Lupus pokręciła głową.
- Nie ma takiej potrzeby... - odparła - Teraz i tak masz już dużo na głowie... Trwa przecież wojna... którą w sumie poniekąd wywołałaś... Musisz teraz koordynować i pilnować poczynania swoich wezyrów.. Poza tym jeszcze obarczyłam cię informacjami o Lorenzo który też jest jednym wielkim problemem... Powinnaś się na teraz na tym skupić... Ja zajmę się sobą... Myślę, że tak będzie po prostu najlepiej...
Po tych słowach odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi..
- Na razie... Isabello... i powodzenia... - odparła ciszej Lupus i po chwili wyszła z sali tronowej.
Wiedźma słysząc słowa Vanessa zaśmiała się pod nosem.. Admirał odwrócił na nią swoje spojrzenie kompletnie zaskoczony.
- "Kotku?" No no... Tego się nie spodziewałam... - powiedziała szyderczo - Widzę że masz wielbicielkę.. moze zdecydujesz sobie ją zachować?
Vanghar zacisnął pięści.. Natychmiast uderzył z pięści w twarz Vanessę, a ta ponownie upadła na ziemi od uderzenia i splunęła krwią.
- WYSTARCZY TEGO CYRKU! - rzekł gniewnie - Milcz zakało...
- Cóż za agresja... - powiedziała Wiedźma podchodząc bliżej z uśmiechem na ustach. Jej oczy błysnęły złotym blaskiem.. Spoglądała na Vanessę z góry - W taki sposób jej nie uciszysz...
- Co? - ryknął Admirał
- Prześledziłam jej umysł... Aktualnie znajduje się tam jedno wielkie bagno... Dziewczyna uwielbia jak sie ją bije... Myśli teraz tylko o jednym... Cóż za żałosna istota...
- Nie obchodzi mnie to... - wtrącił Admirał - Jedyne czego chce to informacje wojskowe które otrzymała od Wielkiego Wezyra i Cesarzowej... Wszystkie plany jakie omawiali... Nie interesują mnie jej fetysze...
Wiedźma westchnęła.
- Niech będzie... Zrobię to w najprostszy możliwy sposób... - powiedziała Wiedźma i kiwnęła lekko głową
Entoma przez moment spoglądała na Galthrana który zdecydował się wybrać ostatecznie jej stronę... O ile na jej twarz była kamienna, to w głębi duszy była zadowolona z decyzji rycerza... Wszystko wskazywało na to że jego wierność względem niej była niewzruszona... Do jej głowy przeszedł w tym też momencie pewien pomysł... Zrodziła się pewna idea którą jeżeli lord Ignathir by się zgodził, chciałaby zrealizować...
Póki co jednak skupiła już swój wzrok na Sisyphusie.. Ponownie zachichotała lekko pod nosem.. Zrobiła kilka kroków na przód po czym zeskoczyła ze sceny w dół.. Zbliżyła się do Sisyphusa na odległość kilku metrów... Zmierzyła go z góry na dół swoim szkarłatnym wzrokiem.. Sisyphus był dużo od niej wyższy... Wszyscy zebrani obserwowali ich oboje w milczeniu
- Callisto.... - zaczeła Entoma - Ach... Mówisz o tej niezwykle nieuprzejmej i bezczelnej czarownicy... Tak.. tak... Pamiętam ją wyraźnie... Niestety bardzo mi przykro, ale się spóźniłeś.... Została spalona żywcem chwile temu... na tamtym stosie... Moje najszczersze kondolencje...
Isabella śledziła jeszcze moment wychodzącą z sali Lupus, a po chwili westchnęła jedynie lekko... zerknęła na zegarek..
- Echh.. Lorenzo.. jak mogłeś.. - powiedziała sama do siebie smutnym tonem, w jej głowie zrodziło się bardzo dużo myśli i przemyśleń.. zaczęła się zastanawiać, mieć wyrzuty.. przez co tak postąpił.. czy nie okazała mu zbyt wiele uwagi? Czy nie nauczyła go dobrze wszystkiego? Czy może to coś zupełnie innego.. posmutniała lekko.. zaczęła się zastanawiać czy Lorenzo czasem nie czuje się może.. samotny? Dlaczego bowiem tak postępuje.. zawsze okazywała mu jak najwięcej uczuć i miłości.. jak najwięcej wiedzy i doświadczenia... czy to wszystko nie jest wystarczające? Jej samotność nigdy nie przeszkadzała, już bardzo dawno temu przyzwyczaiła się do kompletnej samotności.. do kroczenia własną ścieżką całkiem sama, nawet dawno temu trzymała się na uboczu rodziny.. być może Lorenzo jest nieco inny.. chociaż ona czasami również zbaczała ze ścieżki samotności.. głównie przy Ignathirze.. pragnęła bliskości z arcymagiem.. raz otrzymała jedną noc.. gdy Lorenzo został poczęty.. potem ponownie pozostała całkiem sama, jak wcześniej.. westchnęła.. myśli kotłowały jej się w umyśle..
Cesarzowa po chwili pstryknęła palcami i teleportowała się do budynku Carraboth Holding.. pojawiła się w lobby na jednym z pięter biurowych...
- Cesarzowo Isabello! Witaj - przemówiła jedna sekretarka i ukłoniła się
- Witaj.. przekaż wszystkim że jestem w swoim gabinecie, niechaj każdy dostarczy informacje i dokumenty które mnie potrzebują.. - powiedziała chcąc nadgonić sprawy polityczne i biznesowe..
Vanessa została znowu brutalnie uderzona przez admirała... poddała się już jakiś czas temu.. z jej oczu ponownie popłynęły łzy, poczuła straszny smutek, strach, lęk i porażkę.. skuliła się lekko..
- Proszę.. nie bij już.. - powiedziała cichym i poddanym tonem, była już całkowicie zgaszona.. straciła wszystko.. zaszlochała nieco głośniej ulegle i całkowicie bezbronnie będąc gotową już na wszystko co ją jeszcze tu spotka..
- Błagam przestań mnie już bić.. - jęknęła jedynie zanikającym głosem, miała dosyć.. jej psychika była już całkowicie złamana... jej umysł zgotował jej również emocjonalną burzę.. czuła skryte dzikie żądze które pod wpływem tych wydarzeń się poujawniały.. wzdrygnęła się i jęknęła leżąc na ziemi, czuła się załamana..
Sisyphus po słowach Entomy poczuł żar.. poczuł jak płonie... poczuł FURIĘ jakiej NIE CZUŁ OD SETEK LAT... stał dobre 40 sekund niczym zastygnięty tygrys w krzakach.. ani drgnął.. dyszał jedynie z każdą sekundą coraz głośniej, wieśniaki poczuły ciarki..
- COŚ TY.. COŚ TY POWIEDZIAŁA?! - ZAWYŁ NAGLE NICZYM DZWON - PLUGAWCY! ZWYRODNIALCY!
- DOSYĆ TEGO! - Warknął niczym dzika rozjuszona bestia, rozejrzał się na wszystkie strony, gestem drugiej dłoni powalił na glebę wielu wieśniaków z tłumu..
- Zdrajcy.. niewdzięczne dzikusy... przyszedł czas zapłaty... będę was wyżynał sam, każdego bez wyjątku, wyrżnę was wszystkich do cna, nic się tutaj nie ostanie... - przemawiał okrutnym tonem - Zniszczę wszystkie budynki i spalę miasta, zmasakruję was wszystkich... dopadnę każdego.. nikt się nie uchroni... zniszczę wszystko i potem wybuduję na nowo na waszych truchłach... - powiedział brutalnie
Zerknął w tej chwili na Entomę..
- Zapłacisz za swoje czyny.. NIENAWIDZĘ CIĘ! - ryknął wiedząc że pokojówka odebrała mu WSZYSTKO.. czuł wściekłość.. zerknął na Harolda okrutnym wzrokiem, po chwili na Galthrana.. pokiwał głową.. po chwili zerwał się i rozpoczął szarżę w kierunku Entomy... biegł niczym byk i prawdziwy taran, nie do zatrzymania.. mroczna magia, potęga i energia go otaczały
Thant aż się zerwał lekko widząc to wszystko, nic nawet nie komentował.. obserwował z zapartym tchem...
Entoma spoglądała bez jakiejkolwiek reakcji na biegnącego w jej stronę Sisyphusa.. Nie ruszyła się w ogóle ze swojego miejsca...
- "Hmm... A więc to tak..." - pomyślała w swojej głowie.
W ostatnim momencie... w ułamku sekundy przed tym jak Sisyphus wymierzał w jej stronę potężny cios, Entoma z oszałamiającą wręcz prędkością uniknęła go... Sisyphus który nie zdążył jeszcze tego zarejestrować w mózgu, nadal bedąc w trakcie szarży usłyszał głos Entomy koło swojego ucha. Poczuł też dotknięcie na swoim ramieniu...
- Za WoLnO... - powiedziała mrocznym głosem
Pokojówka z prędkością światła pojawiła się tuż za nim, a Sisyphus nie bedac w stanie teraz wyhamować, robiąc zamach mieczem w biegu wbił sie w scenę jak wściekły byk... Wszyscy byli zdumieni widząc to... Szybkość pokojówki przekraczała jakiekolwiek znane im granice...
Entoma złączyła ze sobą oba rękawy i spoglądała w stronę zniszczonej sceny w którą właśnie wbiegł Sisyphus...
- Galthranie... Proszę nakaż obywatelom aby odeszli na bezpieczną odległość... Zabierz stąd też Harolda... Tu nie jest już bezpiecznie... Sisyphusem zajmę się osobiście... - powiedziała spokojnym tonem
Vanghar nie odpowiedział na słowa Vanessy.. Właściwie to kompletnie nie zareagował na jej płacz... Skrzyżował jedynie swoje dłonie stojac obok. Wiedźma przyklęknęła przed Vanessą spoglądajac na nią poważnym wzrokiem.. Chwile potem położyła swój wskazujący palec na jej czole...
- Admirale... Podejdź tu... - powiedziała Wiedźma
Vanghar zgodnie ze słowami wiedźmy podszedł bliżej i schylił się.. Wiedźma wyciągnęła swoją drugą rękę i położyła wskazujący palec także i na jego czole.. Obie dłonie wiedźmy na kilka sekund błysnęły oślepiającym światłem... Wojownicy patrzyli zaskoczeni na całą sytuację..
Po kilku sekundach było już po wszystkim.. Wiedźma zabrała swoje dłoni i podniosła się na równe nogi.. Vanghar otworzył szerzej oczy...
- Huh.... Hah... Tak... TAK! - jeknął Admirał również się podnosząc... - Cała jej wiedza... teraz jest moja... Hah... wiem gdzie beda atakować! Hahahah!
Admirał zaczał się śmiać szaleńczo...
- Zrobiłam co chciałeś... Rozumiem, że jesteś zadowolony... - odparła wiedźma spokojnym tonem
- Oczywiście... - rzekł Admirał rozszerzając swoje ręce po czym rzucił spojrzenie na Vanesse - Teraz nie jest nam już dłużej potrzebna....
====================================================
Pellar ponownie rzucił swoje martwe spojrzenie na swoją siostrę która cały czas leżała we wodzie..
- Zawsze można było znaleźć wyjście... - rzekł - Zdrada i morderstwo to już ostateczność... Mimo to wybrałaś właśnie tą opcję... Chciałaś zmienić swoje życie, ale nie tędy droga... Podjęłaś wiele błędnych decyzji... Zginęło przez ciebie dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi a nie tylko nasi rodzice...
- Tak.... wiem to... - odparła Yunna
Pellar wziął głeboki oddech.. Usłyszał w tym momencie odgłosy walki dochodzące z pobliskiej areny..
- Nie zmienimy przeszłości... Nie cofniemy naszych wyborów i naszych decyzji... Teraz musimy z nimi żyć i kontynuować drogę na przód... Wiedz że nie winię Cię już za to co uczyniłaś względem naszych rodziców ani królestwa... Moje wspomnienia z nimi związane i tak już w większości zanikły... Teraz gdy stałem się nieumarłym wszystkie uczucia które posiadałem za życia odeszły w niepamięć... Jedyne co mnie boli to to jak mnie potraktowałaś... Nie chciałaś mnie zobaczyć w tym miejscu... Nie chciałaś abym żył... Byłaś zawiedziona że Nieumarły Król postanowił mnie przywrócić z zaświatów aby dac mi drugą szansę... To zabolało mnie najbardziej... Już nie twoje grzechy i zbrodnie, a to wywarło we mnie największy gniew... Moja własna siostra chciała się mnie pozbyć...
Yunna słysząc jego słowa otworzyła szerzej oczy w kompletnym szoku...
- Huh? Nie... ja... - próbowała wystękać..
- Zdobyłaś to co chciałaś... Nie jesteś już człowiekiem... Twoje życzenie o wieczności się spełniło... Gratulacje... Ale... jakim kosztem?... Moja siostra przestała istnieć... A moze po prostu nigdy nie istniała? Nie będę marnował już na ciebie czasu... Żyj sobie wiecznie na swoich zasadach... - odparł Pellar cichszym tonem po czym odwrócił się tyłem
- Nie.. Chwila... - mówiła Yunna wstajac na równe nogi.. Pellar jednak nie reagując ruszył z powrotem w stronę zamku. Yunna spoglądała jak odchodzi... Po raz pierwszy od dłuższego czasu Yunna szczerze zaczęła żałować swoich decyzji... Decyzji których nie można było już cofnąć...
Walka treningowa pomiędzy Shizzu i Naberal trwała już dobre pół godziny.. Odgłosy strzałów z magicznego karabinu Shizzu roznosiły sie echem... Naberal blokowała wszystkie pociski które nadlatywały w jej stronę.... Według Shizzu nikt inny nie byłby w stanie tego osiągnąć... było to nie możliwe... Teraz gdy aktywowała swoje drugie Snajperskie Oko, szanse na to, że strzał byłby niecelny spadły do absolutnego zera... Każdy z nich był precyzyjny i błyskawicznie szybki a mimo to Naberal była w stanie je blokować... To jedynie pokazywało jak potężna była jej starsza siostra... Doprawdy nikt nie mógł się z nią równać...
W pewnym momencie Naberal zmrużyła swoje oczy... Jej reakcja i refleks były na tyle zaawansowane, że wszystkie pociski które leciały w jej strone była w stanie zarejestrować w zwolnionym tempie... W ułamku sekundy podjęła decyzję o przekierowaniu ich z powrotem w kierunku Shizzu z pomocą swojego kostura...
Shizzu kompletnie się tego nie spodziewała... Faktem było, że Naberal wcześniej blokowała jej strzały ale.... Nikt nigdy wcześniej nie zdołał odbić naboi z jej karabinu z powrotem w jej kierunku...
- "Nie możliwe..." - powiedziała w swojej głowie Shizzu... Natychmiast zerwała sie do wykonania uniku, ale było już zdecydowanie za późno.. Jeden z kilku przekierowanych pocisków trafił z hukiem prosto w lufę jej karabinu. Pokojówka została odrzucona do tyłu pod wpływem eksplozji, a karabin wyleciał jej z dłoni lądując kilka metrów dalej na ziemi. Shizzu chciała po niego natychmiast sięgnąć jednak nim to uczyniła jej siostra pojawiła się tuż przed nią, zagradzając jej drogę. Jeden szybkim i sprawnym ruchem przyłożyła swój kostur do jej gardła...
Shizzu zrozumiała, że nie ma już zbytnio żadnych szans... Została obezwładniona... Jej systemy w mózgu kompletnie nie przewidziały takiego scenariusza... Podniosła wolno obie ręce w górę...
- Wszystkie moje systemy są zgodne... To Koniec... Przegrałam... - powiedziała spokojnym tonem Shizzu przymykając swoje oczy, uznając tym samym swoją porażkę...
Naberal spoglądała na nią przez chwile po czym opuściła swój kostur w dół.
- Mogłaś walczyć dalej... Dlaczego zdecydowałaś się odpuścić? - zapytała
- Niczego by to nie zmieniło... Wynik pozostałby taki sam... - odparła Shizzu
Naberal westchnęła pod nosem po czym odwróciła się tyłem.. Widac było, że wyraźnie nad czymś się zastanawia... Kostur zniknął z jej ręki.. Shizzu postanowiła to wykorzystać... Nie miała co prawda przy sobie swojej głównej broni, ale dla niej to nie był większy problem... Błyskawicznie pochwyciła za pistolet który trzymała w pasie i wycelowała go prosto w Naberal... Pociągnęła za spust wystrzeliwując pięć kul...
Naberal jednak zareagowała natychmiast... Wyczuła że coś jest nie tak... Natychmiast jej umysł przetworzył informacje o zagrożeniu... W ułamek sekundy w jej dłoni ponownie pojawił się kostur i z prędkością światła zatrzymała wszystkie pociski które leciały w jej stronę...
Shizzu widzac co się stało opuściła swój pistolet i schowała go z powrotem do pasa.
- Fałszywe poddanie się i atak z zaskoczenia? - zapytała Naberal spoglądając na Shizzu zaintrygowanym tonem
- Najważniejsza zasada o której zawsze mówił mi lord Ignathir: Nigdy nie odwracaj się plecami do swojego przeciwnika, nawet gdy został przez ciebie pokonany... W każdej chwili może bowiem wykorzystać twoją nieuwagę... - powiedziała Shizzu - Choć po tym co widziałam, jestem w 100% pewna, że Ci to nie grozi.. Tak jak mówiłam wynik był przesądzony... Moim zdaniem jesteś w pełni gotowa...
Naberal słysząc jej słowa pokiwała wolno głową...
- Dziękuję... - powiedziała Naberal a na jej twarzy pojawił się minimalny uśmiech - Naprawdę doceniam twoją pomoc...
- To drobiazg... Ja sama polubiłam też te całe treningi... Prawie tak samo jak książki... - odparła Shizzu spokojnym tonem po czym podeszła do miejsca gdzie leżał jej karabin.. Podniosła go z ziemi oceniając jego stan..
- Mam nadzieje, że go nie uszkodziłam... Będzie działał? - zapytała Naberal
- Mhm... Nie musisz się o to martwić... Mój karabin jest równie wytrzymały co twój kostur... - odparła Shizzu
Isabella weszła do swojego wspaniałego gabinetu na jednym z najwyższych pięter budynku Carraboth Holding... miała więc swój gabinet praktycznie w chmurach, zaiste wspaniały... widok najwybitniejszy z możliwych na tym świecie... Cesarzowa wzięła małego łyka kawy.. zasiadła przy swoim biurku i poprawiła kilka rzeczy, po chwili dostrzegła stosy papierów i dokumentów... zarówno fizycznych jak i cyfrowych.. westchnęła lekko.. widziała że praktycznie wszystko to ważne dokumenty polityczne, usprawnienia, prawa, decyzje... także biznesowe i firmowe.. inwestycje, zestawienia, finanse... ogrom wszystkiego.. wytrzeszczyła lekko oczy.. szybko jednak weszła w wysoki stan działania i wzięła się do roboty... tego typu rzeczy szły jej zawsze świetnie, wszak miała już lata doświadczenia.. sama również od zawsze przecież lubiła politykę i biznes, dlatego była w niej taka świetna.. ostatnio jednak kompletnie nie miała czasu.. teraz więc się pochłonęła.. z tyłu głowy ciągle także rozmyślała o Lorenzo i rozmowie i karach dla tego chłystka.. wiedziała że trzeba go ukrócić..
Vanessa słyszała słowa admirała... leżała jeszcze chwilę skulona i płakała... po chwili jednak otarła kciukiem kilka łez i wolno podparła się dłońmi i usiadła.. spojrzała na admirała i wiedźmę... czuła się strasznie że wyciągnięto z niej te cenne informacje.. czuła się niesamowicie źle.. wiedziała że to już jej koniec... syknęła... bardzo nie chciała oddać tych informacji, jednak nie miała nawet jak się obronić...
W tej chwili uniosła lekko głowę i spojrzała.. na wiedźmę..
- Proszę cię.. ulecz moją twarz z ran i siniaków.. proszę. - jęknęła błagalnym tonem do kobiety - Wiem że to dla ciebie moment.. proszę cię tylko o to.. błagam.. - powiedziała przegranym tonem.. uniżonym...
- Błagam.. daj mi jeszcze chwilę.. admirale.. - jęknęła i znowu pochyliła lekko głowę.. poczuła powiew wiatru... szum... czuła że jej śmierć się zbliża, uniosła głowę i zerknęła jeszcze w piękne niebo.. dostrzegała teraz to co wielu umyka... czuła bliskość natury.. jej serce biło mocno, ona zaś oddychała szybko.. trzęsła się ze strachu i mocno dygotała... wiedziała że jej kres się zbliża.. wiedziała że to nieuniknione.. przed śmiercią jednak chciała jeszcze dać upust żądzom.. chciała jeszcze dzikiego stosunku.. chciała absolutnego szaleństwa... miała nadzieję że będzie mogła zrobić dobrze ustami admirałowi.. chciała mu ulegle na kolanach zrobić, wiedziała że wiedźma może odczytać jej myśli... na pewno zna jej plany.. teraz sądziła jednak że admirał nie wsadzi jej swojego sprzętu.. chociażby do ust... zerknęła kątem oka na wojowników... westchnęła.. największą ochotę miała na admirała... to jednak zdawało się być niemożliwe..
Thant otworzył usta, klasnął w ręce i aż zakopał nogami.. nie mógł usiedzieć.
- HAHAH! JASNY GWINT! ZACZĘŁO SIĘ! - krzyknął sam do siebie bawiąc się naprawdę niesamowicie - Masywniak kontra lolitka! NIESAMOWITE! - krzyczał i rzucił w bok pudełko z popcornem, emocjonował się obserwacjami...
- Wygra ten rozjuszony byk? Masywna niepokonana brutalna jednostka? Czy przybyła malutka laleczka? Ależ! - krzyczał Thant czując ekscytację... zacierał ręce... osobiście skrycie kibicował maleńkiej LOLITCE, ale nie wiedział.. Sisyphusa potęgi przecież każdy znał..
Galthran pokiwał głową... natychmiast zajął się za zadanie wyznaczone przez Entomę... zaczął sprawnie organizować mieszkańców, wydał rozkazy a te zaczęły roznosić się po zebranych... wszyscy zaczęli sprawnie odchodzić na bezpieczne odległości...
Czarny Rycerz podszedł po chwili do Harolda, objął go lekko ramieniem i osłonił...
- Haroldzie.. chodźmy.. abyś tylko nie otrzymał rykoszetem od furii Sisyphusa.. - przemówił Galthran i odszedł ze staruszkiem na bezpieczniejszą odległośc...
Sisyphus natomiast BYŁ ABSOLUTNIE WŚCIEKŁY, DYSZAŁ NICZYM WŚCIEKŁY ROZJUSZONY BYK... wolno wygrzebał się ze sceny... stał tyłem do Entomy, dyszał.. po chwili wolno się obrócił a spod jego hełmu błysnęły czerwone okrutne oczy... zakręcił potężnym mieczem w dłoni... widział że wieśniaki i ludność odchodzą na bezpieczne odległości... spojrzał w tej chwili na miejsce gdzie widać było ślady po ogniu, popiole i pożarze... podszedł wolno do tego miejsca i przyklęknął... przejechał dłonią po pozostałościach... wiedział.. wiedział że to tutaj brutalnie zmasakrowali Callisto... był pewien.. że to to miejsce w którym ją zamordowali... chwycił w dłoń kawałki piachu.. zacisnął okrutnie pięść.. dyszał głośno i okrutnie... FURIA OSIĄGAŁA KOLOSALNE SZCZYTY... wyprostował sylwetkę patrząc jeszze na miejsce masakry...
Po chwili odwrócił się lekko.. zmierzył wzrokiem najbliższych wieśniaków... w tej chwili uniósł drugą dłoń i uniósł w powietrze 10 wieśniaków... ich karki pękły... błyskawicznie się udusili a ich martwe ciała opadły bezwładnie na ziemię...
Sisyphus zakręcił mieczem w dłoni... spojrzał na Entomę...
- Nie uciekniecie mi... powiedziałem już... zginą WSZYSCY.. - przemówił okrutnie, a po chwili drugą ręką dobył swego drugiego brutalnego miecza... momentalnie jednak wyrzucił go niespodziewanie do tyłu za swoje plecy... miecz wyfrunął w powietrze i niczym błyskawica zaczął fruwać w tłumach wieśniaków co chwila przecinając kolejnych na pół... rozległy się krzyki i wrzaski przerażenia... miecz z kolosalną prędkością fruwał w tłumach niesiony potęgą magii i brutalnie masakrował stojących ludzi... co chwila truchła obalały się na ziemię...
- ENTOMO! ODEBRAŁAŚ MI WSZYSTKO! ZŁAMAŁAŚ WSZYSTKO CO MIAŁEM! NIGDY NIE DAŁEM CI DO TAKICH CZYNÓW POWODU, A TY TO WSZYSTKO UCZYNIŁAŚ... TAK SIĘ NIE GODZI ISTOCIE TWOJEGO POKROJU.. POPEŁNIŁAŚ NAJWIĘKSZY Z BŁĘDÓW.. - przemówił okrucieństwem i dudniącym tonem... po chwili teleportował się i pojawił za plecami Entomy... zamachnął się brutalnym ostrzem wymierzonym w jej głowę... cios był niesamowicie szybki a ostrze zbliżało się do głowy maleńkiej...
Entoma słysząc krzyki wściekłości Sisyphusa jedynie parsknęła prześmiewczo pod nosem... Nim ostrze pojawiło się przy jej głowie, jej już dawno tam nie było...Sisyphus nie zdążył tego nawet zauważyć... Nagle jednak poczuł potężne uderzenie prosto w głowę... Entoma zadała potężny cios.... Jego hełm po prostu pękł jakby był z plastiku, rozsypując się przy tym na kawałki... Entoma pojawiła się bowiem tuż nad jego głową... Jej oczy błysneły krwista czerwienią... Gdy tylko hełm Sisyphusa pękł, pokojówka wykonała salto i walnęła rycerz z półobrotu kopniakiem ze swojego obcasa prosto w głowę... Atak była tak szybki, że Sisyphus nie zdążył zrozumieć co sie stało... Natychmiastowo odleciał z impetem w bok przebijając kilka budynków, krusząc przy tym kilka ścian....
Nim Rycerz zdołał sie pozbierać po tym ciosie, Entoma wyskoczyła w powietrze i ze swoich obu rękawów cisnęła w stronę leżącego rycerza dwie karty... Pierwsza z nich gdy tylko go trafiła kompletnie sparaliżowała jego ciało na kilka sekund... Druga natomiast wywołała potężną eksplozję niszcząc przy tym cały budynek... Huk słychać było na kilometry... Rycerz wyleciał prosto w powietrze...
Entoma z prędkością światła pojawiła się tuż obok jego lecącego w powietrzu, bezwładnego ciała i ponownie wykonała błyskawiczne salto uderzając prawym obcasem w jego brzuch... W ułamek sekundy Sisyphus wytrzeszczył az swoje oczy... Rycerz runął z impetem w ziemię jak meteor tworząc ogromny krater... Pod wpływem ciosu Entomy jego zbroja się skruszyła... na brzuchu była kompletnie popękana.. Rycerz nie miał pojęcia co sie stało... To wszystko stało sie tak szybko że nie nie potrafił zrozumieć co sie wydarzyło.. Został wbity w ziemię jak zwykły robal w mniej niz 5 sekund... Splunął krwią...
Entoma spoglądała na rycerza z góry, po czym teleportowała się w pobliże jego leżącego w kraterze ciała..
- NiE MasZ PojęCiA z kIm WalCzySz.... - powiedziała Entoma mrocznym przerywanym tonem.. Jej głowa drgnęła parę razy...
Sisyphus otrzymał brutalne uderzenia od Entomy... nie spodziewał się tego.. maleńka była zbyt mocno szybka... a jej ciosy zaś kolosalne.. odczuł jej uderzenia.. zdołała naruszyć jego niezniszczalne potężne uzbrojenie i hełm... nikt nigdy nie zdołał uszkodzić jego rynsztunku... rozwaliła nim kilka budynków, wgniotła go w glebę... doprawdy.. maleńkiej potęgi były ogromne...
Sisyphus leżał na plecach w kraterze i dyszał niczym byk.. dyszał brutalnie.. warknął..
- Kur*a.. - wykrztusił - En.. Entomo.. - jęknął
Leżał bezwładnie na plecach... zbierał siły.. zbierał myśli w głowie.. wściekłość go przepełniała... czuł że przegrywa ten pojedynek.. furia jednak była zbyt mocna, zamierzał zaraz powstać.. Entoma bowiem odebrała mu WSZYSTKO...
Thant wytrzeszczył oczy... OTWORZYŁ USTA... ZANIEMÓWIŁ... PATRZYŁ Z NAJWYŻSZĄ UWAGĄ NA TE WYDARZENIA.. PATRZYŁ NA MALEŃKĄ ENTOMĘ...
- Co za.. cóż za.. laleczka.. - jęknął podnieconym tonem widząc co się dzieje.. że Entoma przeważa..
- Cóż za.. lolitka... wspaniała.. - mruczał całkowicie podziwiając maleńką pokojóweczkę..
Galthran odciągnął Harolda kawałek dalej.. sam zaś z uwagą obserwował ten pojedynek.. kibicował w pełni Entomie, należał do niej... już w pełni, całkowicie... wyrzekł się Sisyphusa.. całe jego życie, los i czyny zależne były od słowa Entomy.. był już gotów dla niej nawet odebrać sobie życie gdy ta sobie tego zażyczy... był kompletnie oddany... na początku obawiał się mocno tego pojedynku... był gotów wesprzeć Entomę.. teraz jednak widział.. widział jak malutka zaczyna przeważać.. ten widok niesamowicie pobudził jego zmysły, poczuł że wariują... rozpalał się z każdą minutą.. widok Entomy kolosalnie na niego działał.. czuł to.. odczuwał jak malutka niesamowicie na niego wpływa.. rozkoszował się jej działaniami...
Sisyphus zaś leżał dłuższy moment.. po chwili zaczął wolno podnosić się.. powstał w kraterze... wrzasnął wściekle.. po chwili wyszedł na powierzchnię przy Entomie..
- POTWORZE! ZNISZCZYŁAŚ WSZYSTKO! - wrzasnął wiedząc jak bardzo kolosalna masakra tutaj nastąpiła, jak wszystko się złamało... zapatrzył się na Entomę i w tej chwili odepchnął Entomę.. zdołał ją odepchnąć... wrzasnął wściekle..
Entoma która został odepchnięta do tyłu wykonała obrót w powietrzu i wylądowała kilkanaście metrów dalej..
-
WyStArCzY tEgO... NiE JesTeś WaRt MoJego CzAsU... - powiedziała mrocznym tonem Entoma...
Jej oczy ponownie błysnęły.. Natchmiastowo z jej rękawów wyłoniły się ciemne, ostre szpony, a za jej pleców długie pajęcze odnóża... Pokojówka przekręciła swoją głową w bok...
-
A TErAz.... PokAŻĘ Ci... DLacZeGo StajĄc PrzEcIwKo MnIe, PopEłNiłEś NajWiĘkSzY BłĄD w SwOiM ŻYCIU... - dodała przerażającym tonem Entoma
Sisyphus natychmiast wyczuł magiczną aurę Entomy... Przekraczała jego wszelkie wyobrażenia... Sisyphus zaczął rozumieć że od początku nie miał najmniejszej szansy na zwycięstwo...
Entoma wystrzeliła w jego stronę z prędkością światła zadając cios swoimi szponami które przecinały jego zbroje jak papier. Sisyphus nie był w stanie wymierzyć przez całą walkę nawet jednego mocnego ciosu... teraz nie był w stanie sie nawet bronić... Jej ataki były po prostu za szybkie... Rycerz nie był w stanie w żadnym stopniu nadążyć... Był kompletnie bezbronny...
W pewnej chwili Entoma wzięła zamach jednym z pajęczych odnóży i przebiła na wylot zbroje Sisyphusa... Krew trysnęła natychmiastowo.. Sisyphus został nabity na jej odnóże.. Wytrzeszczył az oczy... Ryknął z bólu.. Entoma podniosła nabitego rycerza w górę przy pomocy swojego odnóża, po czym cisnęła jego ciałem w bok prosto w kolejny budynek....
Sisyphus odczuł na swoim ciele kolosalne i brutalne uderzenia... czuł że krew leci z jego ciała... czuł że stracił jakiekolwiek szanse.. że jego uzbrojenie jest w okrutnym stanie... Entoma była zbyt silna... został ponownie wbity w pobliski budynek, zastygł aż w ścianie... krew leciała z jego ciała... po chwili opadł bezwładnie i runął na ziemię.. zawył i zadyszał.. wściekle...
- En.. t.. omo.. - wypowiedział bezwładnie - Dość.. dosyć.. - przemawiał leżąc twarzą do ziemi.. nie miał na razie mocy aby powstać... ciosy Entomy były zbyt wyniszczające...
Thant niedowierzał.. czuł niesamowite emocje... maleńka Entoma go rozpaliła...
Galthran widząc to wszystko wytrzeszczał jedynie oczy spod swego hełmu... otworzył usta... był pod ogromnym wrażeniem... Entoma sprawiała że czuł pożądania jakich nigdy nie odczuwał... wybudzała w nim wszelkie zmysły.. jego bogini.. była wybitna w każdym calu.. a jej potęgi wprawiały go w kolosalne uznanie i wrażenie.. podziwiał Entomę.. wielbił ją... nie mógł oderwać od niej wzroku... była zbyt wspaniała..
Entoma wolno ruszyła poruszając się na swoich odnóżach w stronę Sisyphusa.. Zatrzymała się tuż przed jego bezwładnie leżącym, rannym ciałem... Spoglądała na niego z góry swoim krwistym wzrokiem..
- ŻaŁOsNY i SŁaBy... - powiedziała mrocznym tonem po czym chwyciła go za ramiona i podniosła wyżej po czym cisnęła nim z powrotem o ziemię z hukiem. Sisyphus ponownie jęknął z bólu... Entoma ponownie wbiła go w ziemię jak zwykłego karalucha.... Sisyphus jęczał i dyszał z bólu... Został kompletnie zniszczony i to w zaledwie kilka chwil... Walka dobiegła końca równie szybko jak sie zaczeła...
Entoma schowała swoje szpony oraz swoje odnóża, wracając tym samym do swojej normalnej formy i normalnego wyglądu... Nastał moment ciszy... Entoma kątem oka popatrzyła na zniszczenia wywołane przez cały pojedynek.. Kilka przecznic i budynków poszło w kompletną ruinę... Dla niej jednak to nie miała żadnego znaczenia.... Skierowała ponownie swoje spojrzenie na doszczętnie zmasakrowanego Sisyphusa... Złączyła oba rękawy ze sobą...
- Jesteś nikim... Mogłabym Cię zabić bez większego problemu... - powiedziała bezwzględnym tonem Entoma w stronę rycerza - Tym razem jednak daruje Ci życie.... Wynoś sie stąd... I NIGDY NIE WRACAJ...
Sisyphus zawył.. jęknął z bólu... warknął.. spojrzał na Entomę brutalnym wzrokiem.. wiedział już że przegrał... że niczego więcej tu nie osiągnie.. że malutka odebrała mu wszystko..
- Entomo.. zniszczyłaś wszystko co kreowałem latami.. - rzekł a po chwili zaczął się czołgać po ziemi aby opuścić swoje tereny...
- Zniszczyłaś i odebrałaś.. wszystko.. - warknął czołgając się