Bellatrix słuchając wszystkiego co mówił Nihil była w kompletnym szoku jak wiele ja ominęło gdy była w Herkalionie.
- To wszystko jest jakieś takie dziwne... - powiedziała kręcąc głową - Ciężko w to w ogóle uwierzyć...
- Niestety, ale to prawda... - odparł poważnym tonem Nihil
- A jej wezyrowie? te całe pokojówki? Czemu nikt jej nie powstrzymał? Czemu nikt nie powiedział jej, że nie powinna tego robić...
- Wątpię w to aby kogokolwiek z nich posłuchała... Wiem jaka jest Isabella... Gdy sie uprze na swoim to ciężko jej przemówić do rozsądku... Zapewne tak było tez i w tym przypadku...
Kobieta mruknęła pod nosem... ponownie pokręciła głową... Nihil widząc jej reakcje opuścił wzrok na stół. Zamyślił się na chwilę..
- Nie chciałem tego robić ale Isabella nie dała mi wyboru.... - rzekł nagle - Bedzie musiała ponieść konsekwencje...
- Co masz na myśli?
- Jeśli negocjacje zakończą się pomyślnie to z pewnością dowiemy się kto został nowym wodzem elfów... Wtedy też zaaranżujemy spotkanie i omówimy z nimi aktualne, podpisane z nimi przed wojną kontrakty... Nie wiemy bowiem jakie poglądy będzie miał nowy lider... Moze się okazać że nic się nie zmieni.... Aczkolwiek chciałbym jednak abyś to ty osobiście się tym zajęła... Wiem, że tego typu rozmowy są twoją specjalnością... W końcu to dzięki tobie wszystkie umowy działały bez zarzutów do tej pory...
- Jasne... Nie ma problemu.. Załatwię to... - powiedziała Bellatrix - Ale... co z Isabellą? Co chcesz z nią zrobić?
- Isabella to inna sprawa... - odparł Nihil - Nie wiem czy Ignathir zdaje sobie z tego sprawę, ale to co uczyniła wymaga potępienia... Doprowadziła do globalnego kryzysu... Nie mozna przejść obok tego obojętnie...
Nieumarli nie bedą tego tolerować... Wydałem już odpowiednie rozkazy....
Bellatrix kiwnęła lekko głową...
Lodowe Elfy były mocno zaskoczone słysząc o śmierci króla Nelotha. Żaden z nich nie spodziewał się usłyszeć takich wieści... Nie mieli zbytnio pojęcia czy wierzyć w słowa przybyłego czarodzieja... Czy przypadkiem nie był to jakiś podstęp...
- Masz jakieś.. dowody? - zapytał jeden z lodowych elfów
- Dowody? No tak.... spodziewałem się, że mi nie uwierzycie na słowo... - rzekł Vel Kalimos - Ja jestem jedynie posłańcem... Przekazuje to co zostało mi nakazane aby powiedzieć... To nie ja a Admirał Vanghar bedzie z wami rozmawiał... To on was uświadomi i pokaże prawdę...
Lodowe elfy nie odpowiedziały na jego słowa... ponownie popatrzyły na siebie nawzajem...
- Domyślam się, że nie zostanę wpuszczony do wnętrza osady... Rozumiem waszą ostrożność i nieufność...- powiedział Vel Kalimos donośnym głosem - Przekażcie jednak swojemu liderowi moje słowa.... Admirał bedzie na niego czekał...
Eriohor nie odpowiedział... Przez chwile patrzył na Isabelle po czym odsunął swój wzrok w bok i podciągnął swoje spodnie w górę...
- Skończyliście już się bawić? - zapytał Vanghar mocnym tonem podnosząc się z fotela - To świetnie.... Możemy się już zbierać... Argal.. Eriohor...
Argal słysząc swoje imię wzdrygnął sie nieco i jak na komendę podniósł sie na równe nogi...
W międzyczasie Magister wraz z wyznaczonymi do tego ludźmi przygotowywał się do wykonania zadania powierzonego mu przez Szefowa i Amona... Łowca nagród wiedział ze to nie bedzie łatwe zadanie i istnieje wiele możliwości w jaki sposób mogłaby cała ta operacja być przeprowadzona... Niestety większość z tych opcji była zbyt ryzykowana więc musiał wybrać tą która według niego miała największe szanse powodzenia...
Cały sprzęt i wyposażenie które było do tego potrzebne zostało zapakowane już na wozy przez specjalnych agentów którzy zostali wysłani wcześniej... Wszyscy mieli świadomość że mają tylko jedna szanse i nie mogą zawieść... Magister w szczególności miał na głowie reputacje nie tylko swoją ale i Szefowej... W końcu teraz to Amon z racji iż powrócił, wydawał polecenia... Szefowa została jedynie pośrednikiem jego woli... Łowca nagród nie wiedział zbytnio co sadzić o takim podziale władzy, ale nie zamierzał się tez w to zbytnio zagłębiać... To nie była w końcu jego sprawa... Dla niego najważniejsza była jedynie nagroda... A ta była niesamowicie wysoka...
W samo południe Magister wraz z specjalnymi siłami czarodziejów i żołnierzy wyruszyli na misje.... Po drodze łowca nagród studiował bez przerwy plany budynku które otrzymał od Szefowej...
=================================================
Tymczasem Cornelius postanowił zostawić na chwile Lupus samą aby mogła zjeść w spokoju... Udał się z powrotem na górę i wolno otworzył drzwi od sypialni.. Dostrzegł że Entoma zdołała podnieść się już z lóżka i aktualnie stała przy oknie...
- Czujesz się już lepiej jak mniemam... - rzekł starszy mężczyzna przymykając za sobą drzwi...
Entoma słysząc jego słowa wolno odwróciła głowę w jego kierunku.
- Po części.... Medytacja dobrze mi zrobiła... - odparła pokojówka - Wciąż odczuwam lekką słabość ale myślę, że za kilka godzin wszystko wróci już do normy...
- Dobrze to słyszeć... - odparł Cornelius i podszedł do niej bliżej... Przez moment spoglądał na nią w milczeniu..
- Jak się trzyma Lupus? - zapytała po chwili Entoma
- Nie za dobrze... - odparł Cornelius i kiwnął lekko głową - Właśnie przybyłem po to aby o tym porozmawiać...
Entoma słysząc to westchnęła głeboko.
- Masz jakiś pomysł jak jej pomóc? - zapytała poważnym tonem Entoma
- To... skomplikowane... To nie jest rana która tak po prostu moze się zagoić.. Podłoże problemu jest na tle psychicznym... Obawiam sie, że w tym przypadku ani ty ani ja nie możemy jej zbytnio pomóc... Nie mozemy wejść do jej głowy i powiedzieć że wszystko jest w porządku...
Entoma słysząc to syknęła gniewnie.
- Cholerne demony.... - powiedziała poirytowanym tonem - Gdyby tylko Isabella zajęła sie nimi wcześniej zamiast lekceważyć zagrożenie to nie byłoby takich sytuacji... Daliśmy im zbyt duże pole do manewru... Cała wojna jedynie ich wzmocniła... Sam widziałeś do czego są zdolni....
Cornelius mruknął pod nosem... Dostrzegł wyraźnie jak mocno zdenerwowana jest całą tą sytuacją Entoma...
- Dość.... Teraz szukanie winnych na niewiele się nam zda... - odparł Cornelius - To co sie stało to się stało... Nie zmienimy tego.... Teraz musimy się skupić na tym jak to wszystko naprawić...
- Racja... - odparła Entoma i kiwnęła lekko głową - Lupus jest silna... ale wątpię w to aby sama sobie akurat z tym problemem poradziła... Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji... Nie doznała takiego cierpienia i tortur... Nic dziwnego, że to odbiło sie na jej psychice...
- Mhm... Przekazałem jej, że jeśli nie uda nam sie znaleźć rozwiązania to nie wykluczone, że bedzie potrzebna tutaj interwencja lorda Ignathira... Z pewnością on byłby w stanie jej pomóc...
Entoma słysząc to opuściła wzrok... To rozwiązanie wydawało się być ostatecznością i o ile nie podobało jej sie tak samo jak i jej siostrze, to nie zamierzała protestować tak jak ona...
- Jeżeli nie będzie innego wyjścia.... - odpowiedziała cicho
- Moze się okazać, że nie będzie.... Mamy mało czasu.... - rzekł Cornelius - Trauma jaką się nabawiła stopniowo niszczy i wykańcza jej organizm... Jeżeli twoja siostra nie zdoła zasnąć, zregenerować się i przezwyciężyć tego strachu, to za jakieś trzy dni najzwyczajniej sama się wykończy...
Entoma kiwnęła lekko głową..
- Rozumiem... To było do przewidzenia... - odpowiedziała nieco przygnębionym tonem
Przez chwile oboje stali w milczeniu spoglądając na siebie nawzajem... Dopiero Cornelius przerwał panującą te parę sekund cisze.
- Wiem, że to trudne... dla nas wszystkich... - rzekł troche łagodniejszym tonem
Entoma westchnęła głeboko i pokręciła głową.
- Problemy wydają się pojawiać jeden za drugim.... Gdy tylko jeden zostanie rozwiązany to natychmiast pojawia się kolejny... - odparła Entoma
- To prawda... Wiedz jednak, że możesz zawsze liczyć na moją pomoc... Cokolwiek zdecydujesz... Jesteśmy po tej samej stronie... Stworzył nas ten sam lord...- rzekł Cornelius