Entoma która stała bokiem do podchodzącego w jej stronę Thanta odwróciła w jego stronę swoją głowę oraz spoglądała na niego przenikliwym spojrzeniem... Jej oczy błyszczały w otaczającym ich zewsząd mroku pomieszczenia... Słuchała wyraźnie jego słów...
- Przyszedłeś tu... tylko po to... aby mnie chwalić? - zapytała Entoma przerywanym tonem - Myślałam, że jesteś inteligentniejszy...
Po tych słowach podeszła w jego stronę bliżej. Stanęła tuż przed nim... Thant był oczywiście dużo od niej wyższy, jednak w tym wypadku wzrost nie miał tu żadnej wagi.. Thant czuł wyraźnie jak przytłaczjąca i potężna jest jej aura magiczna.. Cos takiego odczuwał do tej pory jedynie przy samej Cesarzowej Isabelli... Nie mógł w to wręcz uwierzyć... Był przekonany, że ich moc jest na bardzo zbliżonym poziomie...
- Nie powinieneś przypadkiem wracać na front? Prowadzicie wojnę z elfami jeśli dobrze pamiętam... - powiedziała nagle Entoma przerywając jego myśli.
Szefowa siedząc przy stole złączyła swoje dłonie.
- No dobrze Panowie... Przejdźmy moze już do konkretów... Nie wezwałem was przecież by gadać o jakichś nic nie znaczących drobiazgach.. - powiedziała
Hektor pokiwał wolno głową.
- Tak... to prawda... - rzekł poważnym tonem
- Nasza Operacja pod kryptonimem "Renoma" może wejść już w życie... Wszelkie przygotowania właśnie się zakończyły... Wszystko jest juz gotowe do rozpoczęcia... Lata zbierania środków pieniężnych, armii i transportów się opłaciły... Żołnierze tylko czekają na mój sygnał aby rozpocząć prawdziwy chaos... Teraz jest idealny moment aby zadać pierwszy cios... Isabella zajęta przez wojnę nie będzie mogła zareagować w porę...
- Doskonale! - powiedział jeden z arystokratów śmiejac się głośno z tyłu - W takim razie zaczynajmy!
Szefowa parsknęła pod nosem
- Doceniam twoj entuzjazm... - powiedziała w stronę męzczyzny - Aczkolwiek w taki sposób i tak nie zdołamy osiągnąć zbyt wiele...
Wszyscy arystokraci popatrzyli an siebie nawzajem ze zdzwionymi minami... Hektor zmarszczył brwi... Nagumo skrzyżował ręce..
- Co masz na myśli? - zapytał stary arystokrata z długą brodą
- Nasze siły są duże... Nie zaprzeczam temu w żaden sposób... ale jeśli zagramy od razu
va banque przeciwko Isabelli to ryzykujemy utratą wszystkiego... Nie zapominajmy że ma pod sobą całe legiony... Musimy działać inteligentnie i precyzyjnie... Pojedynczy błąd moze bowiem zagrozić naszym planom i kosztować nas życie... Potrzebujemy kogoś kto posiada doświadczenie bojowe i taktyczne... Kogoś kto mógłby pokierować naszych żołnierzy ku zwycięstwu...
- Hmm... Dlaczego ty tego nie zrobisz? Byłaś przecież w stanie to wszystko zorganizować... - rzekł Hektor drapiąc sie po brodzie
Szefowa przymknęła swoje oczu i parsknęła cicho pod nosem.
- Owszem... może jestem organizatorem i umysłem całej operacji i byc może wydaje się to oczywiste rozwiązanie, ale niestety nie jestem odpowiednią do tego osobą... Moja wiedza w zakresie militarnym jest ograniczona... Moje przywództwo nie byłoby tutaj wystarczająco skuteczne przez mój brak doświadczenia wojskowego... Mam nadzieje że rozumiesz mój punkt widzenia w tym zakresie...
Hektor wolno pokiwał głową..
- Tak... racja.. ma to sens... - rzekł - Ale w takim razie... kto powinien być?
- Coż... - zaczeła Szefowa - Jest pewna osoba która mogłaby nam pomóc... Tak się składa, że Magister zdołał nawet ją wyłowić... Wystarczy jedynie... WYBUDZIĆ JĄ ZE SNU..
Tymczasem wśród dowództwa elfów zostały wydane kolejne rozkazy... Po utracie Smoczymostu z powodu zabójczej plagi, Neloth postanowił rozpocząć kolejną wielka ofensywę na tereny Cesarstwa aby zmusić legiony Isabelli do wycofania części swoich sił... Teraz gdy Wielki Wezyr i jego armia zostali unieszkodliwieni, dowództwo nad prowadzeniem ataku było w rękach mniej doświadczonych wezyrów....
Wojna po raz kolejny otworzył portale rozmieszczając siły... Kolejna flota wypłynęła na ocean prosto z Daggerfall...
Siły elfów rozpoczeły drugą ofensywę na Olympus... Tym razem z inna taktyką atakując miasto aż z trzech frontów jednocześnie.... Portale Wojny otworzyły się przed murami miasta biorąc strażników na murach kompletnie z zaskoczenia... Zapanował po raz kolejny kompletny chaos a katapulty i działa pracowały na największych obrotach...
Elfy nie zamierzały się w żaden sposób poddać ani sie wycofywać... Olympus było miastem które zamierzali podbić za wszelką cenę bez względu na straty...
Portale otworzyły sie również w Odbudowanym Halkret dostając sie na tyły legionów które gromadziły się do ataku na Northgrove... Żołnierze nie spodziewali się nagłego ataku z zaskoczenia to spowodowało ogromne straty po stronie Cesarstwa... W bardzo szybkim tempie Elfy zaczęły przejmować miasto paląc wszystko na swojej drodze..
Natomiast w czeluściach mrocznej jaskini na Corvnis...
- Hah... popatrz no.... Coż za wspaniała zdobyć... Unikalna wręcz... - mówił mroczny głos. - Nie ma takiej drugiej w tym wymiarze... Jedyna w swoim rodzaju...
Rudowłosa pokojówka mruknęła cicho pod nosem.. Jej głowa lekko zadrgnęła... Zaczęła mrużyć oczami powoli odzyskując swoją świadomość... Słyszała głosy... Nie miałą jednak pojęcia co się dzieje... W jej uszach panował szum... głowa ją mocno bolała...
- Ach.... Budzi się śpiąca królewna... - rzekł demon Śmierć widząc jak Lupus się zaczyna ruszać
- Ugh.... - jękneła głośnej pokojówka
Demon podszedł do niej wolno i musnął swoja dłonią po jej policzku.. Chwycił ją za podbródek..
Lupus w tym momencie otworzyła szerzej oczy które błysnęły złotym blaskiem w panującej tu ciemności.. Od razu dostrzegła stojącego nad nią demona który ją dotykał po twarzy.. Chciała się zerwać i wstać, ale nie mogła... jej ręce i nogi zostały zakute... Zacisnęła swoje pięści wyraźnie poirytowana. Nabrała gniewnego wyrazu na swojej twarzy.
- Nie dotykaj mnie... tymi... brudnymi łapami.. - powiedziała Lupus mocnym tonem z wyraźną odrazą w jego kierunku
Demon śmierć zaśmiał się pod nosem po czym odsunął się od skutej do ściany jaskini pokojówki..
- Przyznaje... masz w sobie ogień... masz w sobie pazur... Ale twój opór jest bezcelowy... - rzekł demon - Nie uciekniesz stąd... Te łańcuchy blokują twoją magię... Od teraz bedziesz naszym zakładnikiem lykantropie..
Lupus parsknęła pod nosem.. Popatrzyła na demona Śmierć oraz na drugiego który stał trochę dalej odwrócony do niej tyłem stojąc nad jakimś kotłem...
- Zdążyłam zauważyć... - odparła Lupus - Przypuszczam że to wy jesteście tymi demonami co uciekły z Apokryfu... Po co mnie porwaliście? Co to ma na celu?
- Jesteś tym zaskoczona? - zapytał Śmierć - Dobrze wiemy, że pracujesz dla Isabelli... Jestem pewny że będziemy mogli to w jakiś sposób wykorzystać... Isabella nie pozwoliła by przecież by komus takiemu jak ty coś sie stało... prawda?
Lupus zaśmiała się pod nosem przyprawiając demona o lekkie zdziwienie. Zmrużyła swoje oczy spoglądając na demona z szyderczym uśmiechem na swoich ustach.
- Naprawdę uważasz, że Isabella podda się bez walki po to by mnie uratować? Jeśli doszedłeś do tego typu konkluzji, to jedynie ukazuje granice możliwości twojego umysłu... Głupi... Tak... Taki właśnie jesteś...
Śmierć słysząc to syknął pod nosem gniewnie. Zacisnął swoje pięści.
- TY.... - ryknął emanując mroczną aurą.
- Śmierć!... zamilcz... - wtrącił w tej chwili Zaraza odwracając się w ich strone... Śmierć natychmiast opuścił swoje dłonie... Lupus spojrzała w kierunku Demona Zarazy.. Demon podszedł do niej bliżej
- Plaga którą zesłałem na Smoczymost... Zabiła wszystkie żywe istoty które tam były.... dlaczego więc nie zadziałała na ciebie... - rzekł Zaraza mrocznym tonem - KIM TY JESTEŚ NAPRAWDĘ?...
- Obserwatorem... - odparła Lupus - Tak jak wy nie pochodzę z tego świata... i tak jak wy przybyłam tu w ściśle określonym celu... Myślę, że taka odpowiedź Ci wystarczy...
Zaraza zamilkł cały czas spoglądając na klęczącą i zakutą w kajdany oraz łańcuchy Lupus
- Najmądrzejszym dla was wyborem byłoby wypuszczenie mnie w tym momencie... - dodała Lupus mrocznym tonem - W przeciwnym razie konsekwencje mogą być dla was katastrofalne...
Śmierć w tej chwili uderzył Lupus z piesci prosto w twarz.. Pokojówka upadła twarzą na ziemię... Splunęła krwią..
- Milcz żałosna, podrzędna istoto! - ryknął Śmierć - Nie bedziesz nam dyktować warunków...
Zaraza pokiwał wolno głową.
- Katastrofalne konsekwencje o których mówisz już niebawem czekają cały ten świat i Isabelle... Być moze zdołała zabić naszą siostrę, ale nas nie pozbędzie sie już tak łatwo...Już niebawem poczuje co to prawdziwy ból... - odparł mrocznym tonem - I ty również zaznasz bólu i cierpienia wilczyco.... Gdy wydobędziemy z ciebie wszystkie potrzebne nam informacje, moje szczurki pożrą cię żywcem... bedą zjadać kawałek po kawałku.. kostka po kosteczce... az nie zostanie nic...
Lupus leżąc na ziemi, spoglądała w górę na stojące nad nią demony.. Dopiero po chwili ponownie podniosła swoją głowę..
- Jesteś pewny swego... To sie szanuje... - odparła Lupus spokojnym tonem i otarła swoj policzek z krwi o bark.. Przełknęła lekko ślinę. - Niestety... pycha bywa zdradliwa... Isabella ma jej w sobie aż nadto... ale ty?... Coż... Najwyraźniej miałam wygórowane wyobrażenia o waszej inteligencji...
Zaraza słysząc to syknął gniewnie pod nosem
- Mówisz dużo a sama jesteś nikim... - odparł Zaraza - Isabella już niedługo będzie na kolanach... Ty jednak nie dożyjesz tego momentu... Twój koniec jest równie bliski co jej...