Entoma słuchając zarówno Galthrana jak i Thanta pokręciła głową nieco już poirytowana ich sprzeczkami.
- Wystarczy tego... - powiedziała mocnym tonem przerywając ich dyskusje - Thant... idź już... Doceniam twoją pomoc w Volturus i ogólnie twoją wizytę, ale teraz najwyższy czas aby każdy zajął się swoimi sprawami... Chyba to oczywiste... prawda?
Siły Elfów po efektywnym podbiciu miasta Olympus, po kilku godzinach rozpoczęły pełną ofensywę na Lionhead... Armaty i katapulty wystrzeliły bombardując mury miasta...
Niespodziewanie siły elfów pojawiły sie też na miejscu spotkania wezyrów z Isabellą.. Tuz nad ich głowami przeleciały pociski które uderzyły w kierowaną przez Isabellę wieżę. Na morzu pojawiło się wiele okrętów z których rozpoczął sie ostrzał w kierunku miasta... na mniejszych łodziach elfy zaczynały dobijać do brzegów... Kilka oddziałów weszło juz na ląd i rozpoczęło atak maszerując w stronę zebranych...
- Nie mówisz poważnie... - rzekł jeden z arystokratów kręcąc głową - Ty... serio chcesz to zrobić?
W tym samym momencie w sali zabrzmiało głośne klaskanie.. Wszyscy popatrzyli w kierunku Nagumo.. To on bowiem był tego sprawcą. Po chwili usłyszeli też jego szyderczy śmiech.
- Haha! Pięknie... Po prostu pięknie... - rzekł szyderczym tonem Nagumo - Zaraz ożywimy jedną z najbardziej niebezpiecznych osobowości w historii tego świata... Coż za emocjonujące wieści... Ach.. ależ się ciesze, że tutaj przybyłem...
- Nagumo.... - zaczął jego ojciec Hektor poważnym tonem spoglądając na swojego syna
- Tak... tak... wiem... Nie powinienem się wypowiadać, ale nie mogłem się powstrzymać... Wybacz ojcze... - rzekł Nagumo ciągle mając na twarzy swój prześmiewczy uśmieszek - Chciałem jedynie rzec, że jak najbardziej jestem za rozpoczęciem tego zadania...
W tym momencie skierował swój wzrok na Szefową
- Jestem pewny że nasza organizatorka już wcześniej wszystko przemyślała... - dodał wskazując dłonią w jej kierunku
Szefowa słysząc słowa Nagumo kiwnęła lekko głową.
- Nasz obiekt był swego czasu nieposkromioną siłą i jestem pewny, że bez większego problemu przyczyni się do naszego zwycięstwa... Pozbędzie się Cesarzowej w naszym imieniu... A wtedy... każdy z was przejmie udziały Carraboth Holding na całym rynku... Skończy się monopol jednej firmy a rozpocznie nowa era... Każdy z was bedzie miał szanse na rozwój na indywidualnych zasadach... Mniejsi przedsiębiorcy również beda mieli szanse aby wspiąć sie na szczyt... W końcu zapanuje harmonia.. taka jak powinna być od początku... Czyż nie tego chcieliśmy?
Arystokraci popatrzyli na siebie nawzajem.. Zaczęli kiwać głowami. Magister który stał z boku obserwował jak zaczynają szeptać między sobą. Hektor podrapał sie pod podbródku.
- Jeżeli to co mówisz naprawdę się ziści.... to jestem za.... Pracujemy nad tym już bardzo długo... Wycofanie się teraz nie wchodzi w grę... - rzekł mocnym tonem
- Ja również się zgadzam... Fakt...To niebezpieczne, ale wszystko wskazuje na to, że potrzebujemy go... bez niego się nie uda... - odparł stary arystokrata z długą brodą
Szefowa widząc rosnące poparcie dla planu stojąc przed ekranem ze skrzyżowanymi rękami uśmiechnęła sie szyderczo..
-
Bardzo dobra decyzja przyjaciele.... Obiecuje, że jej nie pożałujecie... - powiedziała Szefowa -
Wręcz przeciwnie... Zyskacie więcej niż sobie wyobrażacie...
Tymczasem na Abregado, Dowódca Nieumarłych po swojej emocjonującej konwersacji z Cassahsem zdołał już nieco ochłonąć.. Nie ukrywał że wszystko co się działo było przez to że Isabella zdecydowała się wywołać kompletnie bezsensowną wojnę, gdy jej wezyrowie są kompletną bandą pajaców nie mających zielonego pojęcia o prawdziwym konflikcie... Skutki tego były dobrze wyczuwalne przez nieumarłych... Szlaki handlowe z Mrocznymi Elfami z dnia na dzień kompletnie sie załamały, przez co wymiana produktów i niosący się z tym zysk najzwyczajniej przepadł jak kamień w wode. Nihil nie ukrywał przez to swojej irytacji... Był wściekły że przez egoistyczne zapędy Isabelli i działania wojenne sam stał sie stratny...
Właściwie tylko czekał na moment aby sobie z nią porozmawiać na osobności i powiedzieć głośno i wyraźnie jego uwagi co do jej decyzji...Wszystko wskazywało bowiem na to, że Isabella najzwyczajniej zapomniała, że nie jest pępkiem tego świata...
Dowódca Nieumarłych w towarzystwie gwardzistów opuścił swoją rezydencje niedługo potem... Udali się do prosto do portu gdzie kilkanaście statków z dostawami zostało najzwyczajniej uziemionych przez zamrożone kontrakty z elfami... Jego niezadowolenie rosło z każda chwilą... Zacisnął pięści obserwując zacumowane okręty...
===================================================
Natomiast w Dalthei dwie siostry - Shizzu i Naberal własnie kończyły wspólny posiłek.. Naberal odłożyła swój pusty talerz na bok i popatrzyła na Shizzu, która właśnie brała ostatnie łyki swojego czekoladowego shake'a.
Gdy tylko skończyła zgięła plastykowy kubek i odłożyła go na bok... Zaledwie chwile potem pojawił się jeden z przedstawicieli kuchennej służby i błyskawicznie zabrał zarówno talerz Naberal jak i zgnieciony, plastikowy kubek Shizzu kłaniając się przy tym im obojgu z szacunkiem...
- Wykwintne i pożywne.. To się nazywa efektywny posiłek... - powiedziała Shizzu gdy tylko służący zniknął
Naberal wolno kiwnęła głową. Shizzu dostrzegła, że jej starsza siostra nabrała nieco poważnej miny. Podparła swoją głowę prawą rękę patrząc w inną stronę.
- Sądząc po twojej ekspresji na twarzy wnioskuję iż rozmyślasz nad czymś istotnym... Czy to ponownie jakieś wątpliwości przed podróżą? - zapytała Shizzu
- Huh? Nie.. Nie... nic z tych rzeczy... - odparła Naberal - Aczkolwiek... jesli nie miałabyś nic przeciwko to miałabym do ciebie pewne pojedyncze i... moze nieco trochę dziwne pytanie...
- Słucham wyraźnie... Postaram sie odpowiedzieć w najbardziej logicznie możliwy sposób niezależnie jak pozornie nielogiczne by to pytanie było... - odparła Shizzu
- Ech... No Coż... Nie wiem jak to zbytnio dobrać w słowa... ale... Ciekawi mnie jedna rzecz... Czy... Czy kiedykolwiek miałaś jakieś dziwne.. wizje? może sny? - zapytała Naberal poważnym tonem
Shizzu przez chwile milczała... Wyglądało to tak jakby analizowała to pytanie niezwykle dokładnie przez powiedzeniem czegokolwiek.
- Hmm.. Obawiam się ze nie zarejestrowałam niczego takiego w moim przypadku... Czy tobie sie to zdarzyło?
- Tak... raz.. podczas medytacji.. Było to jakiś czas temu... - odparła Naberal mrużąc lekko oczy. - Do tej pory nie wiem co o tym sądzić...
- Co dokładnie z niej pamiętasz? - zapytała Shizzu - Co się działo w tej wizji?
- Coż... Widziałam siebie... siedzącą samą na łóżku.. albo sofie?.... a po chwili podszedł do mnie jakiś mężczyzna.... Nie widziałam jego twarzy... nie widziałam jego wyglądu... Nie wiem kim był... ale... nagle pocałował moją dłoń.... poczułam to wyraźnie na własnej skórze... a potem.. zbliżył się do mnie... ale w tym momencie wszystko mi się urwało i się ocknęłam... Nie mam pojęcia co to miało oznaczać... Nie wiem co nawiedziło mój umysł, że cos takiego mi ukazał...
Shizzu podrapała sie po podbródku.
- Ciekawe... - odparła Shizzu - Sądzisz, że to miało miejsce w Magicznym Wymiarze?
- Ja... nie wiem.... nie jestem pewna... Ciężko to jednoznacznie określić... Było zbyt mało szczegółów... - odparła Naberal i pokręciła głową
- Coż... jeżeli to byłby jakiś człowiek to z pewnością to byłoby ostatnie co by zrobił w swoim życiu... - powiedziała Shizzu pewnym tonem - Z tego co wiem to Magiczny Wymiar pełen jest takich żałosnych niższych istot... Nie stanowią one jednak żadnego zagrożenia... Pierwsze lepsze zaklęcie może doprowadzić do ich błyskawicznego zgonu...
- Tak.. racja... ale... nadal nie rozumiem... dlaczego miałby to robić? To nie ma przecież żadnego sensu... - powiedziała Naberal nieco nie pewnym i niezbyt utwierdzonym tonem.
- Coż... Jestem przekonana, że są pewne jednostki którym moze się podobać twój wygląd i wizerunek... I myślę że to dotyczy każdego wymiaru.... - odparła Shizzu - Chyba dostrzegłaś to po tym jak się zachowuje Pellar... serio Cię lubi... Ciągle się na ciebie patrzy i o tobie mówi....
Naberal słysząc to parsknęła cicho pod nosem
- Prosze cię.. - powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach
- Serio... Nie żartuje... Mój system nie jest do zdolny do kreowania żartów...
- Pellar tak samo lubi Ciebie... - odparła Naberal patrząc prosto w twarz Shizzu - Rozumiem, że ty też to zauważyłaś?
- Nie potwierdzam tego.... - odparła Shizzu robotycznym tonem odwracając wzrok w inną stronę.
- Ale też nie zaprzeczasz... - mruknęła Naberal cały czas z lekkim uśmiechem na ustach. - Pellar ze mną rozmawiał kilka razy... Myślę, że wpadłaś mu w oko po tym jak zaczęłaś spędzać z nim czas w bibliotece...
- Teraz to ty sobie żartujesz... Jestem pewna w stu procentach... - powiedziała Shizzu nieco przerywanym tonem
Naberal pokręciła lekko głową i skierowała swój wzrok w inną stronę...