Nagle z podziemi wyłonił się ogromny stwór.. Wielka skolopendra która natychmiast pochwyciła Sisyphusa swoimi żuwaczkami i posyłając go ze sobą jakieś 30 metrów górę... Rycerzowi pod wpływem uderzenia wyleciał miecz z ręki... Po chwili wielki robal cały czas trzymając Siysyphusa w swoich objęciach znurkował w dół wbijając się prosto w głąb ziemi i grzebać Sisyphusa razem se sobą używając jego ciała jako tarana, torując wielki korytarz w głąb ziemi. Sisyphus wyraźnie widział ,że robal grzebie go coraz głębiej i głębiej... Z racji iż stracił swój miecz zdecydował sie uderzyć robala z pięści jednak to do niczego nie doprowadziło... Pancerz potwora była tak twardy że nie był w stanie go zadrapać ani przebić... Rycerz nigdy wcześniej nie spotkał sie z takim stworzeniem... Nie znał jego genezy ani tym bardziej słabych punktów...
Skolopendra natomiast cały czas grzebała go coraz głębiej...
Tłum nie zamierzając dłużej czekać, wyciągnął Callisto z dyb.. Dwoje osiłków pochwyciło ją za nogi i zaczeli ciagnąc po ziemi w stronę przygotowanego stosu... Callisto zostawiła po sobie ślad krwi które sączyli sie z jej odciętych rak i z zakrwawionych ust...
Włóczona po ziemi dalej była wyszydzana.. spluwano prosto na jej twarz i rzucana w nią kamieniami... Jeden z nich oblał całe jej ciało benzyną.. Callisto była skończona... Po kilkunastu sekundach osiłki podnieśli ją i przywiązali mocno twardymi sznurami do słupa....
- SPALIĆ! SPALIĆ! SPALIĆ! - Krzyczał tłum wymachując widłami i pochodniami
Harold który cały czas stał kilkanaście metrów dalej na scenie, obserwował to wszystko w milczeniu. Nie ruszył sie z miejsca odkąd tylko tłum pochwycił ją przy samej scenie..
Callisto była już doszczętnie skatowana.. Nie mogła już nic zrobić... Mogła jedynie pogodzić się z tym ze to jest już koniec... Jej arogancja, bezczelność i głupota doprowadziła ją do tej sytuacji... Na refleksję było jednak już za późno..
Jeden z chłopów podszedł blizej stosu i podpalił zbiorowisko trawy, siana i suchych badyli które zgromadzone były wokół przywiązanej Callisto. Płomień natychmiast zaczął sie rozprzestrzeniać i po kilku chwilach był już pod stopami Callisto... Zaczął palić jej ciało... Czarownica zaczęła krzyczeć w niebogłosy czując ból jakiego nie zaznała nigdy w swoim życiu... Jej skóra która została oblana benzyną wypalała się w trybie natychmiastowym... Wyła... Ryczała...Piszczała... Bol i cierpienie było nieopisane... Czuła, że umiera... że nie może już wytrzymać bólu..
Wieśniacy natomiast śmiali się i patrzyli z satysfakcją jak Callisto umiera.. Czas parszywej czarownicy dobiegł końca... Jej całe ciało płonęło... całe pokrył ogień...
Entoma widząc płonący stos zaśmiała się pod nosem... Nareszcie pozbyła się tej która najbardziej jej zawadzała...
- Nareszcie koniec tych irytujących pisków... - powiedziała zadowolonym tonem Entoma - Jak bedziesz mógł Galthranie... gdy stos sie wypali, wyrzuć jej prochy do morza... Nie chce by jej pozostałości zatruwały choćby skrawek ziemi na terenach, które są teraz w moim posiadaniu...
Osiłek słysząc słowa Vanessy mocno się zdenerwował.. Złapał ją za włosy i gniewnie szarpnął odchylają gwałtownie jej głowe do tyłu... Przyspieszył tempa w swoich ruchach... brał ją najbrutalniej jak to mogło być tylko możliwe.. Vanessa aż wyła... Po ostrej zabawie która trwała tak przez kolejne dobre poł godziny.. eksplodował w jej wnętrzu, wypełniajac ją w pełni.. Po czym odsunął się do tyłu... Vanessa natychmiast upadła na kolana... jej ciało nie mogło się utrzymać na nogach... Czuła wyraźnie ze kompletnie odleciała... doznała niesamowitej rozkoszy... niezwykle jej się to podobało... Jej umysł nie funkcjonował juz normalnie... Teraz nie zależało jej juz na niczym innym...
Lupus przez moment spoglądała na Isabelle... Westchnęła lekko... Isabella dosłownie uwielbiała ją dotykać.. Lupus to tolerowała ale nie ukrywała że nie była tego wielkim fanem... Wygladało to tak jakby Isabella kompletnie nie brała jej na poważnie i traktowała jak jakieś zwierzę tak jak Zerratu... Syknęła lekko pod nosem jednak szybko się opanowała... Jej twarz nabrała powagi... Skrzyżowała swoje ręce patrząc na Isabelle.
- Tak jak Ci mówiłam w mojej wiadomości... Doszło dziś do pewnego skandalu którego dopuścił się twój syn Lorenzo... i musze wprost powiedzieć że gdyby nie moja interwencja doszło by do poważnej tragedii... - powiedziała poważnym tonem Lupus - Zaczynając jednak od początku.... Jeżeli dobrze pamietam Lorenzo miał zakaz imprezowania i wychodzenia bez twojej zgody... Mam rację?
- KUR*A!!!!!!!!!! ROBALU!!!!!!! NIE MAM CZASU! - WYŁ SISYPHUS... ZACZĄŁ RĄBAĆ PIĘŚCIAMI, ROBALA, ZACZĄŁ WYPOWIADAĆ BRUTALNE ZAKLĘCIA MIAŻDŻĄCE, ŚCISKAJĄCE, PODPALAŁ ROBALA CO CHWILĘ... WALIŁ W NIM PRAWDZIWYM ARSENAŁEM...
OSTRZA SISYPHUSA ARCYPOTĘŻNE... MÓGŁ NIMI WŁADAĆ NA ODLEGŁOŚĆ... PRZYWOŁYWAĆ DO SIEBIE... W TEJ CHWILI W JEGO RĘCE POJAWIŁ SIĘ DRUGI Z JEGO MIECZY... CZARNY RYCERZ MOMENTALNIE NIM ZAMACHNĄŁ... WBIŁ OSTRZE W ROBALA... TO NIE CHCIAŁO SIĘ PRZEBIĆ PRZEZ PANCERZ, CZARNY RYCERZ JEDNAK CAŁĄ POTĘGĄ dOCISKAŁ... DOŁADOWAŁ JESZCZE ZAKLĘCIA POPYCHAJĄCE, DOCISKAJĄCe... OSTRZE STOPNIOWO SIĘ PRZEBIJAŁO... POTĘŻNE BRUTALNE CZARNE OSTRZE PRZEBIŁO NIECO PANCERZA ROBALA... MOC SISYPHUSA BUZOWAŁA...
- GNIDO!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - WYŁ SISYPHUS, WALIŁ W ROBALA MIECZEM, PIĘSCIĄ, MAGIĄ... POTĘGAMI WSZELAKIMI...
Callisto czuła jak traci dech.. czuła jak słabnie.. czuła jak brutalnie płonie.. czuła.. że to jej ostatnie momenty... zniszczyli ją.. parszywe.. brudne.. robactwo.. bydło... wieśniaki z widłami, kundle... nienawidziła ich wszystkich... kolosalnie
Galthran westchnął... pokiwał głową... zamierzał spełnić wszelkie słowa Entomy...
Thant natomiast... pomyślał że zrobi sobie chwilę przerwy od masakrowania elfickich ścierw... że zabawi się nieco, a co... wszak uwielbiał to... zerknął wolno na zegarek.. zmrużył oczy.., zaczął coś przeliczać w umyśle... stwierdził w myślach, że Sisyphus powinien właśnie wkraczać do Volturus... na swoje tereny... aż się uśmiechnął i zachichotał... klasnął lekko w ręce...
- Panowie... pozwólcie że teraz was opuszczę.. później się spotkamy... na polu bitwy.. - przemówił do Cassahsa, Drakkana i Zerratu.. po chwili pstryknął palcami i teleportował się.. pojawił się w Volturus... na jednym wyższych budynków, na dachu... przysiadł sobie a prawą dłoń oparł o kolano... od razu dostrzegł wszechobecny szum, amok i wariactwo...
- O jasny gwint.. widzę że zabawa trwa w najlepsze... niesamowicie tu wesoło! - zachichotał zerkając po całej okolicy.. nie dostrzegał nigdzie Sisyphusa...
- Gdzie ten masywniak... nadal pędzi?... - rzekł spokojnie pod nosem
Zakira zaś mocno spała... w jej umyśle jednak trwał horror... co chwila niekontrolowanie pojękiwała, jej oczy cały czas były zaszklone łzami... jej umysł nie dawał jej zapomnieć o tym jak ją zgwałcili.. o tym okrutnym horrorze... co chwila wiła się w łóżku niekontrolowanie... była taka bezbronna, taka skrzywdzona... cały czas była przerażona, nawet podczas snu...
Vanessa oddychała szybko, klęczała.. pojękiwała raz po raz... czuła się niesamowicie.. jej ciało drżało.. czuła się rozkosznie...
- Panowie.. mm.. panowie... jesteście.. naprawdę niesamowici.. - jęczała do osiłków ulegle cały czas klęcząc
W tej chwili wolno westchnęła i jęknęła...
- Szkoda.. że zamierzacie mnie zabić.. że taki macie zamiar... - jęknęła - Nie będziemy mogli tego powtórzyć.. nie będziemy mogli się już nigdy zabawić.. - mówiła słodkim uległym tonem
- A zapewniam was.. panowie... że byłabym waszą uległą dziewczynką na każde skinienie.. - jęknęła niesamowicie uległym, ponętnym i uwodzicielskim tonem.. swymi słowami nadal na nich działała.. była dla nich kompletnie posłuszna.. to ich niesamowicie kręciło.. mówiła tak jakby należała do nich..
Jęknęła ponownie nadal rozkoszując się tym jak ją brali.. dziko.. zwierzęco.. mocno.. od tyłu... w różne miejsca...
- Panowie.. tyle jeszcze pozycji.. możliwości.. - jęknęła ponownie - Zapewniam was że moje usta i język potrafią czynić cuda.. a gardło mam bardzo.. głębokie.. - jęczała im ulegle Vanessa - Szkoda że mój los jest przesądzony... bo byłabym wasza, pokorna i zawsze wam uległa.. - dodała ponętnym głosem mocno na nich działając...
- Niesamowicie mnie zerżnęliście.. dzięki.. doprawdy prawdziwe ogiery.. - jęknęła ulegle - jak tylko przybędzie admirał... pokażę wam co jeszcze potrafię.. mam nadzieję że mi zezwoli.. - jęknęła jeszcze ulegle kończąc.. oblizała lekko usta.. całkowicie się w tym zatraciła.. wiedziała że jej los przesądzili.. wiedziała że mają nad nią władze.. kontrolę.. jej skryte żądze, pragnienia i uległość się wybudziły... pragnęła tego...
Isabella stała tyłem do Lupus, słuchała jej słów... Cesarzowa zawsze nie mogła powstrzymać się przed dotknięciem Lupus... to była zbyt silna żądza.. uwielbiała ściskać jej mięciutkie policzki, gładzić po głowie, muskać jej uszka... uwielbiała te wszystkie czułości z rudowłosą pokojóweczką... zawsze jak ją widziała to pierwsze co musiała zrobić to właśnie to... to było zbyt silne...
Cesarzowa wolno odwróciła się w jej kierunku... dostrzegła że ta nabrała poważnej miny...
- Cóż... no... po tych ostatnich ekscesach... dostał takie przykazania... - odparła Isabella - Miał się wyciszyć... opanować umysł, żądze, myśli... miał posiedzieć trochę w zamku a nie ciągle wychodzić... otrzymał drogocenny dar... miał przeczytać potężną księgę... - przemówiła wolno Isabella.. westchnęła lekko
Skolopendra ryknęła gniewnie po ciosach Sisyphusa.. Jego ataki bardziej ją rozwścieczyły niż zraniły... Jej oczy błysnęły krwistą czerwienią... Zacisnęła mocniej swoje szczękoczułki na jego ciele... Sisyphus poczuł to bardzo wyraźnie... Siła tego potwora była większa niz się spodziewał..
Zaczeła nim miotać na prawo i lewo.. Sisyphus walił co chwile o skały i twarde kamienie w wydrążonym w podziemiach przez potwora tunelu. Był w patowej sytuacji...
Entoma odeszła kawałek od Galthrana.. Ten natychmiast skupił swoją uwagę na jej nogach... Słyszał też odgłos jej niedużych obcasów..
Sama pokojówka jednak kierowała swoją uwagę na tłum, który ostatecznie zakończył żywot Callisto paląc ją na stosie... Ta bowiem zdołała juz wyzionąć ducha... jej ciało było całe już zwęglone... płonęło jak pochodnia... Entoma kiwnęła głową idac wolno w stronę sceny...
Wyczuła natychmiastowo też obecność wezyra Thanta... Wiedziała doskonale, że ten obserwuje wszystko co sie dzieje z dachu pobliskiego budynku... Ten fakt jednak niezbyt ja interesował... nie przeszkadzała jej obecność widowni.. Wiedziała, że prawdziwe przedstawienie dopiero się zacznie... zachichotała lekko pod nosem..
Dwoje osiłków spoglądało przez chwile na Vanesse słuchając jej słów... Nic jednak nie odpowiedzieli na jej słowa.. Spojrzeli jedynie na siebie nawzajem po czym wyszli zostawiając ją samą w swojej celi... Oboje stanęli na straży pod drzwiami...
Lupus pokiwała lekko głową.
- W takim razie nie zrobił nic z tego co mówisz.... Zamiast tego wykorzystując twoją nieobecność wymknął sie z zamku i poszedł na randkę z niejaką Emily...
Po tych słowach Lupus wyciągnęła z kieszeni telefon i podała go do ręki Isabelli.
- To jest jej telefon... Znajdziesz na nim mnóstwo interesujących zdjęć ze swoim synem... Oboje pojechali bowiem na imprezę do klubu... Trochę musieli wypić... Niektóre z tych zdjęć są co najmniej niestosowne... - powiedziała Lupus poważnym tonem
Entoma weszła spokojnym krokiem na scenę.. Harold który stał na jej uboczu przez ten cały czas natychmiast skierował na nia swoje spojrzenie. Pokojówka stanęła na środku i wyciągnęła swoje rękawy przed siebie..
- Moi drodzy... - zaczęła donośnym tonem
Wszyscy zebrani od razu spojrzeli na swoją nową władczynie.. Błyskawicznie ucichli i opuścili swoje widły i pochodnie..
- Mam nadzieje, że wydanie w wasze ręce tak parszywej i paskudnej osoby jaką była Callisto w pełni uświadomiło was o tym że pod moją opieką możecie liczyć na sprawiedliwe osądy i adekwatne kary... Nikt nie jest ponad nowym prawem.. nawet ktoś tak wysoko postawiony jak ta wiedźma... Zapamiętajcie to...
Zgromadzeni chłopi słysząc jej zaczęli słowa kiwać głowami i szepetać miedzy sobą... wszyscy najwyraźniej sie zgodzili z jej słowami... Nikt nie zamierzał protestować...
- Dziś rozpoczyna sie nowa era... zarówno dla mnie jak i dla was wszystkich... Właściwie to w szczególności dla was... jesteście bowiem teraz POD MOJĄ OCHRONĄ... - dodała Entoma zadowolonym tonem
Tłum zaczął wiwatować i klaskać... Harold również pokiwał wolno głową na jej słowa...
- Dobrze.... Już wystarczy.... Mój Przyjacielu... Resztą zajmie się twoja Pani... Mozesz odejść.... Spisałeś się... - powiedziała telepatycznie Entoma słuchając wiwatów zebranych przed sceną ludzi..
Skolopendra otrzymała wiadomość... Przez moment jeszcze dociskała Sisyphusa po czym najzwyczajniej puściła go.... Potwór ryknął donośnie po czym cofnął się i zaczął drążyć korytarz w ziemi w innym kierunku znikając z oczu rycerza.. Sisyphus pozostał kompletnie sam.. nieco poobijany... głęboko pod ziemią.. Nie miał pojęcia dlaczego robal go tak po prostu zostawił, ale wiedział, że musi sie stąd wydostać...
- Ty mi to powiedz Isabello... - odparła Lupus - Aczkolwiek to dopiero początek tej historii...
Rudowłosa westchnęła głęboko..
- Gdy skończyli się bawić na imprezie... pojechali samochodem...Oboje.... udali sie do twojej prywatnej rezydencji w Arkham... Wątpię abyś dawała im zezwolenie na wchodzenie do niej, a co dopiero korzystania z twojej sypialni... ale Lorenzo zamierzał pójść na całość... Oboje poszli prosto do łóżka...
Sisyphus widział jak robal odchodzi... syknął gniewnie... zakręcił mieczem w dłoni...
- Kur*a... wariactwo.. - przemówił, a po chwili ruszył w górę tunelem... kroczył w celu wyjścia... niebawem miał już być na powierzchni, a zaraz potem w mieście.. jego przyjazd był tuż tuż...
Thant obserwował poczynania maleńkiej Entomy... aż pokręcił głową...
- No niesamowite... maleńka przejęła tutaj całkowitą kontrolę.. nad wszystkim.. nad wszystkimi.. - mówił obserwując z wysokości widowisko - Niesamowite... doprawdy... cóż za istota... - mówił pochlebnym tonem...
Isabella była zaszokowana... podeszła bliżej Lupus...
- CO?! - syknęła - Nie wierzę.. - mówiła.. od razu zaczęła rozważać co mogli tam robić.. czy grzebali jej po szafkach.. czy coś jej otwierali... czy gdzieś zaglądali... czy wchodzili jej do garderoby... syknęła...
- Co?! No nie.. Co robili?! Mów po kolei!!! Lupus! Czy... - krzyknęła Isabella i chwyciła dłońmi ramiona Lupus... potrząsnęła nią lekko...
Lupus otworzyła minimalnie szerzej oczy... jej powaga jednak była w pełni zachowana, nawet gdy Isabella zaczęła nią potrząsać.
- Mówię co widziałam na własne oczy... - odparła Lupus - Jeżeli mi nie wierzysz możesz użyć swoich wież aby dojrzeć co się działo w tej sypialni... Widziałam dobrze jak oboje rozpoczynają ten cały akt... jak zdejmują z siebie ubrania... nawet jak ta żałosna modelka zaczyna używać swoich ust do... cóż... jakby to ująć.... "zaspokajania" księcia... Widziałam wszystko...
Entoma stojąc na scenie złączyła oba rękawy ze sobą... Spoglądała na tłum w bezruchu obserwując w milczeniu jak Ci wiwatują... Lekko pokiwała głową.. Stos nadal płonął... jednak teraz już przygasał i sie wypalał.. Ciała Callisto już nie było.. Dawno przemieniło się w popiół...
Neloth spoglądał cały czas na Barukę.. Pokręcił lekko głową i przełknął ślinę... Cały czas miał nadzieję że ten zgodzi się na jego warunki.. Król Elfów nie chciał mówić Wojnie o porażce w negocjacjach...
- Błagam Cię Baruka... - rzekł po chwili drżącym głosem Neloth - Jeśli nam nie pomożesz ona zabije wszystkich... Czy naprawdę chcesz aby niewinne kobiety i dzieci umarły bo nie zdecydowałeś się pomóc? One nie są niczego winne... Zrobie co tylko będziesz chciał... Oddam wszystko.. Dam ci nawet moją koronę...
W tym momencie Neloth zdjął koronę i położył ją na stole przed Baruką.
- Zrób z nią co chcesz... Zniszcz.. sprzedaj.. zachowaj dla siebie... Nie zależy mi na tym... Jedyne czego potrzebuje to twojej pomocy... Co mam zrobić abyś mi uwierzył?
Baruka wsłuchiwał sie w słowa Nelotha... Wątpił aby to była zwykła manipulacja... Neloth nigdy nie byłby zdolny do takiego zachowania w szczególności do kogoś takiego jak on... Coś musiało być na rzeczy... Neloth bał się i to mocno.. Baruka dobrze to był w stanie zauważyć... Pytanie jednak brzmiało czy był to strach o swoich ludzi i Królestwo, strach przed sama Isabellą czy raczej o coś zupełnie innego....
Baruka mimo iż nie przepadał za Nelothem miał świadomość że niektóre z jego argumentów były trafne... Nie był żadnej gwarancji tego ze Isabella nie zdecyduje się podbić także i jego osadę... że zdecyduje sie wezwać wojska aby wyrżnąć jego ludzi... Włączenie się do wojny oznaczało w zasadzie bezpośrednie narażanie się... ale nic nie robienie i czekanie aż wrogie oddziały zapukają do drzwi również było niezbyt dobrym rozwiązaniem... Właściwie nie było żadnego dobrego wyboru w tym zakresie... każdy z nich był zły i z pewnością posuwał za soba jakieś konsekwencje... Baruka musiał wybrać to które wydawało się bardziej sensowne zarówno z jego punktu widzenia jak i jego ludzi...
- Zniszczą nasze miasta.. to kwestia czasu... - mówił Neloth - Nie zdołały obronić wszystkich...
Baruka westchnął głęboko i podrapał się od tyłu po głowie.
- Dobra.. Niech Ci bedzie... Dołączę do walki... - rzekł Baruka poważnym tonem
Neloth słysząc to otworzył lekko usta.. Był zaskoczony
- Huh? Zaraz...Naprawdę?
- Ta... - odparł Baruka srogo wstajac na równe nogi - Moi ludzie to wojownicy z krwi i kości... Nie bedą i tak siedzieć bezczynnie... Ich instynkt im nie pozwoli...
- Czyli.. czyli pomożesz... Pomożesz zwalczyć Isabelle!? - ryknął Neloth również wstając od stołu
- To nie moja robota... - odparł Baruka - Ale... z chęcią wezwałbym ją na pojedynek.. ciekawią mnie jej umięjetności w walce... Jeśli jakieś posiada i nie jest taką łajzą jak ty...
Neloth przełknął ślinę.. Spoglądał na Baruke.. Ten pochwycił jego koronę ze stołu i rzucił w jego stronę.. Neloth złapał ja natychmiast lekko zdzwiony.
- Bierz to badziewie z mojego stołu... Nie jest i tak nic warte... - rzekł Baruka
Szefowa i Magister dotarli tymczasem pod drzwi jej osobistej komnaty. Oczywiście rzecz jasna stało pod nimi mnóstwo ludzi... tych samych których spotkał Magister wcześniej..
- Uch... znowu to samo... - mruknęła wyraźnie poirytowanym tonem.. Magister który szedł za nią dobrze to usłyszał i zaśmiał sie cicho.
Wszyscy zebrani widząc swoją nadchodząca Panią błyskawicznie pochylili głowy..
- Pani... Czekaliśmy na ciebie... - rzekł jeden ze strażników
- Mhm... O co chodzi? Czemu blokujecie przejście do mojej komnaty... - powiedziała niezadowolonym tonem Szefowa
- Prosze wybaczyć... - odpowiedział strażnik i błyskawicznie sie odsunął, tak jak i cała reszta... Ponownie pochylili głowy...
Szefowa przeszła obok niego i podeszła do drzwi... Chwyciła jedną ręką za klamkę.. jednak jej spojrzenie cały czas było skierowane na straznika.
- Mów o co chodzi... Nie mam czasu... - powiedziała
- Tak Pani... Otrzymaliśmy informacje ze stolicy... Znany Ci jegomość... Hektor Vo Aberam który uczestniczył w ostatnim zwołanym przez ciebie spotkaniu zamierzał przekazać Ci informacje że przybędzie dziś na spotkanie ze swoim synem... Powiedział ze chce go wtajemniczyć w cały plan, gdyż to on bedzie jego następcą jako CEO...
Szefowa kiwnęła lekko głową.. Był to dla niej dosyć zrozumiały i sensowny argument...
- Jasne... nie mam nic przeciwko temu... - odparła
- W takim razie przekażemy mu informacje... - rzekł strażnik i natychmiast wszyscy się rozeszli... Magister spoglądał jak odchodzą..
- Tss... - sykneła Szefowa otwierając drzwi.
Statek Nieumarłych powoli zbliżał się na Abregado.. Wyspę można było dostrzec już na horyzoncie... Nihil który stał za sterem spoglądał w milczeniu przed siebie... Przez cała podróż miał naprawdę wiele czasu aby przemyśleć to co zaszło na morzu... Teraz wiedział już co powinien uczynić i jakie podjąć działania.... Miał świadomość, że to bedzie kolejny ciężki dzień... Nie był z tego powodu zadowolony...
Isabella słysząc co mówi Lupus puściła wolno jej ramiona... wytrzeszczyła oczy... prawą dłonią chwyciła się za głowę i czoło.. westchnęła słysząc to wszystko... niedowierzała... jej syn.. w jej rezydencji.. potajemnie.. z jakąś blond laleczką, modelką.. w nocy...
- Nie wiem jak to skomentować... - odparła wolno Isabella - Czyli... ta blondyna... robiła mu dobrze ustami.. w mojej rezydencji.. w jednej z moich sypialni.. - powtórzyła Isabella, aż zachichotała niekontrolowanym śmiechem załamania, szybko jednak znowu spoważniała... przygryzła lekko usta.. żałowała że nie kontrolowała tego tematu bardziej...
- Powiedz mi Lupus... czy po takim początku tego... aktu... czy potem.. Lorenzo.. wszedł w nią? - spytała Isabella, nie zamierzała gryźć się w język.. musiała spytać prosto z mostu.. zmrużyła oczy i przeszyła Lupus swoim wzrokiem.. widać było że już nie ma żartów..
Sisyphus natomiast po szybkim marszu dostrzegł jasność światła.. wyjście z tego tunelu wykreowanego przez robala.. to bydło znacznie go spowolniło... cały czas przeklinał... wyszedł po chwili na powierzchnię.. zerknął za siebie.. tunel doprawdy robił niezłe wrażenie..
- Co to kur*a było?! Takie bydło zalęgło się na tej pustyni? Taki kolos? Jakim cudem... a może... Isabella wpuściła tutaj coś, na te tereny? W związku z wojną? - gadał głośno rozważając
- Kur*a.. wojna... już dawno miałem tam być... - zaciskał pięści - Chrzanię to jednak na razie... - dopowiedział brutalnym mrocznym tonem
Jego nieumarły wierzchowiec ponownie pojawił się przy nim... Sisyphus pogładził jego kościsty pysk... poklepał lekko po boku.. po chwili dosiadł go ponownie...
- Nadchodzi więc chwila prawdy... pora sprawdzić co oni wszyscy zrobili na moich ziemiach... - rzekł Sisyphus i ruszył ponownie przed siebie... był już naprawdę nieopodal Volturus... zaczął zastanawiać się czy jakieś oddziały go powitają.. zaczął zastanawiać się czy Czarni Rycerze wyjadą mu naprzeciw... zastanawiał się czy komendanci będą przed nim klęczeć tuż przy bramie.. a najważniejsza myśl w jego głowie... Callisto... tęsknił za swoja kobietą... wiedział że już niebawem czarownica będzie w jego ramionach.. on zaś pocałuje jej usta.. uniesie na ręce.. zabierze do alkowy... nie mógł się doczekać kolejnej upojnej nocy ze swoją kobietą w łożu... wiedział jednak że najpierw robota.. najpierw wszystkie te sprawy... pędził przed siebie... był już praktycznie u celu..
- Huh... Coż...Bardzo chciał to zrobić... Właściwie już się za to zabierał... ale... powstrzymałam jego zapędy w ostatniej chwili... - odparła Lupus po czym w jej ręce pojawił się skórzany worek który podała w ręce Isabelli. Gdy Cesarzowa go rozwinęła dostrzegła w nim odciętą, martwą głowę modelki..
- Pozbyłam się jej osobiście... Wiele razy widziałam ją razem z Lorenzo.. jak próbowała sobie owinąć go wokół palca... Ostrzegałam ją wiele razy, ale nie posłuchała... Otrzymała więc zasłużoną karę...
Szefowa weszła do swojego gabinetu.. Magister wkroczył tuż za nią i zamknął za sobą drzwi.. Spoglądał jak kobieta podchodzi do swojego tronu, jednak nie zasiada na nim ale obchodzi go dookoła i schyla się aby coś wyciągnąć...
Łowca Nagród szybko dostrzegł ze była to maska.. ta sama którą Żniwiarz zdołał wykraść ze skarbca Cesarzowej w jej Zamku...
- Co chcesz z nią zrobić? - zapytał Magister wyraźnie zainteresowany.
- Jak to co... bedzie nam przecież potrzebna aby dokończyć nasze zadanie... Aby ożywić zebrane przez ciebie szczątki, wszystkie fragmenty muszą być ze sobą połączone... Ta maska... ten artefakt jest tego nieodłączną częścią...
Magister pokiwał wolno głową.. Zaczął rozumieć co Szefowa ma na myśli..
- Wiem że pewnie słyszałaś to juz wiele razy... ale... To pytanie samo nasuwa mi sie na jezyk.... Jesteś absolutnie pewna, że to dobry pomysł?
Szefowa zaśmiała się pod nosem i popatrzyła na maskę.
- Oczywiście... Przecież nie robię tego z czysto egoistycznych powodów... Wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje... Być moze jednak niebawem to zrozumiesz i wszelkie wątpliwości znikną z twojego umysłu...
W tym momencie Szefowa odwróciła wzrok spoglądając w kierunku niewielkiej szafki stojącej pod drzwiami... Zmrużyła lekko oczy... Wydawało jej sie ze coś wyczuła... Natychmiast podeszła do niej i otworzyła pierwszą szufladę.... Jeden z przedmiotów się tam znajdujących błyszczał złotym blaskiem... Chwyciła go do ręki i przez chwile spoglądała na niego w milczeniu.
- Co sie dzieje? - zapytał Magister
- Hmm... Wszystko wskazuje na to że bede musiała się udać na chwilę w pewne miejsce...
- Huh? - mruknął łowca Nagród
W tym momencie Szefowa rzuciła maskę w stronę Magistra a ten złapał ją lekko zaskoczony.
- Zanieś ją do laboratorium.. Moi ludzie będa już wiedzieć co z nią zrobić... - powiedziała poważnym tonem
- Zaraz... chwila.. dokąd idziesz? - zapytał Magister
- Nie musisz się martwić... Moje nieobecność potrwa jedynie krótką chwilę... Gwarantuje że nie zdążysz zatęsknić... - odparła kobieta po czym nic więcej nie mówiąc teleportowała się zostawiając Magistra samego. Ten jednak nie był z tego powodu zadowolony... Syknął pod nosem po czym wyszedł z komnaty...
Statek Admirała na którym więziona była Vanessa, objął niespodziewany kurs na pojedynczą wysepkę... Sam Admirał wyszedł z kajuty ze schowanymi za plecy rękami i rozglądnął sie po pokładzie obserwując swoją załogę.. Szybko jednak odwrócił wzrok spoglądając na brzeg wyspy do której jego statek dopłynął... Natychmiast jeden z załogi zarzucił kotwicę...
- Jesteśmy na miejscu... Doskonale... - rzekł Admirał zadowolonym tonem. Dotarł bowiem do miejsca do którego planował dotrzeć..
Kilku elfów podeszło do niego oczekując na dalsze polecenia.
- Sir... dlaczego kazałeś nam zatrzymać się właśnie tutaj? - zapytał po chwili ciszy jeden z zołnierzy
Admirał zaśmiał sie pod nosem
- Pytania... Ciągle te same głupie pytania... - rzekł i kiwnął lekko głową - Logiczne chyba jest, że skoro czarodzieje są kompletnie bezużyteczni i nie są w stanie zrobić to o co prosze, to muszę sam sie tym zająć...
Żołnierz słysząc te słowa natychmiast zamilkł. Admirał tymczasem, nie wahając się nawet chwilę zeskoczył z pokładu statku prosto na piaszczysty brzeg wyspy.. Mruknął pod nosem...
- Idzie i przyprowadźcie mi tu tę cesarską samozwańczą kapitan z celi... Bedzie nam potrzebna... - rzekł Admirał donośnym tonem, po czym ruszył przed siebie..
Entoma wiedziała, że Sisyphus nadchodzi... Nie czuła jednak z tego powodu żadnego strachu ani smutku... Wręcz przeciwnie... Jedynie co odczuwała to ekscytację... niesłychaną ciekawość i fascynację... To w jaki sposób Sisyphus bedzie sie zachowywał.. to jakie będzie wyrażał emocje... jaka bedzie jego reakcja... To najmocniej ją intrygowało...
Zachichotała lekko pod nosem..
- Sisyphus jest blisko... - powiedziała cichym i spokojnym tonem.. Jej słowa jednak zdołał usłyszeć Harold który stał obok... Otworzył lekko usta zaskoczony... Nie wiedział jak interpretować jej stoicyzm... Entoma doprawdy była dla niego tajemniczą istotą...
Isabelli błysnęły oczy... odetchnęła... z ulgi... spoglądała na pokojóweczkę...
- Lupus... kocham cię! - krzyknęła nagle z radości i ulgi, momentalnie pocałowała ją namiętnie w policzek.. po chwili ucałowała jej czoło.. ponownie przytuliła..
- Jestem twoją dłużniczką, kochana... - rzekła Isabella zerkając jej w oczka - Uchroniłaś Lorenzo przed.. takim aktem.. takim błędem.. mam u ciebie dług wdzięczności, możesz być pewna Lupus... co tylko zapragniesz.. - rzekła Isabella i pogładziła rudowłosą po jej głowie i włosach..
Vanessa nadal klęczała.. była w ekstazie.. jej oddech już się uspokoił... jej zamiary zaś nie... oczekiwała na dalsze wydarzenia... wiedziała że należy już do nich... kątem ucha usłyszała jakieś kroki...
Sisyphus zaś na swym wybitnym wierzchowcu podjechał pod bramy Volturus... momentalnie wyczuł ogromne zakłócenia i amok.. tam w mieście... działo się ogrom... był pewien.. zacisnął pięść... zerkał na bramy...
W tej chwili kolosalne bramy miasta otworzyły się... z hukiem... a w nich pojawiła się kompania... jeden z komendantów... wraz z oddziałami... wyruszył naprzeciw Sisyphusa na koniu...
Czarny Rycerz był czujny... położył dłoń na plecach, na klindze swego brutalnego ostrza... był gotów tutaj na wszystko.,.. był gotów na masakrę od samego początku.. z każdą sekundą coraz bardziej się ładował, czuł jak zaczyna buzować... czuł jak furia w nim narasta... czuł napływy potęg... mógłby walczyć w tej chwili przez 3 miesiące dzień i noc.. takie pokłady mocy skumulował... był WŚCIEKŁY...
Komendant podjechał na koniu... po chwili zaś zeskoczył z jego grzbietu... spoglądał na Sisyphusa... po chwili przyklęknął na kolano...
- SISYPHUSIE! W KOŃCU! - RYKNĄŁ KOMENDANT - OCZEKIWALIŚMY, LIDERZE... NAWET NIE WIESZ JAKA MASAKRA... - PRZEMAWIAŁ KOMENDANT...
Sisyphus zmrużył lekko oczy pod hełmem.. słuchał go.. pokiwał lekko głową...
- SISYPHUSIE! POZWÓL NAM WKROCZYĆ Z TOBĄ! JESTEŚMY CI WIERNI JAK PSY - PRZEMAWIAŁ MASYWNY KOMENDANT
Sisyphus pokiwał głową ponownie...
- Doooobrzee.... dooobrze, doskonale... cenię waszą lojalność... - rzekł potwornym brualnym tonem Sisyphus... w tej chwili wydobył zza pleców potężny Czarny Miecz.. trzymał go w dłoni... ruszył ponownie przed siebie na wierzchowcu, komendant podążył za nim... zaraz minęli oddziały, a wojownicy ruszyli za nimi... PRZEKROCZYLI BRAMY... WKROCZYLI NA TEREN... SISYPHUS POWRÓCIŁ...
- Walić w bębny, robić szum.. - przemówił potwornie Sisyphus
Komendant pokiwał głową i dał rozkazy...
Kroczące oddziały zaczęły walić w bębny, DUDNIĆ, HUCZEĆ, WALIĆ, RĄBAĆ, TRZASKAĆ, RZUCAĆ FLARAMI I ZAKLĘCIAMI W POWIETRZE, NA POWIETRZU I NIEBIE NAD MIASTEM POJAWIŁY SIĘ KOLOSALNE WYBUCHY POTĘGI I OGNIA, WALILI W POWIETRZE OGŁASZAJĄC POWRÓT SAMCA ALFA I LIDERA...
SISYPHUS WJEŻDŻAŁ NA SWYM NIEUMARŁYM WIERZCHOWCU... WSZYSTKO ZA JEGO PLECAMI DUDNIŁO... WYLI KU JEGO CZCI... SZUM BYŁ KOLOSALNY... WIELE RÓŻNYCH OSÓB i MIESZKAŃCÓW WYCHYLAJĄCYCH Z OKIEN WIDZĄĆ POWRÓT LIDERA PADAŁO NA KOLANA, WYBIEGAŁO PRZED DOMY... PADALI NA KOLANA... CZCILI WŁADCĘ I LIDERA...
UZBROJENIE SISYPHUSA EMANOWAŁO POTĘGĄ I MROCZNĄ MAGIĄ, WPROST BUZOWAŁO...