MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Słysząc słowa Isabelli jeden z weteranów syknął gniewnie pod nosem. Jej bezczelność naprawdę zaczynała go coraz bardziej irytować. Isabella nie wydawał się rozumieć że jej uroda i założony przez siebie skąpy strój w żadnym stopniu jej nie pomagają... Elfy nie były w żadnym stopniu nią zainteresowane...
Vanghar w tej chwili otworzył wolno oczy.
- Chyba Ci się coś pomyliło Isabello Carraboth Bal... - rzekł poważnym tonem Admirał Vanghar - Nie jesteśmy na "ty"... nie jesteśmy przyjaciółmi ani nawet znajomymi... Z jakiej racji mam Ci prawić jakiekolwiek komplementy?
Po tych słowach popatrzył na weterana który siedział obok niego. Dostrzegł jego gniew... Szybko powrócił wzrokiem na Isabelle wpatrując się na nią przenikliwie.
- Masz jeszcze czelność prosto z mostu obrażać naszego zmarłego króla przed nami... Fakt, ja i on nie podążaliśmy tę samą ścieżką... w pewnym momencie stanęliśmy nawet przeciwko sobie... Nasze poglądy i polityczne wizje były zupełnie inne... Ale to nie znaczy że nie należy mu się szacunek... Zresztą ty i on wcale się od siebie nie różniliście.. Zarówno on jak i ty pogrążyliście sie w swoich własnych urojeniach i egoistycznych fantazjach które doprowadziły was do podejmowania idiotycznych decyzji..
Po tych słowach kiwnął wolno głową patrząc prosto w oczy Isabelli.
- Jesli chcesz aby te negocjacje się w ogóle rozpoczęły to zejdź ze stołu i siadaj na krzesło jak przystało na Cesarzową... Daje Ci bowiem szanse aby zacząć to spotkanie jeszcze raz... - dodał ostrzej Vanghar
Isabella słysząc słowa Vanghara otworzyła leciutko swoje usteczka i rozszerzyła aż nieco oczy... mocno odczuła jego ostry ton.. leciutki dreszczyk przeszedł jej ciało... w tej chwili poczuła że podoba jej się ostry ton Vanghara... nie wiedziała dlaczego.. aczkolwiek był zupełnie inny niż Neloth... jego charakter... jego słowa.. jego czyny.. jego dominacja... to jak się zachowywał... to jej się nie wiedziała dlaczego ale.. podobało.. chciała jednak pokazać że jego ton i słowa na nią działają.. po chwili po jego słowach pokiwała wolno głową.. wstała ze stołu i za moment odsunęła jedno z krzeseł i usiadła do stołu tuż naprzeciwko Vanghara.. nie była jednak mocno dosunięta do stołu... mieli nadal doskonały widok na jej outfit...
- Wybacz... Admirale Vangharze... za dużo powiedziałam i za bardzo się zagalopowałam... - jęknęła po chwili teraz już spokojnie siedząc na krześle... spojrzała w jego oczy.. położyła swoje dłonie na stole delikatnie...
Vanghar parsknął pod nosem. Sam fakt że musiał upominać Isabelle i przypominać jak powinna sie zachowywać był w jego oczach żałosny... Isabella zachowywała się dosłownie jak jakaś małolata która uważa że wszystko jej wolno bez żadnych konsekwencji... Nawet w obliczu sytuacji która wymagała powagi, ta nie potrafiła takowej zachować... Jej nastrój zmieniał się praktycznie co chwile... Vanghar i jego kompani byli w stanie to bardzo łatwo odczytać...
- Doprawdy uwielbiasz testować cierpliwość innych... - odparł cichszym tonem Vanghar poważnym tonem - Mniejsza jednak o to.... Mam nadzieje że teraz mozemy już zacząć...
Po tych słowach wyłożył obie dłonie na stół i skrzyżował palce obu dłoni...
- Przedstawianie się uznam za zbędne... Wiesz kim jestem... Aczkolwiek zapewne nie miałaś okazji poznać moich towarzyszy... Po mojej lewej jest mój przyjaciel oraz kapitan dowodzonej przez mnie floty... Argal Ver Terridon, a po prawej członek Najwyższej Rady Królestwa Elfów i mój wierny sojusznik - Eriohor Xanith... W rogu zaś stoi mag który nas tu przeniósł.. Na imię mu Vel Kalimos...
Kolejno gdy trójka lefów usłyszała swoje imię wypowiedziane przez Vanghara kiwnęli głowami spoglądając prosto na Isabelle...
- Teraz gdy mamy to już za sobą przejdźmy do konkretów... - zaczął Admirał po chwili ciszy - Każdy z nas dobrze wie dlaczego tu jesteśmy i po co...
Isabella uważnie słuchała słów Vanghara... gdy przemawiał jej wzrok sunął po całej trójce mężczyzn którą jej przedstawiał... nie uśmiechała się.. zachowywała powagę... miała w sobie sporo emocji... chciałaby z Vangharem bardziej na wesoło, jednak nie.. nie ten moment... miała plan.. sądziła że w późniejszej fazie.. będzie nieco weselej.. skrywała jednak wszystko w swym umyśle... na ten moment poważnie siedziała przy stoliku... jej mina poważna.. jej piękne czerwone usteczka były mocno widoczne.. mocno wilgotne.. seksowne.. kiwała wolno głową..
- Rozumiem.. Witajcie Panowie.. Witaj Eriohorze... Witaj Velu... Witaj Argalu... - przemówiła Isabella - Miło mi Was poznać.. wiem że mnie nie lubicie.. ech.. wiem.. dlatego przyjmijcie proszę moje przeprosiny... za to co uczyniłam wobec was Panowie.. - mruknęła...
W tej chwili jej wzrok zawisł na Vangharze..
- Zgadza się Admirale Vangharze... jesteśmy tutaj aby ustalić ważne rzeczy... - mruknęła - Jestem gotowa wysłuchać wszystkiego.. co tylko mi powiesz... jestem ciekawa co mi powiesz.. jestem ciekawa Ciebie... sądziłam może że.. też przyjdziesz tutaj sam, tak jak ja... taki odważny i silny mężczyzna... - mruknęła nieco aksamitnie... - Chociaż obecność twoich kompanów jest.. jak najbardziej... zasadna... aczkolwiek myślałam że będziemy sam na sam... - mruknęła nieco ponętnie...
- Twoje przeprosiny niczego nie zmienią.... - odparł Eriohor mocnym tonem po czym przymknął swoje oczy.
Vanghar pokiwał wolno głową po czym zmrużył swoje oczy.
- Wygląda na to ze twój tok myślenia nadal nie jest w odpowiednym miejscu... - odparł Vanghar - Oczekujesz że przybędę w pojedynkę na spotkanie z krwawą dyktatorką gorszą od Malacatha która odpowiedzialna jest za śmierć milionów istnień?
Przecież mieliśmy być poważni Cesarzowo... Widzę jednak że ty nadal próbujesz pogrywać ze mną w gierki natury psychologicznej...
Argal siedzący z lewej strony w tym momencie szepnął coś do ucha Vangharowi. On mruknął jedynie pod nosem...
Isabella pogładziła leciutko swoją piękną dłonią swe wspaniałe i lśniące włosy... jej korona błysnęła niesamowitym blaskiem... pokiwała lekko głową..
- Ałć.. ała.. Vangharze... - jęknęła i zrobiła nieco smutną minkę.. - To boli.. - syknęła leciutko
- To co o mnie mówisz.. boli... - jęknęła - Nie mów tak.. - jęknęła i popatrzyła na Vanghara - Co tam sobie szepczecie?... - mruknęła - Wybacz.. już nie będę pogrywała... - dodała szybko chcąc okiełznać nieco atmosferę...
Admirał pokręcił głową słysząc słowa Isabelli...
- Boli? Jestem przekonany, że wszystkich twoich obywateli i zresztą też cały wymiar boli to dużo bardziej... - odpowiedział po czym wyciągnął z pod swojego mundura zdobioną teczkę i położył ją na stole.
Zarówno Argal jak i Eriohor popatrzyli na nią kątem oka. Wiedzieli co znajduje się w środku... Vanghar opuścił swój wzrok po czym położył swoją lewą dłoń na teczkę..
- Wystarczy tych podchodów... - powiedział mocniejszym tonem - W tej teczce znajduje się traktat pokojowy który za chwile Ci przedstawię... Znajdują się w nim nasze żądania względem Ciebie za wyrządzone dla naszego państwa i obywateli krzywdy... za wywołanie wojny i próby eksterminacji narodu z którego sama się przecież wywodzisz...
W tym momencie ponownie spojrzał prosto na Isabelle srogim wzrokiem..
- Jeśli naprawdę Ci zależy na pokoju pomiędzy naszymi narodami podpiszesz ten traktat na naszych oczach - rzekł Vanghar - Mam nadzieje, że rozumiesz to co powiedziałem Cesarzowo...
Isabella słuchała z uwagą każdego słowa Vanghara... bardzo... kiwnęła wolno głową.. uśmiechu nie było na jej twarzy.. była poważna... bardzo...
- Admirale... rozumiem.. - powiedziała patrząc na teczkę.. zdobioną.. TECZKĘ.. Isabella przełknęła ślinę na ten widok.. przeszedł ją dreszcz.. poczuła ciarki... nie wiedziała co Vanghar na nią tam szykuje, co tam ma.. jak bardzo chwyci ją za gardło, jak bardzo ją zdominuje... nie wiedziała...
- Vangharze.. - jęknęła patrząc na niego - Zależy... teraz zależy.. - mruknęła
- Rozumiem.. ale.. ja muszę wiedzieć.. wszystko.. co tam jest.. nie wiem co ty knujesz.. jesteś nieprzewidywalny... mój podpis... ja.. muszę przeczytać.. - jęczała stresując się lekko...
Vanghar rozłożył swoje ręce
- Ja miałbym coś knuć? No prosze....Po raz kolejny mnie obrażasz... - rzekł Vanghar - Jeśli ktokolwiek z nas miałaby coś tutaj knuć to ty... Widzę to nawet w twoich oczach... Ja jedynie daje ci szanse na odpokutowanie tego co uczyniłaś.... Z całego Królestwa jestem jedynym elfem który zdecydował się wyciągnąć w twoją stronę dłoń aby zawrzeć pokój... Ktokolwiek inny na moim miejscu najzwyczajniej wydałby na ciebie wyrok śmierci... Radzę Ci więc tej reki którą wyciągam nie opluwać...
Po tych słowach przysunął teczkę bliżej siebie i otworzył ją ukazując zawarty na papierze traktat pokojowy.. Następnie wyciągnął go i pochwycił w swoje ręce...
- Tak jak mówiłem wcześniej przeczytam Ci nasze żądania w skrócie aby Cie uświadomić... - powiedział po chwili Vanghar - Potem dam traktat w twoje ręce abyś mogła go sama przeczytać oraz podpisać...
Isabella uważnie słuchała słów Vanghara... przełknęła ślinę a jej ciało przeszył dreszcz... siedziała znacznie bardziej potulnie przy stole... nie szarżowała.. już przestała... jej oczy lekko się zaszkliły, tylko leciutko...
- Tak.. racja.. przepraszam.. Vangharze.. - jęknęła do admirała...
- Nic nie knuję... będziecie.... zadowoleni.. bardzo.. - mruknęła po chwili.. zerknęła za moment na jego ręce i traktat...
Isabella nabrała powietrza i odetchnęła po jego słowach... zaraz bowiem miał zacząć czytać.. zaczęła się stresować... bała się tego co usłyszy.. nie wiedziała czego się spodziewać... bardzo dawno już tak się nie czuła... poczuła się przytłoczona... zdominowana... siedziała potulnie na krześle...
- Rozumiem.. dobrze... Vangharze... przeczytaj.. ale.. ja.. - jęknęła patrząc mu uległym wzrokiem w oczy... przerwała jednak to co mówiła.. westchnęła i pokiwała głową.. - Przeczytaj... - powiedziała poważnie......
Przekierowanie