MineServer.pl - Minecraft Serwer Serwery Minecraft

Pełna wersja: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Ludzie w tłumie popatrzyli na siebie nawzajem i pokiwali głowami... Ustawili sie w kolejce i po kolei zaczęli odbierać pieniadze tyle ile potrzebowali... Skrzynie złota błyskawicznie ubywały jedna za drugą... Isabella słyszała też po kolei wszystkie potrzeby jakie miały poszczególne osoby... Wielu straciło swoje domy w wyniku bombardowań więc domagali się ich odbudowy.... inni stracili członków rodziny i domagali sie pochówku zmarłych i zadośćuczynienia za tę stratę... inni przez decyzje Isabelli stracili prace i domagali się ponownego zatrudnienia i odszkodowania za utracony okres czasu... inni biedniejsi błagali o zmniejszenie całej inflacji bo aktualnie nie było ich stac nawet na najprostsze zakupy w końcu ceny gwałtowanie poszybowały w górę gdy tylko Isabella rozpoczęła cały konflikt..
Cesarzowa słuchała coraz to nowszych wymagań i problemów które targały mieszkańcami... Wielu miało podobna historię... każdy bowiem stracił coś przez jej głupotę... przez jej decyzje... Wszyscy brali tyle pieniędzy i tyle złota ile potrzebowali... To błyskawicznie sie kończyło... Gdy takowe otrzymali zaczęli sie stopniowo rozchodzić... Kolejka jednak wydawał sie nie mieć końca... Cały czas dochodziło nowe osoby które przybyły później... Isabella widziała jak pieniędzy coraz bardziej jej ubywa...


W tym samym czasie Vanghar był już w pełni przygotowany do wyruszenia na spotkanie z Lodowymi Elfami.. Miał świadomość że musi się porozumieć z ich liderem i dojść do kompromisu.. Przez ten cały czas bowiem Neloth prowadził względem tej niewielkiej nacji dosyć agresywną politykę... Sam fakt że udało im się ich przekonać do pomocy był dla Vanghara dużym zaskoczeniem... Aczkolwiek Isabella byłą w końcu ich wspólnym wrogiem... a przecież nikt tak nie łączy zwaśnionych sąsiadów jak zagrożenie z zewnątrz które mogło unicestwić ich oboje...
Vanghar który przebywał w swojej nowej rezydencji ubrał na siebie świeży komplet ubrań i nową marynarkę wojskową... Był teraz liderem całego narodu, ale nie zamierzał zakładać korony ani trzymać w ręce berła... To nie było w jego stylu.. Nie było mu to potrzebne... Panowanie królów dobiegło końca... Isabella była więc ostatnią monarchinią... Vanghar zamierzał upodobnić ustrój swojej władzy do tej istniejącej wśród Nieumarłych jako Naczelnego Wodza i w ten sposób kontrolować całe państwo...
Gdy był już gotowy wyszedł na zewnątrz... Przy bramie czekał na niego już Argal oraz kilku zwiadowców którzy z nim rozmawiali.. Vanghar podchodząc blizej zmrużył oczy... Domyślał sie że przynoszą jakieś wieści..
- Sir... - rzekł jeden z zwiadowców pochylając głowę przez Vangharem
- O co chodzi... - mruknął Vanghar
- Zgodnie z twoim rozkazem koszty reparacji nadal sa sumowane... Aczkolwiek... Jesli chodzi o Smoczymost to może być pewien problem...
- Hm... Chodzi o plagę? Słyszałem ze coś się tam wydarzyło podejrzanego...
- Tak... Całe miasto jest kompletnie zdewastowane... Toksyczna zielona mgła osacza całą jego okolice... Musieliśmy odizolować cały teren...
- Wiemy coś wiecej o tej całej pladze? - zapytał Vanghar
- Niewiele Sir.. Nie znamy jej pochodzenia ani przyczyn jej rozwoju... Z tego co jednak udało sie ustalić to fakt ze choroba ta jest przenoszona przez gryzonie i jest niezwykle zaraźliwa... Nie ma też na niej żadnego lekarstwa...
- Jest szansa że Isabella stworzyła taką broń biologiczną i zdecydowała sie ją użyć na nas?
Zwiadowca wzruszył ramionami
- Cieżko powiedzieć... Ale z tego co mi wiadomo Cesarstwo zmaga sie z podobnym problemem... Wiele z ich miast nawiedziła ta sama plaga i zdewastowała wszystko na swojej drodze nie pozostawiając ani jednej żywej duszy...
- Ciekawe...Trzeba bedzie przeprowadzić śledztwo na ten temat i jeśli to możliwe stworzyć lekarstwo.. Przekaż odpowiednim służbom moje polecenie.. Niech pobiorą pojedyncze próbki z martwych ciał ze Smoczymostu zachowując przy tym wszystkie procedury sanitarne i rozpoczną działania w celu wytworzenia antidotum na tę cholerną plagę... A co do samych zniszczeń... Ech.. Coż.. Wyliczcie straty i dołączcie je do puli reperacji... Isabella zapłaci tak czy siak... W koncu i tak bombardowała te tereny... - powiedział chłodnym tonem
Argal uśmiechnął się pod nosem słysząc słowa Vanghara...Zwiadowca natomiast kiwnął wolno głową
- Oczywiście jak rozkażesz Sir.. - odparł i natychmiast ruszył aby wypełnić polecenie..
Vanghar odprowadził go swoim wzrokiem aż zniknął mu z oczu po czym skierował swoje spojrzenie na Argala..
- Jesteś gotów? Czeka nas kolejna ważna rozmowa.. - rzekł Vanghar
- Tak... Mam tylko nadzieje jednak że tym razem nie bedzie takich dziwnych sytuacji jak podczas negocjacji z Cesarzową Isabellą... - powiedział Argal drapiąc się lekko po głowie... Dobrze pamiętał co czyniła tam Isabella...
- Spokojnie... tym razem wydaje mi się, że to będzie po prostu.. męska rozmowa... Nie wykluczam jednak tego ze może być ciężka... - odparł Vanghar


Natomiast przy bramie zamku należącego do Isabelli, olbrzymi jaszczur jakim był Varran ocknął się ze swojego snu... Uniósł swoją głowę wysoko... i przez kilka sekund wpatrywał sie w ocean... Jego zmysły były bardzo wyostrzone... Wyczuł coś... Coś bardzo niepokojącego.. Coś miało się niebawem wydarzyć... Coś bardzo złego.. Syknął głośno i uniósł swoje ciało i ruszył naprzód... Natychmiast staranował bramę zamku niszcząc ją jakby była z tektury i ruszył w stronę oceanu... Gdy po chwili dotarł na klifowy brzeg ryknął donośnie i skoczył z wysokości prosto do wody z wielkim hukiem... Z racji iż genetycznie był spokrewniony z krokodylami to był doskonałym pływakiem... Nie oglądał sie za siebie... kierował sie na południe...


Na terenach Bractwa Czarnych Rycerzy w przeciwieństwie do reszty świata panował względny spokój... Miasta stały sie dużo spokojniejszy i bezpieczniejsze gdy Entoma pozbyła sie wszystkich rozbójników i pijaków należących do hołoty od dawna gryzącego piach Stopczyka oraz zwolenników Callisto i Sisyphusa... Ludzie zaczeli od nowa korzystać z życia i chodzić bez strachu czy to do kawiarni czy na zakupy... Życie znacząco się polepszyło... Harold był z tego powodu bardzo zadowolony... Widział teraz miasto takie jakie było przed laty... nietknięte przez zbrodniarzy i pijaków... w pełni tętniące życiem bez zbędnych i uciążliwych incydentów... W końcu zapanowała tu harmonia i spokój... Entoma w tak krótkim czasie dokonała czegoś czego nikt inny nie był w stanie dokonać... Temu też właśnie teraz powstawał upamiętniający ją pomnik... Niebawem miał zostać skończony... Harold był przekonany ze spodoba sie Galthranowi... Był w końcu taki jaki on sam go naszkicował... To była jego wizja artystyczna... Teraz jednak przelana z płótna na prawdziwą stojącą rzeźbę...
Lorenzo odszedł od księgi którą podarowała mu Isabella... czuł się wykończony po kontakcie z nią.. czuł jakby wyssała mu siły witalne i esencje... a nawet zbyt wiele nie przeczytał.. doprawdy wiedza w księdze jego Wielkiego Przodka była bardzo bardzo trudna do zdobycia i ogarnięcia... przetarł czoło chustką.. odetchnął.. wyszedł ze swej komnaty..
- Co do?? Nikogo nie ma.. - mruczał przemykając sobie po pustych korytarzach zamkowych... znał aktualną sytuację.. wiedział co się dzieje...
- Mamo.. bądź silna.. wierzę w ciebie.. - mruknał.. - Pomogę ci... - dopowiedział.. wiedział że musi ją wesprzeć... nie mógł patrzeć na to wszystko..
- Kurde.. gdzie jest Lupus?!?!? Gdzie ona i jej ciało... a gdzie Entoma?! - gadał sam do siebie...
Lorenzo wyskoczył na dziedziniec i do ogrodów... rozglądał się... po chwili truchtem pobiegł do leża Varrana...
- VARRAN?!? JEGO TEŻ NIE MA?!?! - syczał książę pod nosem..
BYŁ W KOMPLETNYM SZOKU...
- Co jest?! - syczał będąc zaszokowany... zamierzał działać... niesamowicie wkurzyło go to wszystko.. ależ był wściekły... zamierzał wyjaśnic każdego kto mu podpadnie po drodze... miał dosyć... zacisnął pięsci...



Galthran natomiast niesamowicie tęsknił za Entomą.. był w szoku... nigdy nie odczuwał takiej tęsknoty... nie widział malutkiej już dosyć długi czas.. jego Pani jednak nakazała mu tu pozostać.. wykonywał swoje zadania... dbał o wszystko pod nieobecność jego władczyni... nie wiedział kiedy powróci malutka Entoma... nie chciał także jej niepokoić, przeszkadzać jej czy zakłócać to co właśnie robi... bardzo jednak tęsknił... był o krok aby przemówić do niej telepatycznie... jednak nie chciał jej przeszkodzić... wiedział że na pewno wróci.. w końcu mu obiecała... wiernie więc czekał.. pełen nadziei i tęsknoty.. chciał ujrzec malutką Entomę ponownie... było to aktualnie jego największym pragnieniem...





Isabella spoglądała jak ludzie biorą pieniądze w gotówce i złoto... jęknęła lekko.. machnęła dłonią teleportując kolejne skrzynie ze swoich skarbców... nie szczędziła.. obiecała.. musiała być pokorna..
- Proszę... bierzcie ile potrzebujecie... ja oddam wam wszystko.. zadośćuczynię.. przepiszę... - mówiła...
- Każdy dostanie zaraz ponowne zatrudnienie i odszkodowania.. proszę złóżcie tutaj swoje podpisy i wyliczenia ile straciliście.. wskażcie swe stanowiska i prace... INFLACJA ZOSTANIE NATYCHMIAST ZMNIEJSZONA... a pochówek zmarłych już się rozpoczął.. - przemawiała
- Zrobię dla was wszystko.. jestem wasza... należę do was.. chcę dla was wszystko wynagrodzić...
Demon Wojna i Zaraza pomimo iż działali razem, mieli zupełnie inne poglądy i inne plany... Zaraza planował teraz uderzyć w Isabelle bezpośrednio aby zmusić ją do poddania się... Wiedział co powinien uczynić aby to zrobić.... Wojna jednak nie podzielał jego zapędów.. Po tym jak Śmierć został unicestwiony pomiędzy demonami nie było juz takiego porozumienia... W koncu Wojna przez długi okres czasu sam stał za całym frontem wojennym i był w stanie sprowadzić całe Cesarstwo Isabelli z ofensywy do defensywy... Jego umiejętności taktyczne były na niezwykle wysokim poziomie... Nie chciał cały czas słuchać poleceń Zarazy.... Postanowił podziałać na własną rękę...
Zaraza który siedział przy swoim wizierze i obserwował przez niego jak jego szczury trawią kolejne połacie tereny, wyczuł że Wojna się gdzieś wybiera...
- A ty gdzie? Mieliśmy sie trzymać mojego planu.... - rzekł odwracając w jego kierunku swój wzrok..
Wojna tymczasem który stał tyłem do Zarazy schował swój potężny topór za plecy.
- Nie twój interes... Nudzi mnie już ta gra w kotka i myszkę... Mam dość czekania... Zrobię po swojemu.. - mruknął Wojna
- Durniu! - ryknął Zaraza zaciskając pięści.. - To bedzie jedynie twoja droga do upadku! Musimy działać razem inaczej nic z tego nie wyjdzie!
- "Droga do upadku?" - parsknął Wojna i popatrzył kątem oka na Zarazę - Do tej pory trzymaliśmy się wszyscy twojego planu... i jakoś Głód i Śmierć z nami już nie ma...
Zaraza słysząc to syknął gniewnie pod nosem
- Chrzanić twój plan... - odparł sucho Wojna - Sam go sobie realizuj...
Po tych słowach teleportował się...
Zaraza widząc jak Wojna znika i zostawia go samemu ryknął wściekle ze złości i walnął pięścią w ścianę...


Lupus uniosła swoja głowę do góry i opuszczając nogi w doł ustawiła się w pozycji siedzacej.. Mrużąc oczami spoglądała raz na Solluse a raz na Entome... Nie do końca rozumiała o czym one gadają..
- Ej... Chwila.... O czym.... o kim wy gadacie... - mruknęła zmęczonym tonem
Solussa z uśmiechem na ustach odwróciła swój wzrok w jej kierunku..
- Nie masz czego sie obawiać kochaniutka... Bedzie dobrze... Wszystkiego dowiesz sie niebawem.... - powiedziała - Prawda, Entoma?
Entoma westchnęła pod nosem..
- Ech.... Coz... Jesli tylko bedzie chciał ze mna rozmawiać.... - odparła pokojówka - To moze być troche...trudne...
- Jestem pewna że sie dogadacie... W końcu tu chodzi o Lupus... - odparła Solussa i wzruszyła ramionami...
Entoma kiwnęła lekko głową... Wiedziała już co powinna zrobić..
W tym samym momencie jednak pokojówki usłyszały głos Corneliusa który cały czas stał pod oknem i przez nie spoglądał z założonymi rękami... Podwinął lekko firankę w bok..
- Drogie Panie... Obawiam się, że czas na rozmowy dobiegł końca...
- Huh? - mruknęła Lupus
- Mamy towarzystwo... - dodał Cornelius cały czas patrzac przez okno..
Solussa mocno zaskoczona podeszła szybko do okna i również przez nie popatrzyła..
- Co się dzieje? - zapytała Entoma podnosząc sie z fotela..
Solussa otworzyła szerzej oczy.. Widziała na żywo jak na pobliskiej ulicy biegają jakieś małe gryzonie i atakuja mieszkańców miasta... Ci uciekali i krzyczeli ale w błyskawicznym tempie padali na ziemie martwi...
Zawyły syreny...
- Co do cholery... - jęknęła Solussa pierwszy raz widząc coś takiego i szybkim spojrzeniem popatrzyła na Corneliusa jakby oczekując od niego wyjaśnień
- Demony.. - odparł Cornelius poważnym tonem - Zesłali plagę szczurów na miasto tak jak to było w Smoczymoście...
- CO? Znaleźli nas?! - jękneła Lupus wytrzeszczając oczy... Jej ciało zaczeło lekko drgać.. Czuła ponownie narastający w sobie strach i niepokój...
Entoma widząc jak reaguje Lupus podeszła do niej i pogładziła jej głowę swoim rękawem próbując ją uspokoić..
- Nie ma sensu wdawać się w kolejną konfrontacje... Już dość zrobiliśmy... To nie nasza sprawa... - powiedziała Entoma poważnym tonem - Muszę zabrać stąd Lupus... w inne miejsce.. Corneliusie idziesz z nami?
Cornelius pokręcił spokojnie głową
- Zostaję... W końcu to moja rezydencja... mam tu wiele rzeczy na których mi zależy... Nie zostawię ich na pastwę losu... - odparł twardym tonem
Solussa słysząc to otworzyła lekko usta... Przełknęła lekko ślinę... Patrzyła w Corneliusa jakby chciała coś powiedzieć.. Była pod wrażeniem jego spokoju w takiej sytuacji.... Entoma natomiast słysząc jego słowa kiwnęła wolno głowa.. Respektowała jego decyzje... Nie zamierzała go zmuszać... Zresztą być może to dziwne, ale po tym co sama widziała była przekonana że sobie z tym wyzwaniem poradzi bez większego problemu...
- Rozumiem... W takim razie do zobaczenia niebawem... - powiedziała Entoma - Solussa... ty też... dzięki za pomoc...
- Jasne... Do usług... jak zawsze... Uważaj na siebie... Widzimy się w Dalthei... - odparła Solussa
Po chwili na oczach Solussy i Corneliusa, Entoma teleportowała siebie i Lupus z salonu... Obie zniknęły....


Tymczasem ludzie kolejno zaczęli składać swoje podpisy oraz wyliczone kwoty strat jakie ponieśli zgodnie z tym co mówił Isabella... Pieniędzy ubywało z każda chwilą coraz więcej.. A poszkodowanych nie brakowało... nie tylko w Arkham... ale też i w resztach miast.. w szczególności tych które znajdowały sie bliżej frontu... Straty były ogromne...
- Mamy ku temu wielkie nadzieje że tak jest... że nasz wspierasz...- rzekł jeden z mężczyzn - Nie chcieliśmy więcej słyszeć o wojnach.. Po to zostałaś wybrana na Cesarzową... ale tę przysięgę już złamałaś...
Isabella podeszła do męzczyzny... poczuł respekt i dostrzegł jej piękno gdy tak blisko stała.. widział z bliska jak piękne i idealne są rysy jej twarzy, jak piękne, wilgotne i czerwone i idealnie pełne są jej usta.. jak pięknie błyszczą jej śliczne zielone oczka.. jak jej włosy pięknie błyszczą...
- Wiem.. przepraszam... jeszcze raz przepraszam.. - powiedziała kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny - Wszystkim wam to wynagrodzę.. dam z siebie wszystko.. całą sobą.. zrobię dla każdego.. wszystko.. - powiedziała lekko namietnym i uwodzicielskim tonem.. pogładziła ramię męzczyzny.. zerknęła takze na dwóch jego kompanów...
- Wszyscy poszkodowani dostaną zadoścuczynienia i rekompensaty... przperaszam was.. - jeczała uległym tonem


Lorenzo oddychał mocno... był w szoku.. nie wychodził jeszcze nigdzie... na razie stał spokojnie.. obmyślał plany.. był wkurzony na cała sytuację aktualną... nie mógł w to uwierzyć... zaciskał pięsci...



Sisyphus gnał... gnał i pędził na swym nieumarłym rumaku... mknął przez bezdroża... mknął przez dzicze... gnał przed siebie... nie zamierzał się zatrzymywać, nie zamierzał spoglądać za siebie.. nie chciał widzieć wielkich miast, nie chciał oglądać nawet wsi... mknął chcąc samotności.. chcąc ciszy... chcąc śmierci... był gotowy paść w objęcia śmierci... wiedział że ta zbliża się już do niego ogromnymi krokami... szukał samotni... samotnego miejsca.. w dziczy... dzikiej lokalizacji.. z dala od cywilizacji... on bowiem wiedział już że nie pasuje do aktualnego pokolenia.. do aktualnej nacji... wiedział że nie ma nigdzie czego szukać... został kompletnie sam... sam naprzeciwko śmierci... wiedział że niebawem staną twarza w twarz... a wtedy to śmierć wygra już ich pojedynek... Sisyphus wie że zbyt długo już umykał objęciom śmierci....


- RUSZAĆ! - przemówił potężnie Lushar...
Hinn i Shinn ukłonili się... po chwili zniknęli w jasnej smudze... teleportowali się... z pewnością zniknęli z Wymiaru Dżinnów... musieli wykonać rozkaz... musieli spełnić go idealnie.. wiedzieli że potem zaznają spokoju... musieli wykonać obowiązek.. zamierzali odnaleźć tę istotę... nie liczyli na nic dla siebie... niczego bowiem nie potrzebowali... rozkaz ich władcy był priorytetem...
Gdy Entoma i Lupus zniknęły, Cornelius ponownie spojrzał przez okno widząc kompletną dewastację jaką kreowały rozprzestrzeniające sie zmutowane gryzonie.. Podrapał się lekko po brodzie i zmrużył oczy... Po chwili zasłonił z powrotem firankę i popatrzył na Solussę która stała obok niego..
- Myślę że na Panią również nadeszła już pora, Pani Solusso.. - rzekł uprzejmym tonem Cornelius
Solussa otworzyła lekko usta
- Jesteś pewien? Bo wiesz.... Ja... mogłabym Ci pomóc... Jeśli chcesz... - powiedziała Solussa - W sensie.. wiem ze znamy sie krótko i w ogóle.. i moze nie ufałam Ci na początku.... ale..
W tej chwili Cornelius podniósł swoją dłoń a Solussa natychmiast zamilkła.
- Rozumiem... wszystko rozumiem i nie mam ci tego za złe... - odparł - Jednocześnie dziękuje za propozycję pomocy ale z niej nie skorzystam... Proszę, ewakuuj się póki jest jeszcze taka możliwość...
Solussa słysząc to opuściła lekko głowę i wetchnęła głeboko..
- Ech... Dobrze... przynajmniej próbowałam... - mruknęła trochę ciszej. - Tylko... nie daj się zabić...
- Bez obaw... spodziewałem się że prędzej czy później taka sytuacja moze nadejść... Tak jak mówiłem juz Entomie, poradzę sobie bez większych problemów... - odpowiedział Cornelius
Solussa nie odpowiedziała. Przez moment spoglądała na niego w milczeniu po czym kiwnęła lekko głową... Jeszcze raz spojrzała w kierunku okna a następnie teleportowała się..
Gdy zniknęła Cornelius od razu schował ręce za plecy i udał sie wolnym i spokojnym krokiem po schodach na górę...


Tymczasem na Abregado, Nihil cały czas spędzał swój czas z Bellatrix... Dowódca Nieumarłych był przygotowany na wizytę Isabelli która miała się odbyć dziś wieczorem... Liczył na to że Cesarzowa bedzie miała jakiś cholernie dobre wytłumaczenie na to wszystko do czego doprowadziła... Nihil od początku odradzał jej pomysł wywoływanie konfliktu sugerując ze może to przynieść więcej złego niz dobrego ale Isabella była uparta i postawiła na swoim.. Jak się okazało przyniosło to katastrofalne skutki dla wszystkich... O ile nieumarli byli neutralną stronę całego konfliktu i sie w niego nie mieszali to ich gospodarka mocno na tym ucierpiała... Nihil nie zamierzał tolerować takich rzeczy... W jego oczach Isabella powinna zostać srogo ukarana za wywołanie globalnego kryzysu i zamierzał to zrobić... Miał ku temu odpowiednie środki...
- To bedzie ciekawa rozmowa... - powiedziała Bellatrix - Ciekawi mnie co takiego powie...
- Dowiemy sie niebawem... - odparł Nihil
- "Dowiemy"? To nie bedzie rozmowa w cztery oczy?
- Nie mam powodu czegokolwiek przed tobą ukrywać... Zresztą jesteś drugą najważniejszą tu osobą... Twoja obecność jak najbardziej jest wymagana...
Bellatrix mruknęła pod nosem.. W tym samym momencie za oknem pojawił sie pojedynczy błysk.
- Huh... no proszę nadchodzi burza... - powiedziała Bellatrix
Nihil odwrócił wzrok w stronę okna... Zmrużył nieco oczy... Nie miał pewności czemu, ale poczuł coś dziwnego...


Mężczyzna kiwnął głową patrząc na Isabelle po czym odsunął się zabierając pieniądze.. Tak samo jego kompani. W tym samym momencie obok Isabelli stanął reporter i jego kamerzysta..
- Cesarzowo wytłumacz jak zamierzasz odeprzeć zarzuty swojej afery ze zdjęciami... Nie odpowiedziałaś bowiem na nie... Sa one ogólnodostępne w sieci w tym właśnie dla takich psychofanów jak ten chłopak co przed chwila wyrwał mi mikrofon... Nie uważasz, że takie coś jedynie psuje twój wizerunek jako władczyni i ukazuje Cię w negatywnym świetle?
Po chwili do Isabelli doskoczyli inni reporterzy zadajac jej kolejne pytania
- Czy zamierzasz ujawnić publicznie wszystkie punkty podpisanego przez ciebie traktatu pokojowego?
- Wszystkie banki w Arkham zostały zablokowane a mieszkańcy skarżą się na to ze nie moga sie dostac do swoich kont gdzie trzymali swoje oszczędności.. Co zamierzasz z tym zrobić? Jesli okaże się że ich pieniadze przepadły to dasz im zadośćuczynienie?
- Co planujesz zrobić z miastami które według doniesień świadków zostały pogrążone w tajemniczej chorobie przenoszonej przez gryzonie? Liczba ofiar cały czas rośnie.. plaga się rozprzestrzenia coraz dalej a na chorobę nie ma żadnego lekarstwa... Co zamierzasz zrobić? Podobno śmiertelna plaga dotarła juz do miasta Teshin i wybiła tam wszystkich mieszkańców...
Tymczasem ludność zdołała opróżnić kolejne stosy złota i pieniędzy... Jeden facet stojący w kolejce zwrócił uwagę Isabelli że skrzynie sie skończyły i nie zostało nic...
Isabella jęknęła... uniosła dłonie.. te błysnęły potęgą... dookoła niej pojawiło się kolejne 10 skrzyń... jęknęła ponownie... nigdy nie traciła pieniędzy...
- Szanowni reporterzy... - mruknęła zaczynając - W negatywnym?... Redaktorze... czyżby te zdjęcia ci się.. nie podobały? Oj nie sądzę.. - mruknęła Isabella seksownym silnym tonem.. jej emocje buzowały... wariowały.. starała się znaleźć lepszy ton odpowiedzi...
- Nie chcę ukrywać przed poddanymi niczego... oczywiście mogę ujawnić punkty traktatu.. - kontynuowała pokornie odpowiadając na zapytania...
- Oczywiście jeśli pieniądze przepadły.. dam zadośćuczynienie... postaramy się jak najszybciej naprawić funkcjonowanie banków... postaramy się odzyskać jak najszybciej wszystkie konta... przekazałam już odpowiednie rozkazy.. wszyscy najlepsi technicy i informatycy wzięli się do roboty... nie wiemy kto za tym stoi... - jęknęła
- Ta zaraza.... WIEM kto to czyni... Zabiję tą istotę.. muszę ratować mieszkańców i miasta... to nie może trwać... postaramy się także znaleźć potężne lekarstwo.. - odparła....
Reporter który zapytał o zdjęcia znajdujące się w sieci nabrał nieco kwaśnej miny słysząc jej odpowiedź... Isabella unikała odpowiedzi na zadane przez niego pytanie..
- Nie rozumiem co mają do tego moje gusta... Z pewnością wielu mogą się one podobać, ale w aktualnej sytuacji w której...no nie ukrywajmy... twoja polityka, działania i decyzje nie należą do najlepszych a twoje poparcie gwałtownie spadło, według większości społeczeństwa takie zachowanie nie było przemyślane... Nie sadzisz że powinnaś coś z tym zrobić? Czy być moźe uważasz, że nic w tym złego i zamierzasz udawać ze nic sie nie stało? - dopytał reporter


Szczury Zarazy zaczeły pustoszyć stolicę Kartis bez żadnych skrupułów.. Nie zatrzymywały się nawet na chwile zabijając wszystko na swojej drodze.... Nie było żadnego ratunku... Mieszkańcom nikt nie był w stanie pomóc... Umierali na ulicach i samochodach... Zabójcze gryzonie dotarły tez pod samą rezydencje Corneliusa... Próbowały się dostać do środka ale napotkały na przeszkodę.... Każdy szczur próbując podejść pod drzwi napotykał na niewidzialną ścianę przez którą nie mógł przejść.. Sama szczury nie były w stanie tego pojąć i wiele razy odbijały się od tajemniczej bariery napotykając absolutny opór... Całą ta sytuacja nie byłą przypadkowa... Cornelius aktywował jeden ze zwojów który miał do swoim posiadaniu... Zwój Magicznej Bariery która objęła całą rezydencję.. Mężczyzna nie zamierzał pozwolić aby choćby jeden szczur wszedł do środka jego lokalu...
Gdy tylko zwój został aktywowany, sam Cornelius udał się w stronę drzwi wyjściowych i wyszedł przed budynek stając przy granicy bariery... Obserwował jak kilka metrów od niego szczury odbijają się szaleńczo i ze wściekłością od magicznej bariery próbując za wszelką cenę się do niego dostać..
- Moje najszczersze kondolencje... Niestety, nie jestem zainteresowany aby was przyjąć pod swój dach... - powiedział Cornelius - Nieproszeni goście nie sa mili widziani...
Po tych słowach poprawił swoja prawą rękawiczkę na ręce i zacisnął pieść.. natychmiast zapłonęła ona zielonym blaskiem wiecznego ognia... Jego prawe oko również błysnęło zielonym blaskiem.. Ruszył przodem w kierunku szczurów.. Zamierzał je wyeliminować własnoręcznie....


Tymczasem w Dalthei...
Pellar i Yunna opuścili wspólnie komnatę należącą do dawnego księcia... Rozmawiali ze sobą idąc wolno przez korytarz... Yunna cieszyła się faktem że udało jej sie pojednać z bratem, nawet pomimo tego że na początku bardzo źle go potraktowała... Okazała skruchę, przeprosiła a Pellar zdecydował sie te przeprosiny zaakceptować mimo iż to wcale nie było łatwe...
- Ech... Strasznie mi głupio... Nie przemyślałam tego wszystkiego dokładnie.... Miałeś racje.. od początku... Za bardzo byłam zaślepiona... - powiedziała Yunna i opusciła lekko swój wzrok w dół..
- Tak... byłaś... Ale dobrze, że się opamiętałaś... Co prawda już po fakcie i nie da sie zmienić tego co sie wydarzyło, ale... sam fakt się liczy... - odparł Pellar
- Jak to mówią... Lepiej późno niź wcale ... tak? - zapytała spoglądając kątem oka na Pellara
Pellar mruknął pod nosem... W tej samej jednk chwili otrzymał wiadomość telepatyczną od Ignathira
- Pellar... Przybądź prosze do sali tronowej... Chciałbym zamienić z tobą parę słów.. - rzekł Arcymag
Rycerz zatrzymał sie w miejscu i przyłożył swoją dłon do głowy...
- Zaraz będę... - odpowiedział
Yunna dostrzegła że Pellar sie zatrzymał w miejscu... Popatrzyła na niego.
- Co sie stało? - zapytała
- Lord Ignathir... Wezwał mnie do sali tronowej... Chce ze mna rozmawiać...- odparł Pellar
- Mhm... Ciekawe o czym....
- Nie wiem... Dowiem sie gdy dotrę na miejsce...
- Ach... Chciałabym aby mnie też wezwał... Mogłabym podziwiać jego majestat z tak bliska... - mruknęła Yunna rozmarzonym głosem uśmiechając sie sama do siebie.. - Moj Ukochany Najwyższy Pan...
- Znowu to samo... Mówiłem Ci żebyś zaprzestała myśleć na głos na jego temat... przynajmniej jak stoisz przy mnie... - rzekł Pellar mocno zdegustowany słowami Yunny. Nie rozumiał za bardzo co Yunnę tak bardzo mocno ciągnie do Ignathira... W sensie... faktem było, że jest on najpotężniejsza istotą jaką kiedykolwiek widział na oczy i nie było ku temu żadnej wątpliwości... Mógł robić co tylko chciał.. miał pełną kontrolę... no ale mimo wszystko był wciąż nieumarłym szkieletem pozbawionym krwi i kości...
Isabella pokiwala glową.. mruknęła lekko słuchała uważnie reportera...
- Redaktorze.. rozumiem... przyznałam pokornie że moje ostatnie decyzje były bardzo słabe.. przepraszam was.. nie sądziłam że kiedykolwiek spotka mnie taka chwila słabości... naprawię wszystko.. nawet jeśli miałabym paść z wycieńczenia zrobię dla was wszystko.. - mówiła pokornym tonem..
W tej chwili chwyciła swoją torebeczkę która stała na mównicy.. założyła ją na ramię.. wyglądała niezwykle seksownie...
- Redaktorze... właściwie... nie wiem co w tym złego.. ktos jakoś to wykorzysta? Skoro zrobili mi zdjęcia.. ech.. nie mogę na to nic zbytnio poradzić... Ja grałam uczciwie.. - mruknęła
Isabella chciala kontynuować.. jednak cały czas poddani przeszkadzali w odpowiadaniu na pytania.. co chwila po prostu odwracała się i słuchała kogoś prośby.. notowała także notatki... naprawdę wzięła się mocno do pracy.. zależało jej..
- Wybacz Redaktorze.. muszę odpowiadać każdemu.. - mruknęła pomagając jednej kobiecie..
- Ale własciwie.. redaktorze.. powiedz szczerze.. co w tym złego? To zwykla natura... nie mam teraz już nic do ukrycia przed poddanymi.. chcę im pomóc we wszystkim i naprawić wszystko.. - kontynuowała
- W sumie to aż tak bardzo złe?.. wiele osob miało moje plakaty czy zdjęcia... a te mogą natychmiast zniknąć z internetu... chociaż w sumie to pewnie się nie uda.. więc nie mogę na to zbytnio już poradzić.. - mruknęła
W tej chwili podała koperty z banknotami kolejnym kobietom.. zaraz jednak spojrzała na redaktora...
Co chwila ktoś podchodził do Isabelli i przerywał jej odpowiedzi...
- Redaktorze.. zapraszam na kolację dzisiaj tutaj do hotelu.. dam wywiad na wyłączność.. zainteresowany?.. odpowiem na wszystko na spokojnie... - mruknęła
- Nie przyjmuję odmowy... jestem w stanie nawet podać publicznie punkty traktatu tobie jako pierwszemu.. nie chciałabym żeby konkurencja cię wyprzedziła w tej ważnej kwestii.. - mruknęła Isabella a po chwili uśmiechnęła się dosyć slodko..
Reporter słysząc to co mówi Isabella zaniemówił na chwile.. Operator kamery aż się na niego popatrzył i szturchnął go łokciem.. Reporter opuścił na chwile mikrofon i chrząknął pod nosem
- Wybacz dociekliwość Cesarzowo, ale to jest moja praca... Pytam o rzeczy o które najwięcej osób szuka odpowiedzi... Sytuacja ze zdjęciami była głośna.... Wielu sie burzy z tego powodu gdyż wiele osób młodych ma dostęp do mediów.. w tym też do twoich zdjęć temu zadałem to pytanie... - powiedział - Yh.... Kolacja... To trochę przesada....
W tym samym momencie inny reporter który wcześniej pytał o punkty traktatu przepchnął się do przodu odsuwając na bok swojego poprzednika. Natychmiast wyciągnął mikrofon...
- Niech Cesarzowa przedstawi.... przedstawi punkty traktatu jaki został zawarty! Ludność powinna wiedzieć... Czy jest on dla nas korzystny? Z pewnością byłaś w stanie coś wynegocjować... - rzekł reporter


Po kilku minutach oczekiwania pod rezydencje Vanghara zgodnie z planem przybył także Eriohor wraz z Kalimosem...
Vanghar widząc ich mruknął pod nosem...
- Dobrze, ze jesteście Panowie... Przybyliście o czasie.. To sie ceni... Czas to pieniądz... Mam nadzieje, że gotowi do drogi?
- Tak... jak najbardziej... Mam nadzieje że pójdzie tym razem szybko i gładko.. - odparł Eriohor
- Nie jestem w stanie Ci tego zagwarantować... Lodowe Elfy sa nieprzewidywalne.. zawsze były... Nie wiadomo co wymyśli ich lider... z pewnością sam również się przygotował... W przeciwieństwie do Isabelli która negocjacyjnie była w fatalnej sytuacji już na stracie, to on może zagrać wieloma kartami... W koncu dzięki niemu Northgrove zostało niezdobyte... Wywiązał sie z umowy Nelotha... - rzekł Vanghar
Pozostali pokiwali wolno głowami...
- Może uda sie zawrzeć trwały sojusz... - powiedział Argal
- To nie bedzie łatwe... Przez wiele lat Neloth prowadził niezwykle agresywną politykę względem ich plemienia... Co prawda była ona nieudolna i nigdy nie udało mu zrobić nic niezwykłego, ale fakt... nie był w stosunku do nich zbytnio tolerancyjny i prześladował ich pobratymców wewnątrz królestwa jak obywateli gorszego sortu... - powiedział Eriohor
- W rzeczy samej... - odparł Vanghar poważnym tonem - Dlatego też nie nastawiajmy się zbytnio optymistycznie... Moze być różnie...
Po tych słowach spojrzał na Kalimosa.
- Teleportuj nas... - powiedział mocnym tonem Vanghar
Kalimos natychmiast wykonał rozkaz i po chwili cała czwórka przeniosła sie na tereny na dalekiej pólnocy należące do Lodowych Elfów


Natomiast na Abregado pokaz błyskawic był stopniowo coraz intensywniejszy... Burza pokazywała wyraźnie swoje oblicze..
Nieumarli nie byli zbytnio przejęci całą sytuacją gdyż tego typu zjawiska były na tym wyspiarskim lądzie kompletnie normalne, ale każdy z nich czuł jakiś dziwny niepokój który temu towarzyszył... Co było jednak tego powodem trudno było określić...
Nihil który przebywał w swojej rezydencji podszedł do okna obserwując błyski na niebie... Schował swoje ręce za plecy... Zamyślił się na chwile..
Sisyphus gnał i pędził przed siebie... jego wierzchowiec był nieumarły.. był potężny.. wytrzymały... błyskawiczny... przemierzał tereny nie zatrzymując się ani na moment.. pędził przed siebie chcąc znaleźć się jak najdalej od cywilizacji... chciał ciszy... spokoju... samotni... Czarny Rycerz przemierzał aktualnie las... jednak szybkim pędem dotarł na jego skraje... na horyzoncie dostrzegał ocean... był jednak świadom że kawałek dalej znajdują się wyspy.. Costa... oczywiście znał nowe mapy... te wyspy zresztą były na mapie dosyc blisko jego terenów Bractwa... jednak odległość była spora... szykował wyprawę, chciał je zwiedzić.. nie wiedział co tam spotka... do tej wyprawy nigdy jednak nie doszło... mimo wszystko wyspy były na tyle daleko aby śmiało można było je nazwać dosyć dzikim miejscem... nie spodziewał się tam wielu ludzi... pokiwał głową... w tym momencie teleportował siebie wraz ze swoim nieumarłym wierzchowcem na wyspy...



Isabella spojrzała najpierw na reportera z którym wcześniej rozmawiała...
- Oczywiście rozumiem i wiem że to twoja i wasza praca... nie mam za złe dociekliwości... wykonujecie odpowiednio swoje obowiązki.. - odparła spokojnie kiwając głową...
Dostrzegła także drugiego reportera...
- Hej... spokojnie... to niezbyt grzeczne wytrącać tak swojego poprzednika z konwersacji którą prowadził.. - mruknęła Isabella...
Po pytaniu redaktora odwróciła się do niego plecami... pomogła kolejnym dwóm kobietom które do niej podeszły.. wysłuchała ich na spokojnie... przekazała im środki pieniężne.. kobiety przekazały jej kilka swoich żądań... straciły mężów.. Isabella rozumiała że jest im teraz ciężko... przekazała im środki pieniężne, zapewniła remonty ich domów które prowadzili ich mężowie, zapewniła im dożywotnią pomoc...
Po chwili ponownie odwróciła się do reportera.
- Skoro o to pytasz.. to zapraszam Ciebie także na kolację dzisiaj późniejszym wieczorem do Royal Grand Hotel... to tam przekażę te informacje i publicznie pokażę traktat, jego kopię dla mnie... będziecie mieli okazję uzyskać jako pierwsi tą informację.. twój kolega, reporter którego odepchnąłeś przystał na moją propozycję.. zapewniam że otrzyma te informacje od ręki.... i to pełne.. wywiad na wyłączność.. jestem gotowa odpowiedzieć spokojnie NA WSZYSTKO.. czy ty także byś chciał? Więcej miejsc już niestety nie będę miała.. - powiedziała spokojnym tonem.. wiedziała że każdy z reporterów przyjdzie ze swoim operatorem kamery..
Przekierowanie