Pellar spoglądał przez chwile na stojącą przy drzwiach od jego komnaty Yunne. Nie był zadowolony z jej obecności..
- Nie mamy o czym rozmawiać... - odparł twardym tonem Pellar - Ja powiedziałem już to co miałem powiedzieć... Twoją wersje tez już usłyszałem... Więcej nie potrzebuje nic wiedzieć...
W tym momencie miał już z powrotem zamknąć drzwi ale Yunna natychmiast zareagowała i pochwyciła równie drzwi swoją dłonią
- POCZEKAJ! - krzyknęła lekko przestraszonym tonem - Błagam.... Daj mi tylko chwile... Proszę...
Pellar syknął pod nosem... Poczuł dużą irytacje. Najchętniej zamknął by drzwi już teraz ale dostrzegł jej błagalny wzrok... Wbrew temu co do tej pory zaobserwował tym razem jej intencje wydawały się być szczere... Mimo wszystko skrzyżował obie ręce i spoglądał na nią ostrym spojrzeniem...
- Mów czego chcesz.... - rzekł Pellar - Byle szybko...
Yunna westchnęła głęboko. Opuściła lekko głowę...
- Mogę wejść do środka? - zapytała Yunna - Jesli nie masz nic przeciwko...
- Mam cię wpuścić tak po prostu? Niby dlaczego?
- Uch.... - jęknęła Yunna - Wiem że mi nie ufasz... Wiem że uważasz że jestem najgorsza i nie chcesz miec ze mną nic wspólnego.... ale... ja.... Ja nie chce tego zaakceptować...
- Sama wybrałaś taką drogę... Teraz za późno aby zawrócić... - odparł mrocznym tonem Pellar
- Tak... to prawda... Nie mogę cofnąć tego co uczyniłam... Twój gniew jest w pełni zrozumiały i nie zaprzeczam że jest tez w pełni adekwatny do całej sytuacji... Miałeś rację od początku... Przyznaje... popełniłam błąd...
Pellar nie odpowiedział.. W milczeniu spoglądał na Yunne..
- Żałuje, że poświeciłam wszystko dla swoich pragnień... Zapewne istniała inna droga którą mogłam obrać... ale.. wybrałam akurat tą... Tak bardzo skupiłam się na sobie, że nie dostrzegłam tego, że pogrążam się w kompletnej samotności.. Teraz... Teraz nie mam nikogo... Nie mam z kim rozmawiać... z kim podzielić sie swoimi przemyśleniami... Panuje jedynie nieustanna , grobowa cisza... Gdyby nie lord Ignathir to popadłabym już w kompletną rozpacz...
- Ostatecznie i tak zrobiłaś to wszystko dla niego... Zdradziłaś swój dom i rodzinę... - odparł Pellar
- Tak... Dobrze o tym wiesz... - powiedziała Yunna.. - Lord Ignathir jest.... jedyny w swoim rodzaju... Nie mogłabym się mu sprzeciwić...
- Sisyphusie.. DEMONY ją porwały.. należy jej pomóc.. - przemawiała Cesarzowa...
Czarny Rycerz zaciskał pięści...
- Natychmiast... Lupus... - jęczał.. zapragnął rudowłosej... czuł że jej potrzebuje...
- ISABELLO!!! RATUJMY JĄ! - wył...
Lorenzo natomiast pokiwał głową.. przemknął przez korytarze, a po chwili otworzył drzwi od komnaty rudowłosej Lupus... pokiwał głową zadowolony i zacierał ręce...
- No dobra... skoro ostatnio spędziliśmy wspólnie upojną noc... to ja sobie wezmę pamiątki.. - przemówił zadowolony... zaśmiał się... po chwili zaczął otwierać pierwszą szafę w komnacie rudowłosej Lupus..
- Dlaczego masz tak wielką obsesję na jego punkcie? Twoje zachowanie... nie jest normalne gdy On jest w pobliżu.. - rzekł Pellar
Yunna zmarszczyła brwi spoglądając w dół na podłogę..
- Cóż... Do końca sama nie wiem... Coś mnie do niego ciągnie... Jego potęga... jego moc bez jakichkolwiek granic... Fakt ze wybrał mnie ze wszystkich istot abym była częścią jego codzienności... To po prostu niesamowite... Zapewne ty też czujesz to samo... Zostałeś w końcu wskrzeszony... Otrzymałeś drugą szansę...
- Mhm... Być może... Ale nie czuje tego w takim stopniu jak ty... odparł Pellar - Mniejsza jednak o to...
Yunna w tym momencie z powrotem podniosła swój wzrok.. Przełknęła ślinę..
- Naprawdę żałuje tego co zrobiłam.. Fakt... Moje zachowanie było podłe i okrutne... Nie oczekuje, że mi wybaczysz... ale chciałabym Ci to jednak wynagrodzić... Chciałabym odzyskać brata...
Pellar odetchnął głęboko.. Jego gniew był teraz już nieco mniejszy.
- A ja chciałbym odnaleźć siostrę, którą powiedziano mi, że nadal żyje... - odparł Pellar poważnym tonem
Yunna słysząc to otworzyła szerzej oczy... Jej warga zadrgała...
- Przepraszam... - odparła a jej krwistoczerwone oczy zaszkliły się.. - Naprawdę... przepraszam...
W tym momencie pochyliła przed swoim bratem głowę. Pellar był lekko zaskoczony widząc jej zachowanie... Przez moment myslał nad całą tą sytuacją... Nie był pewny czy powinien jej wierzyć... ale, coś wewnątrz niego pragnęło aby to co mówiła Yunna było prawdą... Myślał przez jakiś czas nad tym co powinien zrobić...
- Az tak Ci zależy huh... - odparł Pellar kiwając lekko głową - Pytanie ile w tym prawdy....
- Wiem, że to wszystko wygląda dziwnie... W mojej głowie panuje aktualnie kompletny chaos... - powiedziała Yunna - Chciałabym sama zrozumieć swoje myśli i uczucia.... Ale.... jednego jestem pewna.... Pragnę odzyskać twoje zaufanie... Zrobię wszystko aby to uczynić...
Pellar spoglądał na Yunne słuchając jej słów.. Po chwili rozejrzał się po korytarzu sprawdzając czy nie ma nikogo w pobliżu.. Nie było jednak ani żywej duszy..
- Ech.... Dobra.... - rzekł nagle odsuwając sie nieco - Wejdź do środka... Porozmawiamy o szczegółach...
Yunna słysząc to od razu poczuła ogromną ulgę... istniała jednak szansa na to że mogła to jeszcze wszystko naprawić...
- Dziękuję.... naprawdę... dziękuję za tę możliwość... - odparła nieco radosnym tonem..
- Sisyphusie.. demony zdołały wygłuszyć swą obecność przy niej.. nie sposób namierzyć ich czy samej Lupus.. - jęknęła Isabella
Sisyphusa umysł szalał.. płonął... Lupus... czyżby mogła być płomyczkiem? W jego ciemnym korytarzu śmierci którym kroczy? Przez jego umysł przeleciało kilka myśli.. faktem było że już niebawem zamierza się zabić... że już niebawem się zabije.. aczkolwiek.. ona... ta dziewczyna.. przecież od razu wpadła mu w oko.. miała w sobie.. to coś... tą iskierkę.. coś niespotykanego, czego nie czuł wcześniej... czyżby ona.. mogła być jego... płomyczkiem... zaciskał pięści.. myślał intensywnie...
Isabella pokręciła głową...
- Tęsknię za nią.. te demony... ja... muszę ich zabić.. jak najszybciej... - jęknęła
Lorenzo zaśmiał się zacierając ręce... miał całą komnatę Lupus dla siebie... ależ był zadowolony... od razu dopadł do jej szafki z bielizną... zaczął przeglądać wszystko co posiadała... kiwał głową zadowolony...
- Dziwne że nie dałaś mi żadnych po naszej nocy, Lupus... w końcu jesteś już właściwie moja... muszę mieć pamiątki... ahhaha... - zaśmiał się buszując w jej szafce... był zadowolony że Lupus w końcu mu się oddała... teraz zamierzał zagarnąć dla siebie jedne jej majteczki...
Yunna zgodnie ze zezwoleniem Pellara weszła wolno do jego prywatnej komnaty. Wcześniej nie miała okazji tego zrobić...To był jej pierwszy raz. Rozglądała się po wnętrzu z uwagą... Zgodnie z jej oczekiwaniami Pellar nie korzystał z żadnych drogocennych dekoracji a celował bardziej w prostotę i wygodę... To co najbardziej się wyróżniało to bez wątpienia jego kolekcja różnych broni do walki wręcz którą eksponowała była na ścianach jego pokoju... Yunna dobrze pamiętała że jej brat był wojownikiem z krwi i kości... Zawsze uczestniczył w treningach i turniejach gdy tylko te się pojawiały... Był ceniony przez całe królestwo jako następca tronu..." Książe o niezwykłym potencjale"... Niestety... ta przyszłość została mu bezpowrotnie odebrana...
- W rzeczy samej.... tak jak przypuszczałam... Ten pokój w pełni obrazuje ciebie... - powiedziała Yunna kiwając lekko głową..
- Zapewne w twoim przypadku jest podobnie... sądzenie mnie z tego jest bezsensowne... - odpowiedział Pellar poważnym tonem
- Tak... aczkolwiek nie zamierzam cię sądzić z niczego... - odparła Yunna - Jak już to ja powinnam być sądzona...
Pellar parsknął pod nosem..
- Racja... Powiem wprost... nadal Ci nie ufam... - powiedział Pellar podchodząc do niej bliżej - Po tym wszystkim co słyszałem, po tym jak wielki był w tym twój udział to bardzo ciężko jest po prostu zapomnieć i udawać, że "było minęło"...
- Oczywiście.... w pełni to rozumiem... - odparła Yunna opuszczając wzrok - Przychodząc tu miałam świadomość, że zwykłe "przepraszam" nie wystarczy...
- W takim razie co zamierzasz zrobić? Jak chcesz mnie przekonać do tego, że się zmieniłaś? Jak chcesz sprawić abym wybaczył Ci masakrę jaką dokonałaś na swoich własnych poddanych i naszych rodzicach tylko po to by zrealizować swoje własne egoistyczne marzenia? Zamieniam się w słuch....
Yunna westchnęła pod nosem... Zmrużyła oczy..
- Ja.... nie wiem... - powiedziała słabym tonem. Bardzo chciała odpokutować swoje grzechy... Chciała wynagrodzić w jakiś sposób Pellarowi po tym jak go potraktowała... ale teraz gdy stanęła przed tym wyzwaniem, nie miała zbytnio pojęcia co zrobić...
Tymczasem Ignathir który przebywał w sali tronowej otrzymał właśnie kolejną wiadomość od Ptolemego..
- Lordzie Ignathir.... Wybacz, że musiałeś czekać... Jestem w wyznaczonym miejscu...
Ignathir mruknął pod nosem.. Jego oczy błysnęły. Natychmiast przyłożył swoją dłoń do głowy.
- Dobrze to słyszeć przyjacielu.... Otwieram portal... - odparł poprzez telepatię arcymag
Po tych słowach wyprostował swoją dłoń a kostur który lewitował obok jego tronu natychmiast podleciał prosto do jego ręki.. Podniósł się na równe nogi po czym aktywował swój kostur aktywując portal międzywymiarowy kilka metrów od swojego tronu..
Przez moment spoglądał w niego w milczeniu... Dopiero po chwili dostrzegł wychodzącą z niego sylwetkę jego wiernego sługi jakim był Ptolemy...
Gdy tylko demon przeszedł przez portal natychmiast pokłonił się przed obliczem swojego Najwyższego Lorda...
- Lordzie Ignathir.... - rzekł zadowolonym tonem kłaniając się..
- Dobrze Cie widzieć z powrotem Ptolemy... - odparł Ignathir spoglądając na niego - Mam nadzieje, że przynosisz dobre wieści...
Ptolemy zaśmiał się pod nosem wolno podnosząc się z pozycji klęczącej..
- Dobre to mało powiedziane mój Panie... - odparł Ptolemy - Przygotuj się proszę na dawkę niesamowitych wręcz wiadomości...
Tymczasem w magicznym wymiarze zaczął powoli nastawać świt... Długa i pełna niezwykłych wydarzeń noc powoli dobiegała ku końcowi...
Obywatele Cesarstwa nie mieli jeszcze pojęcia o tym że Isabella poddała wojnę i że nakazała wycofanie swojego wojska... Nikt nie był świadom że maja nastąpić negocjacje... Wszystko dopiero miało wyjść na światło dzienne... Ludzie szykowali się do kolejnych protestów... Te bowiem i tak miały nastąpić gdyż Isabella nadal nie uczyniła nic aby zrekompensować im straty jakie ponieśli przez wojnę która wywołała... Sytuacja nadal pozostawała kompletnie niestabilna...
Isabella kucała jeszcze chwilę przy Sisyphusie... widziała że łza Zairossa pomogła mu z jego bólem po zniszczeniu horkruksa... pokiwała lekko głową...
- Oczekuj Sisyphusie... mam nadzieję że niebaem wszystko wróci do normy... - jęknęła
Sisyphus zaciskał mocno pięści...
- Isabello... ja nie wytrzymuję... jestem na skraju.. chciałbym.. chciałbym zamieszkać gdzieś bardziej na odludziu.. w samotności.. w odległym domku... - przemówił wolno słabym tonem...
Isabella słysząc to zmartwiła się.. jej oczy się zaszkliły.. jego stan doprawdy był fatalny.. a jej psychika aktualnie też bardzo słaba.. jęknęła... bała się.. pierwszy raz... za dużo rzeczy na raz... w dodatku Lupus.. gdzie ona...
Isabella jęknęła i wolno wstała...
- Sisyphsuie nie rób niczego pochopnego.. proszę.. oczekuj... niebawem będzie lepiej.. - jęknęła...
Po chwili Cesarzowa teleportowała się.. znowu na swoją wyspę.. usiadła na piasku... skuliła się owijając nogi o kolana... jęknęła czując łzy na policzkach.. wiedziała że coraz bliżej do godziny negocjacji.. z tym całym.. Vangharem... lekki dreszcz przeszedł jej ciało... niebawem zamierzała się przebrać... i sama.. samiuteńka.. tam pójść...
Pellar przez moment spoglądała na Yunne i jej reakcje po czym bez słowa usiadł na swoim łóżku...
- Mhm... A więc nie wiesz... - odparł - W takim razie jak chcesz osiągnąć swój cel? Pragniesz wybaczenia, ale nie wiesz co zrobić aby je uzyskać...
Yunna stała z opuszczonym wzrokiem słuchając to co mówił Pellar... Miał racje...
- Na pewno jest coś co mogłabym zrobić... - powiedziała po chwili - Powiedz... cokolwiek... Zrobię wszystko... naprawdę... Obiecuje że nie bede już wredna... bede Cię traktowała z szacunkiem na jaki zasługujesz... Wiem ze przesadziłam... Naprawdę przepraszam....
Pellar nie odpowiedział... zastanawiał się nad tym czy powinien wierzyć Yunnie czy nie... Czy naprawdę jego wcześniejsze słowa do niej dotarły i wpłynęły teraz na jej zachowanie? Czy może to kolejna manipulacja aby osiągnąć coś o czym o nie miał pojęcia... Pellar chciał być z tym ostrożny... Nie chciał się dac nabrać po raz kolejny...
Skrzyżował swoje ręce..
- Rany które zostały zadane nie goją sie od razu.... potrzeba czasu.... - powiedział mocnym tonem Pellar - Tak samo jest i w tym wypadku...
Yunna otworzyła lekko usta... Spoglądała prosto na twarz Pellara...
- Jestem w stanie Ci wybaczyć twoje błędy... twoją zdradę i morderstwo jakiego dokonałaś... Ale nie oczekuj że o tym zapomnę... Będe o tym pamiętać... tak samo nie oczekuj, że bedę Cię lubił po tym co sobą reprezentowałaś do tej pory... To w jaki sposób nasza relacja się potoczy dalej zależy od ciebie i twojej woli... I chyba doskonale zdajesz sobie z tego sprawę... Możesz ją zepsuć jeszcze bardziej ale możesz ją też stopniowo próbować odbudowywać... To jaką drogę obierzesz to twoja sprawa...
- To chyba oczywiste.... - odparła Yunna - Zdaje sobie sprawę, że to bedzie trudne... ale chce spróbować... Chce pokazać Ci że naprawdę mi zależy...
Pellar pokiwał wolno głową
- W takim razie będę oczekiwał i obserwował... - odparł Pellar
- Nie ukrywam że mnie zaciekawiłeś... - rzekł Ignathir patrząc na Ptolemego - Mów wiec... nie trzymaj mnie w niepewności... Chcesz usłyszeć o tym czego zdołałeś się dowiedzieć...
- Oczywiście.... jak sobie życzysz mój Panie... - rzekł demon po czym zmaterializował w swojej dłoni zbiór notatek które przygotował bedąc przez ten czas w wymiarze Altary.. - A więc.... muszę zacząc od tego że cały wymiar jest dużo bardziej złożony niż dotychczas myśleliśmy... Odkryłem ogromne ilości endemicznych okazów zarówno flory oraz fauny... Wszystkie z nich opisałem dokładnie w swoich notatkach... Około 239 gatunków których nie było w naszym archiwum... Królestwo które było pod władzą Azzara to jedynie wierzchołek góry lodowej...
Ignathir kiwnął wolno głową
- A więc Altara jest w stanie się poszczycić czymś czego nie posiadają inne wymiary.... Dobrze się składa... - rzekł
- Tak... dokładnie tak... - powiedział Ptolemy - Oprócz tego zdołałem ustalić precyzyjne granice poszczególnych krain oraz dokładny podział polityczny jaki tam panuje... 4 państwa zarządzane przez monarchów które kształtują całokształt świata oraz kilka mniejszych ośrodków które działają autonomicznie pomimo iż znajdują sie na ich terenach... Z racji iż Król Azzar już nie żyje, można po prostu uznać że ty jesteś monarchą tego państwa mój Panie... Nastepcy w końcu i tak nie ma... albo raczej... nie jest dostępny w tym momencie....
- Mhm... Póki co to moze tak zostać.... Aczkolwiek na dłuższą metę ów tytuł nie bedzie już do niczego potrzebny... - powiedział Ignathir
- Oczywiście.... - odparł Ptolemy i pokłonił się...
Tymczasem w rezydencji Corneliusa panowała kompletna cisza.. Pierwsze promienia wschodzącego słońca zaczęły przenikać przez szybę do wnętrza sypialni... Lupus siedziała cały czas na fotelu mrużąc oczami... Nie spała całą noc.. Nie była w stanie.. Nawet pomimo tego że była kompletnie wykończona.. Za każdym razem gdy zamykała oczy miała przed sobą obraz cierpienia jakiego doznała.. widziała przerażające twarze demonów... Ten sam koszmar nieustannie przewijał sie w jej umyśle... Nie była w stanie sobie z tym poradzić...
Cornelius również nie spał... Cały czas doglądał zarówno Lupus jak i Entomę która do tej pory się nie obudziła... Nie było w tym jednak nic dziwnego... Entoma kompletnie wyczerpała swoje moce walcząc z dwoma demonami na raz... teraz musiała zregenerować swoje siły... On sam jednak nie miał zielonego pojęcia jak długo to potrwa...
Lupus co chwile zerkała na bezwładne ciało Entomy leżące na lóżku... To wszystko mocno ją przytłaczało... Obwiniała się cały czas za to co sie wydarzyło z jej siostrą...
Czuła wyraźnie jak jej głowa jedynie coraz mocniej boli i pulsuje... Zmęczenie i stres zaczęły dawać się jej we znaki... z każdą chwilą coraz mocniej...
Lorenzo buszował w komnacie rudowłosej... niesamowicie zadowolony... uśmiechał się... pochwycił w ręce jedne czerwone majtki rudowłosej Lupus... schował je do kieszeni... pokiwał głową..
- Doskonale.. już po naszej nocy powinnaś była mi je pozostawić, Lupus... gdy tylko cię spotkam napomnę ci o naszych przyjemnościach... - mruknął pod nosem... rozejrzał się po chwili po komnacie rudowłosej... za moment zaś ruszył w kierunku wyjścia...
Galthran obserwował swoje dzieło w bestiariuszu... rysunek Entomy... wspaniały... a także jej opis... uśmiechał się.. był już prawie na finiszu... wiedział że jej pomnik również powstanie...
Isabella odliczała minuty... jej głowa pulsowała, jej myśli wprost buzowały... była ogromnie przytłoczona... nie wiedziała czego się spodziewać.. przełknęła ślinę.. wiedziała jednak że jeszcze ma trochę czasu..
Cornelius podszedł bliżej do zmęczonej Lupus która siedziała na fotelu opierając swoją głowę dłonią.
- Panienko Lupus... powinnaś odpocząć... spróbuj się chociaż zdrzemnąć na chwilę... - rzekł poważnym tonem mężczyzna patrząc na nią lekko zaniepokojonym wzrokiem
Lupus odetchnęła głęboko i wolno odwróciła w jego stronę swoje spojrzenie.
- Nie mogę.... - odparła cicho - Nie ważne jak bardzo bym chciała...
Cornelius nie był zadowolony z tej odpowiedzi... Tak jak się spodziewał Lupus odczuwał skutki porwania przez demony... Jej psychika została zachwiana i to wpływało na funkcjonowanie jej organizmu... Niestety on nie mógł nic z tym zrobić... Nie był w stanie pomóc jej w tym zakresie gdyż nie posiadał takich umiejętności... Miał jednak świadomość że jeśli Lupus nie zdoła zaznać wewnętrznego spokoju i zwalczyć swoją traumę to najzwyczajniej się sama wykończy... Jej organizm po prostu nie wytrzyma...
Mężczyzna złapał się za głowę..
- Byłbyś w stanie... zrobić mi kawę? - zapytała słabym Lupus przecierając swoje pozbawione jakiegokolwiek blasku oczy
Cornelius słysząc to otworzył lekko usta..
- Ty tak na poważnie? - zapytał w szoku - Nie możesz pić kawy w takim stanie...
Lupus popatrzyła na niego z poważną miną..
- Proszę... zrób to.... - powiedziała rudowłosa spoglądając w prosto w oczy - Potrzebuje.... Musze się podnieść....
Cornelius przełknął ślinę... To nie był dobry pomysł... Pokręcił lekko głową... Lupus jednak nalegała cały czas... Nie był w stanie zmienić jej zdania pomimo prób... Po chwili bez słowa wyszedł z sypialni udając się do kuchni...
Lupus odprowadziła go wzrokiem po czym z powrotem zaczeła spoglądać na Entomę leżącą bez ruchu na lóżku...
- Entoma... przepraszam... To wszystko moja wina.... - jęknęła cicho Lupus a jej oczy lekko się zaszkliły..
Wraz z nastającym świtem Vanghar zebrał w sali obrad zamku króla Nelotha Najwyższa Radę Królestwa Elfów aby omówić szczegóły dalszego działania wraz z nadchodzącymi w południe negocjacjami... Vanghar jako nowy lider przygotował wielopunktowe żądania jakie zamierzał przedstawić na negocjacjach Isabelli.. Miał świadomość o swej dogodnej pozycji w tym procesie... Odmowa jego żądań przez Isabelle zabolały ją samą dużo bardziej niż jego... Wiedział że kontynuowanie wojny nie było jej na rekę.. Jej reputacja została kompletnie zniszczona i nawet obywatele jej własnego Cesarstwa zaczęli protestować przeciwko jej decyzjom.. Musiała się zgodzić... Nie miała innego wyboru... Była agresorem, rozpoczęła wojnę... i sama też skapitulowała... Vanghar nie zamierzał w żaden sposób jej oszczędzając po tym jakich masakr się dopuściła... Oczywiście sama strata ludności nie była czymś co jakkolwiek go ruszało.. W końcu jako Admirał na wojnie nie liczył sie z życiem kogokolwiek, ale teraz jednak jego poglądy chcąc czy nie chcąc musiały się zmienić bo w przeciwnym razie nie utrzymałby długo swojej pozycji na szczycie... Przyszłość Królestwa Elfów była w jego rękach... Musiał udowodnić wszystkim, że jest lepszy od swojego poprzednika... Te negocjacje były to tego doskonałą okazją..
- Parszywa Isabella... głupie dziewczę które zdradziło swoich protoplastów i przodków... Lord Carraboth przewraca się przez nią w grobie... Poniesie konsekwencje swoich idiotycznych decyzji.... - rzekł Vanghar w stronę zebranych - Obiecuje to wam wszystkim... Królestwo Elfów powstanie z kolan.. powstanie z kryzysu... Dopilnuje aby wszystko wróciło do normy...
Około godziny ósmej rany ludzie ponownie zaczeli wychodzić na ulice i zbierać się na protestach. W wielu miastach rozpoczęły się manifestacje po raz kolejny krytykujące decyzje Isabelli o prowadzeniu działań wojennych.. Coraz więcej osób dołączało do owych protestów wyrażając swoje niezadowolenie... Każdy chciał aby wojna już sie skończyła i aby wszystko wróciło do normy...
Ludzie coraz bardziej sie niecierpliwili gdyż Isabella dotychczas nie zrobiła kompletnie nic, nie przemówiła publicznie... nie wywiązywała się z obietnic... Rodziny ofiar wojny czuły nieposkromioną wciekłość i rozpacz...
Tymczasem Szefowa po całej nocy rozmowy z Amonem opuściła jego komnatę i zamknęła za sobą drzwi... Na zewnątrz czekał już na nią Magister podpierając ścianę.. Kobieta popatrzyła na niego przez chwile po czym odwróciła swój wzrok..
- Co jest? Nic nie powiesz? Uciął Ci język czy co? - zapytał Magister
- Czeka nas wiele pracy... - odparła Szefowa poważnym tonem
Magister podszedł do niej bliżej
- Co masz na myśli? - zapytał
- Amon podjął już decyzje co do naszego dalszego działania.. Bedziemy podążać od teraz według jego instrukcji... - odparła
- Hah... Doprawdy dziwnie to brzmi słysząc coś takiego z twoich ust... - odparł Magister - Jestem ciekaw... Jak to jest wykonywać polecenia kogoś innego?
Szefowa parsknęła pod nosem.
- Zabawny jesteś na swój sposób... - odparła Szefowa a jej oczy lekko błysnęły - Wolałabym jednak abyś zajął sie czymś pożyteczniejszym niż zadawaniem bezsensowych pytań... Amon ma dla ciebie zadanie... Poleciłam mu Ciebie osobiście...
Magister otworzył szerzej oczy.
- Co...Co? O czym ty.... Jakie zadanie?!
Szefowa zaśmiała się
- Jesteś tym zaskoczony? Dobrze wiesz ze nie masz teraz już wyboru... Oczywiście zostaniesz za to sowicie wynagrodzony... Jak to przystało na łowce nagród... Mam nadzieje że mnie nie ośmieszysz...
Magister westchnął pod nosem...
- Świetnie... słucham wiec wyraźnie... Jakie to zadanie?
Szefowa zbliżyła się do jego twarzy... Zaczeła szeptać mu do ucha...
Natomiast w mediach od samego rana rozpętała się ogromna burza... O ile temat wojny był jednym z głównych tematów wszelkich wiadomości, to teraz został on nieco przykryty skandalem jaki miał miejsca z udziałem Cesarzowej Isabelli... Jak się okazało kilka osób udostępniło zdjęcia z kawiarni w której Isabella grała w rozbieranego pokera z kilkoma chłopakami... Jej zdjęcia w samych majtkach zrobione przez przechodniów na ulicy trafiły do sieci wywołując ogromne poruszenie... Wielu z użytkowników było w szoku i wyrażało swoje niezadowolenie i obrzydzenie zachowaniem Cesarzowej... Nie mogli uwierzyć że Isabella podczas trwającej wojny decyduje sie brać udział w kolejnych skandalach... Nawet najbardziej zagorzali obrońcy Isabelli nie byli w stanie nic odpowiedzieć w tym temacie.. Kompletnie ich zamurowało...
Jej poparcie spadało coraz bardziej...
Isabella wyjęła telefon.. zaczeła przeglądać wydarzenia... w MEDIACH.. ŻAŁOSNE... Isabella syknęła widząc to wszystko... śmieli ją nagrywać, robić jej zdjęcia.. wiedziała... zacisnęła pięści i syknęła.. ależ ją wkurzyli...
Po chwili zaczął jej pokazywać ludzi wyruszających na protesty, plujących... wściekłych...
- O ósmej rano? Świry... Wracać do łóżek, nosz cholera.. po co wyłazicie i robicie jakiś szum.. - syknęła sama do siebie wkurzona... traciła kontrolę, jej umysł wariował... czuła się bardzo słabo psychicznie.. czuła się przytłoczona.. wolno wstała a po chwili poszła aby dobrać outfit na dzisiaj... wiedziała że czekają ją ciężkie negocjacje... i konfrontacja z poddanymi...