Isabella wyczarowała mównicę... stanęła przy schodach mając przed sobą wielki ogromny plac przed hotelem na którym zmieści się naprawdę ogrom osób... widziała już jak tłumnie przybywają tutaj... gromadzili się niesamowicie szybko... Cesarzowa stała w centralnym i dobrze widocznym punkcie.. widziała że kamery i telewizje otoczyły ją z każdych stron... wiedziała że jest nagrywana, że wszystko pójdzie globalnie... Wezyrowie stali nieopodal... każdy był w gotowości do działania... Isabella jednak stała spokojnie przy mównicy w centralnym punkcie, nie kazała otoczyć się tabunem ochroniarzy... stała sama... chciała stanąć twarzą w twarz ze swoimi poddanymi.. nie odgradzać się od nich.. tylko być przy nich.. wysłuchać każdego... nie wiedziała czy będzie tego żałować czy nie... aczkolwiek chciała żeby zobaczyli że jest po prostu jedną z nich.. że ich teraz słucha i zamierza ich wynagrodzić i wszystko naprawić.. każdy mógł się do niej zbliżyć... sama była w dużych emocjach i rozstrojeniu psychicznym.. jednak była w gotowości...
Isabella mrużyła oczy zerkając jak tłumnie przybywają... Cesarzowa Wyglądała bosko, nadal bowiem miała na sobie swój outfit z negocjacji.. Taki wspaniały.. taki idealny.... swoją bogatą piękną torebeczkę ustawiła na mównicy.. jej kreacja wyglądała idealnie.. Isabella wyglądała naprawdę seksownie i cudownie.. niesamowicie pięknie... chciała być teraz silna... chciała pokazać przed poddanymi siłę, a nie chaos.. chciała pokazać że jest gotowa naprawić wszystko.. zebrała w sobie moc i energię.. bała się że ją stłamszą... że ją rozniosą... jednak musiała.. musiała ich uspokoić i się z nimi porozumieć.. chciała być silna teraz.. na sobie miała nadal swój boski outfit... wszystkim mężczyznom z pewnością podobał się jej outfit, nie było ku temu dyskusji.. wygladała bosko.. mężczyznom na pewno niesamowicie podobał się jej strój.. musiał.. wyglądała idealnie... cudownie się prezentowała... jej piękne odsłonięte nogi... jej wspaniała suknia i biżuteria... wszystko wyglądało bosko.. jej idealnie lśniące włosy... piękne czerwone usta.. błyszczące zielone oczy... wyglądała bosko i seksownie... bardzo ponętnie..
Isabella widziała jak sporo osób przybywa.. cały czas miała na sobie rzucone zaklęcie wzmocnienia jej głosu.. chciała żeby wszyscy ją słyszeli..
- Mieszkańcy! Przybądźcie! Jak najbliżej... chodźcie... jestem tu dla was.. tylko dla was... dla was zrobie wszystko.. chcę z wami rozmawiać, chcę was słuchać.. chcę wysłuchać wszystkiego.. chcę wysłuchać każdego najmniejszego żalu i skargi.. wylejcie na mnie wszystko.. prosze was o to.. a potem pozwólcie mi zacząc wszystko naprawiać.. I PROSZĘ WAS! PROSZĘ! NIE NISZCZCIE NASZEGO PIĘKNEGO MIASTA, PROSZĘ, OPANUJCIE SIĘ! NIE RÓBCIE TEGO... TO MIASTO JEST CUDOWNE... PROSZĘ WAS ZAPRZESTAŃCIE NISZCZENIA MIENIA PUBLICZNEGO! - zaczęła głośno mówić..
- "SŁUCHAM WAS.. JESTEM DLA WAS... ZROBIĘ WSZYSTKO... POWIEDZCIE WSZYSTKO CO PRAGNIECIE...
- Mówcie wasze żądania.. - przemawiał Isabella... lekki dreszcz ją przeszedł bała sie ze ją złapią... ze będa chcieli za wiele.. może nawet jej ciala... nie nie.. pokręciła głową.. odrzuciła szybko burzowe myśli.. chciała być teraz silna... wiedziała że musi teraz być silna i dobrze wszystko zrobić.. to jej ostatnia szansa przy mieszkańcach.. wiedziała że teraz nie może popełnić błędu.. że musi ich słuchać.. godzić się na wszystko.. naprawić ten cały bajzel.. chciała tego.. nie mogła znieść już tego chaosu i wariactw.. nie mogła..
Sisyphus patrzył na ochroniarzy..
- Bywajcie.. odchodzę stąd.. to nie dla mnie.. to miasto jest zbyt duże, zbyt głośne... ja nie licze się już w tym świecie.. ten świat kiedyś wtórował mi.. teraz jednak nasze drogi sie rozeszły... - przemówił..
W tej chwili przy Sisyphusie pojawił się jego nieumarły koń...
- Witaj przyjacielu... - czarny rycerz pogładził konia po kościstym pysku...
- Ale.. Sisyphusie.. Cesarzowa nakazała... - przemówił Ochroniarz
- Panowie.. Pozdrówcie Isabellę... Pozdrówcie ją ode mnie.. byłem jej druhem wiele lat.. przyjacielem... niestety ale przegrałem... nie jestem w stanie pomóc jej już w żaden sposób... ja już nic nie znaczę... pozdrówcie ją Panowie proszę ode mnie... powiedzcie żeby była silna.. kto jak nie ona?.. powiedzcie że dokonała wielkich rzeczy... ale większym osiągnięciem będzie jednak to jak znajdzie siłę aby naprawić to co teraz zniszczyła.. - mruknął Czarny Rycerz
Ochroniarze kiwali głowami..
- Panie.. ale czy na pewno? - mruknął ochroniarz
- Na pewno... Panowie... zajmijcie się Cesarzową.. zajmijcie się swoimi obowiązkami.. dziękuję za gościnę.. - odparł Czarny Rycerz, a po chwili przyczepił do grzbietu swego wierzchowca jedną skrzynię w której miał części swej zniszczonej zbroi.. tylko tyle mu zostało.. otrzymał także od Isabelli kilkanaście mieszków złota... nie sądził że mu się przydadzą.. pokiwał głową.. po chwili zaś wskoczył na swego rumaka... a następnie ruszył przed siebie
Ochorniarze zerkali za czarnym rycerzem.. pokiwali głowami.. doprawdy odjechał.. nie byli w stanie go dłużej zatrzymywać.. najzwyczajniej tutaj.. nie pasował...
Sisyphus odjechał już spory kawał.. wyjechał poza granice Arkham... odetchnął opuszczając metropolię.. doprawdy zgiełk, hałas, zamęt i szum były tam dla niego za duże.. to nie dla niego.. on teraz ruszył przed siebie... w ciszy.. w milczeniu... sam ze sobą... nie wiedział dokąd zajedzie... nie wiedział czy dożyje kolejnego dnia.. mimo wszystko ruszył aby ostatni ten raz zerknąć co los mu przyniesie... czy jest w stanie otrzymać w tym świecie jeszcze coś dobrego? Czy jego historia już się zakończyła? Przegrał wszystko.. pozostał bez niczego.. zdewastował nawet swoje horkruksy... nie zamierzał więcej oszukiwać śmierci... mknął przed siebie będąc gotowym na spotkanie wszystkiego.. nawet samej Śmierci... jeśli bowiem ta jest mu pisana i ma go spotkać, niechaj tak się stanie... Sisyphus był gotowy...