Ravcore
☆ Rysownik ☆
     
Liczba postów: 318
Dołączył: Feb 2017
607
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze: RozowyOrangutan
Odznaczenia:
(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
|
RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami... Tysiące osób w stolicy Cesarstwa jak i w innych miastach gromadziło się by odbierać datki od Cesarzowej... Pieniędzy ubywało z każda chwilą, a lista żądań i problemów dręczących mieszkańców przez decyzje Cesarzowej wydawała się ciągnąć w nieskończoność.. Było ich tak wiele że bez problemu można by było je zapisać w księdze albo nawet dwóch... Przedstawiciele Cesarzowej jak i wezyrowie mieli pełne ręce roboty zapisując wszystko jak i rozdając kwoty które potrzebowali mieszkańcy..
Niestety nawet pomimo tego iż sytuacja względnie zaczynała sie uspokajać to ludzie nadal nie byli w pełni zadowoleni... Ciężko bowiem dla wielu było zaakceptować, że ich bliscy którzy zginęli już nie wrócą, a pieniądze które otrzymali nie zwrócą im tych których stracili... Wojna okazała się być kompletnie bezsensowna i niepotrzebna... Nic nie wskazywało na to aby ludność miała zapomnieć ten występek Isabelli przez najbliższy czas nawet pomimo hojnych zadośćuczynień...
Wraz ze zbliżającym się zachodem słońca Vanghar wrócił z posiedzenia Najwyższej Rady na którą wcześniej wyszedł.. Pierwszy dzień po zakończeniu wojny właśnie mijał...Nie ukrywał, że był nieco zmęczony bo tak intensywnym w wydarzenia dniu.. Gdy tylko dotarł do swojej rezydencji od razu pochwycił za butelkę piwa i przysiadł na fotelu.. Przetarł swoje oczy i pochwycił w dłonie swój pierwszy w życiu telefon który otrzymał dziś na spotkaniu rady od Argala... Był to nowy model wytworzony przez najnowsza technologię którą dysponowały elfy... Vanghar nie ukrywał że sam nie był z technologią zbytnio do przodu i z powodu swojego wieku nie rozumiał niektórych rzeczy.... Szczerze nie obchodziły go social media, trendy i inne pierdoły.. Nie planował z nich korzystać... Telefon który otrzymał zamierzał wykorzystywać jedynie do kontaktowania się ze określonymi osobami gdy miał ku temu potrzebę... No i może jeszcze do ewentualnego sprawdzania pogody... Nie ukrywał bowiem, że taka opcja była dla niego przydatna... Trochę żałował, że nie posiadał wcześniej takiej możliwości jako admirał floty...Z pewnością mógłby wtedy uniknąć ryzykownych rejsów podczas sztormów gdyby wiedział jak bedzie wyglądała pogoda... Wróżby jego czarodziejów nie były bowiem nigdy zbyt precyzyjne... Teraz mogło sie to zmienić... Szkoda jednak, że tak późno..
Elf mruknął pod nosem po czym odłożył telefon na bok na półkę... Wziął łyk z butelki piwa i włączył telewizor. Zamierzał się na chwile zrelaksować.. Wiedział bowiem że jutro czeka go kolejny ciężki dzień pełen pracy... Zastanawiał się nad tym czy Isabella wykona wszystkie postanowienia traktatu pokojowego który sama podpisała...
Na Abregado natomiast nadal trwały prace porządkowe... Nieumarli żołnierze cały czas pracowali sprzątając gruzy po ataku Demona Wojny i jego armii wampirów... Ilość zniszczeń była ogromna.. Ilość mieszkań, biznesów i firm który legły w gruzach była bardzo duża... Starty były ogromne i wszyscy doskonale wiedzieli że mocno wpłyną one na gospodarkę i rozwój Abregado... Nihil był wściekły i zdruzgotany równocześnie... O ile zagrożenie zostało skutecznie zwalczone w ekspresowym wręcz czasie to niestety pojawiły się ofiary śmiertelne.. w głównej mierze cywile... Bellatrix nie odzywała sie zbytnio widząc w jakim stanie jest Nihil.. Postanowiła ugryźć sie w jezyk i najzwyczajniej koordynować żołnierzy w pracach porządkowych... Miała świadomość, że pocieszanie Nihila nie ma zbytnio sensu... Dowódca Nieumarłych potrzebował czasu aby zaakceptować to co sie stało...
Osobiscie nikt jednak nie obarczał Nihila za straty które zostały poniesione.. wręcz przeciwnie.. Był uznawany powszechnie za niesamowitego lidera który stanął do walki z zagrożeniem... że stawił czoła demonowi twarzą w twarz i wraz z Varranem zniszczyli go niesamowitym pojedynku... Był ich wodzem i idolem.. prawdziwym przykładem odwagi i siły o której wielu z nich mogło jedynie pomarzyć...
Zaraza machnął ręką i praktycznie od razu ciało związanego i skutego Lorenza uniosło sie w górę.
- Gdy tylko twoja matka dowie się, że jesteś moim zakładnikiem z pewnością będzie chciała tu przybyć by cię ratować... a wtedy wpadnie prosto w moja pułapkę... Hah.. No chyba że się nie pojawi i zdecyduje sie ciebie poświęcić... Coż... dla mnie to nie ma żadnego znaczenia... - rzekł Zaraza zadowolonym tonem
Demon wiedział, że musi zagrać to mądrze.. Teraz gdy Lorenzo był w jego szponach miał przewagę...Zamierzał ją wykorzystać... Pozostałe demony nie wykorzystały swojej szansy.. poległy w głupi sposób, nie posłuchały w pełni jego instrukcji... Teraz wszystko zależało od niego i zamierzał doprowadzić do upadku Isabelli nawet kosztem swojego życia...wiedział ze nawet jeśli zginie to plaga dalej bedzie się rozprzestrzeniała... Nie było na niej lekarstwa... Nie można było jej zatrzymać... Myśląc o tym zaśmiał sie pod nosem.. Zwycięstwo było blisko...
Lupus widząc to co robi Sisyphus zarumieniła sie patrząc na niego... Była w szoku... Nie wiedziała jak powinna zareagować.. Czuła ogromny wstyd, że ten widzi ją w takim stanie... że jest taka słaba.. Fakt ze zdołała sama dotrzeć wcześniej do łazienki i się umyć był chyba jakimś cudem... Opuściła wzrok w dół, a jej twarz nabrała smętnego wyrazu... Jej warga lekko zadrgała.. Wyciągnęła wolno dłoń i pochwyciła widelec który podał jej Sisyphus.
- Wybacz... naprawdę.... przepraszam... - powiedziała Lupus mocno przybitym tonem - Przepraszam, że musisz to robić... Nie mogę nawet zrobić takiej podstawowej czynności sama...
Po tych słowach ponownie popatrzyła na talerz z jedzeniem.
- Mam tylko nadzieje, że wytrzymasz jeszcze ze mną te dwa lub trzy dni... Moj czas i tak sie już kończy... - dodała mocno depresyjnym tonem - Prosze tylko abyś potem po wszystkim dał znać Entomie aby wzięła moje ciało do Dalthei... Nie chciałabym być pochowana w tym wymiarze...
Entoma jęknęła głośniej dosyć słodkim głosikiem.. Przyłożyła swój rękaw to twarzy.. Była zaskoczona.. Nie spodziewała się ze Galthran posunie sie do takich czynów...To co robił... to była kompletna nowość... Co kilka sekund wydobywały sie z niej odgłosy jęków i słodkiego syczenia.. Jej ciało mocniej zaczęło drżeć... Odchyliła swoją głowę bardziej do tyłu... Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego... Galthran naprawdę sprawiał jej przyjemność... Poprzednim razem nie odczuwała tego tak jak teraz... Czy to dlatego ze była słabsza? że była zmęczona? Nie potrafiła określić konkretnego powodu.... Wiedziała jednak ze coś się zmieniło...
- Co.... co ... co to jest.... - mruknęła Entoma słabym głosem nie dowierzając w to co się dzieje - Galthran..... uch...
Oczy Entomy lekko błysnęły po czym przygasły na chwile.. Rycerz słyszał jej pojedyncze jęki... Były wręcz muzyką dla jego uszu..
Jestem tu od 31 grudnia 2014 roku.
Nieustannie trwam w oczekiwaniu na lepsze jutro.
MegaRayquaza (2014-2015)
MrRayqq (2015-2016)
SoundwavePL (2016-2017)
Ravcore (2017-NOW)
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-September-2026 20:24:53 przez Ravcore.)
|
|
| Oceny: | |
| 26-September-2026 20:24:03 |
|