RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Galthran w tej chwili usłyszał głos swojej Pani w głowie.. upajał się przez moment dźwiękiem jej głosu, po chwili jednak przyjął zadanie... pokiwał wolno głową...
- Będzie dokładnie tak jak sobie życzysz Entomo... - odparł wolno i zastanowił się przez moment co Entoma planuje, był ciekawy.. kojarzył owego Harolda, widział go parę razy... Czarny rycerz od razu więc wyruszył do miasta aby odnaleźć staruszka...
Callisto natomiast od dłuższego czasu nie wychodziła z rezydencji swojej i Sisyphusa... zaszyła się tutaj i zabunkrowała... miała dosyć.. jej głowa coraz bardziej wariowała.. tym razem jednak nie po jej myśli jak wcześniej.. czuła się słabo psychicznie... odebranie mocy ją przytłoczyło.. siedziała na ich łóżku a w dłoniach trzymała swój magiczny sztylet... ostrze którym wiele razy zaszlachtowała wiele ofiar... ileż to krwi już spłynęło po ostrzu sztyletu przez tyle lat.. Callisto praktycznie cały czas tylko rozmyślała... gadała sama ze sobą, na głos, do siebie... zatracała się w natłoku myśli... zapisywała wiele myśli na kartkach papieru w jednym notatniku, inne zaś skrobała na ścianach... często aż uderzała się w głowę, huczało jej w środku... czuła ogromne przytłoczenie.. była w nieładzie, jej piękna czarno-granatowa aksamitna suknia była nieco poszarpana i naderwana od ostatnich wydarzeń, nie przejmowała się tym... jej włosy nie były proste jak przeważnie, były w lekkim potarganiu, mimo wszystko wyglądała nadal bosko i seksownie.. jej czerwone usta na bladej twarzy niesamowicie mocno widoczne, nieco szminki jednak miała rozmazane po bokach, wchodziło jej z lewej strony na kawałek policzka a z prawej lekko w dół w kąciku ust... tym również się nie przejmowała.. trwała w swych myślach i w swej głowie.. oczekiwała tutaj, w swoim bezpiecznym miejscu na przybycie ukochanego... oczekiwała przybycia swego rycerza, który oswobodzi ją z tej paskudnej sytuacji w której jakimś cudem się znalazła... nie czuła się tak od czasu pamiętnego pojedynku z Godrykiem Gryffindorem gdy ten zdołał przechytrzyć oddział Sisyphusa i przemienić jego kompanię w kamienną twierdzę.. wówczas nędzny czarodziej przechytrzył Callisto... teraz zaś ta mała istota... ta maleńka... Callisto czuła ogromną nienawiść i wściekłość, co chwila syczała niczym żmija... nienawidziła położenia w jakim się znalazła... odliczała każdą minutę tego parszystwa w oczekiwaniu na Sisyphusa... była pewna że ten tu przybędzie i skróci wszystkich o głowę, że wyrżnie wszystkich i spali wszystko... a potem wzniesie na nowo, jeszcze brutalniej i bardziej surowo... wyobrażała sobie te sceny... te makabryczną sieczkę... widziała fruwające kończyny i głowy, litry krwi... jak niegdyś... widziała Sisyphusa miażdżącego i palącego wszystko na swej drodze, kroczącego ku niej a następnie wyciągającego ją z tej sytuacji... wizualizowała to sobie... widziała jak Sisyphus miażdży wszystko a następnie niesie ją na rękach krocząc przez płomienie.. aby później ponownie mogła mu się oddać... marzyła i fantazjowała o tym w swojej głowie... w drugiej części głowy zaś miała też inne pomysły... wiedziała że musi spróbować przekabacić komendantów... przynajmniej kilku.. podjudzić ich do działania... aby wyruszyli i odzyskali co ich... wściekle, bezlitośnie... wiedziała że musi tego dokonać...
Isabella zerkała na zebranych wieśniaków którzy ją otaczali... uśmiechnęła się...
- Cóż... to ja.. przybyłam na moment do waszej wioski... - odparła
- To zaszczyt, Pani! To zaszczyt! - krzyczała babka
- Cesarzowo! Chwała! - krzyczał dziadyga
- Chwała Wielkiej! - krzyczały bobasy
- Najwspanialsza z Pań! - krzyknął chłop... zerknął kątem oka na Isabellę... zmierzył jej nogi, uda, sylwetkę, talię, buzię, usta, oczy, włosy... wszystko... poczuł ogromne podniecenie... fantazje... pragnął.. pragnął mieć ją w swoim łożu... była taka przepiękna... pożądał jej... wiedział jednak że to może pozostać jedynie w sferze jego marzeń..
- Pani... co cię tu sprowadza... Pani! To zaszczyt! Spróbuj Pani naszego lokalnego trunku, prosto z pól Lidon! - krzyczała
Isabella uśmiechnęła się
- Jak zbiory? Jak wam się żyje? Wszystko dobrze, drodzy? - przemówiła Cesarzowa
Wieśniaki czuły ekscytację.. byli pod kolosalnym wrażeniem
- Pani! Wszystko najlepsze... zbiory obfite... wszystko dzięki tobie! - krzyczały chłopy
- Cesarzowo, Wielka! Wspaniała! Chwała ci po wsze czasy! Wszystko co zawdzięczamy, każde źdźbło trawy... wszystko jest dzięki tobie! - krzyczały wieśniaki
- Cała ludność, każdy mieszkaniec jest ci absolutnie wdzięczny i wierny! - wrzeszczały babuszki
- Wielka Pani! Podziwiamy cię i kochamy! Władaj nam zawsze! - krzyczały wieśniaki
Isabella zachichotała lekko, uśmiechnęła się...
- Hmm.. pokażcie no ten wasz specjał... chętnie spróbuję.. - przemówiła
Wieśniaki aż kipiały z ekscytacji... Isabella gestem dłoni pozwoliła im wstać z kolan, a ci zaraz rozbiegli się i w sekundę zorganizowali stół, beczki trunku, kielichy... ucztę, wieczerzę, grajków... nagle wszystko się zjawiło.. czysta magia... światła nastrojowe rozbłysły...
Isabella aż była nieco pod wrażeniem... ewidentnie potrafili tu sobie zorganizować zabawę...
- No proszę... - powiedziała zerkając na nich, ponownie zachichotała
Lorenzo zaś wraz z Emily siedzieli z tyłu w samochodzie... obalili już pół butelki najlepszego szampana... teraz Emily dostała truskawki posypane jadalnym złotem... mieniły się i błyszczały, niesamowicie...
- Książę... uwielbiam to.. są wspaniałe... - piszczała blondyna gryząc truskawkę.
Lorenzo zerkał... kiwnął głową
- Cieszę się kotku... wiesz... teraz te truskaweczki błyszczą się tak jak twoje oczka... - przemówił szarmancko książę, był niesamowicie naładowany... czuł potęgę...
Emily zachichotała... Lorenzo zaś chwycił jej podbródek i przysunął do siebie, pocałował namiętnie... z języczkiem... modelka odwzajemniła ulegle.... Książe ponownie pogładził ją po jej włosach... przejechał wolno dłonią po jej szyi... otarł się lekko o jej piersi dłonią... uśmiechnął się, oderwali się po chwili od siebie...
- Oooh Lorenzo... jesteś niesamowity... - pisknęła blondyna...
Lorenzo kiwał głową... zaśmiał się... czuł ogromne pożądania...
- To dopiero początek kotku... zaraz wysiadamy na pierwszym przystanku... - odparł Lorenzo, zerknął na kierowcę - Prawda, Adrianie?
- A jakże, książę! Właśnie jesteśmy! Klub Exotic Diamonds... jeden z lepszych w Arkham... - przemówił kierowca
Lorenzo pokiwał głową...
- Jasna sprawa... - odparł - Czekaj tutaj na nas... idziemy się zabawić.. potem ruszymy w dalszą trasę... - rzekł książę
Kierowca otworzył parze drzwi... Lorenzo wraz z blondyną wysiedli...
Ochroniarze przed wejściem momentalnie dostrzegli księcia... wytrzeszczyli oczy...
- Książę! Witamy! To zaszczyt! - ukłonili się.
- Panowie! Przyszykujcie najlepsze lożę i najlepsze specjały... chcemy się wraz z moją towarzyszką zabawić.. - przemówił śmiejąc się Lorenzo...
Emily chichotała, przytulała się do księcia.. czuła się bosko...
- Jasna sprawa, szefie! - krzyknęły goryle i otworzyli drzwi... wbiegli do środka szykować, jeden zaś ukłonem zaprosił księcia i Emily...
Wkroczyli do klubu...
![[Obrazek: 5ZxkCR0.gif]](https://i.imgur.com/5ZxkCR0.gif)
☠ Hi there my dear! Turn back! Turn back... ☠
♛♛♛
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-November-2025 21:16:20 przez DevilxShadow.)
|