MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Isabella stresowała się.. czuła ciarki i dreszcze na ciele... zaczęła gładzić nerwowo swoje piękne włosy...
- Jaa.. - jęknęła łamiącym się tonem - Nie oszukam was chłopaki.. o to się nie martwcie.. - mruknęła
- W moje pewne prywatne miejsce.. tylko moje.. - mruknęła - Może wy macie jakieś propozycje co mogłabym zaoferować.. - jęknęła coraz bardziej uległym tonem...
Neloth w towarzystwie Wojny udał się na balkon swojego zamku... Wyraźnie usłyszał wybuchy... Instynktownie zaczął się rozglądać po okolicy.
- Co? Co się dzieje? Wojska Cesarskie? - ryknął wytrzeszczają oczy.
- Nie... - odparł Wojna podchodząc bliżej - Wyczułbym ich...
- W takim razie co... - zaczął Neloth jednak nie dokończył.. Zorientował się że owe odgłosy wybuchów dobiegają z portu - CHOLERA! To ten idiota...
Król Elfy nie ukrywał swojej wściekłości.. Uderzył pięścią w balustradę swojego balkonu.. Wielki dym unosił się prosto z portu w Daggerfall.. systemy artyleryjskie tam umieszczone pogrążyły się w ogniu... Defensywa legła w gruzach.. Flota Admirała nacierała nieustannie nie przerywając ostrzału... Elfy broniące portu były kompletnie bezradne... Siła ognia kierowana z morza byłą zbyt duża...
- Dlaczego tu tak stoisz? Dlaczego nie reagujesz.. Mówiłem Ci.. pozbądź się go! - krzyknął Neloth w stronę Wojny
- To nie jest moja sprawa... - odparł Wojna mrocznym tonem - Wewnętrzne konflikty i problemy z personelem są w twoim zakresie działania Królu... Ja mogę ci jedynie pomagać w kwestiach wojny z Isabellą...
- Tss.... - syknął wściekły Neloth. Chciał coś powiedzieć ale ugryzł się w język... Nie chciał zdenerwować Demona swoimi słowami... Nie wiedział bowiem jak by ten zareagował... przełknął ślinę nerwowo na samą myśl... - Tak.... racja... To.. moja sprawa...
Wojna parsknął pod nosem i bez słowa odwrócił się wracając do środka zamku... Neloth w tej kwestii musiał działać sam... Musiał znalezc sposób aby uratować swoją skóre i odzyskać poparcie które systematycznie tracił...


Chłopacy wzajemnie popatrzyli na siebie. Pokiwali głowami..
- Myślę, że możemy dojść do pewnego porozumienia... - rzekł Aaron spokojnym tonem opierając się wygodnie na swoim krześle - Przede wszystkim jednak musimy się trzymać zasad gry... Dlatego też niestety ale swoją ostatnią część garderoby musisz zdjąć tutaj.... Mozemy się jednak zgodzić na to, że owe zdjęcia na które się umówiliśmy zrobimy gdzie indziej... Pierwotnie miały być robione tutaj więc idziemy Ci na rękę w tym zakresie... To już duże ustępstwo...
- Zgadza się... - rzekł David - Nie mozemy teraz pod koniec łamać ustalonych reguł... zresztą podczas ostatniej rundy chciałaś na oszukać gdzie nie zwracaliśmy na to uwagi... To bardzo nieodpowiednie zachowanie z twojej strony...
- Ta.. - mruknął Leo patrząc na Isabelle swoim przenikliwym wzrokiem - Na pewno musisz nam wynagrodzić to czymś jeszcze....
Tymczasem tłum w kawiarni nadal naciskał na Cesarzową... Z sekundy na sekundę coraz mocniej... Wszyscy chcieli zobaczyć jej ciało w pełnej okazałości... Meżczyzni w szczególności... Tymczasem Kelnerka która do tej pory roznosiła napoje i desery po lokalu, teraz mocno sie speszyła całą tą sytuacją i uciekła na zaplecze... Nie chciała brać w tym udziału...
Isabelli oczy się zaszkliły.. jej ciało drżało.. czuła stres.. duży.. rozejrzała się lekko po knajpie.. jej umysł i myśli buzowały.. jej oczy się zaszkliły..
- Poczekajcie.. proszę... - jęknęła uległym tonem a jej głowa opadła na stół... pokręciła lekko... jej oczy się szkliły...
Po chwili uniosła głowę.. zakryła twarz dłońmi...
- Poczekajcie.. chłopaki.. polubiłam Was.. pozwólcie mi zrobić to tam gdzie nas teleportuję.. tutaj.. ja... ci ludzie.. oni nie mogą... to za dużo.. - jęczała - Wynagrodzę wam to.. obiecuję.. wynagrodzę bardzo.. - jęczała mocno w emocjach
Isabella była speszona.. spojrzała na Aarona..
- proszę pozwólcie mi to zrobić tam gdzie nas teleportuje.. wynagrodze wam to.. wynagrodze wam też moja próbę oszustwa...- jęknęła, jej oczy były zaszklone ze stresu i strachu..
Cała trójka popatrzyła poważnym wzrokiem na Isabelle.. Spoglądali na jej żałosne zachowanie.. na jej ciało również... Aaron rzucił też krótkie spojrzenie na zebrane w kawiarni osoby. Zmrużył oczy... W rzeczy samej dużo osób czekało na ten moment... Wszystko jednak wskazywało że Isabelle tego nie zrobi... za bardzo się wstydziła..
- A wiec to tak... - rzekł po chwili Aaron poważnym tonem - Nie chcesz wykonać kary za przegraną w tym miejscu... nawet pomimo żałosnej próby oszustwa... i nawet pomimo iż sama ustalałaś zasady gry i lokalizacje... Chcesz nas zamiast tego wziąć w inne, nieznane nam miejsce...
Leo i David spojrzeli w tym momencie na Aarona... Wszystko wskazywało na to ze doszli do wspólnej konkluzji...
- W takim razie odmawiamy... - rzekł Aaron po chwili w imieniu swoim i swoich kolegów - Nie chcemy nic więcej od ciebie...
W tym samym momencie Leo wziął pieniądze i zabrał te które należały do nich... Część z nich która wyciągnęła Isabella zostawił na stole.
Po chwili cała trójka wstała z krzeseł.. Aaron ubrał z powrotem spodnie które wcześniej musiał zdjąć przez przegraną rundę... Gra i tak dobiegła końca...
- Wracamy chłopaki... nic tu po nas... To była strata czasu... - rzekł Aaron obojętnym tonem..
David i Leo pokiwali głowami... Wszyscy w kawiarni popatrzyli na nich zaskoczeni.. Wszystko wskazywało na to że to koniec. Wielu z nich było zawiedzionych... Pochowali telefony...
Bitwa o Olympus nadal trwała... Zarówno legiony pod dowództwem Cassahsa jak i elfy które zdobyły miasto nie zamierzały ustąpić... Straty po obu stronach były horrendalne... Bombardowania niszczył działa obu stron i pogrążały w chaosie całą okolice.. Dym od ognia przysłaniał niebo....


Protesty nie ustępowały... Pomimo iż jeden z tych który napotkał na Isabella zdołał się rozejść, to pozostałe nadal maszerowały i wyrażały swoje niezadowolenie... Wiele ulic w Arkham było zablokowanych przez co ludzie nie mogli wrócić z pracy do swoich domów.. Korki ciągnęły się kilometrami... Drogi stawały sie nieprzejezdne...
Podobna sytuacja miała miejsce w innych miastach... Wszyscy wyrażali swoje niezadowolenie z podjętych ostatnio przez Isabelle decyzji...
W telewizji i w mediach społecznościowych organizowano sondaże które potem publikowano w wiadomościach informacyjnych... Jak sie okazało prawie 52% badanych wyrażało negatywną opinie względem decyzji Cesarzowej.... 30% wyrażało swoje poparcie, natomiast pozostałe 18% było niezdecydowanych bądź obojętnych...


Demon Wojna natomiast zgodnie z tym co powiedział, nie zamierzał się angażować w problemy wewnętrzne Królestwa Elfów... Sprawa pomiędzy Nelothem a Vangharem nie była jego problemem... Miał inne sprawy na głowie... Aktualnie zamierzał prześledzić jeszcze raz sytuacje na froncie... Wiedział o tym, że wojska Cesarzowej tymczasowo sie wycofały aby odzyskać stracone miasta... Ciekawiło go co wpłynęło na taką ich nagłą zmianę decyzji o zawieszeniu dalszego ataku... Aczkolwiek nawet pomimo tego jego plan szedł niezwykle pomyślnie... Niebawem miał zapanować zmrok co da mu możliwość wysłania ponownie armii wampirów na front... Już miał nawet pomysł gdzie je wysłać... Teraz gdy Wojska Cesarskie straciły tak wielu wezyrów były znacznie osłabione... Wojna zamierzał to w pełni wykorzystać...


Tymczasem Yunna po tym jak wróciła do swojej komnaty zdecydowała się umyć i przebrać w świeże ubrania.. Jej dotychczasowa sukienka była przemoczona po tym jak Pellar pchnął ją do sadzawki... Zdjęła ją więc czym prędzej i rzuciła na bok... Podobnie postąpiła z resztą swojego ubioru, w tym także i bielizną... W międzyczasie gdy woda nalewała się do wanny, Yunna stanęła przed dużym lustrem spoglądając na siebie i swoje ciało... Zdecydowanie nie można było jej narzucić czegokolwiek.... Jej ciało było praktycznie idealne godne tytułu księżniczki... posiadała w końcu zgrabną figurę o której większość kobiecych istot mogłaby pomarzyć... jej skóra byłą niezwykle gładka, a oczy błyszczały jak oszlifowane kryształy czerwonych rubinów... Nogi jak u modelki, a piersi choć nie należały do największych to również były w jej odczuciu niezwykłe ważnym atutem... Wygląd zewnętrzny był dla niej niezwykle istotny.... w szczególności teraz po swojej przemianie w wampira czuła nieustanną potrzebę prezentowania się przed innymi w stanie doskonałym... przede wszystkim przed Lordem Ignathirem który ją tutaj sprowadził.... Czuła do niego niesamowite przywiązanie mimo iż nie znali się długo... Czy to przez to że była wampirem? Być może, ale najzwyczajniej nie mogła się mu oprzeć... Chciała mieć go tylko dla siebie...
Jej obsesja jedynie się pogłębiała z każdą chwilą.... Niestety do tej pory nie była w stanie sprawić aby nieumarły arcymag spojrzał na nią z zainteresowaniem.... Zastanawiało ją to... Czy czegoś jej brakowało? Czy coś robiła źle? Nie.... to nie było możliwe... Przecież do tej pory robiła wszystko co ten jej rozkazał... robiła wszystko dla niego...
Sama myśl o tym że mogłaby z nim w przyszłości dzielić łoże nakręcała ją niesamowicie... Przeszedł ją aż lekki dreszcz z ekscytacji...
Yunna szybko otrząsnęła się ze swoich myśli widząc że wanna się już napełniła wodą... Lekko westchnęła pod nosem po czym weszła do niej pierw jedna noga, potem drugą... Zanurzyła się w niej i oparła plecami o krawędź... Na chwile przymknęła swoje oczy... Wiedziała że to dopiero początek, że wszystko jeszcze przed nią. Jesli nie dziś to jutro... Nadejdzie dzień w którym zdobędzie jego uwagę...
Jej humor szybko jednak został popsuty... Przypomniała sobie dlaczego właściwie wylądowała w swojej łazience... Dlaczego jej ubrania były przemoczone.... Tak... To była w końcu wina Pellara... jednak też nie do końca... Właściwie to była jej wina... Pellar zrobił to aby wymierzyć jej karę, choć prawdę mówiąc jego słowa w nią wymierzone była bardziej raniące niż czyny...
W tej chwili zgięła nieco swoje nogi i owinęła ręce wokół kolan.. Jej twarz zanurkowała miedzy nogami...
Yunna nie miała zbytnio pomysłu jak rozpocząć kolejną rozmowę ze swoim bratem... Nie wiedziała co właściwie powinna powiedzieć aby ten nie zamknął przed nią drzwi, aby wysłuchał ją do końca.... Poczucie winy nieustannie na niej ciążyło... Zaczynała rozumieć, że popełniła wiele błędów.... Była zdrajczynią która doprowadziła do upadku własne królestwo... Myślała, że jeśli zdobędzie to co bedzie chciała to odżyje od nowa....Poczuje prawdziwą radość.... aczkolwiek przez to, że zabijała po drodze wszystkich jej najbliższych, była do tego niezdolna... Czuła się kompletnie osamotniona...
Isabella po chwili westchnęła.. zerknęła za chłopakami i pokiwała głową.. zdawała sobie sprawę że nieco ich wykiwała.. no ale była gotowa na więcej.. chociaż i tak czas ją goni.. ma plan w głowie krok po kroku.. westchnęła lekko wstając od stołu.. chwyciła swoje rzeczy, kolczyki i wszystko co zdjęła.. zerknęła raz jeszcze na trzech chłopaków.. to co z nią robili... było dosyć dziwne.. nie spodziewała się tego.. sądziła jednak że już nigdy się nie spotkają, chłopaki zdołali zobaczyć jej ciało i piersi.. wiedziała jednak że nic więcej nie zyskają.. nie sadziła że spotka ich jeszcze kiedyś.. kiwnęła głową.. po chwili pstryknęła palcami i teleportowała się..
Cesarzowa pojawiła się w Świątyni Ignathira... tuż przy drzwiach w środku.. nabrała powietrza w płuca.. jęknęła.. machnęła dłonią i zamknęła drzwi wejściowe na klucz dla pewności, chociaż wiedziała że i tak nikt nieproszony nie moze tu wejśc... pokiwała głową i przeszła kawałek... dotarła po chwili tuż pod podobiznę samego Ignathira.. spojrzała na nią..
Położyła swoje ubrania na ziemi stojąc przed podobizną Ignathira w samych majteczkach.. wiedziała że i tak nikt tu nie wtargnie... była więc prawie nago.. zmrużyła oczy spokojnie się wpatrując..
Aaron, Leo i David wspólnie opuścili kawiarnie. Nie byli zadowoleni z całej sytuacji jaka miała miejsce... Cesarzowa Isabella nie dotrzymała danego im słowa... Oszukała ich... Nie wypełniła swoich obietnic i nie wykonała kary za przegraną... Za wszelką cene próbowała ją odwlekać i wymyślać swoje kolejne warunki... Doskonale wiedzieli, że nie mogli tego tak zostawić... zamierzali się zemścić pewnego dnia gdy nadejdzie ku temu okazja... Wiedzieli bowiem, że do tego czasu ich zmarli przyjaciele nie zaznają spokoju... Musieli ich pomścić... Pomścić ich bezsensowną śmierć w tej bezsensownej wojnie... Chcieli upokorzyć Isabelle za jej działania... Dziś jednak im sie to nie udało...
- Pewnego dnia..... - rzekł Aaron pod nosem kiwając głową - Pewnego dnia...
Cała trójka udała się w kierunku centrum miasta gdzie znajdowały się ich mieszkania...
Isabella zbliżyła się krok jeszcze bliżej podobizny Ignathira... jej wzrok skierowany był prosto w jego twarz, nie odrywała wzroku ani na moment... po chwili westchnęła lekko...
- Ignathirze.. twoja posłuszna, uległa Isabella.. zbłądziła.. - jęknęła po chwili rozpoczynając.. w tej chwili uklęknęła na kolana przed poboizną Ignathira...
- Pierwszy raz.. od tak wielu lat... ja.. trochę się pogubiłam.. - jęknęła klęcząc i patrząc cały czas w twarz podobizny Ignathira...
- Moja głowa.. nie wiem.. mam taki mętlik... zawsze umiałam poukładać myśli, ułożyć efektowny i perfekcyjny plan.. a teraz.. czuję burzę.. a przez chory głos i wizje w głowie upadłam i straciłam przytomność już kilka razy... nie wiem co to.. ja.. pierwszy raz od dawna przez to poczułam... strach.. kilka osób próbowało zaglądać mi do głowy... nikt jednak nie potrafił stwierdzić co to jest.. - mówiła Cesarzowa a jej oczy się zaszkliły
- Chcę żebyś wiedział... że zawsze.. ale to zawsze, pomimo słabości czy natłoku emocji, posłuszni jesteśmy wobec ciebie.. ja i Lorenzo... wiesz że ja czyli matka twego jedynego syna i potomka.. klęczę przed tobą.. jestem ci wdzięczna za wszystko.. zawsze cię słucham.. nigdy ci się nie sprzeciwię.. ja wiem że ty to wiesz.. - jęknęła nie odrywając wzroku...
- Ignathirze.. wiem ze ci na mnie nie zależy.. - powiedziała a z jej oczu pociekły łzy - Ale.. czuję.. tak bardzo czuję że tęsknię za tobą.. marzę.. ja.. matka twojego syna.. jestem w tobie zakochana.. nadal.. oddałam ci wtedy swoje dziewictwo.. tylko tobie.. dałam ci potomka.. wiernie spełniam wszystko w krainie.. jestem ci pokorna, wierna.. - jęczała
- Rozumiem.. popełniłam błędy.. zaczynam sobie zdawać sprawę.. ale.. postaram się to naprawić.. jak najlepiej.. - mówiła - Ostatnio czuję się jakbym była zagubioną owcą.. mam wizje w głowie i ten głos..... Ignathirze.. nikt nie umie mi z tym pomóc.. nikt... na pewno tylko ty byś potrafił.. tylko ty byś umiał.. popełniam ostatnio błędy.. - jęknęła
Jej oczy zrobiły się bardziej mokre od łez.. po chwili jej ręka zaczęła wolno sunąć po udzie, a następnie powędrowała między nogi.. zsunęła w tej chwili lekko swoje majteczki.. po chwili przymknęła oczy i nadal klęcząc zaczęła robić sobie delikatnie i wolno dobrze palcami.. zaczęła lekko jęczeć tuż przed podobizną Ignathira.. lekkie, pojedyncze i wolne jęki... zaczęła oddychać nieco szybciej...
W tym samym czasie bitwa o port w Daggerfall nadał trwała... Okręty Admirała Vanghara zbliżały się do brzegu nie zatrzymując się nawet na chwile.... Pomimo oporu ze strony sił wysłanych przez Nelotha, to nie były w stanie powstrzymać siły ognia całej floty.. Ich obrona kompletnie została załamana a elfy musiały się wycofać na lepsze pozycje...
Wieści o porażce dotarły do Nelotha bardzo szybko.. Jego wściekłość przekraczała wszelkie granice... Nie dość że musiał walczyc z Isabellą to jeszcze ze zdrajcami we własnych szeregach..
- JAKIM CUDEM.... JAK?! - ryczał Neloth wytrzeszczając oczy na swoich generałów którzy przynieśli mu właśnie wieści o kapitulacji portu
Generałowie z opuszczonymi głowami nie byli w stanie nic powiedzieć na swoją obronę..
- Jesteście bezużyteczni! Pozwoliliście temu zdrajcy zająć port! - powiedział Neloth - Jeśli zaraz nie przyniesie mi jego głowy to wszystkich was każe ściąć! JUŻ! NATYCHMIAST! WYKONAĆ! PRECZ MI Z OCZU!
Generałowie pokłonili się na pospiesznie opuścili sale tronową króla... Gdy tylko zniknęli Neloth zacisnął pieści... Nie był w stanie pojąć jak Vanghar śmiał się mu sprzeciwić... Jak postanowił stawić mu czoła i sięgnąć po koronę... Neloth nie zamierzał jej oddawać nikomu... Uważał że jest w pełni godny swojego stanowiska... Przejął je w końcu dawno temu po śmierci ówczesnego króla Mefisto... Tylko jemu się należał tron...

Tymczasem okręt flagowy Vanghara zacumował w porcie po tym jak siły Nelotha wycofały sie w głąb miasta.. Jego partyzanci przejęli port na własność.. Vanghar idąc po kładce zszedł na molo i ze schowanymi za plecy dłońmi przeszedł sie kawałek obserwując dokonane zniszczenia. Pokiwał wolno głową...
Kilkoro żołnierzy podeszło do niego i zasalutowało w jego stronę.
- Wielki Admirale... Port został zgodnie z twoimi oczekiwaniami przejęty...
Vanghar mruknął pod nosem.
- Dobrze.... doskonale... - rzekł z szyderczym uśmiechem na twarzy - Już niebawem wykurzymy tego tchórza z zamku... Wielka szkoda że kosztem tak dużych zniszczeń i tak wartościowego sprzętu...
- Sir.. Otrzymaliśmy przekaz z Obozu Matlava... Dowództwo wyspy wysłało prawie dwadzieścia okretów z tysiącami żołnierzy.. kazdy z nich gotowy do walki... Wszyscy zamierzają Cię wesprzeć w boju w celu obalenia króla.. Dopłyną tutaj za parę godzin...
Vanghar zaśmiał sie pod nosem i poklepał zołnierza po ramieniu
- Wszystko wskazuje na to, że Isabella bedzie zmuszona paktować ze mną bo Neloth bedzie gryzł piach... - rzekł zadowolonym głosem po czym obrócił swój wzrok w stronę miasta...


Szefowa i ożywiony z martwych zaledwie godzinę temu legendarny Amon rozmawiali ze soba na osobności.... Wszyscy naukowcy na polecenie Szefowej wyszli z pomieszczenia... Teraz gdy pozostali sami, kobieta zaczeła mu opowiadać szczegóły o tym co wydarzyło się przez ostatnie dwadzieścia lat jego nieobecności... Przekazywała mu wszystkie szczegóły o których miała jakiekolwiek pojęcie... w tym też o jej całym planie i umowie z arystokratami... Amon nie mówił nic... Jedynie słuchał w milczeniu... Słuchał i zapamiętywał każde jej słowo i zdanie... Mimo tego iż jego umysł dopiero zaczynał pracować, to już układała sie w nim wizja tego co zamierzał zrealizować.... Nie planował popełnić tych samych błędów... Zamierzał działać inaczej... Nie spieszył się... Nie miał w końcu do tego żadnego powodu.... Wiedział, że czas działa na jego korzyść...


Tymczasem Ignathir przebywał aktualnie w swojej komnacie... Nie miał pojęcia co dzieje sie w Magicznym Wymiarze gdyż nie śledził wydarzeń które się tam działy... Z tyłu głowy cały czas miał jednak świadomość o demonach które przedostały się tam z wymiaru Akatosha... Kwestia jego syna również nie dawała mu spokoju po tym co usłyszał niedawno w wiadomości od Lupus... Wiedział że nie moze tego tak zostawić...Miał pewne plany ale ze wszystkim czekał na powrót Ptolemego z wymiaru Altary... Do tej pory nie otrzymał od niego jeszcze żadnych szczegółowych informacji... Liczył jednak na dobre wieści...
Aktualnie Arcymag siedział na swoim łóżku w milczeniu... Korzystał z okazji, że miał odrobinę spokoju... Westchnął lekko... Przez krótki moment pomyślał o Isabelli i o tym jak dawno jej nie widział...
Isabella nie przestawała... miała przymknięte oczy.. nadal robiła sobie delikatnie dobrze palcami.. delikatnie sobie masowała.. jęczała raz po raz aksamitnie.. po chwili otworzyła lekko oczy zerkając na podobiznę Ignathira... w tej chwili chwyciła swoje majteczki i wyrzuciła przed siebie tuż nieopodal podobizny arcymaga... teraz była już w jego świątyni tuż przed jego podobizną całkowicie nago i jedynie w swej koronie na głowie.. Rzuciła swoje majteczki w kierunku podobizny.. w tej chwili opadła na ziemię całkowicie, na plecy i rozszerzyła mocniej swoje nogi.. w tej chwili zwiększyła intensywność.. jej palce zaczęły mocniej działać i wchodzić głębiej.. Isabella jęczała bardzo seksowne leżąc na ziemi z rozchylonymi nogami przed podobizną Ignathira.. jej nogi się mocno poruszały i drgały.. miała zamknięte oczy.. wchodziła w stan ekstazy i rozkoszy robiąc sobie dobrze... zaczęła mocniej oddychać... jej ciało pulsowało.. zaczęła mocniej jęczeć.. po chwili zaczęła seksownym tonem jęczeć imię samego arcymaga robiąc sobie coraz mocniej dobrze... nie mogła się opanować.. robiła sobie niesamowitą palcówkę..
- Ignathirze... Ignathirze... - pojękiwała raz po raz Cesarzowa nie przestając ani na moment.. czuła się coraz bardziej błogo.. jej oczy były przymknięte... nie mogła przestać... cały czas robiła sobie dobrze...
- Ignathirze.. jeśli mają mnie zniszczyć, pobić i poniżyć w tej krainie.. ktokolwiek... to natychmiast odbierz mi życie.. tutaj.. w twojej świątyni.. w twojej osobistej świątyni, której podczas panowania żadnego innego władcy nie było.. która została wzniesiona za mojego panowania.. jaa... przysięgałam.. przysięgałam że nikt mnie nie poniży.. że tylko ty.. bo ja.. należę do ciebie.. jestem twoja.. twoją wolę traktuję ponad wszystko.. ja chcę.. ja.. ja chcę klęczeć tylko przed tobą... - powiedziała niesamowicie namiętnym tonem kontynuując robienie sobie dobrze... krzyczała i jęczała coraz mocniej cały czas niesamowicie mocno działając palcami w sobie... niesamowicie mocno i szybko oddychała.. jej ciało drżało... jęczała bez przerwy leżąc przed podobizną.. czuła jak niesamowicie jest mokra.. czuła jak intensywnie robi sobie dobrze.. po chwili krzyknęła głośniej czując że zaczyna tryskać.. jej całe ciało drżało, była niesamowicie rozpalona i w ekstazie... w jej głowie robiło się niesamowicie błogo... poszła bardzo mocno na całość.. tutaj, w świątyni... tuż przed podobizną Ignathira..
Przekierowanie