Śmierć pokiwał wolno głową widząc jak Wojna dokończył dzieła i unicestwił wezyra własnoręcznie.
- Ach.... Ten aromat martwego ciała i krwi... Nigdy mi się nie znudzi... - rzekł demon zadowolonym tonem
- Ci Słudzy Isabelli naprawdę myślą że są wielcy i potężni... - rzekł Wojna spoglądając na martwe ciało wezyra - Głupie i żałosne podrzędne istoty...
Zaraza tymczasem nic na to nie odpowiedział trzymając swój kostur spoglądał na swój wizier..
- Ilość pozyskanych informacji jest już raczej dla nas wystarczająca.... Pora przejść do konkretów... - dodał Wojna
- W rzeczy samej... - odpowiedział Zaraza a jego oczy błysnęły.. - ATAKUJCIE MOI SŁUDZY.... SZERZCIE PLAGĘ!...
Momentalnie wszystkie szczury które zostały wysłane do miasta Dallenor popadły w amok... Zaczeły wychodzić z ukryć i rozpoczeły atakowac przechodniów... wchodziły na nich.. gryzły.... roznosiły zarazę na szeroką skalę.... Efekty były praktycznie natychmiastowe... Plaga wzmocniona czarną magią demona powodowała natychmiastowe objawy... Miasto w kilka minut pogrążyło się w chaosie... Szczury zarażały kolejnych ludzi którzy umierali na środku ulicy... Choroba zbierała swoje żniwo w zastraszającym tempie...
Zaraza widząc to co się dzieje zaśmiał się szyderczo..
- Tak sie to robi... WIDZICIE?! - ryknął szaleńczym tonem - Tak się niszczy wszelkie stworzenie.... Moje wspaniałe szczurki....
Wojna i Śmierć popatrzyli na siebie nawzajem. Nic nie odpowiedzieli.. Zaraza po chwili spojrzał na ich dwójkę ponownie wyraźnie poirytowany
- DLACZEGO TU JESZCZE STOICIE? Mówiłem wam chyba co macie robić! RUSZAĆ SIĘ! - krzyknął demon i uderzył kosturem o ziemię
Wojna i Śmierć z nieco niezadowolonymi minami po kilku sekundach teleportowali się...
Neloth cały czas siedział w swoim zamku wyraźnie zdenerwowany całą sytuacją... Wojna zniknął juz jakiś czas temu i nie miał pojęcia kiedy wróci... Jego irytacja sięgała zenitu bowiem otrzymał informacje o tym że Halkret zostało odbity przez siły Cesarskie.. Wszystko wskazywało że ich dowództwo podjęło inne decyzje... Zamiast kontynuować dalszego nacisku frontu i przeć naprzód, Ci zdecydowali się zawrócić i odbijać miasta zdobyte przez siły Nelotha jakiś czas temu... Król Elfów zastanawiał sie nad tym co robić dalej póki wojska cesarskie były zajęte...
W tym samym momencie jednak do sali tronowej wparowało kilku wojskowych... Neloth natychmiast popatrzył w ich stronę mocno zdziwiony...
- Co... Co się dzieje? Jakim prawem wchodzicie tu bez pozwolenia?! - ryknął wściekle
Żołnierze pokłonili się przed jego obliczem..
- Panie... Otrzymaliśmy informacje od naszych zwiadowców z portu... zgodnie z przewidywaniami flota admirała Vanghara nadciąga od zachodu... Wszystko wskazuje na to że admirał nie zamierza sie cofnąć...
Neloth słysząc to zacisnął pięści...
- Macie zniszczyć jego flotę! NATYCHMIAST! - ryknął Neloth
Żołnierze popatrzyli na siebie nawzajem..
- Panie... nasze działa nie mają wystarczającego zasięgu aby dosięgnąć okręty jego floty... Obawiamy się że Admirał tez to wie...
- ARRRGHH! To wypłyńcie okrętami i strzelajcie gdy znajda się w zasięgu do jasnej cholery! - krzyknął Neloth - Vanghar nie ma prawa postawić nogi w Daggerfall! CZY TO JASNE?!
Żołnierze posłusznie pokiwali głowami i w natychmiastowym tempie wyszli z sali tronowej...
Tymczasem Entoma w towarzystwie tajemniczego mężczyzny pojawili się wspólnie w jego posiadłości... Pokojówka rozejrzała się po wnętrzu nadal kompletnie zaskoczona całą sytuacją... Z każdą chwilą w swojej głowie miała coraz to więcej nowych pytań na które nie otrzymywała żadnej odpowiedzi... Pomimo iż historia przedstawiana przez jegomościa wydawała się być prawdziwa i sensowna to nadal nie mogła mu jakoś w stu procentach zaufać... Mężczyzna wydawał się również to wiedzieć..
- Domyślam się, że mi nie ufasz... - rzekł mężczyzna spokojnym tonem stając przy klatce schodowej.. - Gdyby nasze role sie odwróciły z pewnością nie było by wielkiej różnicy...Zapewniam jednak, że swojego słowa dotrzymam...
Po tych słowach ruszył po schodach na górę.
Entoma spoglądała na niego przez chwile po czym udała się za nim...
Gdy weszli na piętro mężczyzna zatrzymał się przed drzwiami po lewej stronie korytarza. Wskazał na nie swoją dłonią.
- To tutaj.... - rzekł
Entoma podeszła bliżej... Jej oczy lekko błysnęły... W rzeczy samej czuła wyraźnie znajomą jej aure magiczną... To mogła byc tylko jedna osoba....
Mężczyzna otworzył drzwi przed pokojówką a ta weszła do środka... Od razu jej oczom ukazała się Lupus która leżała bezwładnie na łóżku...
Entoma instynktownie podbiegła do niej i położyła swój rękaw na jej czole.
- Lupus.... - powiedziała Entoma przerywanym tonem... Położyła swój rękaw na jej czole a po chwili na jej dłoni... Swoimi oczami oglądała jej ciało szukając jakichkolwiek ran bądź obrażeń... Nic takiego jednak nie znalazła...
- Nie musisz się obawiać.... - rzekł mężczyzna widząc zachowanie Entomy - Użyłem na niej pewnego zwoju leczniczego który znajdował się w mojej kolekcji... Gdy ją znalazłem była w opłakanym stanie... Demony musiały ją torturować... Gdybym przybył trochę później mogłoby sie to skończyć tragicznie.... Na szczęście jej rany się już zagoiły a oddech i puls wróciły do normy... Jest naprawdę silna... Jestem pewny że wyjdzie z tego...
Entoma wolno kiwnęła głową.
- Demony zaatakowały ją z zaskoczenia... Temu nie zdołała się obronić, uciec ani wezwać pomocy....- odparła Entoma - Mówiłam jej aby nie robiła niczego ryzykownego... TSSS.... Takie są potem rezultaty...
- Bez wątpienia panienka Lupus nie miała złych intencji... Chciała pomóc na swój sposób, aczkolwiek demony miały inne plany... - odparł mężczyzna poważnym tonem spoglądając na leżącą Lupus
- Dopadnę tego który to zrobił.... - odparła Entoma zabierając swój rękaw z dłoni Lupus - Zamorduje osobiście....
Mężczyzna rzucił swoje spojrzenie na małą pokojówkę.. Pogładził sie lekko po swojej brodzie.
- To niebezpieczne zadanie.... Jesteś pewna, że chcesz to zrobić sama? - zapytał mężczyzna
Entoma nie odpowiedziała... Spoglądała w milczeniu na swoją siostrę leżącą na łóżku...
- Hmm.. no jasne.. - odparła Isabella uśmiechając się
Kelnereczka wyciągnęła z tylnej kieszeni spodenek telefon, a po chwili schyliła się lekko przy Cesarzowej i pstryknęła sobie z nią kilka fotek...
- Dziękuję Pani! - piszczała podekscytowana głosem pełnym ekscytacji
- Nie ma sprawy.. - odparła Cesarzowa - Wezmę kawę i deser lodowy.. a także tiramisu.. - odparła po chwili Isabella
Kelnerki oczy błysnęły.. oblizała usta.. pokiwała głową.
- JASNE PANI! Już się robi.. - pisknęła dziewczynka z ekscytacji i pobiegła ogarnąć zamówienie
Isabella zaśmiała się lekko.. obserwowała otoczenie siędząc przy stoliczku.. puknęła kilka razy paznokciami w stolik... zmrużyła oczy.. westchnęła... rozmyślała...
Cassahs wraz z siłami gromadzili się nieopodal Olympus... Generałowie ustali przed Wampirem Wyższym..
- Wezyrze... jakie twe rozkazy...
- WALIĆ W NICH... najwyższa mobilizacja... rozszarpać ich... nie oszczędzać elfickich ścierw.. - syknął Cassahs...
Siły Cesarskie przybywały otaczając Olympus... wszyscy byli gotowi...
- MIAŻDŻYĆ ICH!!! - ryknięto... zawyły rogi... NAROBIONO SZUMU... PO CHWILI LEGIONY HUKNĘŁY W ZNAJDUJĄCE SIĘ W OLYMPUS ELFY... RUSZYLI NA NICH PEŁNĄ OFENSYWĄ...
Elfy stacjonujące pod Olympus natychmiast zareagowały na atak legionów zupełnie tak jakby się go wcześniej spodziewały... Zaczęły odpowiadać potężnymi atakami artylerii trafiając w gromady żołnierzy wroga.. Elfy nie zamierzały się poddać. Olympus było miastem które kosztowało je naprawdę duża aby podbić, nie zamierzały go oddać bez walki... sam wezyr Cassahs miał świadomość ze odbicie miasta nie bedzie proste... Elfy zabarykadowały sie we wnętrzu robiąc z niego swoja fortece i podejście dla legionów było niezwykle wymagające i trudne... Oblężenia miasta mogło trwać nawet długie godziny..
Tymczasem Wojna pojawił się z powrotem w Daggerfall prosto w zamku Nelotha. Król widząc jego przybycie nie ukrywał swojego zaskoczenia.
- Ho?? Jesteś?! Gdzies ty do cholery był?! Nie było cię długie godziny! - ryknął Neloth panicznym tonem
Wojna popatrzył na Nelotha obojętnym spojrzeniem.
- Moja obecność jest aż tak bardzo konieczna? - zapytał Wojna - Bylem zajęty.. mówiłem przecież że mam sprawy do załatwienia...
- No właśnie! Ty wychodzisz, a masz pojęcia co się dzieje?! - ryknął Neloth wywijając rękami
- Na przykład co? - zapytał Wojna
- Legiony Cesarskie odbiły właśnie Halkret, a ten skończony idiota Vanghar płynie na Daggerfall... Zamierza mnie obalić z tronu i przejąć władzę! Szaleniec i oportunista! ZDRAJCA!
Wojna nie odpowiedział.. Obserwował Nelotha w milczeniu.. Skrzyżował swoje ręce..
- Trzeba go jak najszybciej powstrzymać.... - jeknał Neloth - AAA WIEM! Ty sie tym zajmiesz! Pozbędziesz się go! Rozumiesz?! Teleportuj się tam na jego statek i go zarżnij!
Wojna ponownie nie odpowiedział.. Zaczał się zastanawiać nad tym czy przypadkiem ten cały Admirał Vanghar nie byłby lepszym kandydatem na władcę od Nelotha... Miał bowiem świadomość, że Neloth z kazda chwilą traci poparcie i uznanie zołnierzy gdy Vanghar jedynie zyskuje coraz to więcej sojuszników... Jezeli ta tendencja bedzie się utrzymywac to Neloth do kilku dni straci już kompletnie kontrolę... Pytanie jednak brzmiało czy warto było teraz zmieniać strony... Vanghar i jego separatystyczny ruch co prawda miał duże poparcie, jednak on sam jako marionetka nie byłby lepszy od Nelotha... Co więcej Wojna był przekonany, że trudniej byłoby go kontrolować... W przeciwieństwie do Nelotha był z krwi i kości wojownikiem a nie arystokratą...
Zabójcza plaga w Dallenor rozprzestrzeniała się coraz bardziej... Teraz nie sposób było juz tego zatrzymać... Ludzie wpadli w kompletną panikę... Zarażeni padali na ulicach martwi... Demon Zaraza obserwował to przez swój wizier niezwykle zadowolony... Niebawem miał aktywować kolejne ognisko plagi..
Tymczasem w wielu dużych miastach nadal trwały protesty i manifestacje... Ulice były nadal zablokowane... Ludzie krzyczeli i eksponowali swoje bannery domagając się zakończenia konfliktu... Nie byli zadowoleni z agresywnej polityki prowadzonej przez Cesarzową.. W Arkham, Balenkaram, Metis oraz Kilholde przede wszystkim było to widoczne... Protesty były transmitowane nawet w telewizji oraz w stacjach radiowych... Wieści o śmierci admirał Vanessy i wezyra Drakkana rozeszły się błyskawicznie po całym Cesarstwie... Ludzie byli wściekli.. Reporterzy z wiadomości rozmawiali z uczestnikami marszu na żywo..
- Jak wiele jeszcze istnień musi zginąć by Cesarzowa zaprzestała?! - krzyczał jeden z mężczyn
- To jest totalne przegięcie! Ta wojna musi się zakończyć i to natychmiast! - mówił ktoś inny
- Dość ludzi juz zginęło! Jak można do czegos takiego doprowadzić?!
Transmisja jednego z protestów była nadawana na żywo na telewizorze z kawiarni w której siedziała Isabella...
- Ryzyko zawsze istnieje... - odparła po chwili Entoma - Ja jednak jest gotowa je podjąć...
Mężczyzna który stał po drugiej stronie lóżka popatrzył na Entomę. Nabrał poważnej miny
- Czyż Lord Ignathir nie zakazał wam konfrontacji z tymi demonami? Przeciez jesli staniesz do walki to bedzie uznane za sprzeciw wobec woli naszego Pana... - rzekł mężczyzna
Entoma kiwnęła wolno głowa.
- Wiem to... - odparła pokojówka - Jestem jednak gotowa ponieść konsekwencje swojej niesubordynacji...
Męzczyzna popatrzył na nią w szoku... Otworzył lekko usta. Entoma skierowała na niego swoje spojrzenie...
- Więź pomiędzy wszystkimi siostrami jest nieprzerwana... - powiedziała Entoma - Lord Ignathir stworzył nas w ten sposób.... Nawet jesli oczywistym faktem jest to, że biologicznie każda z nas jest kompletnie innego gatunku i rasy to nasze umysły i serca zawsze będą zjednoczone.. Jesteśmy siostrami i nic tego nie zmieni.... Dlatego zniszczę demona który dopuścił sie tego czynu... Nie pozwolę aby to co uczynił uszło mu na sucho...
Mężczyzna odetchnął głęboko.
- Widzę, że nie powstrzymam Cię przed tym nie zależnie jak bardzo bym próbował...
W tym samym momencie oboje usłyszeli cichy jęk.. Natychmiast oboje popatrzyli w kierunku Lupus.. Rudowłosa zaczęła odzyskiwać przytomność... Zaczęła mrużyć oczami..
- Uch... Co.... - jęknęła cicho
- Lupus.... - powiedziała Entoma ponownie kładąc rękaw na jej dłoni. - Nie obawiaj się.. wszystko jest już w porządku... Jesteś bezpieczna... Jestem tutaj...
- En... Entoma... - mruknęła Lupus i obróciła lekko swój wzrok w jej stronę..
- Nie przemęczaj się... leż.. odpoczywaj... Niebawem dojdziesz do siebie.... - powiedziała Entoma
Lupus przymknęła z powrotem swoje oczy.. Jęknęła cicho pod nosem..
Cassahs był świadom.. wiedział... wiedział jednak także że musi odzyskać to miasto...
- ATAKUJCIE! - warknął.. jego wściekłość narastała...
Legiony uderzały.. próbowały wkroczyć.. zamierzano wyrżnąć elfy i odzyskać Olympus...
Isabella westchnęła i zerknęła w telewizor... wytrzeszczyła lekko oczy.. przygryzła lekko wargę.. stukała nerwowo paznokciami w stolik.. słyszała słowa w telewizorze.. widziała te obrzydliwe manifestacje...
- Nosz kur*a przestańcie.. - syknęła pod nosem sama do siebie kręcąc głową... pogładziła się po czole.. intensywnie rozmyślała o tym co tak właściwie się dzieje.. dlaczego tak się dzieje... jej ciało przeszedł lekki dreszcz... nigdy nie mogła stracić kontroli.. tylko nie to.. nigdy w życiu nie zamierzała zaznać utraty kontroli.. NIGDY... NIGDY!
Jej umysł huczał.. wprost huczał od myśli.. siedziała niespokojnie...
- Kur*a żałosne elfy... - syknęła.. - I te demony pożal się, obrzydliwe ścierwa... zniszczę to wszystko.. - syknęła uderzając w stolik... stała się zdenerwowana...
- Gnidy.. zaznacie mojej potęgi.. - syknęła kiwając głową.. zamierzała zaraz iść do swego skarbca po jeden z asów.. miała dosyć tych obrzydliwych sytuacji.. a jej mieszkańcy? Zawodzili ją coraz bardziej.. niedowierzała w to co widzi w TV.. obrzydzało ją to...
- Nosz co za łajdaki.. - syknęła patrząc w telewizor...
Kelenereczka zaraz podeszła... zaczęła ustawiać kawę, lody i tiramisu na stoliczku...
Elfy które przejęły kontrolę nad Olympus odpowiadały na agresje legionów Cesarskich... Nie zamierzały oddać miasta po dobroci... Wykorzystywały ukształtowanie tereny na własną korzyść i eliminowały swoją siłą ognia każdego który się zbliżył... Straty pojawiały się równomiernie po obu stronach...
Isabella nie była w kawiarni sama.. Było w niej kilka innych osób. Część z nich również śledziło wiadomości w telewizji. Gdy tylko wypowiedziała te słowa wszyscy natychmiast popatrzyli w jej stronę. Powiedziała bowiem to wystarczająco głośno aby inni to usłyszeli...
- Łajdaki? - rzekł jeden z mężczyzn - No proszę....Patrzcie tylko... Cesarzowa obraża własnych obywateli...
Pozostali nabrali wyraźnie poirytowanych wyrazów twarzy..
- Wstyd... Nie dość, że rozpoczęła wojnę i giną przez nią ludzie to jeszcze nie szanuje tych którzy wyrażają odmienne zdanie... - powiedziała jakaś kobieta
Kilku młodych chłopaków którzy siedzieli w kącie podnieśli się od stolika
- Przez twoją wojnę straciliśmy dwójkę kolegów! Zginęli na froncie siłą zaciągnięci do wojska! - rzekł wściekły
W tym samym czasie za oknem kawiarni przechodziła manifestacja... Ogromny tłum ludzi szedł ulicą wyrażając swoje niezadowolenie... Słychać było ich krzyki...
Isabella wytrzeszczyła lekko oczy... czuła że robi się tu coraz bardziej nieswojo, groźnie i niespokojnie... w tej chwili poczuła się otoczona i przytłoczona.. z każdej strony... przez wydarzenia w telewizorze, ludzi w knajpie, manifestacje na ulicy za oknem... przełknęła ślinę... po chwili wzięła łyka kawy i gryza tiramisu.. westchnęła chwilę po tym jak przełknęła.. i tak nie czuła smaku.. zrobiła nieco smutną minę..
Kelnerka widziała co się dzieje... przygryzła lekko paznokieć.. nie wiedziała co zrobić.. stała grzecznie w rogu...
Isabella po chwili wolno wstała z krzesła i zerknęła na jednego mężczyznę
- Gdyby nie ja nie byłoby żadnych kawiarni w których siedzicie ani nawet świata... - powiedziała wolno zerkając na zebranych w knajpie - Nie pamiętacie mrocznych czasów tej krainy... teraz macie wszystko co potrzeba... niesamowity świat... ciągle się rozwija.. no proszę was.. bądźcie wdzięczni.. - powiedziała szczerym tonem
Po chwili zerknęła na młodych chłopaków.. jej ciało przeszedł lekki dreszcz...
- Współczuję wam chłopcy straty kolegów... - odparła wolno - Jeśli zginęli to mogli się nie wychylać.. albo bardziej uważać.. - nie wytrzymała i dodała lekką uszczypliwość..
- Ale zapewniam was że nikt nie jest przecież brany na siłę.. nie zrobiłabym wam tego... - dodała po chwili.. nigdy nie zamierzała nikogo brać na siłę...
Cofnęła się kawałek..
- Wdzięczni? Za co? Za to że wszystkie firmy konkurencyjne do twojego Holdingu są zamykane a ludzie lądują na ulicy bez pracy? - rzekł mężczyzna wyraźnie poirytowanym tonem - Wdzięczni że rozpoczełaś inwazje na sąsiednie państwo i efekcie wiele miast zostało zniszczonych i napadniętych przez elfy w odwecie? Nie masz pojęcia co robisz, kompletnie zwariowałaś... Ilość niewinnych ludzi która zginęła to nie dziesiątki a setki tysięcy... Ciebie to jednak kompletnie nie obchodzi... Co z ciebie za władczyni?!
Inni ludzie w knajpie podnieśli się ze stołków.. Pokiwali głowami..
- Byłaś dobra władczynią to fakt... zbudowałaś wiele, ale teraz w zaledwie kilka dni niszczysz wszystko.. Wielu z nas pamięta przeszłość... Teraz to dobrze widać... To wszystko była jedna wielka ściema... Nie różnisz się niczym od Cecili czy Malacatha.. robisz to samo co oni... Stosujesz tą sama politykę... - rzekł inny
Chłopacy którzy siedzieli w kacie syknęli gniewnie na słowa Isabelli.. Mówiąc w ten sposób jedynie dolewała oliwę do ognia... Natychmiast podeszli do jej stolika..
- Jak śmiesz tak mówić!? Kompletny brak szacunku...- rzekł jeden z nich - To przez ciebie oni zginęli!
- Myślisz, że mozesz traktować przedmiotowo naszych zmarłych przyjaciół jak ich śmierć nie miała żadnego znaczenia? Za kogo ty się uważasz?! Myślisz że jak masz koronę na głowie to możesz wszystko?! Chyba Ci sie coś pomyliło...
Nastroje w kawiarni stawały sie coraz bardziej negatywne w stosunku do Isabelli. Jeden z siedzących w środku lokalu wybiegł na zewnątrz.
- EEJ! LUDZIE! CESARZOWA JEST TUTAJ! - ryknął na całe gardło..
Ludzie z manifestacji która przeszła natychmiast odwrócili się za siebie... Natychmiast zawrócili i ruszyli szybko z powrotem.. Po chwili byli już za oknem krzycząc i okazujac swoje niezadowolenie
Isabella otworzyła lekko usta i rozszerzyła oczy.. .zaczęła szybciej oddychać.. nie wierzyła w to co się dzieje.. czuła się niesamowicie przytłoczona.. poczuła lekki dreszcz na ciele.. kolejny...
Odsunęła się znowu kilka kroków do tyłu i oparła aż plecami i głową o ścianę..
- Przestańcie tak gadać.. to wszystko nie jest zgodne z prawdą.. - odparła szybciej oddychając - Wojna była konieczna, planowali na nas uderzenia.. nie tylko elfy ale też i groźniejszy wróg.. - mówiła
- Nic nie niszczę... nie robię tak jak oni.. przewyższam ich wszystkich tysiąckrotnie.. - odparła
Zerknęła na młodych chłopaków...
- Chłopcy.. przestańcie.. naprawdę wam współczuję.. wybaczcie moją uszczypliwość.. ich śmierć nie powinna mieć miejsca.. postaram się to jakoś wynagrodzić.. - powiedziała przyciskając plecy do ściany.. pokręciła głową.. poczuła naprawdę duży niepokój... próbowała opanować oddech, zerknęła widząc co się dzieje za oknem..
Ludzie z manifestacji zaczęli wchodzić do środka.. zaczęli otaczać Isabelle.. Kelnerka uciekła na zaplecze..
- Patrzcie tylko, znowu zrzuca winę na innych gdy sama jest agresorem! - krzyknął ktoś z tłumu
- Tss... Zero szacunku do swoich poddanych... Traktuje ich przynęty i mięso armatnie aby realizować swoje egoistyczne cele! - powiedział ktoś inny..
- Wynagrodzić? Ciekawe w jaki sposób?! Jak chcesz wynagrodzić ich śmierć?! - rzekł jeden z chłopaków podchodząc bliżej
- Wstydź się! Twoi wezyrowie giną na froncie, żołnierze walczą a zwykli obywatele cierpią i konają w bombardowaniach, a ty jako główna przyczyna tego wszystkiego przychodzisz do kawiarni na kawę i ciastko!
Wściekłość i niezadowolenie ludzi sięgnęła zenitu... Nie dało się ich już uspokoić...
Entoma spoglądała na Lupus w milczeniu. Dopiero po chwili odwróciła swój wzrok na mężczyznę. Patrzyła na niego intensywnie i przenikliwie..
Mężczyzna poczuł na sobie jej wzrok... Wiedział dobrze o czym ta w tej chwili myśli..
- Domyślam się, że przyszedł czas... Dobrze więc... Odpowiem teraz na twoje pytania... - rzekł spokojnym tonem
- Jakim cudem.... znalazłeś Lupus? - zapytała Entoma
- Przebywam w Magicznym wymiarze już od dłuższego czasu... Wiedziałem o demonach tak samo jak i o waszym istnieniu...Wasza energia magiczna była mi dobrze znana... czułem ją codziennie nawet gdy była setki kilometrów dalej... Można rzec, że moje zmysły są niezwykle wyostrzone... w szczególności na energię magiczną.... Dla mnie żadne blokady nie są w stanie jej zakryć... Dlatego też gdy została porwana to nadal byłem w stanie ją zlokalizować... Wyczułem, że coś jest nie tak... że jej siły spadają w drastycznym tempie... Uznałem więc, że udam się na miejsce osobiście aby dowiedzieć się o co chodzi... Jak sie okazało w rzeczy samej moja pomoc była w tym wypadku niezbędna...
- Wyczulone zmysły.. huh... - powtórzyła ciszej Entoma
Entoma zastanawiała się nad jego słowami.. " Możliwość wyczuwania magicznej aury nawet gdy ta jest przez coś blokowana" Pokojówka myśląc o tym była pod wielkim wrażeniem.. Ona sama bowiem nie posiadała takiej umiejętności... Zaczynała powoli rozumieć że gdyby mężczyzna nie zareagował w porę i nie zainteresował się sprawą, to ona sama nie dotarła by do Lupus na czas...