzy.. Było tutaj cicho... kompletnie cicho.. zupełnie tak jakby nikogo tutaj nie było.. Sama twierdza nie zmieniła się też zbytnio przez tę dobę.. Wszystko było na swoim miejscu... Wszystko wskazywało na to że Galthran poradził sobie wzorowo gdy jej nie było..
Po chwili marszu dotarła po drzwi sali tronowej... Westchnęła głęboko.. Gdy tylko wrota się otworzyły weszła do środka i popatrzyła na tron który stał przed nią.. Przyłożyła swój rękaw do głowy przekazując wiadomość telepatyczną..
- Galthranie?.... Powróciłam... - powiedziała poprzez telepatię do rycerza po czym kulejąc doszła wolno do tronu i usiadła na nim oczekując na jego przybycie...
Isabella miała zaszklone oczy... Thant także był mocno zawiedziony.. zdawał sobie jednak sprawę że to jest nieuniknione... że już niebawem jego wieża runie...
- Wiesz.. Cesarzowo... gdy zostałem twoim Wezyrem nie sądziłem że pozostanę nim na tyle lat... a jednak trwałem u twego boku.. widziałem wszelkie twoje decyzje i dokonania... a do tej wieży serio się przywiązałem.. była świetnym punktem.. cóż... nie mam żalu do Ciebie, Pani.. ale jest mi żal z powodu tej całej sytuacji... to w jak dużym ty sama jesteś kryzysie... ja mam nadzieję że uda ci się naprawić to wszystko.. że nie czeka cię nic złego.. ja naprawdę nie chciałbym.. - przemawiał
Isabella kiwała wolno głową..
- Wiem.. Thancie.. wszystko wiem.. nie wiem co się wydarzy.. jednak muszę spełnić ten traktat... musimy zburzyć teraz twoją wieżę... - jęknęła łamiącym się tonem...



Sisyphus kiwał głową... po chwili wkroczył z Lupus na rękach do sypialni... podszedł do łóżka.. ostatni raz zerknął na śliczną rudowłosą którą miał na rękach.. to jak ją trzymał... to jak ją nosił.. to jak teraz czuł jej zapach i widział ją tak bardzo z bliska.. to jak dotykał jej nogi... to wszystko dało mu dużo siły... nie spodziewał się... czuł jakby iskry do niego powracały.. przecież do niedawna jeszcze całkowicie wygasł.. tylko oczekiwał śmierci.. a teraz? Przy Lupus?.. czuł się.. inaczej.. czuł że ona bardzo potrzebuje jego pomocy.. przecież przyszły właśnie do niego.. czuł jak bardzo nie chce zawieść rudowłosej piękności.. czuł że celem jakim jest pomoc rudowłosej zaczyna przewyższać jego cel śmierci i odejścia z tego świata.. kiwał głową.. jego myśli układały się w szyk... rudowłosa na jego rękach wydawała mu się taka słodka.. urocza.. piękna... tak bardzo mu się podobała.. a jej cierpienia? Nie mógł ich znieść.. nie mógł... nie chciał tego.. chciał aby wyzdrowiała.. chciał jej pomóc.. chciał aby rudowłosa była tak potężna, zadziorna i pełna wigoru, dzika jak dawniej.. jak ją poznał..
W tej chwili Sisyphus delikatnie położył rudowłosą Lupus na plecach na łóżko... zabrał po chwili swoje dłonie spod jej pleców kładąc ją w bardzo wygodnym łóżku... spoglądał na nią z góry gdy ją ułożył...
- Lupus... całe łóżko jest twoje.. jest spore... można się na nim serio dobrze wyspać.. odpocząc... i proszę cię.. nie poddawaj się.. ty również masz przyszłość.. wierze w to.. wierzę w to że wyzdrowiejesz... musimy spróbować ci pomóc... a może nam się uda.. - przemawiał wolno
- Dobra.. słuchaj.. teraz pójdę po twoje walizki i ci tutaj przyniosę abyś miała i się rozgościła.. a potem pójdę zając się czymś na ogrodzie i płotem, dam ci więc przestrzeń i spokój... później wrócę i zobaczymy.. bo najważniejsze jest abyś wypoczęła.. jak najlepiej.. - mruknął wolno


Galthran momentalnie drgnął. jego medytacja się zakończyła... wystarczyło tylko jedno słowo.. Entomy.. jego wspaniałej Pani... usłyszał ją... telepatycznie...
Czarny Rycerz błyskawicznie niczym strzała zerwał się na równe nogi... poczuł napływ mocy, energii i radości.. uśmiechnął się... w błyskawicznym tempie ruszył... ruszył do sali tronowej... po chwili dotarł i zapukał.. gdy tylko dostał zezwolenie od Entomy, wszedł do środka.. ujrzał.. ujrzał coś cudownego... swoją Panią.. która powróciła.. i zasiadała na swoim tronie... ten widok był iście wspaniały...
Galthran momentalnie padł na kolana przed tronem Entomy.. pochylił głowę ulegle...
- Pani.. Entomo... moja władczyni.. powróciłaś.. to najwspanialszy moment... miałem obawy... obawiałem się... cały czas rozmyślałem o tobie... kiedy powrócisz... czy nic ci się nie stało.. nie chciałem ci przeszkadzać... kazałaś mi bowiem tutaj zostać, w niczym ci nie pomagać... wykonałem każde twoje słowo.. - przemówił wolno...
Gdy tylko Sisyphus położył Lupus na łóżku, ta rozejrzała się po całej sypialni obracając wolno głową... Na pierwszy rzut oka cały pokój nie wyglądał zbyt specjalnie i nie był duży ale jednak z całą pewnością można było powiedzieć że był przytulny... Lóżko było też bardzo wygodne... Lupus nie miał prawa w tym zakresie narzekać w szczególności, że jej oczekiwania były do tej pory dużo niższe...
Po krótkiej chwili popatrzyła na Sisyphusa i wysłuchała jego słów... Westchnęła lekko mrużąc oczami.. Sisyphus miał zaraz przynieść jej walizki...
- No dobrze... Dziękuję... Prawie sie rozpakuje, umyje... i przebiorę... Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.... Przydałoby się w sumie... do tej pory nie miałam jeszcze okazji... - powiedziała słabym głosem..
Odkąd została porwana przez demony nie widziała na oczy łazienki.. Jej ubrania były mocno wybrudzone od ziemi i jej własnej zaschniętej krwi... Potrzebowała kąpieli i to bardzo...


Entoma kiwnęła lekko głową... Poprawiła swoją pozycję na tronie zakładając noge na nogę.. Stęknęła jednak lekko gdy to uczyniła...
- Dobrze to słyszeć... Wiedziałam od początku, że zostawiam nasze tereny w dobrych rękach... - odparła
Galthran spoglądając na Entome przez dłuższą chwilę zdołał dostrzec, że coś jest nie tak... Jej moc magiczna była słabsza niż zapamiętał... jej głos wyglądał na zmęczony... jej maska na twarzy była popękana... Coś musiało się wydarzyć... Był w stanie to określić...
Sisyphus obserwował rudowłosą śliczną Lupus... kiwał głową.. słyszał jej słowa...
- Jasne, Lupus... no dobra to przyniosę twoje walizki a potem idę na dół i też przed chatkę.. będziesz miała więc całkowity spokój i wszystko dla siebie.. hah, jesteśmy na odludziu więc nie obawiaj że że nagle ktoś zastuka nam w drzwi.. to w sumie duży plus, nieprawdaż? Że chatka jest tak odludna.. no bo z uwagi na twój stan, czyjeś pukanie w drzwi mogłoby cię zaniepokoić.. ech a tego byśmy nie chcieli.. potrzebujesz spokoju i wypoczynku.. - przemówił..
- A więc zaraz będziesz miała kompletny spokój.. powiedz no tylko.. czy potrzebujesz czegoś jeszcze teraz? Jakiejś pomocy? Może przygotować jakieś jedzenie? Jesteś głodna?
kiwał głową.. po chwili poszedł na dół po schodach i pochwycił walizki rudowłosej... poczuł że są dosyć mocno wypchane.. Entoma doprawdy naładowała tam Lupusce sporo rzeczy... Sisyphus kiwał głową.. nie wiedział co skrywają.. po chwili ruszył na górę po schodach... dotarł do sypialni
- Hmm?.. - mruknął.



Galthran był na kolanach przed Entomą.. uniósł głowę.. dostrzegł.. dostrzegł jej wygląd... czuł jej aurę... słyszał jej głos.. UJRZAŁ JEJ POPĘKANĄ MASKĘ...
- ENTOMO?!?!? - krzyknął i poderwał się.. podszedł bliżej swej Bogini...
- Entomo.. wspaniała.. ty... Tobie.. coś się stało.. ja.. czuję.. ja dostrzegam... ja nie mogę w to uwierzyć.. twoja maska... najwspanialsza Entomo... ja.. - mówił tonem pełnym emocji i roztargnienia.. taki widok Entomy mocno na niego wpłynął.. jego myśli się zagmatwały.. niedowierzał.. pluł sobie w brodę.. Entomie coś się stało?... był gotów poświęcić swoje życie... zasłonić ją swoim ciałem i paść martwym tylko aby nic w nią nie trafiło...
- Entomo... proszę powiedz mi... - powiedział zatroskanym i rozżalonym tonem.. nadal klęczał na kolanie.. tym razem był już jednak bliżej Entomy...
Przekierowanie