Harold mruknął pod nosem.
- Faktem jest, że ma w sobie duży potencjał... ale... aby ocenić jej panowanie trzeba bedzie jednak trochę poczekać... teraz jest na to zdecydowanie za wcześnie... Miejmy jednak nadzieje, że będzie tak jak mówisz Galthranie... - rzekł spokojnym tonem Harold
Tymczasem rudowłosa pokojówka która zdołała uleczyć Wielkiego Wezyra od nieuchronnej śmierci i która od początku chciała spędzić ten dzień nie mieszając się w cudze problemy, ostatecznie podjęła decyzję o głębszym zbadaniu sprawy dotyczącej tajemniczej choroby, która nawiedziła Smoczymost kompletnie znienacka i która doszczętnie zmasakrowała całą armię Ibrahima... Winchester nie widział praktycznie nic o całej sytuacji, więc nie mogła się od niego dowiedzieć szczegółów, a Ibrahim zaś był jeszcze zbyt słaby by cokolwiek jej opowiedzieć z sensem... Musiała więc działać na własną rękę... Jako główna medyczka wśród pokojówek nie mogła zlekceważyć takiej okazji aby pogłębić swoją wiedze...
Miała bowiem świadomość, że jej moce magiczne same w sobie był w stanie jedynie zahamować dalszy rozwój tej zarazy ale nie całkowicie zlikwidować... Aby ją zwalczyć w pełni była zmuszona używać swojej śliny... Nigdy wcześniej nie było to konieczne... Lord Ignathir zapewniał ją że jej moce sa wystarczające aby unicestwić każdą chorobę i zregenerować każde poniesione obrażenie.. W tym wypadku tak sie nie stało... Dlaczego? Lupus niestety nie znała odpowiedzi na to pytanie i czuła przez to lekkie poirytowanie... Wszystko wskazywało na to, że ta zaraza była czymś nienaturalnym... stworzonym sztucznie przez coś... lub... przez kogoś...
Lupus pojawiła się po chwili w Smoczymoście... Natychmiast jej oczom ukazał sie ponury, mroczny krajobraz pełen martwych trupów zarówno zołnierzy, elfów jak i szczurów...
Pokojówka nabrała poważnego wyrazu twarzy... Atmosfera tu panująca była grobowa... Zewsząd otaczała ją zielonawa gęsta mgła przesiąknięta aromatem wirusa plagi..
Pomimo iż była odporna na samą chorobę to wyraźnie czuła kwas w powietrzu... czuła jak wysusza jej język i podrażnia gardło... Martwe ciała leżące na ziemi rozkładały się zastraszającym tempie... Gdzieniegdzie pozostały już same szkielety mimo iż walka o miasto trwała w najlepsze jeszcze niecałą godzinę temu. Ta plaga bez wątpienia była niezwykła... Nie była podobna do żadnej innej choroby występującej w naturze...
Po chwili przykucnęła na ziemi na jedno kolano obserwując z bliska leżące na ziemi szkielety szczurów... Dotknęła jednego z nich, jednak gdy to uczyniła ten natychmiast się rozsypał i przemienił w zielony dym.
- Ech.... Wszystko jasne.... Czarna magia.... Ta sama którą czułam w organiźmie Ibrahima... - powiedziała cicho sama do siebie - Te gryzonie są jej źródłem... One same również nie zostały stworzone w naturalny sposób... Każdy z nich był jedynie naczyniem wypełnionym wzmocnionym wirusem, które po ich śmierci najzwyczajniej się rozbiło i uwolniło w powietrze całą tą zarazę... Wszystko podziałało jak efekt domina... Sprytnie rozegrane...
- Doskonale... Coż za wspaniały widok... - mówił Demon Zarazy patrząc przez przez swój wizier - Smoczymost był jedynie preludium.... Niebawem moje szczurki zaleją cały wymiar... ZARAZA POCHŁONIE CAŁY TEN ŚWIAT....
- Hah... Tak czy siak to było ryzykowne... - odparł Śmierć - Wojna bedzie musiał się teraz postarać inaczej to poświęcenie bedzie jedynie jego gwoździem do trumny...
- Jedno miasto mniej czy więcej nie robi większej różnicy... - odparł Zaraza - Ten test okazał się być pomyślny.... Tylko to sie liczy...
Śmierć nie odpowiedział. Spoglądał w milczeniu na wizier... Po chwili niespodziewanie wskazał na niego palcem
- Patrz... Któż to? Czyżby zesłana przez ciebie plaga przestała już działać?
Zaraza chrząknął pod nosem wytrzeszczając oczy... Dostrzegł w swoim wizierze rudowłosą kobietę która nie wydawała sie być dotknięta mocą panującej w miescie plagi.
- Co? Nie to nie możliwe! - ryknął Zaraza - Jakim cudem ta kobieta tam jest i nie umiera w agonii?!
Śmierć wzruszył ramionami... Skupił swój wzrok na kobiecie... Jego oczy błysnęły..
- Ach... Jestem w stanie wyczuć jej moc magiczną na odległość... Ona nie jest człowiekiem... To ktoś znacznie potężniejszy... Zupełnie jakbym czuł Wojnę... Niesamowite....
Zaraza trzasnął swoim berłem o ziemie w gniewie.
- Natychmiast ruszaj tam i ją złap! Obezwładnij! Na pewno pracuje dla Isabelli! NIE CHCE ŻADNYCH ŚWIADKÓW!
Śmierć pokiwał wolno głową po czym teleportował się z jaskini...
Lupus tymczasem podniosła sie wolno z ziemi. Poprawiła swoją czapkę na głowie.
-
Ta... Wygląda na to, że te całe demony nie próżnują i szukają kolejnych okazji... To wyjaśnia czemu moja moc nie była w pełni skuteczna...- pomyślała Lupus i zmrużyła swoje oczy. Nie była zadowolona z poznanej przez siebie prawdy...
Rudowłosa pokojówka przyłożyła swoją dłoń do głowy.. Zamierzała skorzystać z telepatii aby wysłać wiadomość do swojego stwórcy i przekazać mu wieści o całej sytuacji.... W tym samym jednak momencie niespodziewanie poczuła potężne uderzenie od tyłu prosto w głowę..
Lupus błyskawicznie upadła na ziemię z hukiem kompletnie sparaliżowana... Nie mogła ruszać rękami ani nogami..
- Co... - jęknęła pod nosem nie mając pojęcia co sie stało.. Wolno spojrzała za siebie katem oka.. Dostrzegła mroczną postać wśród mgły która celowała w nią jakimś nieznanym zaklęciem.. Po chwili postać cisnęła nim prosto w jej ciało... Lupus od kolejnego uderzenia straciła kompletnie swoją przytomność...
- Słodkich snów lykantropie... - powiedziała postać pochodząc bliżej i zaśmiała się mrocznie.. Chwile potem pochwyciła jej ciało i ulotniła się wraz z nią zmieniając w czarny dym...