Najlepsze Serwery Minecraft w Polsce!
   Witaj serdecznie na forum gdzie znajdziesz swój ulubiony Serwer Minecraft                                         
         

Serwery Minecraft

Witaj, Serwery Minecraft - nie przypadkiem znalazłeś największe forum internetowe Minecraft w Polsce Serwery Minecraft które tu znajdziesz pozwolą Ci miło spędzić czas, poznasz nowych wspaniałych ludzi i przeżyjesz fantastyczne przygody! Jednoczymy ludzi uwielbiających Gry i Minecraft! Zagraj z Nami i odkryj fantastyczne Serwery No Premium! Zobacz co oferuje polecana przez Nas

Lista Serwerów Minecraft



Zarejestruj się bezpłatnie na forum! Oto niektóre z przywilejów:
  • Zakładaj nowe wątki oraz aktywnie w nich uczestnicz,
  • Odblokuj możliwość pisania na Shoutboxie (czat),
  • Ogranicz ilość wyświetlanych reklam,
  • Zdobywaj odznaczenia oraz reputacje,
  • Znajdziesz tutaj darmowe poradniki Minecraft,
  • Odblokuj dostęp do ukrytych działów, tematów i linków,
  • Spersonalizuj swój prywatny profil,
  • Uczestnicz w forumowych konkursach,
  • Pamiętaj to nic nie kosztuje, MineServer.pl to darmowe forum internetowe na którym dowiesz się jak zainstalować minecraft oraz jak grać w minecraft!
Szukałeś Serwerów Minecraft? Znalazłeś! Zarejestruj się, a zagraj z nami!

               
serwery minecraft



 
Ocena wątku:
  • 2 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Upadłe forum
Autor Wiadomość
Anty Offline
Forumowy Guru
***********

Liczba postów: 2,115
Dołączył: Feb 2016
1306
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Kochania

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 58.00
Post: #1
Upadłe forum
cześć, napisałem z nudów opowiadanie w klimacie tych z dawnych lat, podzielone jest na śródtytuły, tworząc epizody, które składają się na całość, pozdro


I. Kroniki Upadłego Forum
Niegdyś Osada Mineserwer była sercem całej krainy. Zjeżdżali tu wędrowcy wszystkich ras i plemion: krasnoludy szukały pracy w kuźniach, alchemicy otwierali swe warsztaty, elfy sprzedawały swoją magię, ludzie zakładali gildie, a orki próbowały nauczyć się handlu, choć częściej kończyło się to bójkami w lokalnej karczmie. Były czasy, gdy codziennie tysiące pielgrzymów wchodziło przez Bramę Minefox, szukając miejsca dla siebie, chcąc zostać częścią tego nowoodkrytego świata.

Minęły jednak lata, a świetność osady zgasła. Jedni uciekli w poszukiwaniu nowych ziem, inni wymarli w straszliwej zarazie zwanej huzuni, jeszcze inni podnieśli bunt i zostali wygnani. Dziś Mineserver (bo z ubiegiem lat kawałek literki „w” odkleił się z tablicy wjazdowej) był ledwie cieniem dawnego siebie. Puste ulice, zamknięte domostwa, a garstka pozostałych mieszkańców coraz rzadziej opuszczała swoje izby.

Na posterunku, który od lat stał niemal pusty, pojawiła się świeża krew. MichotR, młody i ambitny strażnik, zgłosił się na ochotnika, by pilnować porządku w mieście. Nie znał świetności Forum, ale chciał wierzyć, że można mu przywrócić dawną chwałę. Chodził po ruinach miasta z zapałem, jakby każdy kamień wart był ochrony. Caynaz, jeden z ostatnich, którzy wciąż wierzyli w dawną potęgę, chodził ulicami, rozwieszając stare, pożółkłe ogłoszenia z czasów świetności: „Turniej OX – dziś o zachodzie słońca!”, „Wielkie życzenia noworoczne: na chatboxie!”. Wiedział, że to już tylko wspomnienia, ale próbował przypominać ludziom, że Forum kiedyś żyło. Nieliczni mijani mieszkańcy patrzyli na niego z politowaniem, po czym zamykali okiennice swoich lichych chałup.

On i jemu podobni najczęściej przesiadywali w karczmie, prowadzonej przez DevilxShadowa. Karczmarz był jednym z nielicznych, którzy wciąż preferowali politykę otwartych drzwi. Na ścianach wisiały sztandary dawnych dzielnic: Mineserwer, Minefox, Royalcraft i Minecraftowo. Półki uginały się pod ciężarem zakurzonych kufli, których nikt od dawna nie używał. To on zdecydował się dać dach nad głową tym, których dawno temu wygnano.

Pierwszy stanął w progu książę Danio VIII, zwany po prostu Danio008. Nosił podniszczoną już koronę. Wygnano go za pychę i nieposłuszeństwo wobec starszyzny. Teraz wrócił, bardziej pokorny, choć w oczach wciąż miał ten sam płomień buntownika, co niegdyś. Odbył swoją tułaczkę.

II. Danio, książę Pustkowia.
Na północ od krainy Forum Mineserver, za Górami Snowa, znajdowały się rozległe równiny, gdzie słońce nie docierało, a wiatr wiał mroźniejszy niż chłód lodówki z Lidla. Nazywali to miejsce Pustkowiem. Tam właśnie, przed laty, został zesłany Danio008. W młodości błyszczał inteligencją i żelazną wolą – zebrał wokół siebie tłumy zwolenników. To właśnie była jego zguba. Gdy starszyzna coraz bardziej ograniczała prawa mieszkańców, Danio sprzeciwił się publicznie. Zebrał swoich ludzi, a w sercu Forum wzniecił bunt. Nie trwał on jednak długo. Władze były zbyt silne, a wielu z tych, którzy mu przyklaskiwali, odwróciło się od niego, gdy przyszło do walki. Starszyzna postanowiła oszczędzić mu życia – wygnano go więc z Forum, nakazując, by nigdy więcej nie wracał. Korona, którą nosił jako symbol dumy, została mu pozostawiona tylko po to, aby przypominała o jego upadku.

Na mroźnych równinach Danio przeżywał dni goryczy. Jego zwolennicy go opuścili. Z początku próbował stworzyć nową osadę, lecz ziemia była jałowa, nie chciały rosnąć tam nawet ziemniaki, więc podróżni, których przyciągał, odchodzili równie szybko, jak przybywali. Przez długie lata błąkał się więc między obcymi miastami. Z czasem nauczył się żyć w pokorze, a jedyną rzeczą, która nie pozwalała mu utonąć w nicości, była pamięć o Mineserverze – o świetności klocków, o gwarze chatboxa, o brzmieniu setek próśb o unban, jak zwykle umieszczanych w złym dziale.

To jednak dopiero początek tej historii. Pewnej nocy, w obcym pubie daleko na południu, Danio008 usłyszał rozmowę dwóch wędrowców.

– Słyszałeś? Mineserver to już nie jest to samo. Teraz to wioska duchów, ruina, a nie królestwo.

Książę podniósł głowę. Serce zabiło mu mocniej.

– Mówicie… Mineserver upadł? – spytał, zrywając się z miejsca.
– Tak. Ledwie garstka ludzi została. Czas świetności minął.

Wtedy poczuł, że jego wygnanie dobiegło końca. Minęły lata, a starszyzna, która go wygnała, już dawno sama odeszła. I choć wiedział, że wielu uzna go za zdrajcę, musiał wrócić.

– Jeśli Forum kona, to niechaj zginie w obecności swego księcia – wyszeptał. – A jeśli jeszcze tli się w niej życie, uczynię wszystko, by je wskrzesić.

Po wielu tygodniach podróży dotarł w końcu do znanych mu ziem. Dawne mury wciąż stały, ale zamiast gwaru słychać było świerszcze. Chatbox zarósł trawą (tfu!), a działy były opustoszałe. Przeszedł przez bramę, ale nikt nie wybiegł mu na spotkanie. Widział tylko pojedyncze sylwetki, które obserwowały go z ukrycia.

– To on… – szepnął ktoś zza okiennicy. – Książę Danio…

Wieść rozeszła się szybko. Gdy dotarł do karczmy, drzwi otworzył mu sam DevilxShadow.

– A więc wróciłeś. – powiedział, uważnie mierząc go wzrokiem. – Nie ma już starszyzny, nie ma kto cię sądzić. Wiedz jednak, że wielu tu pamięta twój bunt.

Danio zdjął z głowy koronę i położył ją na stole.

– Nie wracam, by rządzić. Wracam, by doglądać końca Forum. Bo choć byłem niegdyś młody, dumny i głupi, Mineserver zawsze był moim domem.

DevilxShadow podał mu kufel piwa (jak coś zero!).

– W takim razie usiądź, książę. Bo może jeszcze przydasz się tej ziemi.

III. Powrót Nastolatki, Kapłanki Feniksa
Na kartach historii Forum, imię Juraty zawsze budziło emocje. Nazywana „Nastolatką”, była młodą kapłanką feniksa – istoty, która rodzi się z własnych popiołów. I tak samo Jurata pojawiała się pod różnymi postaciami. Raz była tajemniczą dziewczyną o złotych oczach, innym razem chłopcem o niezbyt mądrym spojrzeniu, a czasem matką, której dorosły syn zamiast wyprowadzić się, to nawalał w klocki do szóstej rano. Mieszkańcy szeptali, że była dzieckiem samego Feniksa; że była posłanką płomieni i odrodzenia.

Poza duchowością miała w sobie coś bardzo ludzkiego. Była kochliwa i zmienna jak ogień, którym się opiekowała. Urokiem i słowem uwodziła wielu mieszkańców, buntowała ich przeciwko starszyźnie, a potem znikała, pozostawiając po sobie zamęt i namiętne wspomnienia. Mówi się, że miała również romans z demonem, który sprowadził na Forum zarazę huzuni; podobno simpował do niej sam Hatek.
Więź utrzymywała również z księciem Danio VIII. Ich losy splatały się wielokrotnie – to ona podsycała jego bunt, szeptała mu o potędze i o królestwie, które mogliby stworzyć razem. Lecz gdy książę został wygnany, także na nią spadł gniew starszyzny.

Nastolatka nie zniosła jednak swego wygnania tak ciężko jak Danio. Feniksowe dziedzictwo dawało jej siłę. Wędrowała po świecie, przybierając różne twarze i imiona. W jednym mieście czczono ją jako prorokinię, w innym przeklinano jako uwodzicielkę. Była córką Feniksa – nigdy do końca nieuchwytną, wiecznie żywą i odnawiającą się. Do krainy Mineserver też wielokrotnie witała; zawsze pod inną twarzą, obserwując z ukrycia życie i powolny upadek miasteczka.

A jednak, mimo zmienności i wolności, coś zawsze ją przyciągało myślami do osady. Czasem przebywając w odległych wioskach szeptała modlitwy za Mineserver i za ludzi, których porzuciła. Niepamiętnego już dnia, wędrując przez Krainę Gosi, Jurata usłyszała wieść od rybaka Macieja:

– Mineserver? Ha! To już ruina. Ludzie uciekli lub zginęli. Została garstka. Sam stamtąd uciekłem, a właściwie to sami mnie wyrzucili. Ich strata.

Jurata poczuła w sercu ogień.

– Skoro ja mogę wracać z popiołów, może i osada powstanie. – pomyślała.

Jej kroki słychać było w pustych uliczkach, a każdy cień zdawał się podążać za nią. Pierwszy dostrzegł ją Camrakor, starzec z archiwum. Nie chciał się jednak wychylać, zbyt tchórzliwy, żeby powitać dawną buntowniczkę. Informacje o jej powrocie jednak szybko się rozniosły… dla niektórych była tylko wspomnieniem młodości (ah, co to były za czasy!), dla innych zaś symbolem zniszczenia.

W karczmie DevilxShadowa Jurata spotkała księcia Dania VIII. Oboje przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. On widział w niej tę samą dziewczynę, która kiedyś rozpaliła w nim zgubę. Ona widziała w nim dawnego księcia, złamanego, ale żyjącego.

– Wróciłaś – rzekł Danio.
– Zawsze wracam – odpowiedziała z uśmiechem.

DevilxShadow westchnął, nalewając jej wina (zero!).

– Czarodziejka i książę. Dawniej byliście iskrą i płomieniem, które spaliły pół miasta. Ciekawe, co zrobicie teraz, gdy zostały tylko zgliszcza.

Nastolatka uniosła kielich.

– Na zgliszczach można rozpalić ponownie ogień. A ogień wciąż może ogrzać tych, którzy nie uciekli.

IV. Anty, buntownik z wyboru.
Dawno temu, gdy Forum zwało się jeszcze Mineserwer, był ktoś, kto potrafił porwać tłumy jednym zdaniem – i to napisanym. Zwali go wtedy Anty, bo jego pełne imię było zbyt trudne do zapamiętania. Był młody, pewny siebie i arogancki. Należał do rzadkiego ludu Harlekinów, istot, które odznaczały się maskami i aurą wiecznej zabawy. Harlekin potrafił zamienić codzienność w spektakl, a tłum w wierną publiczność.

Anty długo pełnił rolę w strukturach władz osady. Był nie tylko wykonawcą rozkazów – był głosem, którego słuchano chętniej niż samej starszyzny. Nie ma jednak róży bez cierni: wraz z rosnącą popularnością rosła też jego pycha. Z czasem wyparł się powagi swego urzędu, naśmiewał się z prawa i porządku, a zamiast stać na straży Forum – buntował jego mieszkańców.

Starszyzna nie mogła tego dłużej tolerować. Za arogancję, szyderstwa i prowokacje został wygnany. Nie pomogły tłumy, które za nim płakały. Wraz z nim zamilkły ulice.
Na obczyźnie Anty nie zmienił się od razu. Wciąż dowodził bandami wędrownych awanturników i błaznów, którzy napadali na karawany Mineserwera i najeżdżali inne dzielnice, zachowując się jak trolle. Wszędzie, gdzie się pojawiał, wzbudzał chaos – nikt nie potrafił zdecydować, czy bardziej go nienawidzić, czy podziwiać.

Jednak z czasem, zmęczony własnym życiem, odszedł od tego fachu. Tak, tak, tak właśnie było moi drodzy czytelnicy. Przeszedł szkolenie u mistrzów dalekiego wschodu, nauczył się sztuki panowania nad swym niepokornym duchem.

Anty wrócił jako ostatni z buntowników. Wieść o amnestii dotarła do niego o wiele później, lecz w głębi serca wiedział, że nie mógłby pozwolić, by Danio i Jurata wrócili bez niego. Pierwszy zobaczył go MichotR, młody strażnik na posterunku.

– Kim jesteś, że tak po prostu wchodzisz tu, jak do siebie? – spytał.

Anty uniósł tylko maskę harlekina i szeroko się uśmiechnął. W karczmie DevilxShadowa spotkał się z Danio i Juratą. Książę uśmiechnął się gorzko.

– Zawsze musiałeś wejść z przytupem.
– A ty zawsze musiałeś udawać powagę – odparł Anty, podając mu dłoń.

V. Karczma.
– Nie poznaję tego miejsca. – powiedział cicho książę Danio, patrząc na pusty rynek. – Gdzie są tłumy? Gdzie gildie, gdzie wojownicy?
– Niektórzy wymarli, inni znaleźli inne krainy. My zostaliśmy. – westchnął DevilxShadow, nalewając im piwa (zero!).

W karczmie siedział także tralala, młody chłopak, który urodził się już po upadku Forum. Dla niego Mineserwer był legendą, którą znał z opowieści. Wpatrywał się w dawnych buntowników jak w bohaterów pieśni. – Czy to prawda, że na chatboxie codziennie były kłótnie, a użytkownicy walczyli o repki? – dopytywał z błyskiem w oku.

– #RepkiRzyciem. – odparł Danio i pociągnął porządnie z kufla.

W kącie siedział Ravcore, miejscowy menel, który uważał się za zbawiciela osady.

– Beze mnie dawno byście wszyscy poumierali! To ja wam chleb roznoszę, to ja wam pilnuję, żebyście się całkiem nie stoczyli! – krzyczał, choć cały był opluty i cuchnął tanim winiaczem. – A więc wracacie… – mruknął. – Wróciliście do ruiny, którą sami stworzyliście, odchodząc stąd przed laty...
– Wracamy, bo chcemy ją odbudować. – odparła Jurata, patrząc mu prosto w oczy. – Nie wszystko jeszcze stracone.

Wspomnę też, aby opowieść była pełna, o równie ważnej dla tej historii postaci. W archiwum miejskim, w podziemiach, żył Camrakor, zbzikowany starzec, którego życie polegało na czytaniu starych ksiąg i opisywaniu dziejów osady. Nikt go już nie słuchał, poza Ravcorem i Caynazem, którzy od czasu do czasu przynosili mu jedzenie, aby ten nie umarł z głodu.

– Wszystko zapisane, wszystko zapisane! – powtarzał Camrakor, pokazując im opasłe tomy. – Nikt nie pamięta, ale ja pamiętam. Kto kiedy założył gildię, kto pierwszy zginął na kitpvp, kto jaki wątek napisał, kto ile ma repek, kto uciekł, kto zdradził…

Wieczorem pojawił się w karczmie, niosąc ze sobą swoje księgi, z których sypał się kurz.

– Wróciliście w samą porę – wyszeptał drżącym głosem. – Bo los Forum nie jest jeszcze przesądzony. Dawne kroniki mówią o Kalisie…
– O kim? – zapytał nieśmiało tralala.
– O żółtym niedźwiedziu. O bożku z dawnych wierzeń, którego czczono, gdy Forum dopiero powstawało. Mówiono, że jego duch dawał życie naszym postom, a jego głos sprowadził na naszą ziemię pierwszych graczy. Ale kiedy ludzie odwrócili się od niego, zasnął na wieki. I odtąd Forum zaczęło gasnąć…
– Chcesz powiedzieć, że… – Danio zmarszczył brwi. Kłębiła się w nim jakaś myśl, ale nie mógł jej dokończyć bo był zbyt pijany bąbelkami z piwa zero.
– Że jedynym sposobem na odrodzenie osady jest przebudzenie Kalisa. – dokończył Camrakor. – Ale droga do niego wiedzie przez Stare Pogranicze, przez ruiny zapomnianych trybów i cmentarze, na których spoczywają wasi dawni towarzysze. Tam kryje się świątynia, w której spoczywa niedźwiedź.

Wszyscy spojrzeli po sobie. W karczmie zapadła cisza, aż Ravcore parsknął śmiechem.

– Ha! Będziecie szukać niedźwiedzia, żeby wam miasto odbudował? Zwariowaliście. Ale idźcie, idźcie! Może wreszcie zdechniecie, a ja zostanę jedynym zbawcą tego miejsca!
– Śmiej się, Ravcore. – rzekł Caynaz, patrząc mu prosto w oczy. – Ale jeśli mamy cień szansy, by przywrócić Forum do życia, musimy spróbować.
– Ale co z naszą książką „RolePlay”! – krzyczał i pluł – Porzucisz je dla jakiejś podróży!?

DevilxShadow podniósł kufel.

– RolePlay piszesz już cztery lata i trwać będzie równie długo, nigdy tej książki nie skończycie. Niechaj więc tak będzie. Karczma zawsze będzie tu na was czekać. Ale jeśli naprawdę chcecie przywrócić Forum serce, to idźcie i obudźcie Kalisa.


VI. Przysięga Powrotu

Tej nocy, przy ognisku, dawni buntownicy położyli dłonie na księdze Camrakora, a obok nich stanęło wielu innych mieszkańców, którzy przyszli z ciekawości, bo nic innego się nie działo. Znaczy była promocja na ziemniaki w sklepie u Wiwo, ale ta promocja jest tam codziennie.

– Przysięgamy. – powiedzieli wspólnie – Wyruszymy by odnaleźć Kalisa i przywrócić życie Mineserwerowi.

Nikt nie wiedział, czy legenda o niedźwiedziu jest prawdziwa. Ale po raz pierwszy od wielu lat w osadzie pojawiła się nadzieja.

I wyruszyli w podróż, która trwać miała wiele dni, kierując się ku Staremu Pograniczu, zlokalizowanemu gdzieś za porzuconą dzielnicą Royalcraft. Znosząc swoje toboły i inne pakunki, drogę zagrodził im Caynaz.

– Idę z wami. Też chcę pomóc temu miastu. Znam historię Forum jak nikt inny, jestem tutaj praktycznie od jego początków. Nadam się. – powiedział. – I muszę też wreszcie coś zmienić w swoim życiu, żeby z nudów tu nie umrzeć.
– Spoko. – odparł Danio.
– Dla mnie git. – dodał Anty.
– Ok. – skwitowała Nastolatka.

I tak czterech wspaniałych ruszyło w podróż.





(Nie wiem czy będą kolejne części)

[Obrazek: obraz-2025-01-16-152950301.png]
Oceny: Wiwo (+1), aksaiko (+1), Nastolatka (+1), DevilxShadow (+1)
18-August-2025 15:31:59
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Hobbs
Wspieram Forum

Liczba postów: 6969
Dolaczyla: Jan 2012
Reputacja: 777

MineGold: 777.77

Serdecznie polecamy serwis który pomoze Ci zdobyc Ci polubienia, subskrybcje, followersów i rozbudowac Twoje socialmedia!
DevilxShadow Offline
ψ мίѕтяz ροҝѮмøи ψ
*******

Liczba postów: 505
Dołączył: Jan 2016
365
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
DevilxShadow

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 192.00
Post: #2
RE: Upadłe forum
x"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Piękne, niesamowite wręcz omg
Niesamowite opowiadanie pełne humoru, nostalgii i cudownych bohaterów..
aww omg cudownie tak sobie przeczytać, aż pożąda się więcej..
Danio VIII Heart

[Obrazek: 5ZxkCR0.gif]
Hi there my dear! Turn back! Turn back...
Oceny: Anty (+1)
18-August-2025 16:15:35
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Anty Offline
Forumowy Guru
***********

Liczba postów: 2,115
Dołączył: Feb 2016
1306
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Kochania

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 58.00
Post: #3
RE: Upadłe forum
A co działo się w osadzie po opuszczeniu jej przez naszych wybawców? Siadajcie i czytajcie…

VII. Modły

Pomarańczowy Kapłan stanął przed ołtarzem. Od kiedy Nastolatka opuściła krainę, kult feniksa zniknął i świat opanowała religia zwana regulaminizmem – Boga nie było, Bogiem był regulamin. A najwyższym kapłanem w miasteczku był Pomarańczowy. W zasadzie to on mieszkał tu od zawsze, nikt nie wiedział skąd się dokładnie wziął, ale był oczami i uszami tego miasta: gdy na jednym końcu ktoś kichnął, on już mu odpowiadał „na zdrowie!”. Nie spał, czuwał przez całą dobę. Wiedział o każdym szmerze, nawet najmniejszym. Kontrolował straże, znał prywatną korespondencję mieszkańców. Był ich duchowym przywódcą, wypełniając wolę Admina.

Podszedł bliżej mównicy. Otworzył zeszyt, niedbale zapisany i przemówił dostojnie:

„Czytanie z Ewangelii Świętego Zjaranego, Zjar, 17, 1-8.
Przemienienie Banana
1 Po sześciu dniach Banan wziął ze sobą Szumiela, KKXD i brata jego MrMangę i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. 2 Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, skórka zaś stała się żółta jak papież. 3 A oto im się ukazali mag20000 i Chester_Psycho, którzy rozmawiali z Nim. 4 Wtedy Szumiel rzekł do Banana: «Adminie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla mag20000 i jeden dla Chestera». 5 Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój regulamin umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» 6 Moderatorzy, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. 7 A Banan zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» 8 Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Banana.
Oto słowo minecraftowe: Chwała tobie Zyczu.”

Zahaczając o prywatę, zdradzę Wam trochę o kapłanie. Jak wielu tęsknił za dawną świetnością osady, jednakże przejawiał to w bardzo nietypowy sposób. Ludzie mawiali, że snuł się samotnie po chatboxie, narzekając, że nie ma mieszkańców. Płakał i rozpaczał, ale nie oznaczało to, że chciał powrotu osadników. Za każdym razem, gdy ktoś wrócił do osady i chciał radośnie rozmawiać lub bawić się, to kapłan odpalał swoją furię. Biegał z kijem i przeganiał z Forum gagatków. Szczególnie przeciwny był powrotowi księcia Dania VIII, ponieważ był zdania, że ten wytwarza chaos poprzez swoje durne wygłupy.

Wróćmy do dnia dzisiejszego, kiedy to toczy się nasza opowieść. Po modłach, do karczmy DevilxShadowa wtoczył się Pomarańczowy Kapłan. Od progu już marudził, jakby wszedł nie do karczmy, tylko na serwerownię pełną poplątanych kabli.

– No i co to ma być? Same przedłużacze, żadnej organizacji, nic nie oznaczone! Kiedyś to człowiek sam kable układał i wszystko było równo. A teraz? Jeden wielki burdel, bo młodzież to tylko w repkach się licytuje, zamiast porządku pilnować.

Przysiadł się do stołu i oczywiście dalej ględził.

– Te dzieciaki mnie już drażnią. Siedzą, śmieją się, repki sobie rozdają jakby to złoto było. A ja patrzę i aż mnie skręca, bo człowiek ciężką ręką moderował kiedyś forum, a teraz takie guwniarstwo się bawi.

Poprawił sutannę i przeszedł do tematu, który zna „lepiej niż wszyscy”, a mianowicie budowlanki. Od wielu lat narzekał na przykryty strzechą dach karczmy. Przecież to się nie godzi, aby w takich warunkach popijać piwko (zero!):

– Bo ja to mam dach pokryty Plannją, rozumiecie? Solidna, szwedzka robota. Żadne tam Budmaty czy Blachy Pruszyńskiego. Te to gniją po pięciu latach. A u mnie? Elegancja, trwałość. Ale co wy możecie wiedzieć, dzieciaki, jak wy nawet kabla od kabla nie odróżniacie.

W karczmie zrobiło się cicho, ale kapłan się dopiero rozkręcał.

– A mieszkam z matką, bo tak wygodniej. Ona gotuje, ja mogę się skupić na ważniejszych sprawach… na przykład na Wikusi666. Eh, Wikuśka… Dziesięć lat młodsza była, ale jak się poznało na czacie, to człowiekowi serce drżało. Siedziałem nocami i jej emotki wysyłałem… Simpowałem, jak to teraz młodzi mówią. Tylko że ona wolała takich w kolorowych sneakersach, a nie poważnych kapłanów. Strata dla niej.

DevilxShadow tylko przewrócił oczami i podał mu kubek wody, nic przy tym nie komentując.

[Obrazek: obraz-2025-01-16-152950301.png]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-August-2025 16:59:37 przez Anty.)
Oceny: Nastolatka (+1)
19-August-2025 16:58:36
Znajdź wszystkie posty Odpisz
Anty Offline
Forumowy Guru
***********

Liczba postów: 2,115
Dołączył: Feb 2016
1306
+
Pomogłem? Daj Diaxa!
Nick na Serwerze:
Kochania

Odznaczenia:

(Zobacz Odznaczenia)
Poziom:
MineGold: 58.00
Post: #4
RE: Upadłe forum
VIII. Cmentarzysko RoyalCraft.
Słońce chyliło się ku zachodowi, a nasi przyszli wybawcy (albo i nie) dotarli do ruin dawnego Royalcraft, niegdyś jednej z czterech głównych dzielnic osady, a teraz zwykłego cmentarzyska dawnej świetności. Zawalony portal wjazdowy pokrywał już tylko mech. W oddali dostrzegli postać, która pochylała się nad ziemią i patykiem dźgała coś, co wyglądało jak rozkładające się zwłoki, z których został już praktycznie sam szkielet. Postać była widmowa, jakby półprzezroczysta, a z jej ciała wydobywały się strzępki dymu, przypominające vape z e-papierosa.

– Co ty tam robisz? – krzyknął książę Danio, zbliżając się.

Postać podniosła głowę. Widmo uśmiechnęło się.

– Witajcie wędrowcy! Jestem Smokatyy, stróż tych, którzy zginęli na huzuni. Jestem duchem, który został za życia potępiony i moją karą jest wieczne panoszenie się po dawnym RoyalCrafcie. – powiedział i wskazał patykiem na zgliszcza dzielnicy. – To, co widzicie, to jeden z dawnych bohaterów Forum. Walczył, zginął, a ja mam go teraz tu, doglądając jego rozkładu.

Wszyscy poczuli zimny dreszcz. To miejsce było przesiąknięte smutkiem i… samotnością. Smokatyy podniósł patyk i podszedł bliżej.

– Słyszałem, że szukacie żółtego niedźwiedzia, aby przywrócić chwałę Mineservera. To naiwne i głupie. To miejsce umarło na dobre. Nie ma już nadziei.
– Skąd wiesz? – zapytała Nastolatka.
– Jestem strażnikiem. Wiem, że nie ma już tu niczego, co mogłoby wrócić do życia. – podsumował i wskazał patykiem na zwłoki. – Ale jeśli upieracie się w waszych podróżach… to jesteście skazani na coś gorszego, ale może to was czegoś nauczy.

Smokatyy zmaterializował się, stając się wyraźniejszy. Z jego ciała wydobył się intensywny zapach dymu. Pachniał jak wymieszany liquid olejku miętowego z cukierkami lodowymi.

– To nie jest moja historia, ani historia tych trupów, które pilnuję. To wasza historia. Przeznaczenie waszej trójki… – na chwilę zamilkł, dokładnie przyglądając się przybyszom. – i Caynaza. – dodał. – Jest już przesądzone. Zostaniecie nawiedzeni przez trzy duchy. Tak, wiem że śmierdzi to wam „Opowieścią wigilijną”. Tak, tak, wiem, że to zerżnięty koncept, ale co zrobić? Taki mamy klimat. Pierwszy duch przybędzie do was już niedługo.
– Czego te duchy od nas będą chciały? – zapytał Danio, czując, jak serce bije mu szybciej.
– Będą chciały wam pokazać, w co się zamieniliście, gdy nie było was na Forum. Może będą wam pokazywać wasze błędy. I że nie da się wrócić do przeszłości. – kontynuował spokojnie, dalej grzebiąc patykiem w trupie. – Przeszłość to chaos, teraźniejszość to nuda, a przyszłość to zagłada. I tak, wiem, że to mocne słowa, ale taka jest już natura. Teraz idźcie. Czekają na was.

Smokatyy zniknął, zostawiając za sobą jedynie obłok dymu i zapach spalonej grzałki.

IX. Duch Przeszłości
Wyruszyli w podróż. Droga wiodła przez opustoszałe tryby. Mijali zarośnięte pola Survivalu, gdzie niegdyś toczono bitwy PvP, ruszali dalej obok cmentarzyska kitsów, a w oddali widać było wieże dawnego Wojownicy vs Potwory ze zbugowanym vortexem. Wszędzie panowała cisza, przerywana tylko szumem wiatru i szeptami wspomnień.

Nagle drogę zagrodził im cień.

– Kim jesteś? – zapytał Danio i wyciągnąłby miecz, gdyby jakiś miał.
– Jestem Duchem Przeszłości. – postać zdjęła kaptur. Była to twarz młodego chłopca, na oko czternastoletniego, z ironicznym uśmieszkiem na ustach. – Kiedyś znaliście mnie jako Emperor.

Nastolatka skrzyżowała ramiona.

– Wiem kim jesteś. Rozpalałeś ogień w sercach tak, jak ja. Pamiętam twoje posty o tym, jak podbijać do dziewczyny. I twoje prośby żebym w RolePlay udawała Arianę Grandę, aby mogła urodzić ci dziecko. To było chore.

Emperor uniósł brew.

– Prowokowałem. Chciałem, żebyście wszyscy rzucili maski i pokazali, co w was siedzi. Pisałem o rzeczach obleśnych, bo czułem, że każdy z was o nich myśli. Chciałem, żeby Forum było prawdziwe. – odparł.
– A skończyło się to dla ciebie banem. – dodał Anty. – Myślałem, że cię już nie ma.
– Jestem zawsze, w waszej pamięci. Wracałem co jakiś czas, pod innymi imionami, żeby zobaczyć, co się dzieje. Ale wy już mnie nie potrzebowaliście, prawda? Zmiękły wam serca, staliście się grzeczni, staliście się częścią tego systemu, przed którym tak uciekaliście. Wasze posty to było tylko puste pikolenie o niczym. Puste!

Danio poczuł gniew.

– Byłeś prowokatorem. Nie chciałeś niczego zmieniać. Chciałeś tylko chaosu.
– Chaos to życie! – krzyknął Emperor. – Forum było żywe, gdy wszystko się sypało! Kiedy były kłótnie, prowokacje i walki na noże. Patrzcie!

Emperor wyciągnął zapracowaną od zamiatania podłogi w kebabie gdzieś w Gdańsku dłoń i cała okolica rozbłysła światłem. Zobaczyli forum w jego najlepszych latach: chatbox wypełniony tysiącami wiadomości, rozmowy tomka41115, Kornelii, Dmodrta i Emperora o seksie i obrzydliwych żartach. Każdy post był jak iskra, która podpalała następną, a pożar nigdy nie gasł. Ludzie kłócili się, godzili i rzucali inwektywami, ale czuć było w tym pasję. Tęsknotę za chaosem.

Nagle wizja zgasła, a oni znów stali na pustkowiu.

– To była przeszłość. – powiedział Emperor. – Teraz jesteście tylko smutnymi ludźmi, którzy próbują przywrócić coś, co nigdy nie wróci. Bo życie to nie odbudowa, to ciągła zmiana. A wy się jej boicie.
– A ty co robisz teraz? – spytał Anty. – Minęło blisko 10 lat od tamtych zdarzeń…
– Jestem tylko cieniem przeszłości. Duchem. Moje prawdziwe ja sobie radzi w życiu. Ja zostałem tutaj, zbudowany ze wspomnień.
– Czy kiedyś zaznasz spokoju? – dopytała Nastolatka.
– Bajo jajo, idę wyrywać sobie łoniaki. – odpowiedział swoją typową śpiewką i pokazał im język.
– Dobry był z niego kolega. Lekko dziwny, ale my nie byliśmy lepsi. – stwierdził Anty.

Duch zniknął, a ich serca wypełnił smutek. Wiedzieli, że stare Forum nie było idealne, ale było za to pełne życia.

X. Duch Teraźniejszości
Podróżowali dalej, a w ich głowach wciąż brzmiały słowa Emperora. Droga stawała się coraz bardziej nieprzyjazna, pełna pułapek. Przez Stare Pogranicze szły hordy trolli i multikont, a gdzieniegdzie pojawiały się błąkające się dusze tych, którzy zostali wygnani i zginęli w drodze, a teraz nie mogli znaleźć spokoju.

Nagle z ciemności wyłoniła się kobieca postać, ubrana w jaskrawe, pstrokate szaty. Na jej ramieniu siedziała szarańcza, a w ustach trzymała kubańskie cygara. Była młoda, ale w jej oczach widać było zmęczenie.

– Cześć, kochani. – powiedziała z uśmiechem. – Jestem Duchem Teraźniejszości. Nazywają mnie Oliwka12!


Danio westchnął.

– Ty też wracasz?
– Zawsze wracam. I zawsze będę wracać. – odparła, a szarańcza na jej ramieniu wydała z siebie głośny okrzyk. – Wiesz, od lat próbuje mnie uciszyć cała załoga i ekipa serwerowa, ale ja zawsze mam w sobie to coś, co nie pozwala mi siedzieć cicho. Kiedy inni się boją, ja idę prosto na administrację i pytam: „Co ty, ku*wa, robisz?!”. Oni mnie banują, a ja wracam.

Anty pokiwał głową.

– Pamiętam, widziałem cię pod wieloma imionami. Ciągle prowokujesz. Chcesz, żeby się coś działo.
– Bo się nic nie dzieje! – krzyknęła, a jej głos rozszedł się echem po pustkowiu. – Forum umiera, a wy chcecie je wskrzesić jakimś pluszowym misiem? Gdzie tu logika, gdzie tu rozsądek? To Forum trzeba spalić do cna i zbudować od nowa na zgliszczach. Inaczej się nie da. Prowokacja to jedyna metoda, żeby obudzić resztki życia, jakie zostały w tej ziemi.

Oliwka pstryknęła palcami i przed nimi pojawiło się lustro. W jego tafli ujrzeli obecne Mineserver: puste działy, zaledwie kilku użytkowników na forum, a na czatboxie tylko Pomarańczowy Kapłan wraz z Camrakorem i lokalnym menelem Ravcore, którzy narzekają na brak kultury u młodzieży, na swój wiek, na to, że nie ma już tak jak dawniej.

– Widzicie? – rzekła Oliwka. – To jest teraz. To jest to, w co się wszyscy zamieniliście. Chcecie odbudować coś, co już dawno umarło. To ja, jako jedyna, próbuję je utrzymać przy życiu. Używając banów, spamując, tworząc zamęt. – po tych słowach Oliwka zniknęła.

– To prawda. – szepnął Caynaz. – Nikt nie chciał już wracać, nikt nie chciał już próbować. Oliwka i wielu innych wracało tylko po to, żeby sprowokować i zniknąć znowu. To jest jedyne życie, które czasem tli się na Forum

XI. Duch Przyszłości
Wędrowali dalej, a atmosfera stawała się coraz bardziej przygnębiająca. Zmęczeni i pełni wątpliwości, dotarli do ruin dawnego Wojownicy vs Potwory. W oddali majaczyła samotna postać. Pomarańczowy Kapłan siedział na tronie z gruzu i kamieni. Wyglądał, jakby czekał na kogoś od dawna. Był to trzeci duch, Duch Przyszłości. Był bezimienny, gdyż przyszłość była dla nich nieznana, ale przyjął postać kapłana, żeby pokazać im surowość losu.

– To on. – szepnął Danio. – Pomarańczowy Kapłan.
– To nie on. – powiedział Caynaz. – To tylko duch. Psoty, które mają w nas zbudować schizę.

Duch nie miał imienia, miał tylko samotność. Nie miał nikogo, kogo mógłby banować, bo nikogo nie było. Nie miał na kogo narzekać, bo pozostał sam. Sam, ale ze swoim regulaminem, ze swoimi marudzeniami. Nagle podniósł głowę i spojrzał na zbliżających się podróżników. Jego oczy były puste, a wargi drżały.

– Jesteście tu. – wyszeptał. – Złamaliście regulamin, wchodząc na to terytorium. Złamałem i ja, bo nie powinienem tu być, nie powinienem się tu zapuszczać.

Powoli wstał i podszedł do nich. Spojrzał na Dania, potem na Nastolatkę, Anty'ego i Caynaza.

– Zawsze narzekałem. Zawsze chciałem, żebyście odeszli. Myślałem, że gdy zostanę sam, będę mógł wreszcie zaprowadzić porządek. Że będę mógł wszystko poukładać tak, jak lubię. Że Forum będzie należało tylko do mnie i moich zasad. – mówił pod postacią Pomarańczowego Kapłana.

Duch machnął ręką i wokół nich pojawiła się wizja. Forum stało puste, ulice były porośnięte chwastami, a w oknach domostw nie było nikogo. Został tylko on. Sam.

– Nawet matkę wygnałem. – powiedział, a jego głos był pełen bólu. – Narzekałem na jej gotowanie, na jej obecność, na to, że psuje mi mój idealny plan. Zrobiłem to. Sam wygoniłem ją z domu i z Forum. Zostałem sam. Ze sobą i z regulaminem.

Zaczął płakać. Nie z żalu, ale z rozpaczy.

– To jest nasza przyszłość! – krzyknął. – Nie wrócicie na forum, bo nie będzie już czego ratować. Ja będę pilnował tego miejsca w całkowitej ciszy, a wy będziecie szukać żółtego niedźwiedzia, którego nikt już nie pamięta. W końcu i wy znikniecie. Nie wrócicie. I inni prowokatorzy też już nie wrócą. Nikt.

Duch zniknął a podróżnicy stali w ciszy, patrząc na ruiny. W końcu zrozumieli. Jedynym sposobem na uniknięcie tego losu było odnalezienie Kalisa.

[Obrazek: obraz-2025-01-16-152950301.png]
28-August-2025 17:19:24
Znajdź wszystkie posty Odpisz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości