Pellar i Naberal lecieli w zawrotnym tempie w kierunku gdzie wcześniej widzieli ogromną eksplozję. Dla księcia był to pierwszy raz kiedy widział okolice z lotu ptaka.. W gruncie rzeczy było to niezwykłe doświadczenie jednak wiedział, że nie robi tego dla zabawy i z czystej przyjemności... Wybuch który nastąpił był niezwykle potęzny i zawierał w sobie dużą ilość magicznej energii... Takie zjawiska i to na taką skale były niezwykle rzadkie...
Pellar rozglądał się z uwagą szukając źródła całego zamieszania.. Nie trwało to jednak długo aby cała sytuacja stała sie jasna..
- Tam! - krzyknął Pellar wskazując prawą rękę.
Naberal natychmiast spojrzała w doł. Jej oczom ukazała się walka pomiędzy oddziałem żołnierzy broniących karawany a wielkimi, przerośniętymi insektami.. Kilku czarodziejów ciskało zaklęciami w stronę potworów ale te nic im nie robiły... Jedynie jeszcze bardziej je rozjuszyły...
- Co to za stworzenia? - zapytała Naberal
- Nie ma pojęcia... Pierwszy raz je widzę na oczy... - odparł Pellar
Wielkie insekty zdołały zniszczyć karawanę i zabić wszystkie konie... Zołnierze próbowali ze wszystkich sił odciągnąć potwory ale to nie przynosiło żadnego skutku..
- Ciśnij mną w centrum walki... - rzekł nagle Pellar - Zajmę się tym...
- Jestes tego pewien? - zapytała Naberal lekko zaskoczona słowami Pellara
- Tak... - odparł
Pokojówka westchnęła lekko i ręką którą trzymała Pellara zrobiła zamach do tyłu i cisnęła księciem tak aby ten trafił prosto na pole bitwy.. Pellar lecąc z ogromną prędkością w dół zaśmiał sie pod nosem i zdążył sięgnąć rekami za plecy aby wyciągając oba swoje długie miecze...
Zołnierze usłyszeli w tym samym momencie potężny ryk... Prosto z niebios, z ogromnym impetem Pellar wbił się jak meteor w jednego z potworów wbijając go w ziemie i tworząc niewielki krater.. Pył i kurz uniósł się w górę.. Żołnierze zasłonili swoje twarze.. byli kompletnie zaskoczeni... nie mieli pojęcia co się stało.
Oczy Pellara błysnęły czerwienią.. Jego miecze cięły z zawrotną prędkością jednego potwora za drugim..
Gdy kurz opadł czarodzieje i żołnierze przecierali oczy ze zdumienia widząc czarnego rycerza masakrującego ogromne bestie z zerowym trudem.. Obserwowali jak odcina ich głowy i kończyny w absolutnym szoku.
- Kto... Kto to jest? - wyjęknął jeden z czarodziejów.
- Yh... Nie wiem!... - burknął zołnierz którego ręka trzęsła sie ze strachu.
Naberal w tym momencie wylądowała na ziemi obok zniszczonej karawany. Żołnierze natychmiastowo popatrzyli w jej kierunku..
- A ona? Co to za jedna?!... - burknął inny żołnierz
W tym samym momencie Naberal odwrócił swoją głowę w jego kierunku spoglądajac na meżczyznę swoim srogim wzrokiem. Wyciągnęła rękę naprzód celując wskazującym palcem prosto w niego. Zolnierz przeraził się... Widział oślepiający blask dobywający sie z jej palca.. Przerażony, błyskawicznie upadł na ziemię pewny, że ta celuje w niego zaklęciem..
-
Lightning... - wypowiedziała srogim tonem pokojówka i natychmiastowo piorun z prędkością światła przeleciał nad skulonym żołnierzem.. Jak sie okazało to nie on był celem, a gigantyczny insekt który postanowił zajść karawanę od tyłu i wybić ludzi z zaskoczenia.. Dopiero teraz zołnierze to zrozumieli spoglądając za siebie.... Atak piorunem Naberal był na tyle potężny, że potwór od razu został zdezintegrowany, a jego ciało rozsypało sie w proch i zostało zdmuchnięte przez wiatr...
Naberal po wszystkim opuściła wolno rękę i odwróciła swój wzrok spoglądając z powrotem na Pellara walczącego z insektami.. Była przekonana, że jej dalsza interwencja nie bedzie już konieczna...
==================================================
Lupus uśmiechnęła się na słowa Drakkana. Była szczęśliwa, że ten wieczór potoczył się dla niej w taki sposób... Po całym dniu nieprzyjemnych wydarzeń, była to doprawdy miła odmiana...
Pokojówka mimo iż chciałaby powiedzieć wezyrowi, że również go kocha, to niestety nie była w stanie... Przynajmniej do czasu aż lord Ignathir zaakceptuje ich relacje... Dopiero wtedy będzie mogła odpowiedzieć na jego uczucia...
Lupus pomachała więc w stronę Drakkana ręką na pożegnanie, po czym teleportowała się z powrotem do zamku... Musiała dokładnie przemyśleć jak powiedzieć swojemu stwórcy o całej tej sytuacji i przy okazji go nie zdenerwować...
==================================================
WCZEŚNIEJ TEGO SAMEGO DNIA...
Tuż przed zachodem słońca, Entoma pojawiła się nieopodal Ghostland słynącego głownie z tego, że większą część miasta zajmował ogromny i nowoczesny park rozrywki. Z oddali można było dostrzec bijące stamtąd neony i światła a górujące ponad budynkami koło młyńskie zapewniało doskonałe widoki na całą okolice. Było to z pewnością idealnie miejsce do spędzenia wspólnego czasu... Do miasta zabaw zawsze było ogromne kolejki, nawet wieczorami bowiem to było otwarte przez całą dobę... Cyrkowa muzyka roznosiła sie echem po okolicy i była słyszalna przez Entome nawet z takiej odległości...
Pokojówka jednak nie wyrażała takiego entuzjazmu przybyciem tutaj, jak ludzie którzy właśnie bawili się na karuzelach i rollercoasterach. Takie prymitywne zabawy nie były dla niej niczym intersującym... Nie rozumiała do końca dlaczego Galthran wybrał to miejsce ze wszystkich które były na spotkanie z nią...
Mówiąc jednak już o samym rycerzu, wyglądało na to, że ten jeszcze się tu nie pojawił... Nie wyczuwała jego obecności... Entoma postanowiła wykorzystać więc ten czas aby się przygotować... Cały czas bowiem miała na sobie szaty w których była na zlodowaciałej wyspie przy biegunie północnym... Szybko wyciągnęła ze swojego rękawa kartę i cisnęła ją pod siebie... Natychmiastowo otoczyła ją niebieska aura a jej kamuflaż błyskawicznie sie zmienił, a tym samym też i jej wygląd... Gdy jej przemiana była gotowa, Entoma podeszła bliżej brzegu gdzie zakotwiczonych było wiele statków... nieopodal znajdował się bowiem funkcjonujący port... Stojąc samotnie na plaży spoglądała na morze oraz na wzburzone fale... Rozmyślała nad tym, czy Galthran w ogóle bedzie miał na tyle odwagi aby sie tutaj pokazać...
Wygląd Entomy (w tym momencie):