Jesteś gościem. Załóż konto lub zaloguj się, aby pisać na forum MineFox.


Oficjalne forum społeczności MineFox

MineFox.pl — Minecraft 1.21+

Aktualności, pomoc, rekrutacje i wydarzenia naszej aktywnej społeczności.

Discord MineFoxRanking serwerów
 
Ocena wątku:
  • 5 Głosów - 4.2 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[RolePlay] Magic World V - The New Era
Autor Wiadomość
Ravcore Niedostępny
☆ Rysownik ☆
******

Liczba postów: 318
Dołączył: Feb 2017
606
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
RozowyOrangutan

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #2301
RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Ludzie w tłumie popatrzyli na siebie nawzajem i pokiwali głowami... Ustawili sie w kolejce i po kolei zaczęli odbierać pieniadze tyle ile potrzebowali... Skrzynie złota błyskawicznie ubywały jedna za drugą... Isabella słyszała też po kolei wszystkie potrzeby jakie miały poszczególne osoby... Wielu straciło swoje domy w wyniku bombardowań więc domagali się ich odbudowy.... inni stracili członków rodziny i domagali sie pochówku zmarłych i zadośćuczynienia za tę stratę... inni przez decyzje Isabelli stracili prace i domagali się ponownego zatrudnienia i odszkodowania za utracony okres czasu... inni biedniejsi błagali o zmniejszenie całej inflacji bo aktualnie nie było ich stac nawet na najprostsze zakupy w końcu ceny gwałtowanie poszybowały w górę gdy tylko Isabella rozpoczęła cały konflikt..
Cesarzowa słuchała coraz to nowszych wymagań i problemów które targały mieszkańcami... Wielu miało podobna historię... każdy bowiem stracił coś przez jej głupotę... przez jej decyzje... Wszyscy brali tyle pieniędzy i tyle złota ile potrzebowali... To błyskawicznie sie kończyło... Gdy takowe otrzymali zaczęli sie stopniowo rozchodzić... Kolejka jednak wydawał sie nie mieć końca... Cały czas dochodziło nowe osoby które przybyły później... Isabella widziała jak pieniędzy coraz bardziej jej ubywa...


W tym samym czasie Vanghar był już w pełni przygotowany do wyruszenia na spotkanie z Lodowymi Elfami.. Miał świadomość że musi się porozumieć z ich liderem i dojść do kompromisu.. Przez ten cały czas bowiem Neloth prowadził względem tej niewielkiej nacji dosyć agresywną politykę... Sam fakt że udało im się ich przekonać do pomocy był dla Vanghara dużym zaskoczeniem... Aczkolwiek Isabella byłą w końcu ich wspólnym wrogiem... a przecież nikt tak nie łączy zwaśnionych sąsiadów jak zagrożenie z zewnątrz które mogło unicestwić ich oboje...
Vanghar który przebywał w swojej nowej rezydencji ubrał na siebie świeży komplet ubrań i nową marynarkę wojskową... Był teraz liderem całego narodu, ale nie zamierzał zakładać korony ani trzymać w ręce berła... To nie było w jego stylu.. Nie było mu to potrzebne... Panowanie królów dobiegło końca... Isabella była więc ostatnią monarchinią... Vanghar zamierzał upodobnić ustrój swojej władzy do tej istniejącej wśród Nieumarłych jako Naczelnego Wodza i w ten sposób kontrolować całe państwo...
Gdy był już gotowy wyszedł na zewnątrz... Przy bramie czekał na niego już Argal oraz kilku zwiadowców którzy z nim rozmawiali.. Vanghar podchodząc blizej zmrużył oczy... Domyślał sie że przynoszą jakieś wieści..
- Sir... - rzekł jeden z zwiadowców pochylając głowę przez Vangharem
- O co chodzi... - mruknął Vanghar
- Zgodnie z twoim rozkazem koszty reparacji nadal sa sumowane... Aczkolwiek... Jesli chodzi o Smoczymost to może być pewien problem...
- Hm... Chodzi o plagę? Słyszałem ze coś się tam wydarzyło podejrzanego...
- Tak... Całe miasto jest kompletnie zdewastowane... Toksyczna zielona mgła osacza całą jego okolice... Musieliśmy odizolować cały teren...
- Wiemy coś wiecej o tej całej pladze? - zapytał Vanghar
- Niewiele Sir.. Nie znamy jej pochodzenia ani przyczyn jej rozwoju... Z tego co jednak udało sie ustalić to fakt ze choroba ta jest przenoszona przez gryzonie i jest niezwykle zaraźliwa... Nie ma też na niej żadnego lekarstwa...
- Jest szansa że Isabella stworzyła taką broń biologiczną i zdecydowała sie ją użyć na nas?
Zwiadowca wzruszył ramionami
- Cieżko powiedzieć... Ale z tego co mi wiadomo Cesarstwo zmaga sie z podobnym problemem... Wiele z ich miast nawiedziła ta sama plaga i zdewastowała wszystko na swojej drodze nie pozostawiając ani jednej żywej duszy...
- Ciekawe...Trzeba bedzie przeprowadzić śledztwo na ten temat i jeśli to możliwe stworzyć lekarstwo.. Przekaż odpowiednim służbom moje polecenie.. Niech pobiorą pojedyncze próbki z martwych ciał ze Smoczymostu zachowując przy tym wszystkie procedury sanitarne i rozpoczną działania w celu wytworzenia antidotum na tę cholerną plagę... A co do samych zniszczeń... Ech.. Coż.. Wyliczcie straty i dołączcie je do puli reperacji... Isabella zapłaci tak czy siak... W koncu i tak bombardowała te tereny... - powiedział chłodnym tonem
Argal uśmiechnął się pod nosem słysząc słowa Vanghara...Zwiadowca natomiast kiwnął wolno głową
- Oczywiście jak rozkażesz Sir.. - odparł i natychmiast ruszył aby wypełnić polecenie..
Vanghar odprowadził go swoim wzrokiem aż zniknął mu z oczu po czym skierował swoje spojrzenie na Argala..
- Jesteś gotów? Czeka nas kolejna ważna rozmowa.. - rzekł Vanghar
- Tak... Mam tylko nadzieje jednak że tym razem nie bedzie takich dziwnych sytuacji jak podczas negocjacji z Cesarzową Isabellą... - powiedział Argal drapiąc się lekko po głowie... Dobrze pamiętał co czyniła tam Isabella...
- Spokojnie... tym razem wydaje mi się, że to będzie po prostu.. męska rozmowa... Nie wykluczam jednak tego ze może być ciężka... - odparł Vanghar


Natomiast przy bramie zamku należącego do Isabelli, olbrzymi jaszczur jakim był Varran ocknął się ze swojego snu... Uniósł swoją głowę wysoko... i przez kilka sekund wpatrywał sie w ocean... Jego zmysły były bardzo wyostrzone... Wyczuł coś... Coś bardzo niepokojącego.. Coś miało się niebawem wydarzyć... Coś bardzo złego.. Syknął głośno i uniósł swoje ciało i ruszył naprzód... Natychmiast staranował bramę zamku niszcząc ją jakby była z tektury i ruszył w stronę oceanu... Gdy po chwili dotarł na klifowy brzeg ryknął donośnie i skoczył z wysokości prosto do wody z wielkim hukiem... Z racji iż genetycznie był spokrewniony z krokodylami to był doskonałym pływakiem... Nie oglądał sie za siebie... kierował sie na południe...


Na terenach Bractwa Czarnych Rycerzy w przeciwieństwie do reszty świata panował względny spokój... Miasta stały sie dużo spokojniejszy i bezpieczniejsze gdy Entoma pozbyła sie wszystkich rozbójników i pijaków należących do hołoty od dawna gryzącego piach Stopczyka oraz zwolenników Callisto i Sisyphusa... Ludzie zaczeli od nowa korzystać z życia i chodzić bez strachu czy to do kawiarni czy na zakupy... Życie znacząco się polepszyło... Harold był z tego powodu bardzo zadowolony... Widział teraz miasto takie jakie było przed laty... nietknięte przez zbrodniarzy i pijaków... w pełni tętniące życiem bez zbędnych i uciążliwych incydentów... W końcu zapanowała tu harmonia i spokój... Entoma w tak krótkim czasie dokonała czegoś czego nikt inny nie był w stanie dokonać... Temu też właśnie teraz powstawał upamiętniający ją pomnik... Niebawem miał zostać skończony... Harold był przekonany ze spodoba sie Galthranowi... Był w końcu taki jaki on sam go naszkicował... To była jego wizja artystyczna... Teraz jednak przelana z płótna na prawdziwą stojącą rzeźbę...

Jestem tu od 31 grudnia 2014 roku.
Nieustannie trwam w oczekiwaniu na lepsze jutro.

MegaRayquaza (2014-2015)
MrRayqq (2015-2016)
SoundwavePL (2016-2017)
Ravcore (2017-NOW)
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj 09:24:59 przez Ravcore.)
Wczoraj 09:23:02
Znajdź wszystkie posty Odpisz
DevilxShadow Offline
ψ мίѕтяz ροҝѮмøи ψ
*******

Liczba postów: 505
Dołączył: Jan 2016
369
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
DevilxShadow

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 192.00
Post: #2302
RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Lorenzo odszedł od księgi którą podarowała mu Isabella... czuł się wykończony po kontakcie z nią.. czuł jakby wyssała mu siły witalne i esencje... a nawet zbyt wiele nie przeczytał.. doprawdy wiedza w księdze jego Wielkiego Przodka była bardzo bardzo trudna do zdobycia i ogarnięcia... przetarł czoło chustką.. odetchnął.. wyszedł ze swej komnaty..
- Co do?? Nikogo nie ma.. - mruczał przemykając sobie po pustych korytarzach zamkowych... znał aktualną sytuację.. wiedział co się dzieje...
- Mamo.. bądź silna.. wierzę w ciebie.. - mruknał.. - Pomogę ci... - dopowiedział.. wiedział że musi ją wesprzeć... nie mógł patrzeć na to wszystko..
- Kurde.. gdzie jest Lupus?!?!? Gdzie ona i jej ciało... a gdzie Entoma?! - gadał sam do siebie...
Lorenzo wyskoczył na dziedziniec i do ogrodów... rozglądał się... po chwili truchtem pobiegł do leża Varrana...
- VARRAN?!? JEGO TEŻ NIE MA?!?! - syczał książę pod nosem..
BYŁ W KOMPLETNYM SZOKU...
- Co jest?! - syczał będąc zaszokowany... zamierzał działać... niesamowicie wkurzyło go to wszystko.. ależ był wściekły... zamierzał wyjaśnic każdego kto mu podpadnie po drodze... miał dosyć... zacisnął pięsci...



Galthran natomiast niesamowicie tęsknił za Entomą.. był w szoku... nigdy nie odczuwał takiej tęsknoty... nie widział malutkiej już dosyć długi czas.. jego Pani jednak nakazała mu tu pozostać.. wykonywał swoje zadania... dbał o wszystko pod nieobecność jego władczyni... nie wiedział kiedy powróci malutka Entoma... nie chciał także jej niepokoić, przeszkadzać jej czy zakłócać to co właśnie robi... bardzo jednak tęsknił... był o krok aby przemówić do niej telepatycznie... jednak nie chciał jej przeszkodzić... wiedział że na pewno wróci.. w końcu mu obiecała... wiernie więc czekał.. pełen nadziei i tęsknoty.. chciał ujrzec malutką Entomę ponownie... było to aktualnie jego największym pragnieniem...





Isabella spoglądała jak ludzie biorą pieniądze w gotówce i złoto... jęknęła lekko.. machnęła dłonią teleportując kolejne skrzynie ze swoich skarbców... nie szczędziła.. obiecała.. musiała być pokorna..
- Proszę... bierzcie ile potrzebujecie... ja oddam wam wszystko.. zadośćuczynię.. przepiszę... - mówiła...
- Każdy dostanie zaraz ponowne zatrudnienie i odszkodowania.. proszę złóżcie tutaj swoje podpisy i wyliczenia ile straciliście.. wskażcie swe stanowiska i prace... INFLACJA ZOSTANIE NATYCHMIAST ZMNIEJSZONA... a pochówek zmarłych już się rozpoczął.. - przemawiała
- Zrobię dla was wszystko.. jestem wasza... należę do was.. chcę dla was wszystko wynagrodzić...

[Obrazek: 5ZxkCR0.gif]
Hi there my dear! Turn back! Turn back...
Wczoraj 21:30:16
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Ravcore Niedostępny
☆ Rysownik ☆
******

Liczba postów: 318
Dołączył: Feb 2017
606
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
RozowyOrangutan

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 0.00
Post: #2303
RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Demon Wojna i Zaraza pomimo iż działali razem, mieli zupełnie inne poglądy i inne plany... Zaraza planował teraz uderzyć w Isabelle bezpośrednio aby zmusić ją do poddania się... Wiedział co powinien uczynić aby to zrobić.... Wojna jednak nie podzielał jego zapędów.. Po tym jak Śmierć został unicestwiony pomiędzy demonami nie było juz takiego porozumienia... W koncu Wojna przez długi okres czasu sam stał za całym frontem wojennym i był w stanie sprowadzić całe Cesarstwo Isabelli z ofensywy do defensywy... Jego umiejętności taktyczne były na niezwykle wysokim poziomie... Nie chciał cały czas słuchać poleceń Zarazy.... Postanowił podziałać na własną rękę...
Zaraza który siedział przy swoim wizierze i obserwował przez niego jak jego szczury trawią kolejne połacie tereny, wyczuł że Wojna się gdzieś wybiera...
- A ty gdzie? Mieliśmy sie trzymać mojego planu.... - rzekł odwracając w jego kierunku swój wzrok..
Wojna tymczasem który stał tyłem do Zarazy schował swój potężny topór za plecy.
- Nie twój interes... Nudzi mnie już ta gra w kotka i myszkę... Mam dość czekania... Zrobię po swojemu.. - mruknął Wojna
- Durniu! - ryknął Zaraza zaciskając pięści.. - To bedzie jedynie twoja droga do upadku! Musimy działać razem inaczej nic z tego nie wyjdzie!
- "Droga do upadku?" - parsknął Wojna i popatrzył kątem oka na Zarazę - Do tej pory trzymaliśmy się wszyscy twojego planu... i jakoś Głód i Śmierć z nami już nie ma...
Zaraza słysząc to syknął gniewnie pod nosem
- Chrzanić twój plan... - odparł sucho Wojna - Sam go sobie realizuj...
Po tych słowach teleportował się...
Zaraza widząc jak Wojna znika i zostawia go samemu ryknął wściekle ze złości i walnął pięścią w ścianę...


Lupus uniosła swoja głowę do góry i opuszczając nogi w doł ustawiła się w pozycji siedzacej.. Mrużąc oczami spoglądała raz na Solluse a raz na Entome... Nie do końca rozumiała o czym one gadają..
- Ej... Chwila.... O czym.... o kim wy gadacie... - mruknęła zmęczonym tonem
Solussa z uśmiechem na ustach odwróciła swój wzrok w jej kierunku..
- Nie masz czego sie obawiać kochaniutka... Bedzie dobrze... Wszystkiego dowiesz sie niebawem.... - powiedziała - Prawda, Entoma?
Entoma westchnęła pod nosem..
- Ech.... Coz... Jesli tylko bedzie chciał ze mna rozmawiać.... - odparła pokojówka - To moze być troche...trudne...
- Jestem pewna że sie dogadacie... W końcu tu chodzi o Lupus... - odparła Solussa i wzruszyła ramionami...
Entoma kiwnęła lekko głową... Wiedziała już co powinna zrobić..
W tym samym momencie jednak pokojówki usłyszały głos Corneliusa który cały czas stał pod oknem i przez nie spoglądał z założonymi rękami... Podwinął lekko firankę w bok..
- Drogie Panie... Obawiam się, że czas na rozmowy dobiegł końca...
- Huh? - mruknęła Lupus
- Mamy towarzystwo... - dodał Cornelius cały czas patrzac przez okno..
Solussa mocno zaskoczona podeszła szybko do okna i również przez nie popatrzyła..
- Co się dzieje? - zapytała Entoma podnosząc sie z fotela..
Solussa otworzyła szerzej oczy.. Widziała na żywo jak na pobliskiej ulicy biegają jakieś małe gryzonie i atakuja mieszkańców miasta... Ci uciekali i krzyczeli ale w błyskawicznym tempie padali na ziemie martwi...
Zawyły syreny...
- Co do cholery... - jęknęła Solussa pierwszy raz widząc coś takiego i szybkim spojrzeniem popatrzyła na Corneliusa jakby oczekując od niego wyjaśnień
- Demony.. - odparł Cornelius poważnym tonem - Zesłali plagę szczurów na miasto tak jak to było w Smoczymoście...
- CO? Znaleźli nas?! - jękneła Lupus wytrzeszczając oczy... Jej ciało zaczeło lekko drgać.. Czuła ponownie narastający w sobie strach i niepokój...
Entoma widząc jak reaguje Lupus podeszła do niej i pogładziła jej głowę swoim rękawem próbując ją uspokoić..
- Nie ma sensu wdawać się w kolejną konfrontacje... Już dość zrobiliśmy... To nie nasza sprawa... - powiedziała Entoma poważnym tonem - Muszę zabrać stąd Lupus... w inne miejsce.. Corneliusie idziesz z nami?
Cornelius pokręcił spokojnie głową
- Zostaję... W końcu to moja rezydencja... mam tu wiele rzeczy na których mi zależy... Nie zostawię ich na pastwę losu... - odparł twardym tonem
Solussa słysząc to otworzyła lekko usta... Przełknęła lekko ślinę... Patrzyła w Corneliusa jakby chciała coś powiedzieć.. Była pod wrażeniem jego spokoju w takiej sytuacji.... Entoma natomiast słysząc jego słowa kiwnęła wolno głowa.. Respektowała jego decyzje... Nie zamierzała go zmuszać... Zresztą być może to dziwne, ale po tym co sama widziała była przekonana że sobie z tym wyzwaniem poradzi bez większego problemu...
- Rozumiem... W takim razie do zobaczenia niebawem... - powiedziała Entoma - Solussa... ty też... dzięki za pomoc...
- Jasne... Do usług... jak zawsze... Uważaj na siebie... Widzimy się w Dalthei... - odparła Solussa
Po chwili na oczach Solussy i Corneliusa, Entoma teleportowała siebie i Lupus z salonu... Obie zniknęły....


Tymczasem ludzie kolejno zaczęli składać swoje podpisy oraz wyliczone kwoty strat jakie ponieśli zgodnie z tym co mówił Isabella... Pieniędzy ubywało z każda chwilą coraz więcej.. A poszkodowanych nie brakowało... nie tylko w Arkham... ale też i w resztach miast.. w szczególności tych które znajdowały sie bliżej frontu... Straty były ogromne...
- Mamy ku temu wielkie nadzieje że tak jest... że nasz wspierasz...- rzekł jeden z mężczyzn - Nie chcieliśmy więcej słyszeć o wojnach.. Po to zostałaś wybrana na Cesarzową... ale tę przysięgę już złamałaś...

Jestem tu od 31 grudnia 2014 roku.
Nieustannie trwam w oczekiwaniu na lepsze jutro.

MegaRayquaza (2014-2015)
MrRayqq (2015-2016)
SoundwavePL (2016-2017)
Ravcore (2017-NOW)
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Dzisiaj 00:44:27 przez Ravcore.)
Dzisiaj 00:37:26
Znajdź wszystkie posty Odpisz
DevilxShadow Offline
ψ мίѕтяz ροҝѮмøи ψ
*******

Liczba postów: 505
Dołączył: Jan 2016
369
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
DevilxShadow

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 192.00
Post: #2304
RE: [RolePlay] Magic World V - The New Era
Isabella podeszła do męzczyzny... poczuł respekt i dostrzegł jej piękno gdy tak blisko stała.. widział z bliska jak piękne i idealne są rysy jej twarzy, jak piękne, wilgotne i czerwone i idealnie pełne są jej usta.. jak pięknie błyszczą jej śliczne zielone oczka.. jak jej włosy pięknie błyszczą...
- Wiem.. przepraszam... jeszcze raz przepraszam.. - powiedziała kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny - Wszystkim wam to wynagrodzę.. dam z siebie wszystko.. całą sobą.. zrobię dla każdego.. wszystko.. - powiedziała lekko namietnym i uwodzicielskim tonem.. pogładziła ramię męzczyzny.. zerknęła takze na dwóch jego kompanów...
- Wszyscy poszkodowani dostaną zadoścuczynienia i rekompensaty... przperaszam was.. - jeczała uległym tonem


Lorenzo oddychał mocno... był w szoku.. nie wychodził jeszcze nigdzie... na razie stał spokojnie.. obmyślał plany.. był wkurzony na cała sytuację aktualną... nie mógł w to uwierzyć... zaciskał pięsci...



Sisyphus gnał... gnał i pędził na swym nieumarłym rumaku... mknął przez bezdroża... mknął przez dzicze... gnał przed siebie... nie zamierzał się zatrzymywać, nie zamierzał spoglądać za siebie.. nie chciał widzieć wielkich miast, nie chciał oglądać nawet wsi... mknął chcąc samotności.. chcąc ciszy... chcąc śmierci... był gotowy paść w objęcia śmierci... wiedział że ta zbliża się już do niego ogromnymi krokami... szukał samotni... samotnego miejsca.. w dziczy... dzikiej lokalizacji.. z dala od cywilizacji... on bowiem wiedział już że nie pasuje do aktualnego pokolenia.. do aktualnej nacji... wiedział że nie ma nigdzie czego szukać... został kompletnie sam... sam naprzeciwko śmierci... wiedział że niebawem staną twarza w twarz... a wtedy to śmierć wygra już ich pojedynek... Sisyphus wie że zbyt długo już umykał objęciom śmierci....


- RUSZAĆ! - przemówił potężnie Lushar...
Hinn i Shinn ukłonili się... po chwili zniknęli w jasnej smudze... teleportowali się... z pewnością zniknęli z Wymiaru Dżinnów... musieli wykonać rozkaz... musieli spełnić go idealnie.. wiedzieli że potem zaznają spokoju... musieli wykonać obowiązek.. zamierzali odnaleźć tę istotę... nie liczyli na nic dla siebie... niczego bowiem nie potrzebowali... rozkaz ich władcy był priorytetem...

[Obrazek: 5ZxkCR0.gif]
Hi there my dear! Turn back! Turn back...
Dzisiaj 00:57:08
Znajdź wszystkie posty Odpisz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości