- Ja? Twój? *Demoniczny śmiech* Jestem Draco, uczeń krwi i ognia. A jak wiadomo, ogień jest częścią Słońca. Broń się...
W tym momencie Draco otoczyła łuna ognia, pazury wydłużyły się wraz z wypukłościami na grzbiecie. Na oczach wampira złapał uciekającego królika i wypił go całego.
- No co? Zatkało? Uciekaj póki możesz, jeżeli dobrze pamiętam to ogień cię zmieni w proch a srebro sprawi, że będziesz krwawił. Tak, dobrze słyszałeś. Ten miecz jest ze srebra!
Draco ruszył szarżą i nagle czas stanął.
- Co jest...?
Polanę otoczyła poświata i świat przed oczami zmienił się w zbrojownie.
- Witaj, towarzyszu. Widzę, że uwolniłeś swoje moce na biednego wampira. Nie polecam.
Za jego plecami stał Wielki Mistrz jego sztuki.
- Co tu robisz, mistrzu?
- Zainteresowałem się, gdzie ty, do jasnej cholery, byłeś. Zniknąłeś jednej nocy i nie wróciłeś. Obserwowałem cię przez moce telepatyczne, jak to każdy mistrz robi ze swymi uczniami. Nie wiem, gdzie jesteś i kto to ten wampir, ale skieruj się w inną stronę. Uwolniłeś moc, trudno. Ale zaatakuj to coś, co kieruje wampirem. Potężna siła, starożytna. Masz tylko jedną szansę. Wygnaj go tam, skąd przybył.
Świat wrócił do normy, czas zaczął przyspieszać. Teraz widział dokładnie. Cień za wampirem.
Zaszarżował dalej, układając słowa w zaklęcie, uderzył całą swoją mocą, tuż za krwiopijcę.
- Giń, wracaj skąd przybyłeś!
Wyspę rozświetlił blask tysiąca ognisk rozpalonych tuż obok siebie. A wtedy nastała cisza.
Draco zniknął. Ale żył. Był gdzieś, nie wiedział gdzie.
W końcu, poczuł piasek pod sobą. Tym razem czuł się tak, jak powinien. Źle.
Krzyknął z bólu. Jego łuski były całe czarne, wyczerpane. Krwawy księżyc zniknął. Tak samo, jak i jego magia. No cóż, magia przynajmniej na jakiś tydzień.
