W głowie Harkona po słowach Stelli zaczęła się walka. Walka dobra ze złem, mrok zaczął przegrywać z jasnością. Darkseid zawsze przynosił śmierć, ale tym razem w jego zimnym, pełnym mrocznej mocy Apokryfu sercu, odezwała się dobroć. Niewielka część empatii elfa wydostała się z niego, doprowadzając właśnie do tej "walki". Stella była dla niego jak matka, musiał coś zrobić... Jego mrok jednak mu na to nie pozwalał. Przez kolejne cenne minuty dla Stelli zastanawiał się co zrobić.
Nagle przerwał ich rozmowę, patrząc na płomień pochodni, który niedawno rozpalił. Na jego ramieniu zaświecił się hologram, był to wizerunek Spensera...
- Spenser... - powiedział mrocznym głosem, wciąż patrząc na płomień
Scavengers od razu po usłyszeniu jego głosu lekko się zdziwił. Darksied od kilku lat nie zwrócił się do niego od razu po imieniu...
- Zmniejsz temperaturę reaktora.... - dodał
W tym momencie wszyscy popatrzyli się na elfa. Zapanowała cisza, w której słychać było szalejącą na zewnątrz burze śnieżną. Po chwili odezwał się Spenser...
- Panie, jesteśmy na tropie Tempusa... Talon odnalazł bazę czarodziejów.
Po usłyszeniu "Tempus", w głowie Harkona na nowo zapanowała walka dobra ze złem. Chęć zabicia czarodzieja była o wiele większa, niż ratowanie Stelli.. zacisnął pięść, słysząc w głowie krzyki Isabelli, która w tej chwili walczyła, słyszał głos Amona..
- Tam może ukrywać się Tempus, panie - mówił Spenser, nie dostając odpowiedzi przez kilka sekund.
Harkon był zakłopotany, przez głowę przelatywały mu różne myśli. Przeleciał mu nawet Malacath...
- Wydałem rozkaz... - odrzekł chłodno Darksied
Płomień na pochodni aż zadrżał, gdy ten się odezwał. Mrok zaczął wygrywać nad empatią i współczuciem...
- Rozumiem, panie... Wydam polecenie o zmianie temperatury - odpowiedział posłusznie.
Krill i Stella obserwowali to co się dzieje, wszyscy milczeli patrząc na dalszy rozwój wydarzeń. Widzieli, że coś złego dzieje się w głowie Harkona... Nie mieli nawet pojęcia jak bardzo strasznego. Niepokój był jeszcze większy, zwłaszcza że Harkon nie robił żadnych ruchów odkąd zaczął patrzeć się w płomień.
- Jesteś słaby... - elf usłyszał w swojej głowie głos, tego którego bał się najbardziej, przed którym czuł największy respekt
Nagle odezwał się Spenser.
- Co z Tempusem? Mamy go zabić?
- Taak... Zabij go. Chłopcze - odezwał się znowu głos, powodując ciarki na ciele elfa.
- Trzymajcie się wytycznych... - odrzekł Darkseid mrocznym głosem
Stella nie wytrzymała tego wszystkiego. Nie miała pojęcia co robi Harkon.
- Harkonie, co się dzieje? O co tu chodzi? - spytała
Słysząc swoje stare imię, mrok na dobre zabił w sercu elfa dobroć. Światło przegrało, obojętność i mrok pokryło serce na nowo. Elf popatrzył na nią. Jego krwisto-czerwone ślepia spojrzały na nią tak, jakby Harkon miał ją zaraz zabić. Jego oddech przyspieszył, był jeszcze bardziej złowieszczy.
- Jasne panie... - odrzekł Spenser
Elf rozłączył się, urywając połączenie. Rozkazy zostały wydane, najtrudniejsze jakie podjął w ostatnich miesiącach...
- Mówiłem, że zostawię w tobie pamiątkę po sobie... - usłyszał nagle znów ten głos, przerażający i budzący respekt u każdego
Darkseid otrząsnął się. Nie wiedział co myśleć, mrok spowił jego duszę na nowo.
- Za kilka minut temperatura gwałtownie się podniesie... Pozwoli wam to na przeżycie... - odrzekł mrocznym, srogim i chłodnym głosem
Elf czekał chwilę na jakąś reakcje kobiety. Stella jednak była wręcz zszokowana, nie wiedziała kompletnie co odpowiedzieć. Miała szklane oczy, zaniemówiła.
- Żegnaj Stello... - powiedział
Darkseid nie chcąc dłużej przebywać w pałacu, odwrócił się i zaczął wychodzić. Nieumarli rozstąpili się i przepuścili elfa. Mroczny oddech zaczął rozbrzmiewać się po korytarzach obiektu, z każdą chwilą stawał się cichszy. Harkon się oddalał, idąc w stronę wyjścia z pałacu...
