MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Nihil i Bellatrix rozmawiali jeszcze ze sobą jakiś czas. Dowódca Nieumarłych nie zamierzał nic ukrywać i przekazał swojej generał o krokach jakie zamierza podjąć aby ukarać Isabelle za to co uczyniła. Bellatrix nie wydawała się tym jednak zbytnio zaskoczona...
- Ta... Przypuszczałam, że wymyślisz cos takiego... - powiedziała kobieta
- Myślę, że to jak najbardziej racjonalne i adekwatne do szkód jakie wyrządziła... - odparł Nihil
- Mhm... Jestem jednak przekonana, że Isabella nie bedzie z tego powodu zadowolona...
- Isabella nie ma nic do gadania w tej sprawie... Kara ją nie ominie... Za głupotę się płaci... Niech się lepiej cieszy, że nie podjąłem drastyczniejszych środków...
Bellatrix kiwnęła głową
- No dobrze.... Nie będę zaprzeczała... Masz rację... - powiedziała Bellatrix i wzruszyła ramionami.
W tym samym momencie Nihil wstał z fotela i podszedł do okna.. Schował ręce za plecy.
- Jezeli negocjacje pomiędzy Cesarstwem a Królestwem Elfów dojdą do skutku to z pewnością Isabella bedzie chciała ze mną porozmawiać... Przybędzie tutaj... - rzekł Nihil - Jestem niezwykle ciekaw jakie argumenty bedzie miała na swoją obronę... O ile w ogóle takie istnieją...
- No już nie przesadzaj... - odparła Bellatrix - Popełniła błąd, ale przecież wiesz że do tej pory było wszystko w porządku... Nie robiła zbyt wielu głupich rzeczy jesli dobrze pamiętam...
Nihil słysząc to odwrócił głowę w stronę Bellatrix
- Wywołanie globalnego konfliktu nie jest błędem który można przeoczyć... To nie jest żadna drobnostka o której tak po prostu można zapomnieć.... Owszem kazdy z nas nie jest idealny i popełnia błędy... ja również... ale gdy w grę wchodzą decyzje które mogą zmienić cały swiat... decyzje unicestwienia całej rasy dla własne egoistycznej satysfakcji to nie ma wątpliwości, że wszelkie granice zostały tutaj przekroczone... Isabella właśnie skręciła ze swojej prawowitej ścieżki i obrała kurs do samozniszczenia...Tak jak jej babka Cecilia która zapłaciła najwyższa cenę za swoją pychę... Oby to samo nie czekało Isabelli...
- Słyszałam, że ludzie już protestują... - odparła Bellatrix opuszczając głowę - Niewiele trzeba aby z iskry powstał prawdziwy pożar... Władza to obusieczny miecz... Ludzie bardzo łatwo zmieniają swoje poglądy.... Każda zła decyzja może być tą ostatnią...
- W rzeczy samej... - odparł Nihil i z powrotem odwrócił wzrok spoglądając przez okno. - Miejmy jednak nadzieje, że do tego nie dojdzie... Ten świat widział juz zbyt wiele konfliktów....


W tym samym czasie odrodzony z martwych Amon przebywał właśnie w swojej komnacie. Z kazdą chwilą jego czucie i wspomnienia wracały coraz mocniej... Czuł jak jego moc się odradza... kawałek po kawałku... Jego umysł cały czas skupiony był na jednym jedynym celu.... ZEMŚCIE.... Wiedział dobrze, że posiada aktualnie lekką przewagę... Nikt bowiem nie wiedział o jego istnieniu... o jego powrocie... Zamierzał wiec to wykorzystać najlepiej jak potrafi... Nie spieszył się więc... Jeśli Isabella miała paść z jego ręki to musiał być cierpliwy... Zamierzał zostawić sobie ją na sam koniec... Jego plan wymagał wielu kroków i z pewnością samemu byłoby mu ciezko to osiągnąć... Całe szczęście jednak, że posiadał wsparcie i wielu chętnych którzy stali po jego stronie...
Korzystał wiec z okazji.... Oczekując na wieści od Szefowej na temat misji którą jej powierzył, Amon wsłuchiwał sie w wiadomości w radiu które cały czas miał włączone...
Było to poniekąd zaskakujące ale z samego tego pojedynczego źródła przekazu dowiedział się wiele różnych ciekawych rzeczy... nie tylko o całym konflikcie który miał aktualnie miejsce, ale również na temat samej Isabelli i jej czynów... Zaśmiał sie pod nosem... Nie spodziewał się że kiedykolwiek usłyszy w mediach wieści o tym ze Isabella obnażała się publicznie w kawiarni...
- Hah.... Jestem niezwykle ciekaw... Co zrobisz dalej Isabello?....- rzekł sam do siebie - CO ZROBISZ DALEJ...
Oczy Amona błysnęły pod jego mroczną maską...

[Obrazek: b6388865c99977772c33bfae35908be6.jpg]


Vanghar zmarszczył lekko brwi..
- Sądzisz Nelotha pośmiertnie a sama wcale nie byłaś od niego lepsza... Zrobiłaś dokładnie to samo co on... Oboje niewiele się od siebie różniliście i zaprzeczanie temu w niczym Ci nie pomaga... Oboje wysłaliście swoich ludzi na smierć nie licząc się ze stratami... Oboje zostaliście pochłonięci przez nienawiść, pychę i chciwość jakże popularne cechy wśród tych którzy poczują smak bezwarunkowej, absolutnej władzy.... Pytanie jednak brzmi czy chcesz pozostać w tym samym miejscu co on i pozostać znienawidzoną przez społeczeństwo czy planujesz odpokutować swoje winy...
Admirał w tej chwili zabrał tez jej dłonie z jego nóg..
- Po raz kolejny powtarzam że nie pozwoliłem Cie mnie dotykać.... - rzekł patrząc na nia z góry - Doskonale rozumiem co chcesz zrobić... Mówisz, ze tego chcesz ale sama sobie zaprzeczasz... Widać to doskonale po twojej twarzy... Nie myślisz racjonalnie... Zmuszasz się do tego pod wpływem emocji...
Po tych słowach popatrzył w kierunku drzwi.. Wiedział dobrze że za nimi stoją cały czas jego kompani...
- Poza tym zachowajmy pozory.... Nie jesteśmy tutaj przecież sami... - dodał - Chociaż po tym co widziałem wcześniej domyślam sie, że ten argument do ciebie nie przemawia....
Lorenzo siłował się z księgą Wielkiego Lorda... nie mógł okiełznać jej sił..
- Cholera.. w tych czasach takie moce.. nie istnieją.. nie dziwię się żeś taka stara księgo.. cholera! - krzyczał książę... zacisnął pięsci... nie miał pomysłu co uczynić.. czy doprawdy nie był jeszcze gotowy na jej tajniki? To nie dawało mu spokoju... bardzo chciałby zaznać wiedzy w niej ukrytej...


Thant wciąż chodził nerwowo, nie mógł usiedzieć...
- Oby Cesarzowa była twarda na negocjacjach.. sama tam poszła, szlag.. tamci na pewno są ich kilku.. na pewno ich kilku.. - syczał...
- Uspokój się Thancie.. chciała iść sama i tak uczyniła... sama wie najlepiej co czynić.. - odparł spokojnie Cassahs chcąc go nieco opanować...


Isabella wciąż była na ziemi przed Vangharem... między jego nogami... kompletnie nago tylko w swoich czarnych szpileczkach i bogatej biżuterii.. zerknęła kątem oka na swoją torbekę i zrzuconą piękną suknię.. spoglądała na niego w górę...
- NIE! Admirale.. do niczego się nie zmuszam.. ja tego chcę.. chcę ci to zrobić... pozwól mi... jestem gotowa... ja.. zrobię wszystko.. aby sprawić ci przyjemność.. ja jestem ci to winna.. i to bardzo.. usiądź wygodnie.. pozwól mi się nim zająć.. proszę.. - powiedziała.. jej usteczka wyglądały idealnie.. niesamowicie czerwone, ponętne i wilgotne.. idealne.. jej buzia była przepiękna a jej włosy lśniły... taki widok był wprost boski, niepowtarzalny dla męzczyzny... najwybitniejszy... Isabella będąc na ziemi na kolanach przysunęła się do admirała... nie zamierzała odpuścić..
- Admirale... chcę tego.. chcę to zrobić.. zadowolę cię.. moimi ustami.. proszę.. - jęknęła niesamowicie słodkim tonem... pragnęła tego.. zamierzała to teraz uczynić...
- Admirale.. Vangharze.. ja.. wszystko odpokutuję.. przekonasz się.. zobaczysz... ja zbiorę w sobie dużo sił.. ja odpokutuję wszystko.. u wszystkich... ja.. polubiłam ciebie.. twoją charyzmę, twój charakter... jesteś kompletnie inny niż Neloth.. to mi się podoba.. ja.. Admirale.. chcę żebyś spojrzał na mnie.. przychylnie.. ja chcę mieć z tobą dobre.. bardzo dobre stosunki.. wiem.. to potrwa długo.. ale pozwól mi teraz to uczynić.. spodoba ci się.. zobaczysz.. - jęczała naprawdę przesłodkim tonem...
Kalimos patrzył jeszcze przez jakiś czas na lodowe elfy przed sobą.. Chrząknął pod nosem widząc że nie doczekał się odpowiedzi.. Nie miał pojęcia co znaczy ich milczenie.
- A więc.... czy mamy umowę? Spotkanie jest możliwe czy nie? - zapytał ponownie niepewnym tonem
W tym samym momencie jednak zwiadowca lodowych elfów podniósł dłoń dając mu do zrozumienia by milczał.. Kalimos więc nie mówił nic więcej... Po chwili lodowe elfy odwróciły swój wzrok w stronę murów osady... Ktoś się zbliżał.. Vel również spojrzał w tamtym kierunku... Wszyscy dostrzegli że na murach pojawił się Baruka w towarzystwie zwiadowcy który został po niego wysłany... Wódz lodowych elfów popatrzył na zebranych z góry i skrzyżował ręce...
- No dobra... Gdzie jest ten cały czarodziej? - rzekł mocnym tonem
Lodowe elfy rozsunęły się słysząc głos swojego lidera ukazując mu tym samym sylwetkę Kalimosa. Baruka zmarszczył brwi patrząc na maga bardzo intensywnie.. po chwili wyskoczył w górę i wylądował na ziemi tuż przed nim, przykładając mu sztylet do ciała... Zrobił to wszystko tak szybko, że sam Kalimos nie zdążył nawet mrugnąć. Nie spodziewał się że Baruka jest aż tak szybki...
- Tyś jest tym co opowiada o śmieci Nelotha? - zapytał Baruka spoglądając na niego przenikliwie.
Vel Kalimos przełknął ślinę i kiwnął wolno głową.
- Tak... Zostałem tu wysłany przez Admirała Vanghara... - rzekł mag - Po śmierci Nelotha, to on przejął władze nad Królestwem..
Baruka mruknął pod nosem..
- Vanghar.... Huh... Brzmi znajomo.... Coś kiedyś o nim słyszałem.. obiło sie o uszy.. - rzekł i uśmiechnął się pod nosem - Vanghar chce ze mną rozmawiać? A gdzie podziało sie to pancerne monstrum co było u boku Nelotha?
Vel Kalimos otworzył lekko usta. Nie do końca wiedział o czym mówi Baruka..
- Co? Em....Wybacz, ale nie mam pojęcia o czym mówisz.... - rzekł Vel Kalimos
Baruka słysząc to parsknął pod nosem.. Miał już pewne przypuszczenia...
- Hah... Oczywiście... - rzekł - Nie oczekiwałem innej odpowiedzi...
Pozostałe lodowe elfy wyszczerzyły się i zaczęły śmiać się szyderczo. Kalimos zbytnio nie rozumiał dlaczego i szczerze niezbyt mu się to podobało.... Poczuł lekki niepokój... Lodowe elfy były zupełnie inne niż zwykłe mroczne elfy.. Miały w sobie tą niepokojącą aurę...
- No dobrze... Jak Ci na imię czarodzieju? - zapytał po chwili Baruka mrużąc oczy
- Kalimos.... Vel Kalimos.. - odparł mag przełykając ślinę
- Kalimos... Ta.... - mruknął Baruka i kiwnął lekko głową - Możesz powiedzieć temu który Cię tu wysłał, że zgadzam się na przeprowadzenie rozmów... Jeśli Neloth w rzeczy samej nie zyje, to oczywista jest to sprawa, że trzeba zawrzeć pokojowe stosunki z nowym wodzem... Jeśli mu bardzo zależy to będe na niego oczekiwał az się tu zjawi osobiście...


Tymczasem plan Szefowej i Amona cały czas był realizowany... siły dowodzone przez Magistra zbierały się w Arkham... W momencie gdy wojska i wezyrowie byli zajęci wojną a ludzie protestowali i wywoływali zamieszki na ulicach, nikt nie zwracał uwagi na narastające zagrożenie... Cały plan był wręcz doskonały...Wszystko było przygotowane do rozpoczęcia akcji..
Magister który dotarł do stolicy przy pomocy czarodziejów po raz ostatni przeglądał schematy które otrzymał od Szefowej.. Kilku zamaskowanych wojowników podeszło do niego...
- Mamy już przenosić ładunki wybuchowe? - zapytał jeden z nich
Magister kiwnął głową
- Tak.. mozecie już zacząć... Ich systemy zaraz przestaną funkcjonować... - odparł - Już niebawem cały budynek runie... Zginie wiele osób...
Wojownicy nic nie odpowiedzieli.. Popatrzyli na siebie nawzajem..
- No cóż.... czasem tak bywa... ofiary się zdarzają... - dodał Magister i wzruszył ramionami. - Ruszajcie.... nie traćmy czasu... Zadanie musi zostac wykonane bez żadnych błędów...


Vanghar przez moment w milczeniu patrzył na Isabelle bez większej reakcji... Jego wzrok był intensywny i przeszywający... Nawet mając przed sobą kompletnie pozbawioną ubrań Isabelle klęcząca na ziemi, nie wydawał się jakkolwiek na to reagować... Urok osobisty Cesarzowej na niego w żaden sposób nie działał... Nie było jednak w tym nic dziwnego... Był weteranem wojennym który służył w wojsku od dekad... Widok nagiej kobiety nie był dla niego jakkolwiek zaskakujący... W swoim życiu widział bowiem dużo więcej rzeczy... niejednokrotnie przerażających, obrzydliwych czy najzwyczajniej tragicznych... Rzeczy o których Isabella nie miał nawet zielonego pojęcia... Taki widok jak ten który miał przed sobą nie był więc niczym niezwykłym...
- Nie oczekuj, że bede na ciebie patrzył przychylnie... Nie dzisiaj... - odparł Vanghar - Traktat dopiero został podpisany... Nie zrobiłaś jeszcze nic aby cokolwiek naprawić...
Po tych słowach odwrócił wzrok spoglądając na zegar który wisiał na ścianie.. Czas mijał nieubłaganie... Vanghar wiedział że nie ma zbyt wiele czasu...
- Namolna jesteś... To irytujące... - dodał patrząc z powrotem na Isabelle - Skąd masz pewność że to co zrobisz mi sie spodoba? Jesteś az tak pewna swoich umiejętności? Nie byłem aktywny w tym zakresie od ponad 12 lat dla twojej świadomości... W wojsku nie ma czasu na takie zwierzęce zabawy...
Po tych słowach usiadł na fotelu i oparł wygodnie swoje ręce... Spoglądał cały czas na Isabelle.
- Jesli masz odwagę i pewność siebie to próbuj... Ale coś mi mówi, że wcale duzego doświadczenia w tym zakresie nie masz.... - dodał Vanghar
Sisyphus zebrał się... zdołał już nieco odpocząc tutaj w rezydencji Isabelli... trochę spędził tu czasu...regenerował się.. rany... mimo wszystko jego psychika była zmiażdżona... Sisyphus był złamany... stracił wszystko.. myśli odebrania życia wciąż go nie opuszczały... pozostał mu jeszcze jeden jego horkruks do rozwalenia... wtedy gdy go zniszczy będzie mógł już całkowicie odebrać sobie życie...
W tej chwili zdecydował... nie zostanie dłużej tutaj u Isabelli w jej rezydencji... musi odejść.. musi zniknąc.. w cień.. musi udać się na odludzie... ta rezydencja, jej nowoczesny wystrój, bogactwo i sznyt go przytłacza.. nie może tu pozostać.. oczywiście był wdzięczny Cesarzowej za to że zezwoliła mu spędzić tutaj trochę czasu.. mógł odpocząc... jednak wiedział.. wiedział że musi wyruszać... w wędrówkę... musi się oddalić.. od cywilizacji.. kompletnie bowiem do niej nie pasuje... to nie dla niego.. wielkie miasta... nawet już wsie... pragnął odludzia.. kompletnej samotności.. westchnął wstając z fotela...

Isabella przełknęła ślinę.. jęknęła.. spoglądała na Vanghara.,. siedział wygodnie w fotelu.. opierał ręce.. siedział jak lider a ona jak jego dziewczynka...
- 12.. 12 lat... - jęknęła podekscytowana.. wytrzeszczała oczy... przełknęła ślinę.. stresowała się.. była o wiele młodsza od Admirała... był starszy.. silniejszy fizycznie z pewnością.. doswiadczony... intrygował ją...
W tej chwili podeszła tuż pod fotel na którym zasiadł... opadła na kolana.. nago.. przed admirałem siedzącym w fotelu.. uklęknęła... przełknęła ślinę... jej ręce drzały... w tej chwili chwyciła jego spodnie.... zsunęła je mocniej.... w tej chwili.. ujrzała jego sprzęt... niezwykle duży.. otworzyła usta.. jej oczy błysnęły lekko.. przełknęła ślinę z ekscytacji... stresowała się... chciała się szybko opanować...
W tej chwili zerknęła w oczy... Vanghara.. w jego twarz..
- Czy... mogę? Mogę dotknąć... Admirale?.. - jęknęła.. nie chciała dotykać bez pozwolenia... chciała pokazać Vangharowi jaka potrafi być pokorna i jak potrafi słuchać... położyła swoje piękne ręce na jego udach.. były po bokach jego sprzetu.. przełknęła ślinę... nie wiedziała jak sobie poradzi... chciała jednak zadowolić Vanghara jak najlepiej..
W tym samym czasie Cornelius wraz z Entomą wspólnie wyszli z sypialni. Pokojówka nie była jeszcze w pełni sił, ale była w stanie się już względnie poruszać... Cornelius asekurował ją podczas schodzenia w dół po schodach...
- Powinnaś jeszcze leżeć.. odpoczywać... - rzekł mężczyzna poważnym tonem patrząc jak Entoma wolno schodzi w doł trzymając sie balustrady. Pokojówka jednak pokręciła przecząco głową na jego słowa.
- Bedę odpoczywać gdy wrócę do Dalthei... Teraz nie ma na to czasu... Już i tak zbyt długo byłam nieprzytomna... - odparła Entoma
Cornelius westchnął pod nosem.. Nie chciał aby Entoma zbytnio się nadwyrężała, ale nie próbował jej też więcej do tego przekonywać. Wiedział bowiem, że aktualna sytuacja nie jest dla nich zbyt korzystana... Lupus bowiem potrzebowała natychmiastowej pomocy...
- Ech, no dobrze... A więc... Jaki masz plan? - zapytał Cornelius który zatrzymał się na schodach i obserwował jak Entoma stawia kolejne kroki.. - Mówiłem wcześniej, że jestem gotowy Ci pomóc niezależnie jaka decyzje podejmiesz a przypuszczam, że już coś wymyśliłaś... Słucham więc...
Entoma zeszła w dół i stanęła przed Corneliusem. Lewym rękawem trzymała sie jeszcze końcówki balustrady.

[Obrazek: yhgffghyddgyh.jpg]

- Owszem... Mam pewien pomysł... Nie wiem czy zadziała ale warto spróbować nim podejmiemy się poinformowania o wszystkim lorda Ignathira... - powiedziała Entoma - Jest bowiem ktoś jeszcze kto być może zdoła nam pomóc...
- Doprawdy? O kim mowa? - zapytał zaciekawiony - Chyba nie mówisz o Isabelli...
Entoma pokręciła głową.
- Nie... Chodzi o kogoś innego... - odparła pokojówka - Wyśle za chwile wiadomość poprzez telepatię... Mam nadzieje, że odpowie...
Cornelius mruknął pod nosem i pogładził sie wolno po brodzie...


Vel Kalimos mruknął pod nosem patrząc na wodza lodowych elfów..
- Przekaże mu.... - odparł poważnym tonem - Kiedy chciałbyś aby do ciebie przybył?
- Im szybciej tym lepiej... - odparł Baruka oschle - Nie lubię zbyt długo czekać....
- Mhm..... Ale... - jeknął mag
- Niezależnie od pory dnia... - wtrącił Baruka - Moi żołnierze i tak dostrzegą przybyszów nawet w mroku najciemniejszej nocy. Nic nie umknie ich uwadze.... W szczególności przybycie nowego elfickiego lidera... Kogoś takiego raczej trudno przeoczyć... Jeszcze masz jakieś pytania?
Kalimos przez chwile stał w bezruchu po czym pokręcił wolno głową
- Yyy... Nie... To wszystko.... - wystękał
- Tak myślałem... - odparł Baruka po czym schował swój sztylet i odwrócił się plecami do czarodzieja - Koniec audiencji.... Żegnam....
Po tych słowach wolnym krokiem ruszył z powrotem w stronę bramy do osady.. Kalimos oraz stojące obok lodowe elfy odprowadziły Barukę wzrokiem..
- Słyszałeś go.... koniec wizytacji... wypad... W tył zwrot bez żadnych gwałtownych ruchów albo podziurawimy Cię jak sito.... - rzekł jeden z lodowych elfów
- Ta... Mi dwa razy nie trzeba powtarzać... - powiedział Kalimos cicho podnosząc ręce do góry.. Cofnął sie do tyłu po czym odwrócił się i ruszył w drogę powrotną ścieżką którą tu przybył...
"Nigdy więcej... ostatni raz sie tak narażałem... zdecydowanie za mało mi płacą..." mruknął sam do siebie Vel


Tymczasem w stolicy w budynku Carraboth Holding zaczęły sie dziać dziwne rzeczy... Serwery zaczęły stopniowo wysiadać a technicy i informatycy nie mieli zielonego pojęcia co dokładnie sie dzieje i co jej powodem całej awarii serwerowni... Próby napraw nie pomagały...
- Co... co sie dzieje do cholery... - rzekł wściekły jeden z programistów


Vanghar mruknął pod nosem nadal niezbyt przekonany co do tego... Patrzył na Isabelle niezwykle przenikliwym spojrzeniem... Jeszcze nigdy wcześniej nie brał udziału w tak dziwnych negocjacjach...
- Pytasz mnie o to gdy już sama zdjęłaś mi spodnie bez pozwolenia? - parsknął Vanghar nieco poirytowanym tonem - Wyglądasz na bardzo zaskoczoną... Co Cię tak zdziwiło? Mówiłem Ci już że nikt Ci nie każe tego robić...
Admirał podparł swoją głowe dłonią i ponownie popatrzył katem oka na zegar. Miał nadzieje że Isabella mimo wszystko odpuści i szybko się rozejdą... Nie potrafił bowiem zrozumieć co strzeliło jej do głowy...
Sisyphus ruszył... wykroczył przed siebie... ruszył ogrodem...
Dwóch ochroniarzy Isabelli od razu do nich podeszło...
- Panie Sisyphusie? Dokąd to się wybieramy? - rzekł napakowany tajniak...
- Muszę wyruszać... muszę odejść stąd.. to miasto.. to wszystko.. rezydencja.. to mnie przytłacza... muszę ruszyć samotnie... - odparł wolno
- Panie Sisyphusie.. jesteś gościem Cesarzowej... nie powinieneś opuszczać bez słowa dla niej... - odparł tajniak
Sisyphus westchnął...


Programiści poinformowali ochronę o awarii................. aby była świadoma............ Carraboth Holding był oczkiem w głowie Isabelli... najważniejszą praktycznie dla niej rzeczą.. jedną z najukochańszych.. poświęciła na ten wieżowiec ogromne fundusze.. kolosalne.. jakich świat nie widział.. kochała go całym sercem.. każdy zdawał sobie sprawę.. wszystko było dopięte na najmniejsze szczegóły w NAJWSPANIALSZYM z BUDYNKÓW...
- Dziwne?.. Dziwne.. - odparł lider ochrony.. wybitny doświadczony wojownik... niezłomny lider...
Momentalnie wyjął komórkę i wykręcił do samego Wezyra Thanta.. powiadomił go o niespotykanych dotąd usterkach...
- CO?! Zawracasz mi głowę.. teraz.... błahostkami?! Mam ważniejsze sprawy na głowie.. - odparł - Przecież to chyba chwilowe problemy?! Zaraz miną.. - odparł wzburzony Thant
- Chciałem jedynie by ktoś wyższej rangi był świadom.. no ponieważ Cesarzowa nie jest dostępna.. jej telefon kompletnie nie odpowiada... a wiadomo jak kocha pewne rzeczy.. warto być czujnym zawsze.. - przemawiał lider...
Thant syknął.. mrużył oczy.. nie wiedział co o tym sądzić.. miał jednak te informacje na uwadze...



Isabella w tej chwili poczuła coś dziwnego... lekki dreszcz.. ale nie z tej sytuacji.. tylko z innej.. jej zmysły były wyostrzone... czuła niepokój... dziwny.. że dzieje się coś niedobrego... miała to na uwadze.. no ale.. nie mogła teraz przerwać... jeśli jednak zaznałaby jakiegoś mocniejszego bodźca... co by miała zrobić? Zerwać się? Przerwać? Teleportować bez słowa? Reagować?... nie wiedziała.. przecież to by mogło popsuć jej relacje... z Vangharem.. przecież obiecała mu.. przecież wiedziała że musi teraz ulegle zrobić to co sama chciała... jej umysł wariował.. ostatnio bardzo mocno...
Jęknęła głośno.. popatrzyła na VAnghara a po chwili na jego sprzęt... pokiwała głową... w tej chwili przjechała dłońmi seksownie po jego udach... wolno.. namiętnie.. mruknęła słodko..
- Admirale.. prosze.. zrelaksuj się.. ja bardzo chcę.. zrobić ci dobrze.. zadowolić cię.. zrobie wszystko co potrafię.. - jęknęła lekko łamiąćym sie slodkim głosem...
w tej chwili nachyliła usta nad jego sprzętem... wypuściła nieco śliny ze swoich przepięknych ust... ta spadła na końcówkę jego sprzetu... Isabella pochwyciła jego sprzęt w prawą dłoń.. zaczęła mu robić dobrze.. dłonią.. z dodatkiem śliny... jęknęła..
- Niesamowity... Admirale... - mruknęła podniecona.. sama czuła że robi się coraz bardziej mokra... w tej chwili jednak nachyliła buzię.. zbliżyła usta do jego sprzetu... w tym momencie ulegle i słodko pocałowała końcówkę jego sprzętu swoimi boskimi ustami.. pięknymi.. mokrymi... zerknęła lekko patrząc na rekację Vanghara... pocałowała ponownie.. z boku... w tej chwili wysunęła lekko język... musnęła swoim języczkiem końcówkę.. jęknęła będąc w lekkim szoku...
Awaria systemu cały czas trwała a wszyscy technicy byli kompletnie bezradni... Nikt nie znał przyczyny tej sytuacji... Oczywiście nie doprowadziło to do żadnej paniki... takie rzeczy się zdarzały... Nikt jednak nie miał pojęcia, że był to dopiero początek...
Magister tymczasem monitorował przebieg operacji w innym miejscu... kiwnął lekko głową widząc postępy... jego ludzie zaczęli działać...
- Padły im serwery... doskonale... - rzekł przez krótkofalówkę - Teraz przechodzimy do następnej fazy...

Pracownicy Carraboth Holding zaczęli stopniowo odczuwać duże problemy z pracą na swoich komputerach... wszystko strasznie się zacinało... Dla wielu było to strasznie irytujące i denerwujące... Wielu próbowało resetowac swoje komputery ale to nic nie pomagało... Wszyscy byli przekonani, że to przez awarie komputery działały tak wolno... Kierownicy otrzymywali setki zgłoszeń od poirytowanych pracowników....

W tym samym momencie w wielu bankach w stolicy równocześnie doszło do ataków hakerskich... Urzędnicy byli w szoku... Hakerzy bez większych trudów przedostali się przez systemy bezpieczeństwa i natychmiast przejęli baze danych wszystkich założonych kont łączenie z hasłami użytkowników... Pieniądze znikały w zastraszającym tempie... Urzędnicy nie byli w stanie nic zrobić..... Gdy próbowali poinformować telefonicznie o tym kogokolwiek również napotkali problem... Zasięg i łączność została zakłócona.. Wykonywanie połączeń telefonicznych było niemożliwe w całym mieście.... "Awaria" okazał się być większa niż się spodziewano...


Admirał Vanghar obserwował to co robiła Isabella... Najchętniej by juz sobie poszedł ale skoro Cesarzowa tak bardzo chciała mu zrekompensować swoja głupotę w ten sposób to uznał ze jej na to pozwoli... W przeciwieństwie do samej Isabelli, Vanghar nie był w żadnym stopniu podekscytowany.. być moze gdyby był młodszy sprawa wyglądałaby inaczej, ale jako weteran, który widział i przeżył znacznie wiecej niż Isabella mozę sobie wyobrazić , cos takiego było zdecydowanie zbyt mało aby wywołać jakąkolwiek reakcje z jego strony.. Co więcej on sam mógł z łatwością dostrzec że Isabella robi to po raz pierwszy... widział wyraźnie że sama nie ma pojęcia jak się za to zabrać i co dokładnie powinna robić... Być moze posiadała wiedze teoretyczną ale z całą pewnością nie praktyczną...
- Zrelaksować się? Chyba oczekujesz ode mnie zbyt wiele.... Przecież chyba nie zapomniałaś co robiłaś jeszcze tej nocy pod Daggerfall... - rzekł Vanghar poważnym tonem patrząc jej w oczy - Poza tym... doskonale widać, że robisz to po raz pierwszy.... Interesujące.... Jezeli dobrze kojarzę to posiadasz już dorosłego syna... Jak mu było na imię.... Lorenzo? Taki brak doświadczenia w tym przypadku z twojej strony jest niezwykle "zaskakujący"...
Lider ochrony dostawał coraz więcej zgłoszeń.. jego irytacja narastała...
- CO JEST?! - syczał... nachylał się nad komputerem... wezwał ochroniarzy...
- Zwiększyć ochronę... wszyscy w gotowości.. na miejscach... dzieje się coś bardzo dziwnego... sprowadzić tu najlepszych informatyków... niechaj badają co się dzieje... Co to za awarie? Co z serwerami?! - wył
- TAK JEST! - krzyknęli ochroniarze...
Ogromna mobilizacja... wszyscy zaczęli działać... wydawano odpowiednie rozkazy.. nic złego nie mogło się wydarzyć... nikt nie chciał na coś złego pozwalać...



Thant chodził cały czas nerwowo.. .rozmyślał o telefonie który otrzymał... czy powinien zareagować? Czy to nic takiego, zwyczajna awaria? Zastanawiał się.. był jeednak gotów szybko reagować...


Isabella jęknęła lekko słysząc słowa Vanghara.. klęczała nago ulegle między jego kolanami... jej usta były tuż przy jego sprzęcie.. zerknęła w jego twarz..
- Admirale.. jest niezwykle duży... podoba mi się.. - jęknęła słodkim ponętnym tonem... Isabella ponownie poczuła lekki dreszcz.. zdawała sobie sprawę jak bardzo jego sprzęt musi być pełny i naładowany.. wytrzesczyła lekko oczy.. uważała Vanghara za przystojnego ale nie mówiła tego jeszcze głośno.. mimo wszystko jako elf zrobił na niej duże wrażenie, był w jej oczach przystojny.. zwłaszcza to że starszy.,. że doświadczony.. że uważa ją za dziewczynkę.. że przeważa ją mentalnie.. po chwili otworzyła usta i wolno wzięła do buzi jego sprzęt.. w tej chwili pierwszy raz poczuła w ustach sprzęt.. i to jeszcze tak spory.. mruknęła lekko uległym i słodkim tonem.. swoje dłonie położyła na jego udach delikatnie i namiętnie.. w tej chwili Cesarzowa otoczyła jego sprzęt w swojej ślinie... on poczuł że jej usta są naprawdę przyjemne w dotyku i aksamitne, jej język także.. Admirał miał wprost boski widok... sama Cesarzowa klęczała teraz między jego nogami.. zaczynała brać do buzi jego sprzęt.. była nago.. tylko w najwspanialszej biżuterii i czarnych szpilkach.. jej torebka stała nieopodal.. mógł dostrzec że jej wartość przekraczała wszelkie granice, że za taką torebkę i biżuterię można było kupić ładne ogromne mieszkanie... Isabella po chwili zaczęła ssać jego sprzęt w swojej buzi.. w tej chwili zaczęła już na dobre.. wiedziała ze robi to pierwszy raz ale zaczęła sie teraz bardzo starać.. na razie delikatnie go ssała stopniowo coraz mocniej.. przymknęła lekko oczy.. mruknęła słodko chcąc działać na wszelkie zmysły Vanghara... admirał czuł niesamowicie seksowny i przyjemny zapach jej perfum.. pachniała idealnie... dostrzegał jej piękne długie lśniące idealne włosy... błyszczały.. aż prosiły by ich dotknąć...
Magister cały czas obserwował sytuacje która działa się w mieście... Drapał sie po brodzie... po chwili otrzymał kolejną wiadomość na krótkofalówkę..
- No? Mówcie... Udało się? - zapytał nerwowo
- Sir... zabezpieczenia padły... nasi hakerzy zdołali sie bez problemu włamać... Wszystko wskazuje na to że oni nadal myślą ze to zwykła awaria, tymczasem ich systemy bezpieczeństwa już przestały działają... sa bezradni... Nie ważne co beda próbować jest juz za późno... - powiedział agent
- Doskonale... a monitoring?
- Również nie działa... został przejęty chwilę temu... ich kamery też sa pod nasza kontrolą... ochrona nie wie co się dzieje....
Magister zaśmiał sie pod nosem..
- A więc się udało... Tak jak mówiła Szefowa... - rzekł Magister - W takim razie kończymy to... Mamy pełen dostęp... Postawcie serwery z powrotem... Powiadomcie oddział Beta że mogą wkraczać...
- Zrozumiałem... natychmiast powiadomię naszych ludzi...
Magister rozłączył się.. Obserwował wszystko z bezpiecznej odległości... Zaangażowanie w całą operacje setki zawodowych hakerów okazało się być strzałem w dziesiątkę...

Awaria w Carraboth Holding trwała jeszcze kilka minut... Niespodziewanie jednak wszystko względnie wróciło do normy... serwery zaczęły działać tak jak wcześniej... komputery zaczęły pracować poprawnie... wszyscy mogli wrócić do pracy...
O ile jednak firma Cesarzowej mogła funkcjonować już normalnie to jednocześnie zasięg w całym mieście nadal był zakłócony... Banki w całym miescie również pozostały niedostępne... Ich bazy danych i ogromne pieniądze trzymane w nich przez mieszkańców zostały skradzione... Pracownicy banków nie mieli jednak jeszcze o tym pełnego pojęcia... To jak wielka była skala zniszczeń miało wyjść na światło dzienne niebawem...

Tymczasem Nowy lider Królestwa Elfów jakim był Vanghar nic nie odpowiedział na słowa Cesarzowej... Poprawił swoją pozycję na fotelu.. Patrzył na Isabelle myśląc o całej tej kompletnie kuriozalnej sytuacji... Zastanawiał go fakt jak to wszystko wpłynie na późniejsze relacje pomiędzy ich państwami... Miał świadomość że jako nowy wódz miał obowiązek stosować twardą politykę względem Cesarstwa... Wojna pomiędzy ich nacjami która nastąpiła nie zostanie szybko zapomniana przez ludność cywilną... Wszyscy będa o tym pamiętać i nikt tak po prostu z dnia na dzień Isabelli nie wybaczy wszystkich krwawych zbrodni.. On sam jednak miał do niej kompletnie obojętny stosunek... Faktem było, że chciała kompletnie wybić całą jego rasę, doprowadziła do globalnego kryzysu i ogólnie nie wyglądała na najmądrzejsza władczynie analizując jej decyzje i działania ale osobiście nie wadziła mu do tej pory aż tak bardzo... Nie był zwolennikiem tez tego co teraz aktualnie robiła, ale pozwolił jej już dokończyć tę farsę... Zmrużył lekko oczy... przyłożył swoja dłon do jej włosów... lekko je dotknął... Przez lata nie był w ogóle zainteresowany kobietami ze względu na funkcje jakie pełnił... Miał tez inne standardy i ogólnie nie gustował w kobietach o ludzkim wyglądzie... ale... Isabella nie była wcale najgorsza... kiwnął lekko głową... Odwrócił po chwili swoje spojrzenie w kierunku drzwi... Usłyszał bowiem jak Argal i Eriohor ze sobą rozmawiają... bardziej to brzmiało jednak raczej jak kłótnia... Nie słyszał jednak dokładnie o czym mówią... Wydawało mu sie też że słyszał głos mediatora... Domyslał się że Kalimos jeszcze nie wrócił... natychmiast wrócił swoim spojrzeniem na klęcząca przed nim Isabelle
- Coż... Jeśli doszliśmy już tak daleko, to powiem ci wprost... Musisz sie troche bardziej postarać... - rzekł w jej stronę poważnym tonem
- Hmm? Chyba wszystko wróciło do normy? Uff... - przemawiał lider ochrony... przecierał czoło dłonią... sytuacja była monitorowana... stale... cały czas.. obserwowali radary... sprawdzali nieustannie systemy... wszystko było sprawdzane.. sprowadzano najlepszych programistów a także hakerów... wszystko miało zostać zbadane i zadbane.. nie mogło być pomyłek... wszyscy musieli być w pełni gotowości...
Wszystkie osoby otrzymały niezbędne informacje.. każdy wiedział aby nie panikować, aby się nie irytować.. aby zachować spokój... w dalszym ciągu monitorowano tę przedziwną sytuację...
Wszyscy byli w skupieniu i w gotowości.. nie wiedzieli co sądzić.. każdy żałował że Cesarzowej nie ma na miejscu..

Isabella słyszała słowa Vanghara.. mruknęła.. jęknęła seksownie i namiętnie.. poprawiła w tej chwili swoją pozycję na kolanach między nogami Admirała... jej buzia jeszcze lepiej się nachyliła nad jego sprzętem... popatrzyła mu ostatni raz w oczy, a po chwili całkowicie oddała się temu co robiła... wzięła do buzi jego sprzęt... chciala mu zrobic jak najlepiej.. chciala aby był zadowolony... zaczęła mu niezwykle intensywnie ciągnąc i ssać... operować językiem i ustami... niesaowicie mocno zmoczyła jego sprzęt swoją śliną.. zaczęła mu intensywnie ssać i ciągnąć... starała sie robić jak najlepiej...
Isabella zakrztusiła sie po chwili lekko i wyciagnęła na moment z buzi jego sprzęt.. odetchnęła szybko.. zerknęła na niego
- Wybacz... - powiedziała szybko i ulegle a po chwili pocałowała z kilku stron jego sprzęt.. po chwili ponownie wzięła do buzi... zaczęła mu ponownie aksamitnie stopniowo mocniej ciągnąć i bardziej rytmicznie ssać.. Vanghar poczuł że jego sprzęt stopniowo trafia coraz to głębiej... Isabella zaś zaczęła bardziej kontrolować swoje oddychanie... Vanghar doprawdy miał idealny widok.. usta Isabelli, jej buzia, jej włosy, jej nagi wypięty tyłeczek.. jej kolana, szpilki, biżuteria.. jej idealny zapach.. między jego kolanami.. ulegle... młodsza od niego dziewczyna... swoją dłonią przesunęła lekko po jego udzie a po chwili delikatnie i wolno zaczęła także masować jego jaja ręką.. poczuła jak bardzo jest wypełniony... doprawdy 12 lat... jego sprzęt zaś nieustannie coraz mocniej ssała.. po chwili pierwszy raz wzięła znacznie glębiej do swojego gardła niż przed chwilą..... od razu jęknęła ulegle i pokornie czując to..
Przekierowanie